niedziela, 29 września 2019

JEJ PORTRET - ANNA H. NIEMCZYNOW

Wydawnictwo: FILIA
Data wydania: styczeń 2019
Liczba stron: 400
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10

***

Co to jest miłość? Co to jest prawdziwa miłość? Co świadczy o tym, że ktoś nas kocha? I czy zawsze musi dojść do tragedii, abyśmy zrozumieli, co możemy stracić? Takie właśnie pytania krążyły po mojej głowie podczas i po czytaniu tej książki. To pierwsza książka tej Autorki jaką miałam możliwość poznać i nie za bardzo wiedziałam czego mogę się spodziewać.

Maja to wzięta pisarka, Polka mieszkająca w Niemczech, mająca kochającego męża Marcela i czwórkę cudny, kochanych dzieci. Tworzą oni zgodną, zgraną rodzinę. Nie brakuje im pieniędzy, i ona i on spełniają się zawodowo. W pewnym momencie jednak Maja zaczyna być zmęczona rutyną jaka ją otacza i tym, że większość obowiązków domowych, jak odebranie dzieci ze szkoły czy ich dodatkowe zajęcia, spoczywają jedynie na jej barkach. Męczy ją to, że nie może poświęcić swojej pracy tyle czasu i sił, ile ona tego od niej wymaga. Do tego przez fakt, że Maja pracuje w domu i nie ma konkretnych narzuconych z góry terminów, to jej praca jest zsuwana na boczny tor. Maja postanawia więc wrócić do Polski, do ich dawnego mieszkania i tam odetchnąć, poszukać inspiracji i weny. Zrządzenie losu sprawia, że pewnego dnia spotyka tam swoją dawną miłość – Daniela. Szybko okazuje się, że stare uczucie nie umarło… Maja zaczyna wikłać się w romans, coraz częściej sama sobie zaprzecza, stara się sama siebie przekonać, że robi to tylko po to, aby odzyskać swój stary pamiętnik jaki kiedyś podarowała ukochanemu. On z kolei cały czas podsyca jej ciekawość i kusi przesyłając coraz to nowe fragmenty pamiętnika. Ponoć Autorka wykorzystała w tym momencie prawdziwy, istniejący pamiętnik! Jak skończy się ta historia? Czy Maja wróci do męża? Czy porzuci rodzinę i zostanie ze swoją pierwszą miłością? A jaką tajemnicę kryje Daniel?

W książce tej nie ma wyszukanej fabuły. Ot, kobieta z poukładanym życiem osobistym i zawodowym spotyka niespodziewanie swoją pierwszą, najmocniejszą miłość. Oczywiście spotyka ją wtedy, gdy sama jest „słabym celem”, sama potrzebuje wsparcia, czułości, wyrozumiałości. Wtedy leci jak przysłowiowa ćma do światła. Ale nie to jest najważniejsze w tej powieści. Najistotniejsze jest bowiem to, co Autorka chce nam przekazać. A niewątpliwie historia ta ma morał, a może nawet i dwa. Powinniśmy więc pamiętać, że nic nam nie jest dane na zawsze, że powinniśmy zawsze zastanowić się co możemy stracić w rezultacie naszej decyzji. Ale takie przemyślenia powinniśmy zrobić wcześniej, a nie dopiero wtedy jak coś złego się wydarzy w naszym życiu, a my stracimy coś, co mieliśmy najcenniejszego.

Na uwagę zasługuje kreacja bohaterów. Każdy z nich jest idealnie przedstawiony przez Autorkę. Każdy ma swoje spojrzenie na daną sytuację, swoje argumenty i racje. Moim zdaniem i Maja i Marcel nie są tu bez wad i mają swoje za uszami. Ale tu niestety bardziej denerwowała mnie Maja. Ile ja „nagadałam się do niej” podczas czytania… Denerwowało mnie przede wszystkim to, że już pod sam koniec tak szła w zaparte, że okłamywała nawet swoją przyjaciółkę Ewę - sama przed sobą nie chciała się przyznać, że jej zachowanie daje wiele do życzenia… Marcel z kolei wszystkie obowiązki domowe zrzucił na Maję, bo jego praca jest ważniejsza, bo to ona pracuje w domu i ma nienormowany czas pracy, bo ma odległe terminy. Dodatkowo czy istotne jest to ile razy ktoś będzie nam mówił, że tęskni czy kocha? Dla mnie przynajmniej najbardziej liczy się nie to co ktoś mówi, a co robi. każdego nie trzeba mówić czułych słów, ważniejsze jest wzajemne wsparcie, zrozumienie, zauważanie swoich potrzeb...

Czytając „Jej portret” cały czas z tyłu głowy miałam inną książkę, którą jakiś czas temu czytałam „Cześć, co słychać?” Magdaleny Witkiewicz. I przyznam się szczerze, że jednak książka Pani Witkiewicz była mi nieco bliższa… Staram się ich nie porównywać, ale te podobieństwa jakie zauważyłam, zbyt silnie rzucały mi się w oczy…

Po przeczytaniu książki sama nie wiedziałam czy mi się ona podobała czy nie. Zresztą do tej pory, a czytałam ją z jakiś miesiąc temu, pamiętam tą paletę uczuć jaka mną targała. Czy polecam książkę? Tak, polecam przeczytać: ku przestrodze. Bo może i bohaterka mnie denerwowała, może i popełniała błędy, ale my możemy się czegoś nauczyć na jej błędach, możemy wyciągnąć wnioski. I powiem więcej, nawet się cieszę, że ją przeczytałam, bo może i ciężko mi się ją czytało, może musiałam kilka razy ją odłożyć, ale wydaje mi się, że to historia, którą na długo zapamiętam. A ponieważ w tak niestandardowy sposób odebrałam „Jej portret” jestem bardzo ciekawa pozostałych książek Autorki. Na pewno sięgnę po jeszcze jakąś i na pewno mówię „nie”😊

***

Wybrane cytaty: 

Bo jak się kogoś kocha, trzeba go puścić wolno. Na tym polega miłość.

Rodzina jest jak gałęzie drzewa. Wszyscy rośniemy w innych kierunkach, lecz zawsze łączą nas korzenie.

Chciała być sama i kiedy dostała już to, o czym marzyła, nie poczuła się z tego powodu szczęśliwa. Trzeba uważać, o czym się marzy. Spełnione marzenia nie zawsze przynoszą spokój duszy.

Człowiek, który ma w domu wszystko, nie szuka niczego na zewnątrz. Nie jest mu to do niczego potrzebne.

Ludzi sukcesu od ludzi porażki różni to, że ci pierwsi niczym zuchwali amatorzy potrafią biec w kierunku swoich marzeń. Ludzie sukcesu życzą innym dobrze, emanują radością, potrafią zaakceptować zmiany. Biorą odpowiedzialność za własne niepowodzenia, bez obwiniania za nie kogoś.

Piękny człowiek to nie ten przyodziany w najmodniejsze ubrania, lecz ten, którego twarz odzwierciedla spokój.

Wystarczył tylko ten jeden raz, jeden jedyny... by rozkręcić spiralę zła. To jak z narkotykiem - lepiej nie próbować wcale, bo mało jest ludzi poprzestających na jednym razie.

Cokolwiek byśmy nie robili i jakkolwiek byśmy się z tym życiem nie szarpali, i tak w efekcie wszyscy wylądujemy właśnie tutaj...

Czasami trzeba odejść w cień. Zmęczony człowiek łatwo popełnia błędy i łatwo się załamuje. Tak wielu ludzi doprowadza się do stanu głębokiego zniechęcenia, udając jednocześnie, że wszystko jest w porządku. A życie płynie, toczy się niezależnie, czy tego chcesz, czy nie.

Czasami wydaje mi się, że traktujesz mnie jak pieknie oprawioną książkę. Podobała Ci się okładka, ale nie chce Ci się jej przeczytać...


Czas, droga pani, to coś takiego, czego nie da się kupić za żadne pieniądze.

Do momentu podjęcia decyzji zawsze idzie opornie. Później wszystko zaczyna toczyć się znacznie szybciej.


Dzisiejszy świat tak bardzo się spieszył, dając wrażenie braku czasu na zwykłe życie.

Dziś wiem, że nie zbuduje się szczęścia na cudzej krzywdzie.

Każdy człowiek, bez wyjątku, szuka akceptacji, pragnąc, by jego praca była ceniona, a on sam - szanowany. Właśnie ze względu na potrzebę bycia akceptowaną Maja wybrała szkołę muzyczną.


Wiedział jednocześnie, że miłość czasami trzeba puścić wolno. Jeśli naprawdę należy do nas, nie oddali się zbytnio. Nawet jak zbłądzi, to znajdzie drogę powrotną.

Twoja matka poniosła już karę. Wszystkie grzechy, które wydają owoce, żyją dłużej, niż nam się wydaje...

Może musiało się "coś" wydarzyć, by jeszcze bardziej zaczął cenić codzienność? Wszystko, co się nam przytrafia, jest odpowiedzią na życie, jakie wiedliśmy, a wszystko, co będzie, stanie się odpowiedzią na to, co czynimy teraz.


Ludzki umysł ma bowiem to do siebie, że bez wysiłku zapamiętuje zło. Nad tym, co dobre, trzeba nieustannie pracować. Trzeba też wierzyć, że wszystko w życiu ma swój sens. Nawet gdyby tym sensem miało być coś zupełnie innego, niż sobie zaplanowaliśmy.

Ludzie zmieniają się albo przez desperację, albo przez inspirację.

Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ 
 

środa, 25 września 2019

CUDOWNY CHŁOPAK - R. J. PALACIO

Wydawnictwo: ALBATROS
Data wydania: styczeń 2018
Liczba stron: 416
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

„Cudowny chłopak” to bardzo wzruszająca i przede wszystkim bardzo mądra opowieść. Zaczynając ją czytać miała wiele obaw czy podołam tej lekturze. Po jej zakończeniu już wiem, że była to wspaniała przygoda i polecam ją każdemu. I tym młodszym czytelnikom, do których jest ona właściwie skierowana, ale też i tym starszym. Każdy bowiem może się tu nauczyć czegoś nowego.

August to 10-letni chłopiec, który w wyniku błędów genetycznych urodził się ze zdeformowaną twarzą. Do tej pory przeszedł już szereg operacji, a czas wolny spędzał głównie w domu. Jego nauką kierowała mama, która uczyła go w domu. Augusta poznajemy w momencie, gdy rodzice postanawiają posłać go do szkoły. Jest to szok dla wszystkich, ale przede wszystkim dla chłopca. To on bowiem musi zmierzyć się z przeciwnościami jakie niesie ten krok. Przede wszystkim musi przełamać swoje wewnętrzne lęki i obawy, ale i sprostać docinkom jakie go spotykają ze strony nowych „kolegów”. Bo jak wiadomo dzieci nie przebierają w środkach i potrafią być naprawdę okrutne.

Pomimo wielu drwin i kpin August spotyka także na swojej drodze prawdziwych przyjaciół: Summer czy Jacka Willa, który dopiero po pewnym czasie zrozumiał jak bardzo polubił Augusta. Jack Will pierwszy raz spotkał Augusta przed lodziarnią gdy miał z pięć czy sześć lat. Uciekł wtedy z krzykiem, tak bardzo przeraził się te twarzy. Teraz został poproszony, aby być przewodnikiem Augusta po szkole. I nie od razu chciał podjąć się tej roli. Dzieciaki musiały zauważyć, że może i wyglądem August od nich odbiega, a nawet czasem i odstrasza, ale poza tym jest normalnym, wesołym, mądrym chłopcem, który chce się normalnie bawić i śmiać. Historia ta pokazuje nam jak bardzo patrzymy na ludzi i co gorsza ich oceniamy poprzez ich wygląd. Dopiero na drugim miejscu, jeśli w ogóle mamy chęć poznać drugiego człowieka, dostrzegamy jego wnętrze. A czy tak bardzo liczy się to „nasze opakowanie”?! Ja osobiście kilka razy spotkałam się z ocenianiem człowieka po tym jak go postrzegamy. I uważam, że naprawdę wiele można stracić w ten sposób, bo możemy nie poznać naprawdę wartościowej osoby. Znamienny jest tu chociażby Halloween, na który August czeka, bo wreszcie nikt go nie pozna i choć przez jeden dzień w roku będzie normalnym chłopcem, którego nikt nie będzie wytykał palcami.

W książce poruszony jest również wątek siostry Augusta Olivii. Dziewczyna jest wyjątkowo łagodna, spokojna i opiekuńcza w stosunku do brata. Doskonale zdaje sobie co musi on przeżywać i niejednokrotnie stawała w jego obronie, gdy ktoś chciał mu dokuczyć. Ale poznajemy też jej żal, że rodzice całą swoją uwagę poświęcają chłopcu, ona jest zawsze na drugim planie, musi poczekać np. z rozmową, bo August miał „zły” dzień. Kiedy ma wystąpić w przedstawieniu szkolnym nawet nie mówi o tym w domu, bo uznaje, że i tak nie będą mieć czasu przyjść. Gdy poznaje chłopaka nie mówi o Auguście, żeby nie postrzegał jej przez pryzmat chorego brata. Sama stara się radzić ze swoimi problemami, sama odrabia lekcje i uczy się. Nie narzeka, bo rozumie. Ale to nie oznacza też, że gdzieś wewnętrznie tego nie potrzebuje.

Książkę czyta się wyjątkowo szybko, bo rozdziały są wyjątkowo krótkie. Idealne dla młodych czytelników! Do tego książka podzielona jest na kilka części, a w każdej z nich narratorem jest inny bohater. Dzięki temu możemy poznać tą samą historię z różnych punktów widzenia: samego Augusta, jego siostry Olivii, przyjaciela Jacka Willa lub przyjaciółki Summer.

Wspaniałym dopełnieniem jest film pod tym samym tytułem, Julią Roberts, Owenem Wilsonem oraz Jacobem Tremblayem. Mi udało namówić się wszystkich w domu i zrobiliśmy sobie wspaniały seans rodzinny. Zależało mi głównie, aby tą historię poznała moja 8-letnia Córka. Ciekawa byłam jej spostrzeżeń i samej reakcji na Augusta i jego problemy. Wspólne oglądanie okazało się świetnym pomysłem, bo było punktem wyjścia do dalszej rozmowy. Nie była to pierwsza taka nasza rozmowa. W klasie mojej Córki jest bowiem też chłopiec z pewnym „defektem” i wiele razy już jej to tłumaczyliśmy. Ale dzięki takiemu filmowi łatwiej nam było pokazać dziecku jak może się czuć taki August. Zobaczyła niektóre sytuacje z punktu widzenia Augusta i to jak w danej chwili się on czuł. To naprawdę potężna lekcja tolerancji i wzajemnego zrozumienia. I co bardzo ważne przy młodym czytelniku jest to opowieść pogodna, optymistyczna, ale i chwytająca za serce.

***

Wybrane cytaty: 


Jakie to dziwne, że człowiek przeżywa najgorszy wieczór w swoim życiu, ale dla innych ludzi ten wieczór jest całkiem zwyczajny.

Dziwna sprawa, że czasem okropnie się czymś przejmujemy, a okazuje się, że to nic wielkiego.

czy świat w takim razie nie jest wielką loterią? gdy człowiek się rodzi, dostaje los i tylko przypadek decyduje, czy jest to los wygrany, czy przegrany. decyduje łut szczęścia.

To nie znaczy, że przejmuję się reakcjami ludzi na mój widok. Jak już mówiłem tysiące razy, zdążyłem się przyzwyczaić. Nie zawracam sobie tym głowy. Drobna mżawka nie przeszkadza w spacerowaniu. Nie wkłada się wtedy kaloszy. Nawet nie otwiera się parasola. Zwyczajnie idzie się przed siebie, prawie nie czując, że mokną włosy.

Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ 
 
    

środa, 28 sierpnia 2019

BYŁ SOBIE PIES 2 - W. BRUCE CAMERON

Był sobie pies
Był sobie pies || Był sobie pies 2

Wydawnictwo: WYDAWNICTWO KOBIECE
Data wydania: wrzesień 2019
Liczba stron: 405
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10

***

Bardzo lubię oglądać takie rodzinne filmy, w których bohaterem jest zwierzak. Zawsze też zastanawiało mnie jak czyta się taką książkę. „Był sobie pies 2” to moja druga przeczytana książka tego Autora i mniej więcej wiedziała czego mogę się spodziewać, chciałam jednak się przekonać czy i tym razem mi się spodoba. Nie czytałam jednak części pierwszej, troszkę więc obawiałam się czy uda mi się odnaleźć w tomie drugim. Ale jak się okazało bez problemów udało mi się wejść w ten pieski świat. Teraz tylko planuję wrócić do części pierwszej i nadrobić moje czytelnicze zaległości.

Bohaterem jest psiak Bailey, który odradza się w kolejnym wcieleniu. Dowiadujemy się, że już kilka ma ich za sobą, a teraz jest Koleżką. Okazuje się również, że misją każdego psa jest pomoc ludziom i opiekowanie się nimi. Tym razem Koleżka odradza się w "skórze" suczki Molly, a jego celem jest chronienie na początku małej dziewczynki Clarity, wnuczki jego ukochanego Ethana, która później dorasta. Clarity jest wychowywana przez swoją matkę Glorię, która niestety nie za bardzo spełnia się w roli matki, jest wielką egoistką i (co nieco komplikuje sprawę) nie lubi psów... Jest także przyjaciel dziewczyny Trent. A to dopiero początek tej historii... Czy nasz piesek ustrzeże Clarity przed kolejnymi przeciwnościami losu? Czy spełni się w roli jej Anioła Stróża? A może odkryje jeszcze inną misję dla siebie?

W. Bruce Cameron w wyjątkowy i niepowtarzalny sposób pokazuje czytelnikowi meandry sposobu myślenia naszych czworonogów. Robi to na tyle umiejętnie i plastycznie, że czytając mamy wrażenie jakbyśmy wręcz oglądali film. A w tego typu książkach jest to niezwykle ważne i daje ten oczekiwany efekt. Autor świetnie gra na naszych emocjach, potrafi trzymać czytelnika w napięciu, a książkę czytamy ze ściśniętym gardłem lub chusteczką przy oczach…

Bardzo podobał mi się zabieg, że narratorem jest pies. Pozwala to na przedstawienie nam jedynie konkretnych faktów, pozbawionych jakichkolwiek komentarzy. Jest zatem obiektywnie. A dzięki takiemu typowi narracji możemy zobaczyć nas ludzi z boku i nabrać do pewnych zdarzeń dystansu. Możemy zobaczyć nas oczami zwierzaka, który nie wszystko rozumie, który próbuje sobie wytłumaczyć różne zachowania człowieka na swój sposób… Mnie osobiście ujęło to jak bezbronne są te nasze futrzaki, jaką nadzieję w nas pokładają i jak bardzo są prostolinijne, ale i szczere przez to.

To nie tylko opowieść o tych merdających ogonami. Mamy tutaj jeszcze inne treści i „głębsze dno”, bowiem Autor porusza tematy problemu bulimii u nastolatków czy tak ciężkiej choroby jaką jest nowotwór.

Jest to bardzo wzruszająca i chwytająca za serce opowieść. A nas ludzi uwrażliwia na to, że zwierzęta (nie tylko przecież psy) wokół nas też czują, myślą na swój sposób, może czasem zbyt naiwnie, czasem nie rozumiejąc wielu rzeczy, ale przez to tym bardziej powinny być kochane i chronione przez nas - ludzi. W. Bruce Cameron udowadnia, że psy potrafią być wiernymi i oddanymi przyjaciółmi człowieka, a za otrzymaną dobroć odwzajemnią się po stokroć. Każdy pies powinien odnaleźć swojego człowieka, a każdy człowiek odnaleźć swojego psa…

A teraz nie pozostaje nic innego jak wybrać się niebawem do kina! A jestem bardzo, bardzo ciekawa tej ekranizacji. Poza tym uwielbiam najpierw przeczytać książkę, a później porównywać ją do filmu! Choć przyznam się, że u mnie w większości przypadku zawsze wygrywa książka😊




Za egzemplarz recenzencki dziękuję bardzo Wydawnictwu Kobiecemu

sobota, 24 sierpnia 2019

KOLORY PAWICH PIÓR - JOJO MOYES

Wydawnictwo: MIĘDZY SŁOWAMI
Data wydania: lipiec 2019
Liczba stron: 528
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Piękna, przyciągająca wzrok okładka to tylko początek. „Kolory pawich piór” to piękna, nietuzinkowa powieść obyczajowa. Czytanie jej było dla mnie prawdziwą ucztą czytelniczą. To książka, którą czyta się niespiesznie, bo trzeba się nią delektować.

Mamy tu trzy powiązane ze sobą bohaterki. Susanna to młoda trzydziestoletnia dziewczyna, która nie może odnaleźć się ani w życiu osobistym, ani zawodowym. Poznajemy ją, gdy ubolewa nad tym, że musi (w powodów finansowych i życia ponad stan) przeprowadzić się z Londynu na wieś, do rodzinnej miejscowości. Popada w konflikt z rodzicami, nie potrafi porozumieć się z mężem, jest pogubiona i można odnieść wrażenie, że ze wszystkiego niezadowolona. Postanawia więc otworzyć swój własny sklep „Pawi Zakątek”, aby stworzyć swego rodzaju oazę i miejsce wyłącznie dla siebie. Vivi to z kolei dojrzała kobieta, która stara się jak może, aby wszyscy wokół niej byli zadowoleni. Niestety robi to kosztem swoich potrzeb i pragnień. Jest jeszcze Athene, której postawa nie współgra z wizerunkiem kobiety w czasach w jakiej przyszło jej żyć. Losy tych kobiet są ze sobą połączone i mają wpływ na życie jakie się toczy tu i teraz.

Jojo Moyes stworzyła powieść wielowątkową. Z wyjątkową dbałością dopracowała wszystkie szczegóły fabuły. Zrobiła to z zegarmistrzowską precyzją,, tak aby powoli wprowadzić czytelnika we wszystkie tajemnice, ale jednocześnie nie zdradzić wszystkich od razu. Autorka przeplata wydarzenia z 1963 roku z wydarzeniami z 2001. Osobiście bardzo lubię taki zabieg, pozwala nam on zauważyć jak przeszłość wpływa na teraźniejszość. Czytając poznajemy całą historię powoli, niespiesznie. Wszelkie fakty są wręcz dawkowane małymi porcjami, co powoduje, że mamy na nie jeszcze większy apetyt. Tu nie ma pędzącej „na łeb na szyję” akcji. Autorka skupiła się bardziej na wewnętrznych rozterkach naszych bohaterek. Z wszystkimi książkami Jojo Moyes mam podobnie – początek książki jest dla mnie strasznie nudny i trudny do przeczytania, nie potrafię spamiętać bohaterów. W pewnym momencie następuje przełom, gdy już wiem kto jest kim i jakie są powiązania pomiędzy bohaterami, książka mnie wtedy wręcz pochłania.

Powieści Jojo Moyes mnie oczarowują. Sama nie wiem co jest tego przyczyną, że przyciągają mnie tak mocno?! Na pewno na uznanie należy piękny język i styl pisania Autorki. Bogate słownictwo, rozbudowane zdania, piękne opisy sprawiają, że lektury nie czyta się szybko i w pośpiechu. Najlepiej rozsiąść się z nią wygodnie i zatopić w świat bohaterów. Oj można zapomnieć wtedy o otaczającym świecie…

Niesamowite jest też to, że Susanna właściwie przez większość książki mnie irytowała, sama nie rozumiałam dokładnie o co tej dziewczynie w życiu chodzi… Z jednej strony miała bowiem wszystko, wspaniałą rodzinę, kochającego męża. Z drugiej zaś była strasznie zagubiona, niepewna, niezdecydowana, jakby coś jej ciążyło, ale sama nie wie do końca co. A może to piętno przodków potajemnie odcisnęło na niej swój wpływ?! Tutaj naszła mnie nawet refleksja – ja przez pewien czas w życiu czułam się podobnie jak ona, sama nie wiedziałam dlaczego, w pewnym momencie dowiedziałam się o kulki faktach z mojego dzieciństwa i pamiętam taki moment, gdzie dzięki tej wiedzy wszystko weszło we właściwe tryby. Być może tak ważne dla nas jest poznanie swojej historii, a może dzięki poznaniu całości historii, może zostawić ją, zamknąć pewien rozdział i rozpocząć nowy?! Niedostępność Susanny spotkała się w końcu z otwartym sercem Jessie. Może właśnie ze względu na tak wielką różnicę pomiędzy nimi, dziewczyny mogły zaprzyjaźnić się ze sobą?! Ale mimo tego, że nie do końca polubiłam główną bohaterkę i tak jakaś magnetyczna siła mnie ciągnęła do czytania… Autorka bardzo umiejętnie odmalowała klimatyczny świat „Pawiego Zakątku”, czytając aż wchłaniamy aromat zaparzanej kawy, słyszymy pełne ciepła rozmowy, możemy oczami wyobraźni podziwiać urokliwe przedmioty, które Susanna zgromadziła w swoim sklepie.

Po przeczytaniu „Kolorów pawich piór” jestem pewna, że muszę nadrobić jeszcze inne książki Jojo Moyes. Jej książki mają w sobie magię i urok. Poza tym kolejny raz przekonałam się jak pięknie i umiejętnie potrafi ona przelać na karty powieści trudne i skomplikowane tematy. Zdecydowanie jest to moja ulubiona Autorka powieści obyczajowych!


***

Wybrane cytaty: 

Krótka pamięć i poczucie humoru – to był zdaniem jej babci klucz do udanego małżeństwa.


Za dużo czasu na myślenie, to zawsze przepis na katastrofę.

Problem ze starzeniem się nie był taki, że człowiek utykał w przeszłości (...), lecz taki, że tej przeszłości było aż tyle, by się w niej zagubić.

Dobrzy ludzie zawsze myślą, że w jakiś sposób muszą być odpowiedzialni.

Nie ma czegoś takiego jak szczęście, pomyślała, jeśli jedno z Twoich dzieci jest nieszczęśliwe.  


Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ

niedziela, 11 sierpnia 2019

JESZCZE JEDEN UŚMIECH - MAGDALENA MAJCHER

Wydawnictwo: PASCAL
Data wydania: styczeń 2019
Liczba stron: 400
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Magdalena Majcher porusza w swoich książkach raczej „trudne” tematy, a ich lektura jest punktem wyjścia do dalszych rozmyślań i analizy. I tak też jest w tym przypadku. Tym razem na tapecie mamy szeroko rozumiany temat młodych matek. Ja, póki sama nie zostałam mamą, nie miałam pojęcia o wielu z tych zagadnień. Teraz już jestem ich świadoma, mam pewne zdanie na każdą z tych kwestii, wiem jak ja postąpiłam w danej sytuacji. Ale uważam też, że każdy ma prawo do swojego wyboru i nie do mnie należy jego kwestionowanie. Bo czy to ważne czy był to poród naturalny czy cesarskie cięcie? Czy kobieta karmiła piersią czy podała mleko z butelki? Jak długo karmiła piersią? Czy oddała dziecko do żłobka albo opiekunki i wróciła do pracy, a może całkowicie poświęciła się opiece nad maluchem i została w domu dłużej? Czy to ważne czy nosimy dziecko w chuście czy w wózku? Na takie właśnie tematy toczą się rozmowy w kafejce założonej przez jedną z bohaterek.

Monika to typowa kobieta businessu, piękna, nowoczesna, dla której praca jest ważnym elementem w życiu. To właśnie ona wpada na pomysł założenia kafejki, która byłaby miejscem przyjaznym dla młodych mam. Sama jest w ciąży i pracuje do samego końca, a po porodzie bardzo szybko wraca do swoich zawodowych obowiązków, a syna zostawia pod opieką opiekunki. Jej przyjaciółka to Karolina. Ona z kolei jest eko-mamą. Została w domu, wychowuje dwójkę dzieci i nie wyobraża sobie jakby mogła oddać swoje maleństwa komuś innemu. Olga to kobieta, która jest już w czwartej ciąży, a jej mąż nie wyobraża sobie jak można stosować antykoncepcję. Ona jednak coraz trudniej radzi sobie z opieką nad dotychczasową gromadką. I wreszcie Agnieszka – prowadzi spokojne, przeciętne życie z kochającym mężem. Ma jednak samotną matkę, która ciągle się im narzuca i jest wręcz nachalna. Wszystkie te kobiety dyskutują ze sobą, próbują się przekonać każda do swojej racji. Jednak wszystko przestaje być ważne, gdy jedno z dzieci zapada na ciężką chorobę. Wtedy wszystkie się jednoczą i próbują walczyć o jeszcze jeden uśmiech dla dziecka!

Książka ta jest dość specyficzna i nietypowa. Ja odebrałam ją jak swego rodzaju rozprawkę nad poruszonymi w niej tematami. A jest tu naprawdę sporo. Może czasem aż za dużo?! Lektura porusza do dyskusji i refleksji. I ja podświadomie sama zastanawiałam się po której stronie ja bym stanęła. Sama też z własnego doświadczenia wiem jak takie dyskusje są denerwujące i czasem wydaje mi się, że nawet krzywdzące. Bo często oceniamy, a nie znamy całości faktów. Na przykład jak kobieta nie karmi piersią, to pewnie dlatego, że nie chce, a może po prostu nie może?! Miała cesarkę, bo jest wygodna, a może po prostu miała wskazanie?! Wraca szybko do pracy, bo kariera jest dla niej najważniejsza, a może musi ze względów finansowych, albo czuje się wtedy bardziej spełniona?! Na większość z tych pytań ja odpowiedziałabym w prosty sposób: róbmy tak, aby nam było dobrze, bo szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Poza tym odkąd sama zaczęłam odkrywać tematy związane z macierzyństwem, jestem zaskoczona jak bardzo zacięte potrafią być takie dyskusje. Ja sama zostałam pewnego razu skrytykowana za jedzenie np. czosnku czy bigosu, bo przecież karmię?! Albo za oddanie dziecka do żłobka państwowego, gdzie przecież jest mu tak bardzo źle… Do tego nie starajmy się też być idealni, bo nigdy na pewno tacy nie będziemy, a dziecko nie kocha nas za perfekcjonizm...

Książkę na pewno polecam, szczególnie dla młodych mam, które z pewnością znajdą tu wiele tematów do przemyśleń i określenia swojego stanowiska. Lektura przedstawia bowiem naprawdę życiowe problemy i pokazuje, że macierzyństwo nie zawsze jest takie cukierkowe i różowe jakie często prezentowane jest w mediach. A ja z wielką przyjemnością chętnie poznam kolejne książki Autorki, bo tych nieprzeczytanych mam jeszcze sporo! 

***

Wybrane cytaty: 

Na pewno mogłam postąpić inaczej, ale to nie byłoby moje życie. Każdy z nas przeżywa wewnętrzne rozterki i zastanawia się, co by było, gdyby w przeszłości podjął inną decyzję. Cóż, podejrzewam, że wówczas nie byłoby nas tutaj. Kształtują nas doświadczenia, a także ludzie, z którymi przeszliśmy przez życie.

Nikt nie zadba o ciebie lepiej niż ty sama.

(...) w życiu każdego człowieka przychodzi moment, kiedy trzeba zweryfikować ideały młodości i dopasować je do zmieniających się potrzeb, by nie za tracić w tym wszystkim siebie.
 



Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ
 

środa, 31 lipca 2019

RANDKA Z HUGO BOSYM - AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

Wydawnictwo: BURDA KSIĄŻKI
Data wydania: 2019
Liczba stron: 280
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Do tej pory miałam przyjemność przeczytać prawie wszystkie książki Pani Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Dlatego i bez mrugnięcia okiem sięgnęłam po „Randkę z Hugo Bosym”. Zaczęłam rano, a że była sobota, to skończyłam wieczorem… Dawno nie zdarzyło mi się przeczytać książki w jeden dzień! A co to oznacza? Po pierwsze książka mnie wciągnęła, a po drugie była zdecydowanie za krótka! Spokojnie wiele scen rozbudowałabym bardziej, bo pomysł jak najbardziej przypadł mi do gustu.

„Randka z Hugo Bosym” to komedia romantyczna, z przymrużeniem oka. Jagoda Borówko jedzie na ślub swojej koleżanki nad morze. Tam, najpierw przypadkiem podczas wsiadania do taksówki, później na samym weselu spotyka przystojniaka jak z bajki – Hugo Bosego! Spotkanie nad morzem po weselu zapowiada, że mają się ku sobie, i to bardzo… Jednak… Nie, więcej nie mogę napisać – przeczytajcie sami!

Bardzo lubię jak Pani Agnieszka kreuje swoich bohaterów. Właściwie nie ma tu osoby, której bym nie polubiła. A polubienie dla mnie bohaterów, to dla mnie jedna z najważniejszych w książce kwestii... Jagoda Borówko nie jest kobietą idealną, ma swoje wady, nie ma figury modelki, ma pecha lub szczęście do znajdywania się w przedziwnych sytuacjach i przede wszystkim ma duże poczucie humoru i duży dystans do swojej osoby. Hugo Bosy też jest niczego sobie – to taki typ przystojnego, romantycznego zawadiaki😊 Poza tym Jagoda ma też paczkę znajomych, z którymi spotyka się często „na mieście” i niczym „W seksie w wielkim mieście” dwie przyjaciółki i przyjaciel gej doradzają jej czy chodzą razem na zakupy.

Książka swoim kształtem przypominała mi inną książkę Pani Agnieszki „Wszystko wina kota”. To dokładnie ten sam gatunek. Mamy tu komedię ze śmiesznymi sytuacjami i dialogami pełnymi humoru oraz typową historię miłosną. Czyta się rewelacyjnie szybko, może troszkę za szybko. Fabuła wciąga nas i naprawdę trudno oderwać się nawet na chwilkę. Narracja prowadzona jest z dwóch punktów widzenia: Jagody i Hugo. To coraz częstszy typ narracji w książkach jakie czytam, ale nie narzekam – bardzo mi się on podoba😊 Możemy dzięki niej zobaczyć co myślą i jak widzą dane zdarzenia obydwie strony. A jak wiemy punkt widzenia zależy od punktu siedzenia…

Ja nie zawiodła się i tym razem. Dostałam bowiem to czego oczekiwałam, a więc pełną humoru, żartów i gagów sytuacyjnych opowieść o miłości, troszkę bajkowa i z przymrużeniem oka. Książka jest idealna na wakacyjny odpoczynek. To lekka i poprawiająca humor historia😊



Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ

środa, 24 lipca 2019

WODNIK - KAROL GMYREK

Wydawnictwo: TRIGLAV
Data wydania: 2019
Liczba stron: 66
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Obecnie na rynku czytelniczym pojawia się coraz więcej literatury dotyczącej mitologii słowiańskiej czy wierzeń ludowych. „Wodnik” jest tego przykład. Wyróżnia się jednak tym, że jest kierowany do młodego czytelnika. Ja przeczytałam tą książkę z moją 8-letnią córka i bardzo cieszę się, że wspólnie mogłyśmy zapoznać się z ta historią.

Wodnik to główny bohater książeczki. To postać zamieszkująca różne zbiorniki wodne. Pewnego dnia spotyka psa Szczerbatka, a ten zaprowadza go do domu Miłoszów. Tam spotykają także syna Miłoszów – Kazia, z którym Wodnik szybko się zaprzyjaźnia. Od tego momentu razem przeżywają różne przygody.

Książka wydana jest w formacie A4, w środku ma piękne ilustracje, które nawiązują do treści. Dużym plusem jest duża czcionka, bowiem takie 8-letnie dziecko może spokojnie poradzić sobie z jej przeczytaniem samemu. Całość książki podzielona jest na rozdziały, a każdy z nich idealnie nadaje się do przeczytania na raz😊

Pierwsze pytanie jakie zadało moje dziecko po usłyszeniu o czym będziemy czytać, to: „a co to jest Wodnik?”. Dzięki ilustracjom i po pierwszych rozdziałach poznałyśmy bliżej owego Wodnika. I co najważniejsze okazało się, że to przesympatyczny chłopiec. Od razu wywołał na naszych twarzach uśmiech😊 I co bardzo istotne w książce dla dzieci – on też jest małym dzieckiem. To sprawia, że takiemu młodemu czytelnikowi łatwiej się z nim utożsamić i odnieść do jego problemów czy sposobu myślenia.

W świat mitologii słowiańskiej Autor wprowadza nas poprzez imiona bohaterów, mamy bowiem Miłoszów! Ale pojawiają się też inne stworki, potworki, takie jak: Rusałka, Licho, Popiołki, Baba Jaga… Mamy tu wiele opowieści czy legend, jak chociażby o bogu Perunie i jego żonie… A wszystko przekazane jest w bardzo przystępnej formie, zwłaszcza patrząc pod kątem młodego czytelnika. Autor bardzo „zgrabnie” pisze te opowieści, używając specyficznego języka i stylu, ale nie jest on na tyle wyszukany, że dziecko nie potrafiłoby go nie zrozumieć. A dzięki takiej wyjątkowej stylistyce tworzy piękny, baśniowy klimat. My czytałyśmy książeczkę głównie wieczorami, przed snem gdy było już ciszej i ciemniej, a to dodawało jeszcze większego uroku (i może nawet magii) naszej lekturze. Bardzo cieszę się, że miałam okazję poznać Wodnika i razem z Córą zapoznać się z jego przygodami. Wdzięczna jestem, że za jego pomocą mogłam pokazać dziecku zalążek tego mitologicznego świata i być może zainteresować im na trochę dłużej.




A za egzemplarz książki wraz  z piękną dedykacją bardzo dziękuję Autorowi:)