środa, 21 kwietnia 2021

BECOMING. MOJA HISTORIA - MICHELLE OBAMA

Wydawnictwo: AGORA
Data wydania: luty 2019
Liczba stron: 500
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10

***

Rzadko kiedy sięgam po biografie. Tą jednak dostałam na urodziny, więc musiałam przeczytać:) 

Michelle Obamy raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. Jest ona pierwszą w historii Pierwszą Damą Stanów Zjednoczonych, która jest Afroamerykanką. Przedstawia swoją historię odkąd była małą dziewczynką, po opis swojej edukacji, początków życia zawodowego, poznanie Baracka, po opis życia w Białym Domu przez obydwie kadencje. 

Zaczynając czytać tą książkę sama nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Wcześniej nie czytałam jej opisów, ani recenzji i bardzo się z tego cieszę, ponieważ odebrałam ją "po swojemu". Michelle Obama opisuje swoje życie w bardzo rzeczowy, konkretny sposób. Podaje nam nie tylko suche fakty, ale stara się również wrócić do emocji jakie towarzyszyły poszczególnym wydarzeniom. Emocji, ale i rozterek, które niejednokrotnie miała. Najbardziej podobały mi się fragmenty, gdzie opisuje swoje starania pogodzenia pracy zawodowej z macierzyństwem, a później odnalezienie siebie w trakcie prezydentury Baracka oraz zadbanie o prywatność swoją i swoich najbliższych w tym trudnym dla nich czasie.

Michelle Obama jest bardzo inteligentną i mądrą kobietą, a ta książka tym bardziej to udowadnia. Jej historia jest niezwykle motywująca, co ona sama zawsze starała się podkreślać podczas swoich wielokrotnych przemówień, zwłaszcza do młodych ludzi, którzy stoją dopiero na progu do swej dorosłości. Udowadnia też, że jest samodzielną, niezależną i bardzo silną kobietą, która zna swoją wartość i wie czego chce. Do tego jest ambitna i konsekwentna w realizowaniu swoich planów. 

Ta autobiografia napisana jest prosto i nieskomplikowanie. Nie ma tu pikantnych smaczków z prywatnego życia tej rodziny. Powiedziałabym, że jest ona napisana w bardzo dyplomatyczny, elegancki sposób. Poza tym jestem pod wrażeniem z jakim wyczuciem i taktem Michelle Obama przedstawiła niektóre trudne dla niej momenty w życiu. Krok po kroku powoli prowadzi nas przez swoje wspomnienia. Nie prezentuje ich jako sensacji, pokazuje raczej to wszystko co miało na nią wpływ i ją ukształtowało. Przy okazji prezentuje też swoje poglądy i przekonania na otaczające ją rzeczy.

Ja jestem jak najbardziej na tak, z wielką przyjemnością zapoznałam się z tą lekturą, zainteresowała mnie ona i zaciekawiła, dzięki czemu spędziłam z nią kilka miłych wieczorów.

***

Wybrane cytaty: 

Dziś, jako dorosła, wiem, że dzieci już w bardzo wczesnym wieku dostrzegają, kiedy dorośli ich nie doceniają i nie angażują się w ich rozwój. Gniew, który się w nich wówczas budzi, może przejawiać się jako krnąbrność. Trudno jednak je winić. To nie są „złe dzieci”. One po prostu starają się przetrwać w złej sytuacji.

Nie znaliśmy historii ich życia, a każdy człowiek na świecie dźwiga jarzmo swoich doświadczeń - należy o tym pamiętać i to uszanować.

W społeczności czarnych istnieje starodawne powiedzenie:"musisz być dwa razy lepszy, by przebyć połowę tej samej drogi".

musisz być dwa razy lepszy, by przebyć połowę tej samej drogi.

znalazła tu także potwierdzenie teza, że dzieci bardziej się starają, kiedy widzą, że ktoś w nie inwestuje. Rozumiałam, że okazanie dzieciom zainteresowania może dać im siłę.

 Moja matka miała zdolności rodzicielskie, które z perspektywy czasu uważam za genialne i wprost niemożliwe do naśladowania. Opierały się na zachowywaniu absolutnej, zenistycznej neutralności. Matki niektórych moich przyjaciółek przejmowały się ich porażkami i sukcesami, jakby przytrafiły się im samym, a z kolei innych były tak zaabsorbowane własnym życiem, że prawie w ogóle nie zwracały uwagi na dzieci. Moja mama była po prostu zrównoważona. Nie wydawała pochopnych sądów i nie angażowała się w nasze sprawy zbyt pospiesznie. Zamiast tego sprawdzała, jak się czujemy, i odgrywała rolę dobrotliwego świadka naszych zmagań i triumfów. Gdy działo się źle, nie użalała się zbytnio nad nami. Kiedy dokonaliśmy czegoś wielkiego, chwaliła nas i dzieliła naszą radość, ale nigdy przesadnie, aby walka o jej aprobatę nie stała się celem naszych wysiłków.
Rady, których nam udzielała, były konkretne i praktyczne. "Nie musisz lubić swojej nauczycielki - powiedziała mi pewnego dnia, gdy po powrocie do domu zaczęłam narzekać - ale ona zna się na matematyce, a ty musisz się jej nauczyć. Skup się na tym i nie przejmuj niczym więcej".

 Możesz dokądś dotrzeć tylko wówczas, jeśli stworzysz sobie lepszy świat, choćby początkowo tylko we własnym umyśle.

Mój ojciec Fraser nauczył mnie ciężko pracować, często się śmiać i dotrzymywać słowa. Moja matka Marian pokazała mi, jak samodzielnie myśleć i korzystać z własnego głosu. W naszym zatłoczonym mieszkanku na South Side w Chicago pokazali mi, że należy doceniać wartość historii: naszej rodziny, mojej własnej, kraju. Nawet jeśli bywa brzydka lub niedoskonała. Nawet jeśli odcisnęła głębsze piętno, niżbyśmy chcieli. Twojej historii nikt ci nie odbierze. Należy do ciebie.

Nauczyliśmy się, że nad tym, co od nas w życiu zależy, warto panować.

Niektóre urodziły się biedne lub wiodły życie, jakie wielu z nas uznałoby za pełne niesprawiedliwych przeciwności losu, a jednak działały tak skutecznie, jakby świat im we wszystkim sprzyjał. Oto, czego się dowiedziałam: każda z tych osób napotkała na swojej drodze kogoś, kto w nią wątpił. Niektórym wciąż towarzyszą ogromne rzesze krytyków i pesymistów krzyczących "a nie mówiłem!" przy każdej ich najmniejszej pomyłce czy błędnym kroku. Ten hałas nigdy nie milknie. Znani mi ludzie, którzy odnieśli największy sukces, nauczyli się to ignorować. Opierając się na osobach, które w nich wierzą, i po prostu idą naprzód.

 Wychowałam się przy niepełnosprawnym ojcu w zbyt małym domu, bez większych pieniędzy, w dzielnicy, która zaczynała podupadać. A jednocześnie wychowałam się otoczona miłością i muzyką w różnorodnym mieście, w kraju, gdzie wykształcenie może dać ci przyszłość. Nic nie miałam - a może miałam wszystko? Zależy od tego, w jaki sposób opowie się moją historię.

 


czwartek, 25 marca 2021

DO OSTATNIEJ KROPLI KRWI - MONIKA JOANNA CIELUCH

Wydawnictwo: AMARE
Data wydania: luty 2021
Liczba stron: 360
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

To pierwsza książki Moniki Cieluch jaką miałam przyjemność przeczytać. I co bardzo ciekawe: po zobaczeniu okładki i przeczytaniu opisu już wiedziałam, że koniecznie muszę przeczytać tą książkę! I trudno mi powiedzieć co tak naprawdę mnie ciągnęło do tej historii, ale teraz po jej lekturze wiem, że muszę ufać swojej intuicji:)

Leo to chłopak, który wychował się w patologicznej rodzinie i aby przeżyć musiał nauczyć się walczyć. Swojego młodszego brata był w stanie ochronić, matki niestety już nie... Leo uwielbia walczyć, poza tym nielegalne, podziemne walki są idealnym, szybkim zarobkiem. Wikła się też niestety w porachunki gangsterskie i świat przestępczy. Poznajemy go, gdy opuszcza więzienie po odbyciu 18-miesięcznego wyroku. Pierwsze co musi zrobić, to znaleźć szybko jakąś pracę. W oczy od razu rzuca mu się ogłoszenie w gazecie, że potrzebny jest model do projektu artystycznego. Nastka to z kolei dziewczyna, która ma swój zakład fotograficzny, za wszelką cenę stara się być samodzielna i nie korzystać z pomocy ojca i brata. I to ona właśnie poszukuje modela, aby móc wziąć udział w konkursie fotograficznym. I tak właśnie ta dwójka się poznaje. Tylko czy uda mi się ze sobą porozumieć? Pochodzą bowiem z dwóch różnych światów. Nie ułatwia im także przeszłość, która zawsze upomina się o swoje, a także skrzętnie skrywane tajemnice rodzinne.

W tej książce naprawdę dużo się dzieje. Akcja pędzi, wydarzenia następują jedno po drugim, przez co czyta się błyskawicznie, wręcz ekspresowo. Ja pochłonęłam ją w dwa wieczory! Do tego historia ta tak wciąga, że naprawdę trudno się od niej oderwać.

Ale to nie akcja jest tu najważniejsza. Jak dla mnie podstawową bazę stanowią tu nasi główni bohaterowie. Monika Cieluch fantastycznie ich wykreowała i przedstawiła. Rewelacyjnie pokazała przemianę jaką oboje muszą przejść, aby móc być ze sobą. Chociaż niewątpliwie to Leo musi bardziej przewartościować swoje życie, zmienić się i swoje nastawienie. Chęci ku temu ma, jednak realne życie wyjątkowo mu to utrudnia. Historia Leo i Nasturcji daje nadzieję, że miłość daje człowiekowi siłę i chęć zmiany na lepsze. I dzięki temu można zacząć budować spokojną i bezpieczną przyszłość. Ale warunek jest taki, że musi być to miłość szczera, bez tajemnic i skrywania przed sobą czegokolwiek. Jeśli dwoje ludzi chce być ze sobą i tworzyć udany związek, musi on się opierać na wzajemnym zaufaniu i braku niedomówień. Autorka stworzyła też bohaterów z krwi i kości. Są oni bardzo realistyczni, mają wady i przeżywają słabości. Jesteśmy świadkami ich wewnętrznych rozterek, a dzięki temu lepiej rozumiemy motywy ich działania. Może dzieli ich dużo, ale łączy świadomość, że rodzina jest najważniejsza i podstawowym celem jest zapewnienie jej bezpieczeństwa.

"Do ostatniej kropli krwi" to fantastyczne połączenie sensacji z romansem. Sceny erotyczne są naprawdę fajnie wplecione w fabułę, ale jej nie dominują. Poza tym są przedstawione odważnie, choć ze smakiem i gustem. Sensacji dostarczają nam głównie walki Leo, bez żadnych zasad i do upadłego.

Książka ta zostawiła mnie z tzw kacem książkowym, przeczytałam ją już kilka dni temu, a nadal we mnie siedzi. To moja pierwsza przeczytana książka tej Autorki, a po przeczytaniu jej pierwsze co zrobiłam, to sprawdziłam jakie jeszcze książki mam do nadrobienia. Bo bezapelacyjnie muszę po nie sięgnąć!

***

Wybrane cytaty:

Nigdy nie można w siebie wątpić, szczypiorku. Takie zachowanie zabija w nas wszystko to, co mamy najlepsze.

Bo prawdziwa miłość zawsze zwycięża, czasami tylko potrzebuje odrobiny cierpliwości, by móc urosnąć w siłę. Siłę, które nic nie jest w stanie pokonać.

sobota, 20 marca 2021

DŻENTELMEN W MOSKWIE - AMOR TOWLES

Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron: 560
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

O tej książce usłyszałam już dawno temu i od samego początku coś kusiło mnie, aby ją przeczytać. A gdy wreszcie udało mi się ją zdobyć, od razu zaczęłam czytać i przepadłam, bo książka wciąga nas całkowicie w swój niesamowity i wyjątkowy świat. 

Tytułowym dżentelmenem jest Hrabia Aleksander Iljicz Rostow, odznaczony Orderem Świętego Andrzeja, członek Jockey Clubu, mistrz ceremonii łowieckiej. Przez jeden wiersz został on skazany przez bolszewicki sąd na dożywotni areszt domowy w hotelu Metropol w Moskwie. Swój wielki apartament musiał zamienić więc na malutki pokoik na poddaszu. Hrabia został pozbawiony nie tylko swojego majątku, ale i wszelkich aktywności, które definiowały jego statu jako dżentelmena, takich jak wizyty w operze, spotkania towarzyskie czy wykwintne kolacje. Ów wyrok sądu hrabia przyjmuje ze spokojem i opanowaniem, ale jednocześnie próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. 

Zanim zaczęłam czytać tą książkę, słyszałam dużo pochlebnych o niej opinii, ale totalnie nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Dlatego tym bardziej jej lektura mnie zaskoczyła! Książkę tą czyta się niespiesznie, można powiedzieć, że wręcz się nią można delektować i smakować każde słowo. Akcja może nie pędzi na łeb na szyję, ale też nie o to w tym wszystkim chodzi. Całość akcji przypada na czas owego aresztu domowego hrabiego, więc naszego bohatera poznajemy na przestrzeni wielu lat. Tłem do całej tej historii są zmiany zachodzące w Rosji na przestrzeni tych lat. Poznajemy więc ten kraj jako brutalny, potężny, tajemniczy, a czasem i niezrozumiały. Samego hrabiego nie sposób nie polubić, jego i jego nienagannych manier, niezachwianych zasad moralnych oraz wyjątkowego, ale jakże dystyngowanego poczucia humoru. AleksanderIljicz Rostow jest dżentelmenem w każdym calu, zawsze nim był i zawsze nim pozostał, w każdej sytuacji, w jakiej postawiło go życie.

Ale nie tylko hrabia jest tu genialnie przedstawiony. Na uwagę zasługują też pozostali, drugoplanowi bohaterowie. Moją sympatię skradła Nina i później Zofia. Fantastyczny był szef kuchni Emil, który dzień rozpoczynał od pesymizmu, a im bliżej wieczora tym więcej było w nim optymizmu; Andriej kelner, który kiedyś był żonglerem; krawcowa Marina czy aktorka Anna. Wszyscy oni pomagają hrabiemu i są jego najlepszymi przyjaciółmi, na których zawsze może liczyć.

Czytając tą książkę niejednokrotnie zastanawiałam się jaki jest jej sekret. Czemu? Ponieważ przy tak ograniczonym polu akcji, tak rozległym jej czasie i braku dynamizmu czytamy ją z niesłabnącym zainteresowaniem. Jest w niej coś magicznego, nierealnego, ale i chwytającego za serce i rozczulającego. Lektura niewątpliwie skłania nas do głębszej refleksji, uczy dystansu do siebie, ale i pokazuje, że zawsze należy walczyć o to, żebyśmy to my byli panami swojego losu. Poza tym udowadnia, że zawsze warto być przyzwoitym człowiekiem, bo to właśnie ta przyzwoitość nas najlepiej chroni. Urzekło mnie tu też niewątpliwie piękne słownictwo i niepowtarzalny styl Autora, który idealnie go dostosował do opisywanego tu dżentelmena! "Dżentelmen w Moskwie" jest niewątpliwie wyjątkową powieścią z duszą, a jej lektura to prawdziwa czytelnicza uczta!

 ***

Wybrane cytaty:

Bo w życiu liczy się nie to, czy nagrodzą nas oklaskami, lecz to, czy będziemy mieć odwagę iść naprzód mimo braku gwarancji uznania.

Jeśli człowiek nie jest panem swojego losu, z pewnością stanie się jego sługą.

Cóż może nam powiedzieć pierwsze wrażenie na temat kogokolwiek? Nie więcej niż jeden akord o Beethovenie albo jedno pociągnięcie pędzlem o Botticellim. Ludzie są ze swej natury tak kapryśni, tak skomplikowani, tak uroczo pełni sprzeczności, że zasługują nie tylko na namysł, lecz również na ponowny namysł - oraz na naszą niesłabnącą determinację, byśmy powstrzymali się od wydawania opinii, dopóki nie ujrzymy tych ludzi w każdym możliwym otoczeniu i o każdej możliwej porze.

Powinniśmy poświęcić się dbaniu o to, by dzieci swobodnie kosztowały doświadczeń. I musimy czynić to bez obaw. Zamiast opatulać je kołdrami i zapinać im płaszcze, musimy wierzyć, że zaczną opatulać się i zapinać się same. A jeśli nowo zdobyta wolność wymknie się im z rąk, musimy zachować opanowanie, życzliwość i rozsądek. Musimy je zachęcać, by odważyły się zniknąć z zasięgu naszych czujnych pczu, a potem powinniśmy westchnąć z dumą, gdy wreszcie przejdą przez obrotowe drzwi życia.

Życie nie posuwa się naprzód skokami i susami. Ono rozwija się jak kwiat. W każdym momencie jest przejawem tysiąca przemian. Nabywamy i tracimy umiejętności, gromadzimy doświadczenia, a nasze opinie ewoulują - jeśli nie w ślimaczym tempie, to przynajmniej stopniowo. W rezultacie wydarzenia zwykłego dnia maja taka samą szansę nas odmienić jak szczypta pieprzu ma szansę odmienić gulasz".

Naszym życiem kieruje niepewność, często zniechęcająca, a nawet destrukcyjna. Jeśli jednak wytrwamy i zachowamy szlachetne serce, możemy zostać nagrodzeni chwilą najwyższej jasności – momentem, w którym wszystko, co nas spotkało, nagle okazuje się koniecznym ciągiem zdarzeń, a my stajemy u progu nowego, śmiałego życia, które od początku było nam pisane.

Tak czy inaczej, uznał, że kawa doskonale pasuje do okoliczności. Bo czy istnieje coś bardziej uniwersalnego? Kawa, która czuje się doskonale zarówno w metalowym kubku, jak i w porcelanie z Limoges, potrafi ożywić pracowitych o poranku, uspokoić zadumanych w południe albo podnieść na duchu strapionych w środku nocy.

Nie ma życzliwszych osób niż nieznajomi.

Z każdym mijającym rokiem wydawało mi się, że umyka mi jej coraz więcej, i zacząłem się bać, że pewnego dnia całkiem ją zapomnę. Prawda wygląda jednak tak, że bez względu na upływ czasu ci, których kochamy , nigdy do końca nam nie umkną.

Żadna rada nie jest dobra dla wszystkich. Dwoje ludzi, niczym dwie butelki wina, wiele dzieli, mimo że pojawili się na świecie zaledwie w odstępie roku albo na sąsiednich wzgórzach.

- Tylko Gruzin ze wschodu zacząłby posiłek od butelki rkaciteli.
– Bo jest prostakiem?
– Bo tęskni za domem.

Bo ostatecznie najukochańszy dobytek staje się nam bliższy niż przyjaciele. Przenosimy go z miejsca na miejsce, często kosztem znacznych wydatków i niewygody. Odkurzamy i polerujemy powierzchnie, besztamy dzieci, gdy za bardzo dokazują w pobliżu - i jednocześnie pozwalamy, by wspomnienia nieustannie podnosiły ich wartość. (...) W końcu zaczyna nam się wydawać, że te starannie przechowywane przedmioty mogą nam przynieść prawdziwą pociechę w obliczu utraty towarzysza. Jednak, rzecz jasna, przedmiot to tylko przedmiot.

Jeśli mężczyzna nie jest panem swojego losu, to z pewnością stanie się jego sługą.

Czy nie jest tak, że to właśnie szacunek dla wszystkich pomników, katedr i starych instytucji uniemożliwia nam rozwój?

Czy zamiast siedzieć w równiutkich rzędach w szkole, nie byłoby lepiej wyruszyć w stronę prawdziwego horyzontu, żeby się przekonać, co jest za nim?

Żył w przekonaniu, że dżentelmen powinien spoglądać w lustro z nieufnością. Zamiast pełnić funkcję narzędzi umożliwiających samopoznanie, lustra zwykle bywały bowiem narzędziami umożliwiającymi oszukiwanie samego siebie.

(...) w przeciwieństwie do dorosłych dzieci chcą być szczęśliwe. Dlatego potrafią jeszcze czerpać wielką przyjemność z najprostszych rzeczy.

- człowiek musi wiązać koniec z końcem - potwierdził rzeczowo audrius - bo w przeciwnym razie to jego czeka koniec.

Czas upływający między złożeniem zamówienia a podaniem przystawek to bez wątpienia jedne z najbardziej ryzykownych chwil we wszystkich ludzkich relacjach. Którzy młodzi kochankowie nie znaleźli się wówczas w ciszy tak nagłej, tak z pozoru nieprzezwyciężonej, że groziła podaniem w wątpliwość
chemii ich związku? Które małżeństwo nie uległo obawie, że pewnego razu zabraknie mu wtedy pilnego, zajmującego lub zaskakującego tematu do rozmowy? Dlatego u większości z nas to niebezpieczne interludium całkiem słusznie budzi złe przeczucia.

Cóż, Zofio, od dnia, w którym się urodziłem, życie tylko raz potrzebowało mnie w określonym czasie i miejscu: gdy twoja matka przyprowadziła cię do hotelu Metropol. I nawet gdyby proponowano mi władzę carską Wszechrusi, nie zamieniłbym jej na obecność w hotelu w tej godzinie.

Jednak w okresie dobrobytu każdy półgłówek z łyżką jest
w stanie zadowolić podniebienie. Chcąc poddać pomysłowość szefa kuchni
prawdziwej próbie, należy raczej spojrzeć na okres niedostatku. A cóż zapewnia
większy niedostatek niż wojna?

Konfederacja Ludzi Spokorniałych, podobnie jak masoneria to zżyte bractwo, którego członkowie nie noszą żadnych emblematów, lecz rozpoznają się na pierwszy rzut oka. Wypadłszy nagle z łask, konfederaci ci patrzą na świat ze wspólnej perspektywy. Wiedzą bowiem, że piękno, wpływy, sławę i przywileje raczej się pożycza, niż dostaje na zawsze, i dlatego niełatwo im zaimponować. Nie są skłonni do zazdrości ani obrażania się. I z pewnością nie przeglądają gazet w poszukiwaniu swojego nazwiska. Nadal angażują się w życie wśród podobnych im ludzi, lecz pochlebstwa traktują z ostrożnością, ambicje ze współczuciem, a w obliczu protekcjonalności uśmiechają się w duchu.

Przez wieki używano szampana podczas inaugurowania małżeństw i wodowania statków. Większość zakłada, że dzieje się tak z powodu nieodzownie odświętnego charakteru tego trunku. Tak naprawdę jednak sięga się po niego na początku tych ryzykownych przedsięwzięć dlatego, że bardzo skutecznie wzmacnia determinację.

Rozumiem, że księżniczka powinna mówić "proszę", jeśli prosi o ciastko, bo próbuje kogoś nakłonić, żeby je jej dał. I przypuszczam, że jeśli poprosi o ciastko i je dostanie, będzie miała dobry powód, by powiedzieć "dziękuję". Ale w drugiej części twojego przykładu księżniczka wcale nie prosiła o ciastko. Ktoś sam je jej zaproponował. I nie widzę żadnego powodu, dla którego miałaby mówić "dziękuję", skoro jedynie sprawia komuś przyjemność, przyjmując to, czym ją poczęstował.

poniedziałek, 15 marca 2021

REVENGE - AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

Bezlitosna siła
Kastor || Polluks || Saturn || Mars || Revenge

Wydawnictwo: BURDA KSIĄŻKI
Data wydania: marzec 2021
Moja bardzo subiektywna ocena: 7/10

***

Bardzo ucieszyłam się, gdy okazało się, że pojawi się piąty tom serii "Bezlitosna siła". Cała seria przypadła mi do gustu, więc byłam szalenie ciekawa, co tym razem spotka naszych bohaterów.

Tytułowy Revenge to Wiktor Brudzyński. Do tej pory żył sam, nikomu nie musiał się tłumaczyć, o nikogo troszczyć, za nikogo nie był odpowiedzialny. Nagle dowiaduje się, że jego matka, która mieszka w Ameryce ginie w wypadku, a on musi staje się prawnym opiekunem swojego nastoletniego, przybranego brata Leona. I jak to z nastolatkami bywa - szybko pojawiają się związane z tym kłopoty. Laura Marczyk jest z kolei siostrą Liwii. Zerwała jednak kontakt z rodziną, który teraz próbuje odzyskać. Poza tym jest tuż po rozwodzie z mężem, który stosował wobec niej i ich dziecka przemoc. Czy tych dwoje jest w stanie sobie zaufać na tyle, aby móc stworzyć trwały i silny związek?

Akcja książki biegnie bardzo szybko, kartki przewracają się same. Jest to zatem lektura na jedno dobre popołudnie. Ja aż sama siebie zaskoczyłam, że tak szybko ją przeczytałam. Poza tym książka ma bardzo podobny schemat, co jej poprzedniczki w tej serii. Zakończenie sugeruje, że być może pojawi się ciąg dalszy. Choć wydaje mi się, że warto zakończyć już tą serię...

W tym tomie spotykamy także pozostałych chłopaków z poprzednich tomów i bardzo ciekawe było zobaczenie co u nich słychać. Bardzo miło czyta się ich przepychanki słowne, które pełne są humoru i dowcipu. Dlatego całą piątkę naprawdę da się polubić:)

czwartek, 18 lutego 2021

HURT/COMFORT - WERONIKA ŁODYGA

Wydawnictwo: WYDAWNICTWO KOBIECE
Data wydania: wrzesień 2020
Liczba stron: 424
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Odkąd przeglądam blogi książkowe i bookstagrama moje lektury są o wiele bardziej trafione, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że prawie nie ma tych nietrafionych. I tak też było z "Hurt/Comfort":) Na początku spodziewałam się lekkiej, łatwej i zabawnej lektury. Ale z czasem okazało, że pod tym płaszczykiem humoru kryje się dużo ważnych tematów.

Ale zacznijmy od początku: głównym bohaterem jest Artur, osiemnastolatek, który właśnie jest w klasie maturalnej i ma nieco skomplikowaną sytuację rodzinną. Sam jest raczej typem samotnika i unika kontaktów i rozmów z innymi ludźmi jak tylko może, nawet gdy zapytany w autobusie o drogę odpowiada w języku migowym. Dobrze, że chociaż ma przyjaciółkę Magdę, a ta nie pozostaje bierna i próbuje go wyswatać. Janek z kolei jest pewnym siebie, wyjątkowo konkretnym chłopakiem, który doskonale wie czego chce i dlaczego robi niektóre rzeczy. I to właśnie on jest tym, który w autobusie zapytał o drogę:)

Byłam bardzo ciekawa tej książki przede wszystkim ze względu na temat LBTG. I jestem tu bardzo pozytywnie zaskoczona, bo nie spodziewałam się dostać aż tyle. Po pierwsze Autorka fantastycznie wprowadziła ten wątek. Mamy bowiem młode osoby zaczynające poznawać siebie i odkrywać własną orientację seksualną. Wkraczają w swoje pierwsze uczuciowe związki, a przecież nie jest to zawsze łatwe. Tym bardziej jeśli mamy tu parę homoseksualną. Bardzo spodobało mi się jak Autorka pokazała z jakimi problemami borykają się takie osoby, które muszą zdobyć się na odwagę, aby "ujawnić się" światu. A przecież nie każdy jest w stanie wziąć na swoje barki ten brak akceptacji i zrozumienia. I nie tylko wśród społeczeństwa, ale i wśród rodziny. A przecież tak bardzo naturalne powinno być dla nas chociażby trzymanie się za rękę w miejscu publicznym czy swobodne przytulenie się...  

Ale jest to książka nie tylko o osobach heteroseksualnych. Każdy z naszych bohaterów ma inną sytuację rodzinną, w której muszą się odnaleźć, a to nie zawsze jest łatwe. Dlatego bardzo ważna jest dla nich ich przyjaźń i jej wartość też jest tu niejednokrotnie podkreślona.

Uwagę warto także zwrócić na fantastycznie wykreowane postacie. Każdy z bohaterów jest bowiem z krwi i kości, ma swoje wady i zalety, a są tak realnie przedstawieni, że ja ich kupuję w całości. Dzięki temu, że są młodzi i przeżywają swoje kolejne ważne wydarzenia w życiu, jak studniówka czy matura i egzaminy na studia, lektura tej książki była dla mnie nieco jak podróż w czasie:) Nie dało się nie wspominać podczas czytania swoich czasów licealnych!

Dużym atutem tej historii jest sposób jej prezentacji: wyjątkowo humorystyczny, lekki, a przez to i ciekawy. Dialogi pomiędzy Arturem, Jankiem i Magdą są genialne, naszpikowane oczywiście młodzieżowymi powiedzeniami (które teraz są na topie) i nie sposób się przy nich nie uśmiechać! Weronika Łodyga ma wyjątkowo lekkie pióro, a o rzeczach trudnych opowiedziała nam w bardzo ciepły i przystępny sposób.

Zaskoczyło mnie także, gdy dowiedziałam się, że jest to debiut Autorki! No i czemu nie ma tomu drugiego?! Już sobie wyobrażam to nietuzinkowe towarzystwo Artura, Janka i Magdy na studiach! Przecież nie można zmarnować tego potencjału!

Wybrane cytaty:

Zaperzył się, łapiąc go za rękę, jakby w ten sposób przypieczętowywał swoje słowa. Artur odruchowo chciał się rozejrzeć, czy przypadkiem nikt w pobliżu nie planuje znienacka ich zaatakować, zdołał się jednak powstrzymać. Obiecał sobie przyjąć taktykę: „Jeśli nie robisz niczego złego, nie zachowuj się, jakbyś popełniał zbrodnię”.

Czasami ludzie po prostu nie chcą nas w swoim życiu i to boli. Ale to ich wybór. Trzeba go uszanować, choć niekoniecznie się z nim zgadzać. A już na pewno nie oceniać siebie na jego podstawie.

 


piątek, 12 lutego 2021

ENOLA HOLMES. SPRAWA OSOBLIWEGO WACHLARZA - NANCY SPRINGER

Enola Holmes
Enola Holmes. Sprawa zaginionego markiza. || Enola Holmes. Sprawa leworęcznej lady. || Enola Holmes. Sprawa złowieszczych bukietów. || Enola Holmes. Sprawa osobliwego wachlarza.

Wydawnictwo: PORADNIA K
Data wydania: styczeń 2021
Liczba stron: 224
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

To już czwarty tom przygód rezolutnej i sprytnej Enoli Holmes. A ponieważ jest to kolejna część, a poprzednie bardzo mi się podobały, poprzeczka została postawiona niezwykle wysoko! Nancy Springer jednak nie odpuszcza i cały czas utrzymuje odpowiedni poziom! 

Tym razem Enola pomaga lady Cecyli, swojej znajomej (z 2 tomu), która próbuje uciec od przymusowego aranżowanego małżeństwa. Istotnym elementem śledztwa jest tytułowy, osobliwy wachlarz kryjący zaszyfrowaną wiadomość. 

Może będę się powtarzać z moimi recenzjami poprzednich części, ale postać Enoli wykreowana jest fantastycznie. To dziewczyna, która walczy o swoje, chce być niezależna i sama decydować o sobie. A przecież wszyscy wiemy jak bardzo ważne to są kwestie! Jest to dziewczyna niezwykle logiczna, a jej błyskotliwość zadziwia na każdym kroku. 

Bardzo podobają mi się również w tym cyklu spotkania Enoli z jej braćmi: Mycroftem i Sherlockiem. I o ile temu pierwszemu Enola daje mocno popalić, to pomiędzy nią a Sherlockiem powolutku zawiązuje się niesamowita więź. I po cichu liczę, że w piątym i szóstym tomie może być przełom w ich relacji. Oczywiście wszystko zależy od Sherlocka, a ten wreszcie zaczyna (choć niezwykle powoli) dostrzegać w siostrze kompana we wspólnym rozwiązywaniu zagadek i być może przekona się, że ma wyjątkowo odważną i dzielną siostrę. W pewnym momencie było mi bardzo żal Enoli, bo ona tak rozpaczliwie tęskni za kimś bliskim, w kim może mieć oparcie i kto zrozumie ją i da jej swobodę działania.

Klimat tego tomu również osadzony jest w podobnym klimacie jak poprzednie. Mamy więc mroczny XIX-wieczny Londyn, który poznajemy z tomu na tom coraz bardziej. Mnie np zaskoczyła fosa 'aha', którą budowano wokół domu zamiast ogrodzenia, żeby nie zasłaniać sobie widoków, ale żeby uchronić się przed niepożądanymi gośćmi! Oczywiście cały czas Autorka piętnuje uległą rolę kobiety w ówczesnym świecie i podkreśla jak bardzo są one pozbawione prawa o decydowaniu o sobie.

Ja już nie mogę doczekać się tomu piątego i szóstego! Jestem niezmiernie ciekawa jak zakończą się wszystkie rozpoczęte już wątki rodzinne Enoli, a przy okazji chętnie podejrzę jaką to kolejną sprawę będzie rozwiązywać ta niesamowita dziewczyna. A kibicuję jej z całych sił!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu PORADNIA K :) 


 

niedziela, 31 stycznia 2021

GAMBIT KRÓLOWEJ - WALTER TEVIS

Wydawnictwo: CZARNE
Data wydania: październik 2020
Liczba stron: 360
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

O tej książce usłyszałam dzięki serialowi na Netflixie. I bardzo cieszę się, bo pewnie gdyby nie serial, to nawet nie wiedziałabym o niej. Książka bowiem została napisana w 1983 roku. I jest to też niesamowitym przykładem na to jak bardzo serial czy film jest w stanie dać drugie życie książce. A widzę to zjawisko coraz częściej.

Główną bohaterką jest Beth Harmon, która w wieku 9 lat trafia do sierocińca. Tam odrywa grę w szachy, której uczy się od woźnego w piwnicy. Niestety rozpoczyna także "przygodę" z tabletkami na uspokojenie, które podawane są dzieciom. Szybko okazuje się, że Beth przejawia niesamowity talent w szachach, a wiedzę na ich temat wręcz pochłania. Gdy zostaje adoptowana, próbuje odnaleźć siebie i swoje miejsce. Jednak cały czas ciągnie ją do gry w szachy. Możemy więc krok po kroku śledzić rozwój jej poczynań, poprzez gry na turniejach i konkursach, po treningi i dokształcanie się. 

Zarówno książka, jak i film wciągnęły mnie niesamowicie czego w ogóle się nie spodziewałam. Na początku jak usłyszałam o tej historii, byłam ciekawa jak można ciekawie przedstawić historię o szachach. Kiedyś grałam troszkę w tą grę i wiedziałam, że są one emocjonujące, ale wydają się zbyt mało dynamiczne i za bardzo techniczne, aby móc je zobrazować i przedstawić w jakiejś opowieści. Nic bardziej mylnego. Książkę kończyłam czytać z wypiekami na twarzy! Jest w niej bardzo dużo opisów partii szachowych i wiem, że wiele osób je pominęło, mi jednak wydaje się, że to one w dużej mierze budują to niesamowite napięcie w tej historii. Ja przeczytałam wszystkie i to bardzo uważnie! 

Ciekawostką jest również to, że są tu zaprezentowane realne partie szachowe. We wstępie chociażby tłumaczka opisuje, że współpracowała z kilkoma arcymistrzami, którzy rozgrywali partie Beth na prawdziwych szachownicach.

Do tego dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy na temat szachów, a o których nie miałam zielonego pojęcia, jak chociażby blitz, czyli bardzo szybka, ekspresowa rozgrywka.

Beth jest niesamowicie stworzoną postacią. Przede wszystkim jest autentyczna i bardzo charyzmatyczna. Przez całą książkę śledzimy jej walkę z samą sobą, ze światem zewnętrznym. Jesteśmy świadkami rozwoju jej ogromnego talentu, ale widzimy też ile pracy i poświęcenia ją to kosztowało. Beth nie tylko walczy na turniejach szachowych. Dużo trudniejszą walkę toczy z alkoholem czy tabletkami. Poza tym w pewnym momencie uświadamia sobie, że jej najtrudniejszy przeciwnik - pięciokrotny mistrz świata, Rosjanin Wasilij Borgow nie jest aż taki straszny i przede wszystkim powinna skupić się na grze i na szachach, a nie na jego osobie. Beth jest niesamowicie samotną osobą, nie ma kogoś naprawdę sobie bliskiego, na kim mogłaby polegać. Widać to szczególnie podczas jej wyjazdu do ZSRR. Ale jest bardzo silną i dzielną dziewczyną, która wie co tak naprawdę się liczy. Jest wyjątkowo zdeterminowana, a to bardzo ważna cecha podczas gdy chce się być najlepszym. Ciężko znosi porażki, wręcz nie dopuszcza do siebie myśli, że może się pomylić. Takie podejście jest bardzo trudne i wymagające, ale pozwala osiągnąć doskonałość i precyzję. Beth nie zadowala osiągnięcie remisu na podium, ona musi wygrać, po to właśnie przyjechała.

Oczywiście najpierw przeczytałam książkę, aby móc obejrzeć serial. Dla mnie jest to jedyna słuszna droga. Serial to z kolei wspaniałe dopełnienie książki, jest taką wisienką na torcie. Zachwyciła mnie przede wszystkim genialna estetyka wizualna. Wspaniale są tu odzwierciedlone lata 60-te, w których ma miejsce akcja. Te wszystkie miejsca, w których była Beth są naprawdę super przedstawione, z odwzorowaniem szczegółów i szczególików. No a stroje Beth to już zasługują na głośne fanfary:) 

 ***

Wybrane cytaty:

Postanowiła nie bić podstawionego piona, utrzymać napięcie na szachownicy. Lubiła je. Podobały jej się siły pionów i figur działające wzdłuż linii i przekątnych. W środkowej fazie gry, kiedy figury były już rozstawione po całej szachownicy, krzyżujące się na niej siły przyprawiły Beth o dreszcz emocji. Zagrała skoczkiem po stronie króla, czując, jak rozszerza się jego pole działania. Po dwudziestu posunięciach zbiła obie wieże pana Shaibela i zmusiła go, żeby się poddał.

- Doświadczenie nauczyło mnie, że to, na czym się znasz, nie zawsze jest najważniejsze.
- A co jest najważniejsze?
- Żyć i wzrastać. [...] Przeżywać swoje życie.

- Nie poddawaj się - rzucił. - Jedna przegrana partia o niczym nie świadczy.
- Nie poddaję się - odparła.

[...] który we wczesnej młodości zachwycił świat grą w szachy, a potem ją rzucił, popadł w bełkoczącą paranoję i umarł - nadal przyprawiały ją o dreszcz podniecenia. Grając gambit królewski, Morphy lekką ręką poświęcał skoczki i gońce, a potem błyskawicznie dopadał czarnego króla. Nie było drugiego takiego szachisty ani przed nim, ani po nim. [...] Przed ważnymi pojedynkami w Paryżu Morphy spędzał całe noce w kawiarniach, pijąc i rozmawiając z nieznajomymi, a rano grał jak rekin - uprzejmy, dobrze ubrany, pachnący, przestawiał masywne bierki drobną, kobiecą dłonią o niebieskich żyłach i miażdżył jednego europejskiego mistrza za drugim. Ktoś nazwał go "dumą i smutkiem szachów''.

Beth tańczyła w duszy barokowego menueta szachów,
urzeczona, w uniesieniu, oszołomiona finezją kombinacji, które otwierały się przed jej umysłem i na które otwierał się jej umysł.

Jednakże remis to nie wygrana. A jeśli Beth kochała coś w swoim życiu, to właśnie wygrywać. Zerknęła na Borgowa i ku swojemu zaskoczeniu stwierdziła, że sprawia wrażenie zmęczonego. Pokręciła głową. Nie.

- Od dwudziestu lat żaden Amerykanin nie miał nawet szansy wygrać z Rosjaninem. To tak jak z baletem. Oni płacą ludziom za granie w szachy - Beth przypomniała sobie zamieszczone w „Chess Review” zdjęcia pochylonych nad szachownicą mężczyzn o posępnych twarzach, Borgowa i Tala, Łajewa i Szapkina, z marsowymi minami, w ciemnych garniturach. W Rosji szachy były czymś innym niż w Ameryce. 

W szachach nie zdradza się swojego kolejnego ruchu.