niedziela, 21 kwietnia 2019

czwartek, 11 kwietnia 2019

ŚMIERĆ W OGRODZIE - ELIZABETH IRONSIDE

Wydawnictwo: G+J
Data wydania: 2008
Liczba stron: 313
Moja bardzo subiektywna ocena: 5/10

***

„Śmierć w ogrodzie” to typowy, klasyczny kryminał. Od razu jednak zacznę, że mi niestety nie przypadł on do gustu, strasznie zmęczył mnie czytaniem i skończyłam go właściwie tylko dlatego, że potrzebny mi był do wyzwania w jakim biorę udział.

Akcja książki dotyczy wydarzeń jakie miały miejsce w 1925. Główną bohaterką jest Diana Pollexfen, która zaprasza na swoje urodziny znajomych. Podczas owego weekendu dochodzi jednak do śmierci jej męża George’a. Okazuje się, że przyczyną zgonu było zażycie trucizny jaką stała się mieszanka chemikaliów fotograficznych i whisky. Podejrzenia padają od razu na żonę, ponieważ to jej pasją była fotografia. Diana zostaje, więc oskarżona o morderstwo. Od razu na początku książki dowiadujemy się, że wyrok był uniewinniający. Jednak i tak nikt ze znajomych, ani osób wokół Diany nie wierzy w jej niewinność.

Z drugiej strony mamy Helenę, która została spadkobierczynią spadku po Dianie -swojej stryjecznej babce. W rzeczach po babce Helena znajduje pamiętniki jakie ta pisała właściwie przez całe życie. Dowiaduje się także, że babka została w przeszłości oskarżona o morderstwo męża. Sama zaczyna mieć wątpliwości czy w takiej sytuacji chciałaby przyjąć ów spadek. Dlatego chce poznać prawdę czy Diana rzeczywiście popełniła morderstwo. Zaczyna więc prowadzić swoje prywatne śledztwo. W między czasie boryka się także z problemami w swoim życiu osobistym. Głównym z nich, jaki spędza jej sen z powiek jest romans z Robertem, szanowanym politykiem, który jest niestety żonaty…

Bohaterowie książki wydali mi się papierowi i trudno było mi ich poznać głębiej. Chociaż muszę przyznać, że same przemyślenia i analizy tutaj zaprezentowane są dogłębne i dość dobrze opracowane. Dla mnie jednak wszystkich bohaterów było zbyt dużo i trudno mi było ich spamiętać, polubić, poznać bardziej.

Sam pomysł na fabułę książki jest ciekawy i interesujący. Jednak sposób jej przekazania jest dla mnie już mniej absorbujący. Za dużo tutaj dla mnie opisów, przemyśleń, pokrętnych myśli. Dlatego też czytało mi się bardzo mozolnie. Oj dawno już nie czytałam książki tak długo…

***

Wybrane cytaty: 

Mamy z góry ustalone opinie o starych ludziach, uważamy, że skoro teraz ich życie jest bezbarwne, to zawsze tak było!

Pozwól człowiekowi mówić o sobie.

Staraj się zrozumieć i nic nie mów. Słowa są bronią, zadają rany. Słów nie można cofnąć, a rany, nawet gdy się zaleczą, pozostawiają blizny.

Śmierć jest ogromną skałą i gdy lada chwila masz z niej spaść, niczym aztecka ofiara, sprawy toczące się na dnie doliny wydają się bardzo drobne, ale gdy znajdziesz się na ziemi wraz z resztą świata, znowu przybierają znaczne rozmiary.   

Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ

niedziela, 24 marca 2019

SYN ZAKONNICY - JOANNA JAX

Wydawnictwo: VIDEOGRAF
Data wydania: maj 2018
Liczba stron: 400
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Do przeczytania tej książki skłoniło mnie kilka rzeczy. Najważniejsza z nich to ta, że chciałam poznać prozę Pani Joanny Jax, ale nie chciałam zaczynać żadnego cyklu (ta książka stanowi całość historii) oraz to, że jest to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. 

Książka podzielona jest na dwie części. Pierwsza z nich przedstawia czasy współczesne. Poznajemy tutaj siostrę Miriam, która otrzymuje od starszej, umierającej już siostry Judyty kluczyk do schowka z jej pamiętnikami. Siostra Judyta prosi w tajemnicy młodą siostrę zakonną o przekazanie owych pamiętników jej synowi. Siostra Miriam chce jak najlepiej wykonać swoją "misję". Dlatego sama zaczyna zgłębiać historię siostry Judyty i powoli odkrywa tajemnicę jaka otacza owe pamiętniki. Pomaga jej w tym młody dziennikarz Łukasz Wagner. A jak zwykle zwycięża ciekawość, która skłania ją do przeczytania tajemniczych brulionów. Z drugiej strony poznajemy Jerzego Rosiaka, któremu umierający brat zdradza, że są jedynie przybranym rodzeństwem, bo matką Jerzego jest siostra zakonna, a ojcem niemiecki oficer. Od tego momentu Jerzy Rosiak próbuje odszukać swoich prawdziwych rodziców, a co za tym idzie odkryć tajemnicę swojego pochodzenia i dowiedzieć się czemu rodzice go zostawili, czy kochali jego i siebie nawzajem.
Druga część książki to historia mająca swój początek jeszcze przed wojną. To historia życia Amelii Kessler, a później siostry Judyty. To historia opowiadająca miłość dwojga ludzi Amelii i Rudolfa, którzy poznali się i pokochali w niewłaściwym dla siebie czasie i miejscu.

Książka ta wywarła na mnie ogromne wrażenie. Te parę słów o niej piszę dopiero po kilku dniach, gdzie emocje już we mnie przestały tak szaleć i w miarę opadły. Ale i tak wydaje mi się, że ta moja krótka notatka jest wyjątkowo chaotyczna. Zdaję sobie również sprawę, że za każdym razem jak będę ją czytać, będę chciała dodać nową myśl, nowe spostrzeżenie jakie mi się nasunęło. Podczas czytania miałam mętlik myśli i różnego rodzaju przemyśleń. Czasami zdarza mi się pisać te moje notatki już podczas czytania książki, ale tu nie było nawet o tym mowy. Powieść tą czyta się tak szybko, że nie ma czasu na jakiekolwiek poboczne rzeczy.

A ponieważ mam taki chaos w mym umyśle postanowiłam opisać tą powieść rzeczowo według określonych punktów. Po pierwsze bohaterowie. Moim zdaniem wykreowani są na najwyższym poziomie. Są wyjątkowo prawdziwi, z krwi i kości, ze swoimi wadami i zaletami. Nikt tu nie jest czarno-biały, każdy ma swoje przemyślenia i wewnętrzne rozterki. Oczywiście Amelia jest tu najistotniejsza i jej myśli są przewodnie, ale każdy z bohaterów wniósł coś wartościowego w tą historię i dzięki każdemu z nich książka stanowi genialną całość. Nie będę tu nikogo wymieniać z osobna, bo i siostra Judyta, i siostra Miriam toczą wewnętrzną walkę same ze sobą. Z drugiej strony Rudolf jest wyjątkowo ujmujący, a Łukasz też od razu budzi sympatię. Siostra Miriam niesie dużo nadziei, zwłaszcza, że mimo wielu wcześniejszych wątpliwości jej decyzja zdaje się przemyślana i nie podjęta pochopnie. Jest efektem wielu wewnętrznych rozważań i co najważniejsze jest to decyzja podjęta samodzielnie, bez namów czy nacisków ze strony zewnętrznej. Siostra Judyta pokazuje nam za to jak żyć, jak podejmować te najważniejsze dla siebie decyzje. Sama bowiem przekonała się, że zawsze należy podejmować je zgodnie ze swoim sumieniem i wewnętrznym głosem. Bo niestety to my będziemy płakać, a nie ci, którzy nam podpowiadali... Trzeba zatem słuchać własnego serca, a nie tylko iść za rozumem.

Kolejny punkt to fabuła. Dla mnie genialna. I kolejny raz można przekonać się, że najlepsze scenariusze pisze nam życie. Na efekt końcowy tej historii miało wpływ wiele rzeczy: wybuch wojny, status społeczny, narodowość naszych bohaterów, środowisko w jakim się obracali. Ta historia naprawdę chwyta za serce. Czasem wydaje się nie do uwierzenia. Ale czy podczas wojny nie było takich dramatów?! To był tak ekstremalny czas, że wszyscy byli pogubieni. A moim zdaniem Autorka naprawdę genialnie pokazała wątpliwości jakie targały Amelią i jej sposób myślenia, który na pozór wydawał się niezrozumiały i wręcz nieczuły. Joanna Jax idealnie pokazała wewnętrzną walkę, rozterki, wątpliwości czy po prostu ból jaki przeżywała Amelia.

I kolejna rzecz: temat wiary, religii, świata duchownego. Sam tytuł książki zapowiada nam kontrowersyjny temat. Tak to prawda. I nie każdy pewnie zgodzi się z poglądami jakie prezentuje Autorka. Ja zgodziłam się z nią w całości. Bardzo podobały mi się wszelkie komentarze dotyczące wiary i duchowości. Większość tych złotych myśli udało mi się uchwycić w cytatach, do których na pewno wrócę jeszcze niejeden raz. Czytając tą książkę przekonałam się także w swoim zdaniu, że zdecydowanie trzeba oddzielić religię i wiarę od świata duchownego i struktur kościelnych. 

Autorka zadała też podstawowe pytania na jakie każdy z nas pewnie próbował sobie kiedyś odpowiedzieć: czym w życiu się kierować: sercem czy rozumem? co w życiu jest najważniejsze? czy warto kierować się radami innych? czy rodzice powinni decydować za dziecko i w jakich sprawach? cz zawsze rodzice wiedzą co jest dobre dla ich dzieci? a co za tym idzie, czy zawsze powinniśmy słuchać swoich rodziców? Na te bardzo ważne pytania chyba każdy z nas musiał sobie odpowiedzieć sam. Ale w 100% zgodzę się, że nieważne kto pomógł nam w  podjęciu decyzji, to my ponosi jej skutki. Więc podejmując ją powinniśmy być jej jak najbardziej pewni. I powinniśmy podjąć ją jak najbardziej w zgodzie z samym sobą.

Joanna Jax narobiła mi smaczka na jej pozostałe powieści, po które na bank sięgnę. Tą bowiem czytałam z wypiekami na twarzy, nie mogąc doczekać się ciągu dalszego. To książka, która aż kipi od emocji, doznań, przemyśleń czy zadawanych sobie wciąż pytań. Na pewno nie pozostawi czytelnika obojętnego na wydarzenia tu przedstawione. I co najważniejsze nie jest to tylko zwykła opowieść, która miejsce. To historia, która pokazuje nam czym trzeba kierować się w życiu, za jakim drogowskazem iść. I zdecydowanie skłania do myślenia!

***

Wybrane cytaty: 

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący”… U schyłku życia jakże chciałabym sobie powiedzieć: „Judyto, ty cymbale”. Szkoda, Boże, że nie dajesz nam drugiej szansy na przeżycie naszego losu. Bo kiedy nasze serca są młode, uczciwe i otwarte, jesteśmy głupi, niedojrzali i nie idziemy za głosem naszych serc, ale za głosem innych ludzi. Wierzymy w ich mądrość, nieomylność i dobroć, porzucając własne uczucia. A przecież jest jak wół napisane: „Tak więc trwają te trzy: wiara, nadzieja i miłość, z nich zaś największa jest miłość”.

Jeśli pozwalasz, by ktoś za ciebie podejmował decyzje, pamiętaj, że gdy poniesiesz porażkę, to nie on będzie płakał za ciebie w poduszkę.

(...) jak mało wiemy o ludziach, blisko których przychodzi nam żyć.

A tak naprawdę nie walczymy ze złem tkwiącym w drugim człowieku, ale tym żyjącym w nas samych, tylko przyznać nam się do tego trudno. Nienawiść do drugiego człowieka jest w istocie nienawiścią do samego siebie. Mamy wszelkie prawo, by się bronić, ale nie na oślep i bez refleksji, bo w tym tłumie podłych ludzi możemy skrzywdzić jedynego prawego. Wolę więc nie zastanawiać się, czy ratuję życie szubrawcom i naszym wrogom, czy ludziom o dobrym sercu. Ratuję życie wszystkim. Na wypadek, gdyby pośród niesprawiedliwych trafił się jeden sprawiedliwy.

Czasami rodzicom wydaje się, że chcą dla swojego dziecka jak najlepiej, ale są jedynie ludźmi i niekiedy mogą się mylić.

I pewnego dnia zjawiła się u nas młoda dziewczyna, nie miała nawet trzynastu lat. Rodzice zmarli na hiszpankę, podobnie jak jej rodzeństwo, i próbowałam mówić jej o tym, jak Bóg ich potrzebował u siebie. Odpowiedziała mi, że jej to nie obchodzi, bo ona potrzebowała ich tutaj, na ziemi, a Bóg wykorzystał jedynie swoją władzę, nie zważając na jej rozpacz. W istocie, trudno niekiedy zrozumieć wyroki Boskie, dlatego ludzie powinni płakać, zrobić Bogu awanturę i upomnieć się o swoje. (...) Bóg wcale nie lubi bezwolnych poddanych i uniżonych sług. On ich nie potrzebuje. To człowiek potrzebuje do życia ludzi, a nie Bóg. Niekiedy nie usłucha i wtedy jestem trochę nawet na niego obrażona, ale potem się godzimy i zawsze coś mi podaruje dobrego, żeby mi humor poprawić - wyznała Konsolata.

Miałam piękny dom, rodziców i rodzeństwo. A jednak żelazne zasady były w tym domu najważniejsze i pokrzywiły mi spojrzenie na świat i na co dobre, a co złe. Niech moje dzieciątka kwitną więc w aurze miłości, tolerancji, by mogły w swoim życiu kierować się sercem, a nie strachem. Tresura jest dobra dla zwierząt (...).

Największą zbrodnią, jaką człowiek może sobie wyrządzić, jest okłamywanie samego siebie. I jeśli wciąż robimy rzeczy, z którymi w głębi duszy się nie zgadzamy, nadejdzie dzień, że to się na nas zemści. A wówczas nie będzie co zbierać.

Nie próbuję zrozumieć tego, na co nie mam wpływu, bo w taki sposób człowiek staje się nieszczęśliwy. To tak, jakbym żałował, że podoba mi się Mozart, a nie Wagner. Może to zbyt płaskie porównanie, ale niekiedy lepiej się poddać niż walczyć, bo ludzie z natury bywają przekorni i łakną najbardziej tego, czego mieć nie mogą.

Pomyślała, że niekiedy to ludzie popełniający jakiś straszny grzech żyją uczciwiej, bo zyskują świadomość, iż są jedynie słabymi istotami. Upadają nie tylko po to, by wstać, ale również, by zyskać coś cenniejszego - wiedzę o samym sobie. Jeśli ktoś dopuści się czynu karygodnego, który w jego sumieniu istnieje jako grzech ciężki, zdobywa tę cudowną zdolność nieoceniania innych, bo spalił się zbyt mocno, rozważając własny postępek.

Tak, odczucia tak często zapisują się w duszy. Wspomnienia twarzy, słów czy zapachów z czasem umykają. Pozostaje to drgnienie serca, gdy pomyśli się o osobie, która jest dla nas ważna.

To jest prostsze, niż nam się wydaje, to ludzie komplikują relacje z Bogiem. Służyć Bogu to służyć drugiemu człowiekowi. Jeśli więc o coś prosisz dla innych, w końcu Bóg się ugnie. On jest mądrością, której nie ogarniamy, a jednocześnie miłością, z którą nie jesteśmy w stanie się zmierzyć. Po co więc próbować? Lepiej trwać w prostocie serca, w swojej ułomności i baczyć jedynie, by inni przez nas nie płakali.

Zgodnie z zakładem Pascala lepiej żyć tak, jakby Bóg istniał, bo nie będzie czasu na poprawki.

(...) należy bać się żywych, a nie umarłych, bowiem ukazujące się duchy są najczęściej wytworami naszej zlęknionej wyobraźni, a ludzie istnieją w rzeczywistości.
            

Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ

poniedziałek, 18 marca 2019

Z KAŻDYM ODDECHEM - NICHOLAS SPARKS

Wydawnictwo: ALBATROS
Data wydania: październik 2018
Liczba stron: 368
Moja bardzo subiektywna ocena: 7/10

***

W ostatnim poście pisałam o zabawie u Anji z naćpana książkami. Teraz mogę już przedstawić Wam jej efekt:) Poniżej pytania jakie zostały postawione i odpowiedzi samej Gospodyni i moje. A na całość naszej dyskusji z głosami innych uczestników zapraszam już na bloga Anji naćpana książkami.


1. Czy jest to Twoje pierwsze spotkanie z twórczością autora ?



Nie. To już moja 4 pozycja od autora. Do tej pory zdążyłam przeczytać "Ostatnia piosenka", "List w butelce", "We dwoje".



Tak, to moje pierwsze spotkanie z tym Autorem i zaliczam je zdecydowanie do udanych. Do tej pory oglądałam jedynie ekranizacje na podstawie jego powieści, jak chociażby "Szczęściarz" czy "List w butelce".

2. Jak podchodziłaś do tej książki?




Z chęcią sięgam po książki pana Sparksa i tym bardziej ucieszyłam się, że wraz z Rosemaryczyta wybraliśmy akurat tą pozycję. Tym bardziej, że niektórzy uczestnicy nie mieli styczności  z twórczością pisarza.

A jak Ty podchodziłaś do tego ?



Ja ostatnimi czasy ciągle poznaje nowych Autorów, więc i tu ucieszyłam się, że przy okazji (jakże ciekawej :) ) będę mieć możliwość poznania nowego.

3. Co myślisz o fabule ?





Fabuła według mnie to najważniejszy aspekt w książce. Początkowo wydawało mi się, że będzie to typowa historia romantyczna, która nie wprowadzi w mojej dotychczasowe życie niczego nowego. Jednakże pan Sparks prawił, że urzekł mnie tą opowieścią i chętnie zaczytywałam w się w nią coraz głębiej i głębiej.  Nie mniej jednak czegoś mi w niej zabrakło. Czytając czułam się tak jakby autor nie wiedział jak dokończyć niektóre wątki, które zaczął.

A co Ty o tym myślisz ?


Autor: Księgozbiór Kasiny
Mi fabuła nawet przypadła do gustu. Spodziewałam się romantycznej opowieści i taką otrzymałam. Jedyne co mnie troszkę irytowało, to zbyt dużo zbiegów okoliczności. A to sprawiło, że do końca nie mogłam zapomnieć, że czytam książkę... Być może to specjalny zabieg Autora, żeby skupić uwagę czytelnika na przekazywanej myśli…

 
4. Czy według Ciebie akcja w książce rozgrywa się szybko ?





No cóż. Co do akcji w tej lekturze mogę śmiało napisać, że według mojej oceny toczy się ona powoli, ale za to miarowo. Idealnie dopasowywuję się do danej sytuacji. Jest to niebywała zaleta, ponieważ w miarę czytania autor stara się nas jeszcze bardziej wtajemniczyć w tą historię.Czy Ty też tak uważasz ?

Autor: Księgozbiór Kasiny
Zdecydowanie akcja tutaj nie pędzi, toczy się w swoim wyznaczonym rytmie, Ale przy tego typu opowieści, wydaje mi się, że pośpiech nie jest wskazany. Fajnie jak czasem podczas czytania czytelnik ma chwilę na zastanowienie i refleksje o danym temacie. Ja podczas lektury często miałam "mętlik" myśli i zaczęłam zastanawiać się nad wieloma rzeczami…

5. Jak według Ciebie autor poradził sobie z wykreowaniem bohaterów ?





Dobrze wykreowani bohaterzy to połowa sukcesu. Pan Sparks według mnie bardzo dobrze poradził sobie z tym. Uważam, że stworzył postacie idealnie odzwierciedlających ludzi w świecie rzeczywistym. Chociaż są to postacie fikcyjne. Pisarz nie wyidealizował postaci przedstawionych w tej lekturze, gdzie często zdarza mi się spotykać to u innych autorów. Jednak dzięki temu mogłam zagłębić się w te czytadło bez problemu.

Czy popierasz moją myśl?


Autor: Księgozbiór Kasiny
Tak, w całej rozciągłości popieram Twoje zdanie! I co najważniejsze polubiłam tych bohaterów i dlatego tym bardziej miło spędziłam z nimi ten czas. A do tego każde z nich nie jest pozbawione wad. Każde z nich ma swoje wewnętrzne rozterki, a przez to nie są właśnie tacy "papierowi". Zwłaszcza Hope.

6. A co uważasz na temat stylu pisania ?





Styl jak zawsze u pana Sparksa jest lekki i bardzo zrozumiały. Przez to książkę czyta się szybko i swobodnie. Nie znalazłam w niej niepotrzebnych opisów, a wręcz przeciwnie. Wiele ciekawych informacji mogłam się dowiedzieć na temat życia w buszu. Tym bardziej, iż sam autor przyznał się, że niektóre wstawki do tej lektury są prawdziwe.

A jak Ty uważasz?

Autor: Księgozbiór Kasiny
Tak, rzeczywiście jest to bardzo lekki i przyjemny styl. A to sprawia, że książkę czyta się w tempie ekspresowym:)


7. Jak uważasz do jakiej grupy czytelników jest kierowana ta pozycja ?





Hmm... uważam, że książka przede wszystkim jest kierowana do czytelników, którzy zaczytują się w romansidłach. Jednakże uważam, że również każdy młody dorosły powinien przeczytać ten utwór. Jest to naprawdę dobra pozycja, która pokazuje nam jaka miłość potrafi przetrwać wszystko.

A co Ty na ten myślisz?


Autor: Księgozbiór Kasiny
hmmm, ja na pewno tą książkę poleciłabym kobietą, które lubią romantyczne opowieści...


8. Czy zauważyłaś w tej lekturze jakieś wady ? A może ma same zalety ?





Jedyną wadą jaką zauważyłam jest ta o jakiej wspominałam już wcześniej. Czyli wydawało mi się, że w pewnym momencie pisarz nie wiedział jak zakończyć dany wątek. No i może to, że trochę inaczej widziałam zakończenie tej lektury. Niemniej jednak uważam, że pomimo tych małych wad, książka jest bardzo interesująca. I ma więcej zalet.

Czy Ty też tak uważasz ?


Autor: Księgozbiór Kasiny
Dla mnie główną wadą były owe zbiegi okoliczności, co podważało uwiarygodnienie tej historii. A co do zakończenia, o którym piszesz - też liczyłam na inne, ale racjonalnie rzecz biorąc to jakie jest, jest bardziej przemawiające i podkreślające myśl jaką chciał przekazać Autor.


9. Czy lektura jest godna polecenia ?





Tak. Jak najbardziej gorąco zachęca do przeczytania tej pozycji. Mimo, że historie romantyczne w każdej książce są podobne to w tej jednak coś sprawiło, że poczułam taki powiew świeżości. Być może dlatego, że pan Sparks sprawił, że w trakcie tej lektury uroniłam kilka łez. A uwierzcie mi nie jestem typem płaczących przy książkach. Dzieło te sprawiło, że inaczej patrzę na niektóre sprawy.

A czy Ty ją polecisz ?


Autor: Księgozbiór Kasiny
hmm i tu mam dylemat. Bo mi osobiście książka się spodobała. Na pewno zapamiętam ją i przesłanie jakie z niej wyniosłam. A z drugiej strony ja takie książki lubię czytać, ale tylko od czasu do czasu. A czy polecę? Tak, ale na pewno nie każdemu. To zdecydowane musi być "dusza romantyczna":)


10. Sięgniesz po kolejne pozycje autora ?





Jak najbardziej dalej będę zaczytywać się w twórczości pisarza. Pomimo, że czytałam lepsze powieści wydane z pod jego pióra to w dalszej mierze nie zmienia to faktu, że tak jak wspominałam wyżej jest to mój jeden z ulubieńców.

A Ty ? Sięgniesz po kolejne książki ?



Autor: Księgozbiór Kasiny
Tak, ta książka podobała mi się. I mam nadzieję, że nie jest to moje ostatnie spotkanie z tym Autorem!


Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę miała możliwość wzięcia udziału w tego typu zabawie, bo to naprawdę fajne doświadczenie i wreszcie dyskusja z prawdziwego zdarzenia. Poza tym teraz lektura "Z każdym oddechem" będzie mi się wyjątkowo ciepło wspominała:) Anja - świetny pomysł:)


poniedziałek, 18 lutego 2019

WSPÓLNE CZYTANIE


Swojego bloga założyłam głównie z potrzeby rozmowy o  przeczytanych książkach, wymiany zdań, spostrzeżeń po lekturze i szeroko rozumianej dyskusji na temat lektur. Anja z naćpana książkami z okazji urodzin swojego bloga wpadła na świetny pomysł właśnie takiej wspólnej dyskusji i recenzowania książki. Została wybrana książka pt. "Z każdym oddechem" Nicholasa Sparksa. Każdego, kto chciałby się przyłączyć zapraszam TUTAJ, gdzie znajdziecie wszystkie potrzebne informacje. Na zgłoszenia czekamy do 24-02-2019! Zapraszam w imieniu organizatorki, bo im nas więcej, tym będzie ciekawiej:)

niedziela, 17 lutego 2019

KOGUT DOMOWY - NATASZA SOCHA

Wydawnictwo: PASCAL
Data wydania: kwiecień 2018
Liczba stron: 368
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

„Kogut domowy” to historia, która pokazuje nam jak bardzo myślimy stereotypami, jak bardzo burzy nam ustalony od dawna obraz zamiana ról.

Jakub i Berenika tworzą typową rodzinę: on ma dobrze płatną pracę w banku, ona zajmuje się domem i trójką dzieci. Pewnego dnia jednak Jakub traci pracę, a Berenika musi wrócić do pracy. Tak dochodzi do zamiany ról w domu. Początkowo nikt nie wierzy, że taki układ w ogóle ma racje bytu i przetrwa. Życie jednak pokazało, że nawet nie jest tak źle jak wszyscy myśleli na początku. Nie obejdzie się także bez problemów, bo Jakub musi zapanować nad początkowym chaosem wokół siebie, odkryć tajemnice psychiki dzieci, spojrzeć na nowo na swoją atrakcyjną żonę. A Berenika musi poradzić sobie w pracy z Makarym, a z drugiej strony zauważa jak wiele zmienił w domu Jakub (i to są zmiany naprawdę na dobre!). Berenika musi wybrać czego pragnie bardziej: czy chwilowego zauroczenia i uniesienia jakie oferuje jej Makary, czy emocjonalnej stabilności i pewności, że może na niego liczyć jakie oferuje Kuba.

To lekka i przyjemna lektura. Strony przewracają się wręcz same. Ale z drugiej strony książka zwraca nam uwagę na wiele aspektów naszej codzienności, na które wcześniej nie zwracaliśmy nawet uwagi! Zresztą sam Jakub łapie się na tym, że zauważa rzeczy, których dotąd nie widział. Na nowo wręcz odkrywa swoje dzieci, swój dom, swoja żonę. Sam przechodzi też wewnętrzną zmianę, bo na początku, po utracie pracy czuje się zdołowany i przygnębiony. Z czasem okazuje się, że zaczyna traktować zajmowanie się domem jak swego rodzaju zadanie, pracę do wykonania. A takie zadaniowe podejście sprawia, że zaczyna odczuwać satysfakcję z tego co robi i nie ma poczucia bezczynności czy nic nie robienia. Autorka wprawdzie pokazuje nam kilka problemów w zaburzonym funkcjonowaniu rodziny, ale robi to z wielką dozą poczucia humoru i żartu. Pokazuje początkową nieporadność Jakuba, chęć bycia kobiecą Bereniki i przede wszystkim „przebiegłość” i spryt dzieciaczków.

Pani Natasza Socha ujęła mnie przede wszystkim ogromną spostrzegawczością rzeczywistości wokół nas. Wiele rzeczy, na które zwróciła uwagę, faktycznie ma miejsce i nie jest to wcale podkoloryzowane na potrzeby książki. Ja osobiście uważam, że wielu mężczyzn naprawdę dobrze zajmuje się swoimi dziećmi, tylko często to kobiety im nie dają rozwinąć skrzydeł. Czasem naprawdę warto przymknąć oko na ten bałagan w domu, a zauważyć, że przecież oni świetnie się bawili i całkiem nieźle zjedli😊

A po przeczytaniu „Koguta domowego” zdecydowanie mam ochotę poznać pozostałe książki Autorki i na pewno wcześniej czy później muszę nadrobić zaległości w ich czytaniu.

Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ

wtorek, 5 lutego 2019

RANDKA POD JEMIOŁĄ - AGNIESZKA OLEJNIK

Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
Data wydania: październik 2018
Liczba stron: 391
Moja bardzo subiektywna ocena: 6/10

***

Moje kolejne, pierwsze spotkanie z polską Autorką, tym razem z Panią Agnieszką Olejnik. „Randka pod jemiołą” skusiła mnie przede wszystkim piękną świąteczną okładką. I od razu muszę uprzedzić, że jeśli ktoś spodziewa się świątecznej atmosfery i zapachu bożonarodzeniowych wypieków, to nie tym razem. Czy mi to przeszkadzało? Nie raczej nie, choć okładka i tytuł zresztą też, lekko wprowadzają w błąd.

Joasia to trzydziestoparoletnia kobieta, która niespodziewanie po prawie dziesięcioletnim małżeństwie dowiaduje się, że jej mąż ją zdradza. Szybko okazuje się, że ona była tylko „pomyłką” i nigdy jej tak naprawdę nie kochał. Joanna za to była bardzo wzorową panią domu, gotowała, prała, sprzątała, a przy tym jej zazdrosny mąż nie tolerował dużych dekoltów czy krótkich włosów u kobiet. Ona mimowolnie się temu poddała, nie widząc w tym nic złego. Dopiero teraz w obliczu zdrady, gdy każde ma iść w swoją stronę dziewczyna zaczyna sobie uświadamiać, że przecież ona nie ma swoich własnych marzeń, pragnień, swojego własnego zdania.

Przyznam się szczerze, że troszkę denerwowała mnie główna bohaterka. Jej niezdecydowanie, chęć powrotu do męża. Ja rozumiem, że o związek trzeba walczyć, ale to obydwie strony muszą chcieć! A do tego jeszcze zmiana pracy – tu też rozumiem, że może praca denerwować, można być sflustrowanym, ale moim zdaniem nie rzuca się pracy od tak, pod wpływem impulsu. A do tego tym bardziej nie rozumiałam jak można myśleć o dodatkowych kilogramach i odchudzaniu, gdy ma się przed sobą perspektywę bezrobocia… I to właściwie moje jedyne zarzuty w stronę tej bohaterki. Poza tym Autorka pokazała całą jej przemianę, proces uświadomienia sobie swoich błędów i chęć zmian.

Fabuła książki jest dość przewidywalna. Zresztą temat zdrady czy „wypalenia w pracy” nie jest niczym nowym. Jednak mi nie przeszkadzał ten brak zaskoczenia. Książka spełniła swoją rolę jako miły czasoumilacz, dała ciepło i odprężenie po ciężkim tygodniu pracy.

„Randka pod jemiołą” to lekka i przyjemna lektura, którą czyta się naprawdę szybko. Można jednak po jej przeczytaniu zastanowić się nad kilkoma kwestiami, które może i nas dotyczą?! Morał z tej bajki też jest. A może nawet i dwa😊 Po pierwsze małżeństwo powinno opierać się na partnerstwie. A po drugie nie powinniśmy patrzeć w przeszłość, tylko w przyszłość i cieszyć się tym co jest tu i teraz. Bo szkoda czasu na szukanie parasola podczas burzy – powinniśmy raczej nauczyć się tańczyć w deszczu… Historia ta daje nadzieję na lepsze jutro, pobudza do działania, szukania własnego „ja”. Ale to także taka szybka lekcja „dobrego egoizmu” – nakłania, aby od czasu do czasu rozpieścić siebie samego aromatyczną kąpielą, poleżeniem dłużej w łóżku, poleniuchowaniem zamiast sprzątaniem…

***

Wybrane cytaty: 

(...) w życiu nie chodzi o to, aby schronić się przed burzą, ale żeby nauczyć się tańczyć w deszczu.

Gdy człowiek jest zajęty i tak zmęczony, że wieczorem jedynie bierze kąpiel i od razu zasypia - nie ma czasu na smutki.

Z tego składa się wspólne życie, nie wiesz? Nie ze strojenia się, udawania kogoś, kim się nie jest, nie z seksu, smacznych obiadków albo bukietów kwiatów. Wspólne życie to codzienne wstawanie z zapuchniętymi oczami, sraczki i zaparcia, grypy i bóle głowy, obolałe stopy i zepsute drzwiczki od szafki kuchennej.

Nie daj sobie wmówić, że aby odzyskać mężczyznę, powinnaś chodzić na szczudłach, powiększyć usta i piersi albo zacząć domalowywać sobie drugą twarz. Wszystko to są bzdury. Nie kocha się piersi ani ust. Kocha się człowieka. A jeśli rzeczywiście chcesz coś zmienić, zmień to, z czym naprawdę czujesz się źle.

Spróbuj zrobić czasem dokładnie to, na co masz ochotę, nie zważając na to, co powiedzą inni. Każdego dnia sprawiaj sobie drobną radość. Doceniaj siebie i odrobinę rozpieszczaj. Choćby tym, że zamiast posprzątać, poleżysz dłużej w łóżku. Zamiast poprasować pościel, pójdziesz na komedię, jeśli akurat lubisz komedię, albo na horror, jeżeli wolisz się bać. Przygotujesz sobie aromatyczną kąpiel, deser z truskawek, posłuchasz pięknej muzyki.   

Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ