sobota, 8 maja 2021

CIEŃ I KOŚĆ - LEIGH BARDUGO

Grisza
Cień i kość || Oblężenie i nawałnica || Zniszczenie i odnowa

Wydawnictwo: Mag
Data wydania: lipiec 2019
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10

***

Leigh Bardugo znam już z cyklu o Szóstce wron. Obydwie części bardzo, bardzo mi się podobały i przeczytałam je jednym tchem. Teraz jak tylko dowiedziałam się, że będzie serial na podstawie trylogii o Griszach od razu zabrałam się za lekturę.

Anita Starkov jest żólnierką, kartografką. Wraz ze swoim przyjacielem z dzieciństwa Malem wychowała się w domu dla sierot. Teraz razem ze swoim pułkiem trafiają na wyprawę przez Fałdę Cienia - nienaturalną połać, pełną mroku i atakujących, niebezpiecznych potworów - wilkrów. Ich statek zostaje zaatakowany, a Alina podczas walki ujawnia swoją niesamowitą moc przywołując światło. Jest to wielkim zaskoczeniem dla wszystkich, włącznie z dziewczyną, która nie miała pojęcia o swoim darze. Po tym wydarzeniu zostaje przewieziona do Małego Pałacu Griszów, gdzie uczy się okiełznać swoją moc i ją kontrolować. Pomaga jej w tym Baghra. Alina uczy się także sztuk walki i poznaje wystawny świat griszów. Cały czas jest także pod opieką ich dowódcy - Darkling i powoli ulega jego urokowi. Próbuje ją także przekonać, że oboje, gdy połączą swoje moce mogą zniszczyć zagrażająca Ravce Fałdę.

Leigh Bardugo stworzyła bardzo ciekawy, interesujący świat Griszów. Nie był on dla mnie zbyt wielkim zaskoczeniem, ponieważ już wcześniej przeczytałam Szóstkę wron. Niemniej jednak z wielką przyjemnością powróciłam do niego kolejny raz. I przepadłam. Książkę czyta się naprawdę sprawnie i z wielkim zainteresowaniem. Gdzieś w połowie książki nastąpił zwrot akcji, który niewątpliwie mnie zaskoczył i tym bardziej przykuł moją uwagę. Od tego momentu byłam bardzo zaintrygowana jak zakończy się ta opowieść. Samo zakończenie było emocjonujące i fantastycznie trzymające w napięciu. Ale pozostawia też furtkę do dalszej części.

Gdy Alina była na szkoleniu w Małym Pałacu, miałam troszkę skojarzeń do "Gilgii magów" Trudi Canavan - trylogii gdzie młoda dziewczyna idzie do szkoły magów. A takie opowieści bardzo mi się podobają, poznajemy bowiem w nich bohatera, który najpierw odkrywa w sobie moc, a później doskonali ją i poznaje krok po kroku jej tajniki.

Bardzo podobał mi się klimat tej książki. Widać fascynację Autorki kulturą rosyjską, która ewidentnie tu dominuje. Szczególnie jest to widoczne w języku, gdzie wplecione mamy rosyjsko brzmiące nazwy czy imiona i nazwiska postaci.    

Największy problem miałam z bohaterami. Mal, Zmrocz, Genia czy Baghra byli tak przedstawieni, że nie do końca wiedziałam co o nich sądzić, tak jakby cały czas coś ukrywali, a ja nie byłam ich pewna. Alina natomiast była pełna wewnętrznych rozterek, ciągle toczyła walkę sama ze sobą. Wiem, że było to potrzebne, aby pokazać dokładnie tą postać i przebytą przez nią drogę. Jednak do końca nie mogłam się do niej przekonać i tak całkowicie jej polubić.

Po pierwszym tomie jestem zdecydowanie na tak! Na pewno przeczytam kolejne dwa tomy,bo jestem niezmiernie ciekawa kolejnych losów bohaterów!

***

Wybrane cytaty:

Problem z pragnieniem polega na tym, że przez nie jesteśmy słabi.

Mam nadzieję, że nie spodziewasz się po mnie sprawiedliwości, Alino. Nie jest to dziedzina, w której byłbym biegły. 

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

KSIĘGA WYZWAŃ DASHA I LILY - RACHEL COHN, DAVID LEVITHAN

Dash i Lily
Księga wyzwań Dasha i Lily || 12 dni świąt Dasha i Lily

Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: listopad 2015
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10

***

W przypadku tej książki złamałam swoją zasadę i najpierw obejrzałam serial,a dopiero później przeczytałam książkę. Serial obejrzałam z Córą i co ważne zainteresował i mnie i moje dziecko 😊 A po obejrzeniu postanowiłam przeczytać.

Wszystko zaczęło się od czerwonego notatnika. Całą zabawę rozpoczęła Lily, szesnastoletnia dziewczyna, która zostawia tajemniczy notes na jednej z półek wielkiej księgarni. W notesie zapisała zagadki do rozwiązania. Szczęśliwy traf chciał, że czerwony notatnik znalazł Dash, który zaintrygowany podejmuję grę:) A gra polega na wymyślaniu sobie nawzajem wyzwań, a przy okazji na dzieleniu się swoimi przemyśleniami i poglądami. Wszystko to dzieje w okolicy świąt Bożego Narodzenia, a trzeba tu podkreślić, że Lily jest wielką ich miłośniczką, w przeciwieństwie do Dasha. Podczas tych kolejnych etapów zabawy powoli zaczynają poznawać siebie i pojawia się chęć spotkania się. Jednak pozostaje niepewność czy to uczucie jakie pomiędzy nimi powstało przetrwa w realnym świecie?! 

Historia Dasha i Lily to świetna romantyczna opowieść. Dominuje tu klimat świąt i oczywiście książek. Całość jest ciepła, napisana lekkim piórem, a momentami troszkę i melancholijna.

Dash i Lily są bardzo dobrze wykreowanymi bohaterami. Ona ma duszę romantyczki,czasem troszkę naiwnej i nieznającej życia, ale pełnej wiary w drugiego człowieka. Jest osobą bardzo kreatywną,pełna pomysłów, sama siebie traktuje jako dziwaczkę, choć ja określiłabym ją jako osobliwą, co szczególnie odzwierciedlał jej strój. Dash z kolei to chłopak ze świetnym poczuciem humoru, pełnym ironii i sarkazmu, uwielbiającym grę słów. Inni odbierali go głównie jako marudera i gdura, choć w rzeczywistości nie do końca taki był,a sprawiał tylko takie wrażenie. Dzięki tym swoim odmiennościom okazało się, że stali się dla siebie bratnimi duszami. 

Jest to fantastyczna opowieść o dorastającej młodzieży wchodzącej w dorosłe życie. Poruszony jest także temat LBTG, a wszystko przedstawione jest w sposób bardzo naturalny i bez zbędnego skrępowania, jak gdyby nigdy nic.

***

Wybrane cytaty:

Ludzie, którzy są dla nas ważni, pozostawiają w nas ślady. Niektórzy zostają z nami na dłużej, inni przychodzą i odchodzą, ale tych śladów nie da się zatrzeć - i dobrze. To dzięki nim dojrzewamy, dochodzimy do pełni społeczeństwa. Nie można być wobec tego obojętnym.

Próbowałem pisać historię swojego życia. Zrozumiałem w końcu, że fabuła nie jest taka ważna. Najważniejsi są bohaterowie.

Trzeba mieć otwarty umysł i przyjmować to, co życie nam podsuwa. Nie warto się załamywać, kiedy nie dostajemy tego, czego pragniemy. Dajmy się zaskoczyć; może gdzieś po drodze los przyniesie nam coś lepszego?

Kontakty z rodziną - na podobieństwo arszeniku - najlepiej stosować w małych dawkach.

- Chcesz powiedzieć, że nawet jeśli nie widać zmian...
- ... to one dzieją się cały czas, powolutku.

Nuda to jeden ze smaków życia. Dlatego koniecznie trzeba poznać inne.

 

    

środa, 21 kwietnia 2021

BECOMING. MOJA HISTORIA - MICHELLE OBAMA

Wydawnictwo: AGORA
Data wydania: luty 2019
Liczba stron: 500
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10

***

Rzadko kiedy sięgam po biografie. Tą jednak dostałam na urodziny, więc musiałam przeczytać:) 

Michelle Obamy raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. Jest ona pierwszą w historii Pierwszą Damą Stanów Zjednoczonych, która jest Afroamerykanką. Przedstawia swoją historię odkąd była małą dziewczynką, po opis swojej edukacji, początków życia zawodowego, poznanie Baracka, po opis życia w Białym Domu przez obydwie kadencje. 

Zaczynając czytać tą książkę sama nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Wcześniej nie czytałam jej opisów, ani recenzji i bardzo się z tego cieszę, ponieważ odebrałam ją "po swojemu". Michelle Obama opisuje swoje życie w bardzo rzeczowy, konkretny sposób. Podaje nam nie tylko suche fakty, ale stara się również wrócić do emocji jakie towarzyszyły poszczególnym wydarzeniom. Emocji, ale i rozterek, które niejednokrotnie miała. Najbardziej podobały mi się fragmenty, gdzie opisuje swoje starania pogodzenia pracy zawodowej z macierzyństwem, a później odnalezienie siebie w trakcie prezydentury Baracka oraz zadbanie o prywatność swoją i swoich najbliższych w tym trudnym dla nich czasie.

Michelle Obama jest bardzo inteligentną i mądrą kobietą, a ta książka tym bardziej to udowadnia. Jej historia jest niezwykle motywująca, co ona sama zawsze starała się podkreślać podczas swoich wielokrotnych przemówień, zwłaszcza do młodych ludzi, którzy stoją dopiero na progu do swej dorosłości. Udowadnia też, że jest samodzielną, niezależną i bardzo silną kobietą, która zna swoją wartość i wie czego chce. Do tego jest ambitna i konsekwentna w realizowaniu swoich planów. 

Ta autobiografia napisana jest prosto i nieskomplikowanie. Nie ma tu pikantnych smaczków z prywatnego życia tej rodziny. Powiedziałabym, że jest ona napisana w bardzo dyplomatyczny, elegancki sposób. Poza tym jestem pod wrażeniem z jakim wyczuciem i taktem Michelle Obama przedstawiła niektóre trudne dla niej momenty w życiu. Krok po kroku powoli prowadzi nas przez swoje wspomnienia. Nie prezentuje ich jako sensacji, pokazuje raczej to wszystko co miało na nią wpływ i ją ukształtowało. Przy okazji prezentuje też swoje poglądy i przekonania na otaczające ją rzeczy.

Ja jestem jak najbardziej na tak, z wielką przyjemnością zapoznałam się z tą lekturą, zainteresowała mnie ona i zaciekawiła, dzięki czemu spędziłam z nią kilka miłych wieczorów.

***

Wybrane cytaty: 

Dziś, jako dorosła, wiem, że dzieci już w bardzo wczesnym wieku dostrzegają, kiedy dorośli ich nie doceniają i nie angażują się w ich rozwój. Gniew, który się w nich wówczas budzi, może przejawiać się jako krnąbrność. Trudno jednak je winić. To nie są „złe dzieci”. One po prostu starają się przetrwać w złej sytuacji.

Nie znaliśmy historii ich życia, a każdy człowiek na świecie dźwiga jarzmo swoich doświadczeń - należy o tym pamiętać i to uszanować.

W społeczności czarnych istnieje starodawne powiedzenie:"musisz być dwa razy lepszy, by przebyć połowę tej samej drogi".

musisz być dwa razy lepszy, by przebyć połowę tej samej drogi.

znalazła tu także potwierdzenie teza, że dzieci bardziej się starają, kiedy widzą, że ktoś w nie inwestuje. Rozumiałam, że okazanie dzieciom zainteresowania może dać im siłę.

 Moja matka miała zdolności rodzicielskie, które z perspektywy czasu uważam za genialne i wprost niemożliwe do naśladowania. Opierały się na zachowywaniu absolutnej, zenistycznej neutralności. Matki niektórych moich przyjaciółek przejmowały się ich porażkami i sukcesami, jakby przytrafiły się im samym, a z kolei innych były tak zaabsorbowane własnym życiem, że prawie w ogóle nie zwracały uwagi na dzieci. Moja mama była po prostu zrównoważona. Nie wydawała pochopnych sądów i nie angażowała się w nasze sprawy zbyt pospiesznie. Zamiast tego sprawdzała, jak się czujemy, i odgrywała rolę dobrotliwego świadka naszych zmagań i triumfów. Gdy działo się źle, nie użalała się zbytnio nad nami. Kiedy dokonaliśmy czegoś wielkiego, chwaliła nas i dzieliła naszą radość, ale nigdy przesadnie, aby walka o jej aprobatę nie stała się celem naszych wysiłków.
Rady, których nam udzielała, były konkretne i praktyczne. "Nie musisz lubić swojej nauczycielki - powiedziała mi pewnego dnia, gdy po powrocie do domu zaczęłam narzekać - ale ona zna się na matematyce, a ty musisz się jej nauczyć. Skup się na tym i nie przejmuj niczym więcej".

 Możesz dokądś dotrzeć tylko wówczas, jeśli stworzysz sobie lepszy świat, choćby początkowo tylko we własnym umyśle.

Mój ojciec Fraser nauczył mnie ciężko pracować, często się śmiać i dotrzymywać słowa. Moja matka Marian pokazała mi, jak samodzielnie myśleć i korzystać z własnego głosu. W naszym zatłoczonym mieszkanku na South Side w Chicago pokazali mi, że należy doceniać wartość historii: naszej rodziny, mojej własnej, kraju. Nawet jeśli bywa brzydka lub niedoskonała. Nawet jeśli odcisnęła głębsze piętno, niżbyśmy chcieli. Twojej historii nikt ci nie odbierze. Należy do ciebie.

Nauczyliśmy się, że nad tym, co od nas w życiu zależy, warto panować.

Niektóre urodziły się biedne lub wiodły życie, jakie wielu z nas uznałoby za pełne niesprawiedliwych przeciwności losu, a jednak działały tak skutecznie, jakby świat im we wszystkim sprzyjał. Oto, czego się dowiedziałam: każda z tych osób napotkała na swojej drodze kogoś, kto w nią wątpił. Niektórym wciąż towarzyszą ogromne rzesze krytyków i pesymistów krzyczących "a nie mówiłem!" przy każdej ich najmniejszej pomyłce czy błędnym kroku. Ten hałas nigdy nie milknie. Znani mi ludzie, którzy odnieśli największy sukces, nauczyli się to ignorować. Opierając się na osobach, które w nich wierzą, i po prostu idą naprzód.

 Wychowałam się przy niepełnosprawnym ojcu w zbyt małym domu, bez większych pieniędzy, w dzielnicy, która zaczynała podupadać. A jednocześnie wychowałam się otoczona miłością i muzyką w różnorodnym mieście, w kraju, gdzie wykształcenie może dać ci przyszłość. Nic nie miałam - a może miałam wszystko? Zależy od tego, w jaki sposób opowie się moją historię.

 


czwartek, 25 marca 2021

DO OSTATNIEJ KROPLI KRWI - MONIKA JOANNA CIELUCH

Wydawnictwo: AMARE
Data wydania: luty 2021
Liczba stron: 360
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

To pierwsza książki Moniki Cieluch jaką miałam przyjemność przeczytać. I co bardzo ciekawe: po zobaczeniu okładki i przeczytaniu opisu już wiedziałam, że koniecznie muszę przeczytać tą książkę! I trudno mi powiedzieć co tak naprawdę mnie ciągnęło do tej historii, ale teraz po jej lekturze wiem, że muszę ufać swojej intuicji:)

Leo to chłopak, który wychował się w patologicznej rodzinie i aby przeżyć musiał nauczyć się walczyć. Swojego młodszego brata był w stanie ochronić, matki niestety już nie... Leo uwielbia walczyć, poza tym nielegalne, podziemne walki są idealnym, szybkim zarobkiem. Wikła się też niestety w porachunki gangsterskie i świat przestępczy. Poznajemy go, gdy opuszcza więzienie po odbyciu 18-miesięcznego wyroku. Pierwsze co musi zrobić, to znaleźć szybko jakąś pracę. W oczy od razu rzuca mu się ogłoszenie w gazecie, że potrzebny jest model do projektu artystycznego. Nastka to z kolei dziewczyna, która ma swój zakład fotograficzny, za wszelką cenę stara się być samodzielna i nie korzystać z pomocy ojca i brata. I to ona właśnie poszukuje modela, aby móc wziąć udział w konkursie fotograficznym. I tak właśnie ta dwójka się poznaje. Tylko czy uda mi się ze sobą porozumieć? Pochodzą bowiem z dwóch różnych światów. Nie ułatwia im także przeszłość, która zawsze upomina się o swoje, a także skrzętnie skrywane tajemnice rodzinne.

W tej książce naprawdę dużo się dzieje. Akcja pędzi, wydarzenia następują jedno po drugim, przez co czyta się błyskawicznie, wręcz ekspresowo. Ja pochłonęłam ją w dwa wieczory! Do tego historia ta tak wciąga, że naprawdę trudno się od niej oderwać.

Ale to nie akcja jest tu najważniejsza. Jak dla mnie podstawową bazę stanowią tu nasi główni bohaterowie. Monika Cieluch fantastycznie ich wykreowała i przedstawiła. Rewelacyjnie pokazała przemianę jaką oboje muszą przejść, aby móc być ze sobą. Chociaż niewątpliwie to Leo musi bardziej przewartościować swoje życie, zmienić się i swoje nastawienie. Chęci ku temu ma, jednak realne życie wyjątkowo mu to utrudnia. Historia Leo i Nasturcji daje nadzieję, że miłość daje człowiekowi siłę i chęć zmiany na lepsze. I dzięki temu można zacząć budować spokojną i bezpieczną przyszłość. Ale warunek jest taki, że musi być to miłość szczera, bez tajemnic i skrywania przed sobą czegokolwiek. Jeśli dwoje ludzi chce być ze sobą i tworzyć udany związek, musi on się opierać na wzajemnym zaufaniu i braku niedomówień. Autorka stworzyła też bohaterów z krwi i kości. Są oni bardzo realistyczni, mają wady i przeżywają słabości. Jesteśmy świadkami ich wewnętrznych rozterek, a dzięki temu lepiej rozumiemy motywy ich działania. Może dzieli ich dużo, ale łączy świadomość, że rodzina jest najważniejsza i podstawowym celem jest zapewnienie jej bezpieczeństwa.

"Do ostatniej kropli krwi" to fantastyczne połączenie sensacji z romansem. Sceny erotyczne są naprawdę fajnie wplecione w fabułę, ale jej nie dominują. Poza tym są przedstawione odważnie, choć ze smakiem i gustem. Sensacji dostarczają nam głównie walki Leo, bez żadnych zasad i do upadłego.

Książka ta zostawiła mnie z tzw kacem książkowym, przeczytałam ją już kilka dni temu, a nadal we mnie siedzi. To moja pierwsza przeczytana książka tej Autorki, a po przeczytaniu jej pierwsze co zrobiłam, to sprawdziłam jakie jeszcze książki mam do nadrobienia. Bo bezapelacyjnie muszę po nie sięgnąć!

***

Wybrane cytaty:

Nigdy nie można w siebie wątpić, szczypiorku. Takie zachowanie zabija w nas wszystko to, co mamy najlepsze.

Bo prawdziwa miłość zawsze zwycięża, czasami tylko potrzebuje odrobiny cierpliwości, by móc urosnąć w siłę. Siłę, które nic nie jest w stanie pokonać.

sobota, 20 marca 2021

DŻENTELMEN W MOSKWIE - AMOR TOWLES

Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron: 560
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

O tej książce usłyszałam już dawno temu i od samego początku coś kusiło mnie, aby ją przeczytać. A gdy wreszcie udało mi się ją zdobyć, od razu zaczęłam czytać i przepadłam, bo książka wciąga nas całkowicie w swój niesamowity i wyjątkowy świat. 

Tytułowym dżentelmenem jest Hrabia Aleksander Iljicz Rostow, odznaczony Orderem Świętego Andrzeja, członek Jockey Clubu, mistrz ceremonii łowieckiej. Przez jeden wiersz został on skazany przez bolszewicki sąd na dożywotni areszt domowy w hotelu Metropol w Moskwie. Swój wielki apartament musiał zamienić więc na malutki pokoik na poddaszu. Hrabia został pozbawiony nie tylko swojego majątku, ale i wszelkich aktywności, które definiowały jego statu jako dżentelmena, takich jak wizyty w operze, spotkania towarzyskie czy wykwintne kolacje. Ów wyrok sądu hrabia przyjmuje ze spokojem i opanowaniem, ale jednocześnie próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. 

Zanim zaczęłam czytać tą książkę, słyszałam dużo pochlebnych o niej opinii, ale totalnie nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Dlatego tym bardziej jej lektura mnie zaskoczyła! Książkę tą czyta się niespiesznie, można powiedzieć, że wręcz się nią można delektować i smakować każde słowo. Akcja może nie pędzi na łeb na szyję, ale też nie o to w tym wszystkim chodzi. Całość akcji przypada na czas owego aresztu domowego hrabiego, więc naszego bohatera poznajemy na przestrzeni wielu lat. Tłem do całej tej historii są zmiany zachodzące w Rosji na przestrzeni tych lat. Poznajemy więc ten kraj jako brutalny, potężny, tajemniczy, a czasem i niezrozumiały. Samego hrabiego nie sposób nie polubić, jego i jego nienagannych manier, niezachwianych zasad moralnych oraz wyjątkowego, ale jakże dystyngowanego poczucia humoru. AleksanderIljicz Rostow jest dżentelmenem w każdym calu, zawsze nim był i zawsze nim pozostał, w każdej sytuacji, w jakiej postawiło go życie.

Ale nie tylko hrabia jest tu genialnie przedstawiony. Na uwagę zasługują też pozostali, drugoplanowi bohaterowie. Moją sympatię skradła Nina i później Zofia. Fantastyczny był szef kuchni Emil, który dzień rozpoczynał od pesymizmu, a im bliżej wieczora tym więcej było w nim optymizmu; Andriej kelner, który kiedyś był żonglerem; krawcowa Marina czy aktorka Anna. Wszyscy oni pomagają hrabiemu i są jego najlepszymi przyjaciółmi, na których zawsze może liczyć.

Czytając tą książkę niejednokrotnie zastanawiałam się jaki jest jej sekret. Czemu? Ponieważ przy tak ograniczonym polu akcji, tak rozległym jej czasie i braku dynamizmu czytamy ją z niesłabnącym zainteresowaniem. Jest w niej coś magicznego, nierealnego, ale i chwytającego za serce i rozczulającego. Lektura niewątpliwie skłania nas do głębszej refleksji, uczy dystansu do siebie, ale i pokazuje, że zawsze należy walczyć o to, żebyśmy to my byli panami swojego losu. Poza tym udowadnia, że zawsze warto być przyzwoitym człowiekiem, bo to właśnie ta przyzwoitość nas najlepiej chroni. Urzekło mnie tu też niewątpliwie piękne słownictwo i niepowtarzalny styl Autora, który idealnie go dostosował do opisywanego tu dżentelmena! "Dżentelmen w Moskwie" jest niewątpliwie wyjątkową powieścią z duszą, a jej lektura to prawdziwa czytelnicza uczta!

 ***

Wybrane cytaty:

Bo w życiu liczy się nie to, czy nagrodzą nas oklaskami, lecz to, czy będziemy mieć odwagę iść naprzód mimo braku gwarancji uznania.

Jeśli człowiek nie jest panem swojego losu, z pewnością stanie się jego sługą.

Cóż może nam powiedzieć pierwsze wrażenie na temat kogokolwiek? Nie więcej niż jeden akord o Beethovenie albo jedno pociągnięcie pędzlem o Botticellim. Ludzie są ze swej natury tak kapryśni, tak skomplikowani, tak uroczo pełni sprzeczności, że zasługują nie tylko na namysł, lecz również na ponowny namysł - oraz na naszą niesłabnącą determinację, byśmy powstrzymali się od wydawania opinii, dopóki nie ujrzymy tych ludzi w każdym możliwym otoczeniu i o każdej możliwej porze.

Powinniśmy poświęcić się dbaniu o to, by dzieci swobodnie kosztowały doświadczeń. I musimy czynić to bez obaw. Zamiast opatulać je kołdrami i zapinać im płaszcze, musimy wierzyć, że zaczną opatulać się i zapinać się same. A jeśli nowo zdobyta wolność wymknie się im z rąk, musimy zachować opanowanie, życzliwość i rozsądek. Musimy je zachęcać, by odważyły się zniknąć z zasięgu naszych czujnych pczu, a potem powinniśmy westchnąć z dumą, gdy wreszcie przejdą przez obrotowe drzwi życia.

Życie nie posuwa się naprzód skokami i susami. Ono rozwija się jak kwiat. W każdym momencie jest przejawem tysiąca przemian. Nabywamy i tracimy umiejętności, gromadzimy doświadczenia, a nasze opinie ewoulują - jeśli nie w ślimaczym tempie, to przynajmniej stopniowo. W rezultacie wydarzenia zwykłego dnia maja taka samą szansę nas odmienić jak szczypta pieprzu ma szansę odmienić gulasz".

Naszym życiem kieruje niepewność, często zniechęcająca, a nawet destrukcyjna. Jeśli jednak wytrwamy i zachowamy szlachetne serce, możemy zostać nagrodzeni chwilą najwyższej jasności – momentem, w którym wszystko, co nas spotkało, nagle okazuje się koniecznym ciągiem zdarzeń, a my stajemy u progu nowego, śmiałego życia, które od początku było nam pisane.

Tak czy inaczej, uznał, że kawa doskonale pasuje do okoliczności. Bo czy istnieje coś bardziej uniwersalnego? Kawa, która czuje się doskonale zarówno w metalowym kubku, jak i w porcelanie z Limoges, potrafi ożywić pracowitych o poranku, uspokoić zadumanych w południe albo podnieść na duchu strapionych w środku nocy.

Nie ma życzliwszych osób niż nieznajomi.

Z każdym mijającym rokiem wydawało mi się, że umyka mi jej coraz więcej, i zacząłem się bać, że pewnego dnia całkiem ją zapomnę. Prawda wygląda jednak tak, że bez względu na upływ czasu ci, których kochamy , nigdy do końca nam nie umkną.

Żadna rada nie jest dobra dla wszystkich. Dwoje ludzi, niczym dwie butelki wina, wiele dzieli, mimo że pojawili się na świecie zaledwie w odstępie roku albo na sąsiednich wzgórzach.

- Tylko Gruzin ze wschodu zacząłby posiłek od butelki rkaciteli.
– Bo jest prostakiem?
– Bo tęskni za domem.

Bo ostatecznie najukochańszy dobytek staje się nam bliższy niż przyjaciele. Przenosimy go z miejsca na miejsce, często kosztem znacznych wydatków i niewygody. Odkurzamy i polerujemy powierzchnie, besztamy dzieci, gdy za bardzo dokazują w pobliżu - i jednocześnie pozwalamy, by wspomnienia nieustannie podnosiły ich wartość. (...) W końcu zaczyna nam się wydawać, że te starannie przechowywane przedmioty mogą nam przynieść prawdziwą pociechę w obliczu utraty towarzysza. Jednak, rzecz jasna, przedmiot to tylko przedmiot.

Jeśli mężczyzna nie jest panem swojego losu, to z pewnością stanie się jego sługą.

Czy nie jest tak, że to właśnie szacunek dla wszystkich pomników, katedr i starych instytucji uniemożliwia nam rozwój?

Czy zamiast siedzieć w równiutkich rzędach w szkole, nie byłoby lepiej wyruszyć w stronę prawdziwego horyzontu, żeby się przekonać, co jest za nim?

Żył w przekonaniu, że dżentelmen powinien spoglądać w lustro z nieufnością. Zamiast pełnić funkcję narzędzi umożliwiających samopoznanie, lustra zwykle bywały bowiem narzędziami umożliwiającymi oszukiwanie samego siebie.

(...) w przeciwieństwie do dorosłych dzieci chcą być szczęśliwe. Dlatego potrafią jeszcze czerpać wielką przyjemność z najprostszych rzeczy.

- człowiek musi wiązać koniec z końcem - potwierdził rzeczowo audrius - bo w przeciwnym razie to jego czeka koniec.

Czas upływający między złożeniem zamówienia a podaniem przystawek to bez wątpienia jedne z najbardziej ryzykownych chwil we wszystkich ludzkich relacjach. Którzy młodzi kochankowie nie znaleźli się wówczas w ciszy tak nagłej, tak z pozoru nieprzezwyciężonej, że groziła podaniem w wątpliwość
chemii ich związku? Które małżeństwo nie uległo obawie, że pewnego razu zabraknie mu wtedy pilnego, zajmującego lub zaskakującego tematu do rozmowy? Dlatego u większości z nas to niebezpieczne interludium całkiem słusznie budzi złe przeczucia.

Cóż, Zofio, od dnia, w którym się urodziłem, życie tylko raz potrzebowało mnie w określonym czasie i miejscu: gdy twoja matka przyprowadziła cię do hotelu Metropol. I nawet gdyby proponowano mi władzę carską Wszechrusi, nie zamieniłbym jej na obecność w hotelu w tej godzinie.

Jednak w okresie dobrobytu każdy półgłówek z łyżką jest
w stanie zadowolić podniebienie. Chcąc poddać pomysłowość szefa kuchni
prawdziwej próbie, należy raczej spojrzeć na okres niedostatku. A cóż zapewnia
większy niedostatek niż wojna?

Konfederacja Ludzi Spokorniałych, podobnie jak masoneria to zżyte bractwo, którego członkowie nie noszą żadnych emblematów, lecz rozpoznają się na pierwszy rzut oka. Wypadłszy nagle z łask, konfederaci ci patrzą na świat ze wspólnej perspektywy. Wiedzą bowiem, że piękno, wpływy, sławę i przywileje raczej się pożycza, niż dostaje na zawsze, i dlatego niełatwo im zaimponować. Nie są skłonni do zazdrości ani obrażania się. I z pewnością nie przeglądają gazet w poszukiwaniu swojego nazwiska. Nadal angażują się w życie wśród podobnych im ludzi, lecz pochlebstwa traktują z ostrożnością, ambicje ze współczuciem, a w obliczu protekcjonalności uśmiechają się w duchu.

Przez wieki używano szampana podczas inaugurowania małżeństw i wodowania statków. Większość zakłada, że dzieje się tak z powodu nieodzownie odświętnego charakteru tego trunku. Tak naprawdę jednak sięga się po niego na początku tych ryzykownych przedsięwzięć dlatego, że bardzo skutecznie wzmacnia determinację.

Rozumiem, że księżniczka powinna mówić "proszę", jeśli prosi o ciastko, bo próbuje kogoś nakłonić, żeby je jej dał. I przypuszczam, że jeśli poprosi o ciastko i je dostanie, będzie miała dobry powód, by powiedzieć "dziękuję". Ale w drugiej części twojego przykładu księżniczka wcale nie prosiła o ciastko. Ktoś sam je jej zaproponował. I nie widzę żadnego powodu, dla którego miałaby mówić "dziękuję", skoro jedynie sprawia komuś przyjemność, przyjmując to, czym ją poczęstował.

poniedziałek, 15 marca 2021

REVENGE - AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

Bezlitosna siła
Kastor || Polluks || Saturn || Mars || Revenge

Wydawnictwo: BURDA KSIĄŻKI
Data wydania: marzec 2021
Moja bardzo subiektywna ocena: 7/10

***

Bardzo ucieszyłam się, gdy okazało się, że pojawi się piąty tom serii "Bezlitosna siła". Cała seria przypadła mi do gustu, więc byłam szalenie ciekawa, co tym razem spotka naszych bohaterów.

Tytułowy Revenge to Wiktor Brudzyński. Do tej pory żył sam, nikomu nie musiał się tłumaczyć, o nikogo troszczyć, za nikogo nie był odpowiedzialny. Nagle dowiaduje się, że jego matka, która mieszka w Ameryce ginie w wypadku, a on musi staje się prawnym opiekunem swojego nastoletniego, przybranego brata Leona. I jak to z nastolatkami bywa - szybko pojawiają się związane z tym kłopoty. Laura Marczyk jest z kolei siostrą Liwii. Zerwała jednak kontakt z rodziną, który teraz próbuje odzyskać. Poza tym jest tuż po rozwodzie z mężem, który stosował wobec niej i ich dziecka przemoc. Czy tych dwoje jest w stanie sobie zaufać na tyle, aby móc stworzyć trwały i silny związek?

Akcja książki biegnie bardzo szybko, kartki przewracają się same. Jest to zatem lektura na jedno dobre popołudnie. Ja aż sama siebie zaskoczyłam, że tak szybko ją przeczytałam. Poza tym książka ma bardzo podobny schemat, co jej poprzedniczki w tej serii. Zakończenie sugeruje, że być może pojawi się ciąg dalszy. Choć wydaje mi się, że warto zakończyć już tą serię...

W tym tomie spotykamy także pozostałych chłopaków z poprzednich tomów i bardzo ciekawe było zobaczenie co u nich słychać. Bardzo miło czyta się ich przepychanki słowne, które pełne są humoru i dowcipu. Dlatego całą piątkę naprawdę da się polubić:)

czwartek, 18 lutego 2021

HURT/COMFORT - WERONIKA ŁODYGA

Wydawnictwo: WYDAWNICTWO KOBIECE
Data wydania: wrzesień 2020
Liczba stron: 424
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Odkąd przeglądam blogi książkowe i bookstagrama moje lektury są o wiele bardziej trafione, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że prawie nie ma tych nietrafionych. I tak też było z "Hurt/Comfort":) Na początku spodziewałam się lekkiej, łatwej i zabawnej lektury. Ale z czasem okazało, że pod tym płaszczykiem humoru kryje się dużo ważnych tematów.

Ale zacznijmy od początku: głównym bohaterem jest Artur, osiemnastolatek, który właśnie jest w klasie maturalnej i ma nieco skomplikowaną sytuację rodzinną. Sam jest raczej typem samotnika i unika kontaktów i rozmów z innymi ludźmi jak tylko może, nawet gdy zapytany w autobusie o drogę odpowiada w języku migowym. Dobrze, że chociaż ma przyjaciółkę Magdę, a ta nie pozostaje bierna i próbuje go wyswatać. Janek z kolei jest pewnym siebie, wyjątkowo konkretnym chłopakiem, który doskonale wie czego chce i dlaczego robi niektóre rzeczy. I to właśnie on jest tym, który w autobusie zapytał o drogę:)

Byłam bardzo ciekawa tej książki przede wszystkim ze względu na temat LBTG. I jestem tu bardzo pozytywnie zaskoczona, bo nie spodziewałam się dostać aż tyle. Po pierwsze Autorka fantastycznie wprowadziła ten wątek. Mamy bowiem młode osoby zaczynające poznawać siebie i odkrywać własną orientację seksualną. Wkraczają w swoje pierwsze uczuciowe związki, a przecież nie jest to zawsze łatwe. Tym bardziej jeśli mamy tu parę homoseksualną. Bardzo spodobało mi się jak Autorka pokazała z jakimi problemami borykają się takie osoby, które muszą zdobyć się na odwagę, aby "ujawnić się" światu. A przecież nie każdy jest w stanie wziąć na swoje barki ten brak akceptacji i zrozumienia. I nie tylko wśród społeczeństwa, ale i wśród rodziny. A przecież tak bardzo naturalne powinno być dla nas chociażby trzymanie się za rękę w miejscu publicznym czy swobodne przytulenie się...  

Ale jest to książka nie tylko o osobach heteroseksualnych. Każdy z naszych bohaterów ma inną sytuację rodzinną, w której muszą się odnaleźć, a to nie zawsze jest łatwe. Dlatego bardzo ważna jest dla nich ich przyjaźń i jej wartość też jest tu niejednokrotnie podkreślona.

Uwagę warto także zwrócić na fantastycznie wykreowane postacie. Każdy z bohaterów jest bowiem z krwi i kości, ma swoje wady i zalety, a są tak realnie przedstawieni, że ja ich kupuję w całości. Dzięki temu, że są młodzi i przeżywają swoje kolejne ważne wydarzenia w życiu, jak studniówka czy matura i egzaminy na studia, lektura tej książki była dla mnie nieco jak podróż w czasie:) Nie dało się nie wspominać podczas czytania swoich czasów licealnych!

Dużym atutem tej historii jest sposób jej prezentacji: wyjątkowo humorystyczny, lekki, a przez to i ciekawy. Dialogi pomiędzy Arturem, Jankiem i Magdą są genialne, naszpikowane oczywiście młodzieżowymi powiedzeniami (które teraz są na topie) i nie sposób się przy nich nie uśmiechać! Weronika Łodyga ma wyjątkowo lekkie pióro, a o rzeczach trudnych opowiedziała nam w bardzo ciepły i przystępny sposób.

Zaskoczyło mnie także, gdy dowiedziałam się, że jest to debiut Autorki! No i czemu nie ma tomu drugiego?! Już sobie wyobrażam to nietuzinkowe towarzystwo Artura, Janka i Magdy na studiach! Przecież nie można zmarnować tego potencjału!

Wybrane cytaty:

Zaperzył się, łapiąc go za rękę, jakby w ten sposób przypieczętowywał swoje słowa. Artur odruchowo chciał się rozejrzeć, czy przypadkiem nikt w pobliżu nie planuje znienacka ich zaatakować, zdołał się jednak powstrzymać. Obiecał sobie przyjąć taktykę: „Jeśli nie robisz niczego złego, nie zachowuj się, jakbyś popełniał zbrodnię”.

Czasami ludzie po prostu nie chcą nas w swoim życiu i to boli. Ale to ich wybór. Trzeba go uszanować, choć niekoniecznie się z nim zgadzać. A już na pewno nie oceniać siebie na jego podstawie.

 


piątek, 12 lutego 2021

ENOLA HOLMES. SPRAWA OSOBLIWEGO WACHLARZA - NANCY SPRINGER

Enola Holmes
Enola Holmes. Sprawa zaginionego markiza. || Enola Holmes. Sprawa leworęcznej lady. || Enola Holmes. Sprawa złowieszczych bukietów. || Enola Holmes. Sprawa osobliwego wachlarza.

Wydawnictwo: PORADNIA K
Data wydania: styczeń 2021
Liczba stron: 224
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

To już czwarty tom przygód rezolutnej i sprytnej Enoli Holmes. A ponieważ jest to kolejna część, a poprzednie bardzo mi się podobały, poprzeczka została postawiona niezwykle wysoko! Nancy Springer jednak nie odpuszcza i cały czas utrzymuje odpowiedni poziom! 

Tym razem Enola pomaga lady Cecyli, swojej znajomej (z 2 tomu), która próbuje uciec od przymusowego aranżowanego małżeństwa. Istotnym elementem śledztwa jest tytułowy, osobliwy wachlarz kryjący zaszyfrowaną wiadomość. 

Może będę się powtarzać z moimi recenzjami poprzednich części, ale postać Enoli wykreowana jest fantastycznie. To dziewczyna, która walczy o swoje, chce być niezależna i sama decydować o sobie. A przecież wszyscy wiemy jak bardzo ważne to są kwestie! Jest to dziewczyna niezwykle logiczna, a jej błyskotliwość zadziwia na każdym kroku. 

Bardzo podobają mi się również w tym cyklu spotkania Enoli z jej braćmi: Mycroftem i Sherlockiem. I o ile temu pierwszemu Enola daje mocno popalić, to pomiędzy nią a Sherlockiem powolutku zawiązuje się niesamowita więź. I po cichu liczę, że w piątym i szóstym tomie może być przełom w ich relacji. Oczywiście wszystko zależy od Sherlocka, a ten wreszcie zaczyna (choć niezwykle powoli) dostrzegać w siostrze kompana we wspólnym rozwiązywaniu zagadek i być może przekona się, że ma wyjątkowo odważną i dzielną siostrę. W pewnym momencie było mi bardzo żal Enoli, bo ona tak rozpaczliwie tęskni za kimś bliskim, w kim może mieć oparcie i kto zrozumie ją i da jej swobodę działania.

Klimat tego tomu również osadzony jest w podobnym klimacie jak poprzednie. Mamy więc mroczny XIX-wieczny Londyn, który poznajemy z tomu na tom coraz bardziej. Mnie np zaskoczyła fosa 'aha', którą budowano wokół domu zamiast ogrodzenia, żeby nie zasłaniać sobie widoków, ale żeby uchronić się przed niepożądanymi gośćmi! Oczywiście cały czas Autorka piętnuje uległą rolę kobiety w ówczesnym świecie i podkreśla jak bardzo są one pozbawione prawa o decydowaniu o sobie.

Ja już nie mogę doczekać się tomu piątego i szóstego! Jestem niezmiernie ciekawa jak zakończą się wszystkie rozpoczęte już wątki rodzinne Enoli, a przy okazji chętnie podejrzę jaką to kolejną sprawę będzie rozwiązywać ta niesamowita dziewczyna. A kibicuję jej z całych sił!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu PORADNIA K :) 


 

niedziela, 31 stycznia 2021

GAMBIT KRÓLOWEJ - WALTER TEVIS

Wydawnictwo: CZARNE
Data wydania: październik 2020
Liczba stron: 360
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

O tej książce usłyszałam dzięki serialowi na Netflixie. I bardzo cieszę się, bo pewnie gdyby nie serial, to nawet nie wiedziałabym o niej. Książka bowiem została napisana w 1983 roku. I jest to też niesamowitym przykładem na to jak bardzo serial czy film jest w stanie dać drugie życie książce. A widzę to zjawisko coraz częściej.

Główną bohaterką jest Beth Harmon, która w wieku 9 lat trafia do sierocińca. Tam odrywa grę w szachy, której uczy się od woźnego w piwnicy. Niestety rozpoczyna także "przygodę" z tabletkami na uspokojenie, które podawane są dzieciom. Szybko okazuje się, że Beth przejawia niesamowity talent w szachach, a wiedzę na ich temat wręcz pochłania. Gdy zostaje adoptowana, próbuje odnaleźć siebie i swoje miejsce. Jednak cały czas ciągnie ją do gry w szachy. Możemy więc krok po kroku śledzić rozwój jej poczynań, poprzez gry na turniejach i konkursach, po treningi i dokształcanie się. 

Zarówno książka, jak i film wciągnęły mnie niesamowicie czego w ogóle się nie spodziewałam. Na początku jak usłyszałam o tej historii, byłam ciekawa jak można ciekawie przedstawić historię o szachach. Kiedyś grałam troszkę w tą grę i wiedziałam, że są one emocjonujące, ale wydają się zbyt mało dynamiczne i za bardzo techniczne, aby móc je zobrazować i przedstawić w jakiejś opowieści. Nic bardziej mylnego. Książkę kończyłam czytać z wypiekami na twarzy! Jest w niej bardzo dużo opisów partii szachowych i wiem, że wiele osób je pominęło, mi jednak wydaje się, że to one w dużej mierze budują to niesamowite napięcie w tej historii. Ja przeczytałam wszystkie i to bardzo uważnie! 

Ciekawostką jest również to, że są tu zaprezentowane realne partie szachowe. We wstępie chociażby tłumaczka opisuje, że współpracowała z kilkoma arcymistrzami, którzy rozgrywali partie Beth na prawdziwych szachownicach.

Do tego dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy na temat szachów, a o których nie miałam zielonego pojęcia, jak chociażby blitz, czyli bardzo szybka, ekspresowa rozgrywka.

Beth jest niesamowicie stworzoną postacią. Przede wszystkim jest autentyczna i bardzo charyzmatyczna. Przez całą książkę śledzimy jej walkę z samą sobą, ze światem zewnętrznym. Jesteśmy świadkami rozwoju jej ogromnego talentu, ale widzimy też ile pracy i poświęcenia ją to kosztowało. Beth nie tylko walczy na turniejach szachowych. Dużo trudniejszą walkę toczy z alkoholem czy tabletkami. Poza tym w pewnym momencie uświadamia sobie, że jej najtrudniejszy przeciwnik - pięciokrotny mistrz świata, Rosjanin Wasilij Borgow nie jest aż taki straszny i przede wszystkim powinna skupić się na grze i na szachach, a nie na jego osobie. Beth jest niesamowicie samotną osobą, nie ma kogoś naprawdę sobie bliskiego, na kim mogłaby polegać. Widać to szczególnie podczas jej wyjazdu do ZSRR. Ale jest bardzo silną i dzielną dziewczyną, która wie co tak naprawdę się liczy. Jest wyjątkowo zdeterminowana, a to bardzo ważna cecha podczas gdy chce się być najlepszym. Ciężko znosi porażki, wręcz nie dopuszcza do siebie myśli, że może się pomylić. Takie podejście jest bardzo trudne i wymagające, ale pozwala osiągnąć doskonałość i precyzję. Beth nie zadowala osiągnięcie remisu na podium, ona musi wygrać, po to właśnie przyjechała.

Oczywiście najpierw przeczytałam książkę, aby móc obejrzeć serial. Dla mnie jest to jedyna słuszna droga. Serial to z kolei wspaniałe dopełnienie książki, jest taką wisienką na torcie. Zachwyciła mnie przede wszystkim genialna estetyka wizualna. Wspaniale są tu odzwierciedlone lata 60-te, w których ma miejsce akcja. Te wszystkie miejsca, w których była Beth są naprawdę super przedstawione, z odwzorowaniem szczegółów i szczególików. No a stroje Beth to już zasługują na głośne fanfary:) 

 ***

Wybrane cytaty:

Postanowiła nie bić podstawionego piona, utrzymać napięcie na szachownicy. Lubiła je. Podobały jej się siły pionów i figur działające wzdłuż linii i przekątnych. W środkowej fazie gry, kiedy figury były już rozstawione po całej szachownicy, krzyżujące się na niej siły przyprawiły Beth o dreszcz emocji. Zagrała skoczkiem po stronie króla, czując, jak rozszerza się jego pole działania. Po dwudziestu posunięciach zbiła obie wieże pana Shaibela i zmusiła go, żeby się poddał.

- Doświadczenie nauczyło mnie, że to, na czym się znasz, nie zawsze jest najważniejsze.
- A co jest najważniejsze?
- Żyć i wzrastać. [...] Przeżywać swoje życie.

- Nie poddawaj się - rzucił. - Jedna przegrana partia o niczym nie świadczy.
- Nie poddaję się - odparła.

[...] który we wczesnej młodości zachwycił świat grą w szachy, a potem ją rzucił, popadł w bełkoczącą paranoję i umarł - nadal przyprawiały ją o dreszcz podniecenia. Grając gambit królewski, Morphy lekką ręką poświęcał skoczki i gońce, a potem błyskawicznie dopadał czarnego króla. Nie było drugiego takiego szachisty ani przed nim, ani po nim. [...] Przed ważnymi pojedynkami w Paryżu Morphy spędzał całe noce w kawiarniach, pijąc i rozmawiając z nieznajomymi, a rano grał jak rekin - uprzejmy, dobrze ubrany, pachnący, przestawiał masywne bierki drobną, kobiecą dłonią o niebieskich żyłach i miażdżył jednego europejskiego mistrza za drugim. Ktoś nazwał go "dumą i smutkiem szachów''.

Beth tańczyła w duszy barokowego menueta szachów,
urzeczona, w uniesieniu, oszołomiona finezją kombinacji, które otwierały się przed jej umysłem i na które otwierał się jej umysł.

Jednakże remis to nie wygrana. A jeśli Beth kochała coś w swoim życiu, to właśnie wygrywać. Zerknęła na Borgowa i ku swojemu zaskoczeniu stwierdziła, że sprawia wrażenie zmęczonego. Pokręciła głową. Nie.

- Od dwudziestu lat żaden Amerykanin nie miał nawet szansy wygrać z Rosjaninem. To tak jak z baletem. Oni płacą ludziom za granie w szachy - Beth przypomniała sobie zamieszczone w „Chess Review” zdjęcia pochylonych nad szachownicą mężczyzn o posępnych twarzach, Borgowa i Tala, Łajewa i Szapkina, z marsowymi minami, w ciemnych garniturach. W Rosji szachy były czymś innym niż w Ameryce. 

W szachach nie zdradza się swojego kolejnego ruchu. 



piątek, 22 stycznia 2021

OBIAD Z BONDEM - AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

Kolacja z Tiffany'm
Kolacja z Tiffany'm || Obiad z Bondem || Śniadanie z ...

Wydawnictwo: BURDA KSIĄŻKI
Data wydania: styczeń 2021
Liczba stron: 264
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Na każdą książkę Pani Agnieszki czekam z niecierpliwością. I w tym przypadku nie było inaczej! "Obiad z Bondem" to druga część trylogii o braciach z pewnej włoskiej rodziny. 

Eliza to młoda, piękna i przede wszystkim niezależna kobieta, żyjąca głównie pracą w banku i ciesząca się dniem dzisiejszym. Jacek to komisarz policji, oddany pracy, stojący na straży prawa, ciągle w gotowości na wypadek nagłego wezwania z fabryki. Od razu zaczęło iskrzyć pomiędzy tą dwójką, jak tylko się pierwszy raz zobaczyli. Jednak nie wszystko jest takie proste na jakie wygląda. Każde z nich jest bowiem bardzo niezależne i lubi decydować o sobie. Do tego dochodzi jeszcze nieumiejętność "ubrania" w słowa swoich uczuć, czasem nawet przyznanie się przed sobą samym jest trudne, a co dopiero powiedzenie tego tej drugiej osobie, na której nam zależy. Elizie nie pomaga także fakt, że już wcześniej została oszukana i skrzywdzona.

"Obiad z Bondem" to fantastyczna komedia romantyczno-kryminalna. I mamy tu wszystko co powinno się w tym gatunku znaleźć. Jest humor i dowcip. Docinki słowne pomiędzy Elizą a Jackiem są genialne i chociażby tylko dla tych dialogów warto przeczytać tą książkę! Jest oczywiście zagadka kryminalna, całkiem sympatycznie powiązana z kaktusami, na punkcie których Eliza ma fioła. Oczywiście wszystko należy potraktować z przymrużeniem oka i dać ponieść się szaleństwu jakie tu mamy. 

Druga część, podobnie jak pierwsza, wciągnęła mnie bez reszty. Cały dzień czekałam z niecierpliwością, aż wieczorem mogłam położyć się spokojnie w łóżku i zacząć czytać. Oczywiście jedyna wada jaka przyszła mi do głowy, to: czemu tak szybko się to czyta?! Serio, to już koniec?! No cóż, teraz pozostaje czekać na część trzecią... A ta wydaje mi się, że pobije na łeb, na szyję te dwie pierwsze, zwłaszcza pod względem wątku kryminalnego! 

I w przypadku tej serii uważam, że jest to świetny materiał na ekranizację:)

piątek, 15 stycznia 2021

KRAINA ZESZŁOROCZNYCH CHOINEK - JOANNA SZARAŃSKA

Wydawnictwo: CZWARTA STRONA
Data wydania: październik 2020
Liczba stron: 432
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Poprzedni rok rozpoczęłam serią "Czterech płatków śniegu", które przeczytałam wprost jednym tchem. Każda z części była świetna i idealna, żeby zagłębić się w świątecznym klimacie. W tym roku nie mogło zatem zabraknąć najnowszej książki Joanny Szarańskiej. 

Józef Pawłowski to emerytowany nauczyciel historii, który przez całe życie kompletował niezwykłą kolekcję ozdób choinkowych. Pewnego dnia postanawia w starym warsztacie ojca otworzyć sklepik i sprzedawać właśnie te ozdoby. Swój sklep nazwał "Krainą zeszłorocznych choinek".  Jest ona na tyle wyjątkowa, że nie ma tu dwóch takich samych bombek, a z nich nie ma swojej ceny. I właśnie tutaj w jednym z pierwszych grudniowych dni trafia Antek, 9-letni chłopiec, który pod presją rówieśników decyduje się na dokonanie kradzieży oraz jego rodzice, którzy są tuż po rozwodzie. Jest także Helena - rezolutna starsza pani, którą opiekuje się Nina. Jest i Beata - mama Niny oraz Danuta - siostra Beaty i ciotka Niny. I wreszcie Daniel - młody kierowca samochodu dostawczego. Co łączy wszystkich tych bohaterów? Dlaczego sklep Pana Józefa nazywa się "Krainą zeszłorocznych choinek"? 

Historia ta jest przecudowna. Na początku nieco ciężko było mi zacząć, ale jak już się zaczęło, to wciągnęło mnie na maksa! Bardzo, ale to bardzo klimatyczna. Jest tu wszystko to, czego szukamy w świątecznych opowieściach. Ale chyba najbardziej urzekł mnie czar jaki stworzył się wokół tytułowej Krainy zeszłorocznych choinek. Ja oczywiście tą opowieść "sprzedałam" dalej mojemu dziecku tuż przed rozbieraniem naszej choinki:)

W książce jest dość dużo bohaterów, ale absolutnie wszystkich polubiłam. Każdy był wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju i każdemu z osobna kibicowałam. Chociaż już po przeczytaniu przyszła myśl czy czasem nie zapowiada się tu druga część?! Bo coś mi się wydaje, że niektóre wątki można jeszcze troszkę rozwinąć:) 

Jest to fantastyczna lektura na poprawę nastroju i humoru. Przy niektórych scenach nie sposób się nie śmiać, jak chociażby spotkania Beaty z panem zegarmistrzem czy podróż pani Heleny i Niny z Danielem jego samochodem dostawczym!

Wybrane cytaty: 

Wiesz, na pewne rzeczy nie mamy wpływu, nie znaczy to jednak, że powinniśmy zrezygnować z szukania ich jasnych stron.

Nikt nie jest za duży na bajki. (...) A już na pewno nie można być za dużym, by poczuć świąteczną magię!

Wy, mężczyźni, zawsze robicie wokół swoich gatek więcej zamieszania, niż jest to potrzebne! 


niedziela, 10 stycznia 2021

GODZINA ZAGUBIONYCH SŁÓW - NATASZA SOCHA


Wydawnictwo:
WYDAWNICTWO LITERACKIE
Data wydania: październik 2020
Liczba stron: 234
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

 "Godzina zagubionych słów" to moja druga świąteczna książka przeczytana tej zimy. I jest to naprawdę wyjątkowa książka, niezwykle wartościowa i zapadająca w pamięć. Przede wszystkim jest ona inna od tych świątecznych książek jakie miałam okazje do tej pory przeczytać. Ale zacznijmy od początku.

Książka składa się rozdziałów, a w każdym z nich poznajemy nowego bohatera: Katarzynę, Marcina, Annę, Aleksego i Fabiana oraz Borysa. Z pozoru nic ich nie łączy. Ale tylko z pozoru. Każde z nich straciło w najbliższym czasie bardzo bliską sobie osobę. Każde z nich otrzymało jednak pewną wyjątkową możliwość odbycia tej ostatniej rozmowy z ową osobą, a wszystko za pomocą obsypanej śniegiem, zapomnianej starej ławki. A dzięki tej rozmowie mają możliwość powiedzenia tego, czego nie zdążyli zanim śmierć pokrzyżowała ich plany. Powiedzieć, ale i zrozumieć drugą osobę i jej postępowanie.

"Godzina zagubionych słów" to niezwykle mądra i wartościowa książka. Bardzo często w okresie okołoświątecznym rzucamy się w wir przygotowań: sprzątamy, ozdabiamy mieszkania, skupiamy się na rzeczach wokół nas. Zapominamy jednak o tym co najważniejsze: o drugim człowieku i rozmowie z nim. W książce mamy przedstawionych 5 naprawdę życiowych sytuacji. Jednak w odróżnieniu od książki nam nie trafi się bonusowa godzina. Dlatego też nie powinniśmy z niektórymi sprawami zwlekać i jeśli mamy jakieś niewyjaśnione sprawy wyjaśnić je póki mamy taką możliwość. A jeśli czegoś nie rozumiemy w zachowaniu drugiej osoby, zawsze najlepszym rozwiązaniem będzie rozmowa. 

Natasza Socha pokazuje nam tu różne oblicza miłości: córki i matki, siostry i brata, żony i męża, dwójki przyjaciół czy dziecka do matki, której nigdy nie znało... Wydaje się, że każda z nich jest inna, ale czy rzeczywiście tak jest? Czy w rezultacie nie sprowadzają się one do jednego mianownika?!

Ta świąteczna lektura na pewno zapadnie mi na długo, długo w pamięci. I bardzo się cieszę, bo to mądra, refleksyjna książka, która przypomina nam co tak naprawdę liczy się w życiu.

 ***

Wybrane cytaty:

...smutni ludzie od razu przyciągają podobnych sobie. Szczęście przyciąga szczęście, a melancholia szybciej zauważa inną bolesną duszę...

Miłość jest elementem życia. Nie ta wielka, pompatyczna i przepełniona uniesieniem, lecz ta, na którą składają się brakujące kawałki drugiej osoby. W zasadzie nie ma ludzi kompletnych. Człowiek jest pełen dziur, niedomówień i niedokończonych fragmentów, które wypełnić może tylko odpowiedni człowiek.

Przeszłość należy zakopać gdzieś w odludnym miejscu, a z teraźniejszości wyciskać tyle, żeby przyszłość była już tylko piękna.

To jacy jesteśmy w dorosłym życiu, jest kumulacją tego, ile razy nas złamano w dzieciństwie.

(...) przeznaczenie jest w jakimś sensie powiązane ze świadomymi wyborami, że jedno wynika z drugiego.   

Człowiek ciągle na coś czeka. Skreśla dni w kalendarzu i idiotycznie cieszy się z tego, że przepadł kolejny wtorek, minęła środa i niedziela. Gdzie tak się spieszy? Na własny pogrzeb?  


 

piątek, 1 stycznia 2021

ŻYCZENIA


 Wszystkiego dobrego w nowym 2021 roku, przede wszystkim duuuużo zdrowia, szczęścia i pomyślności!

 

Rok 2020 był bardzo dziwnym rokiem, ciężkim pod wieloma względami dla każdego z nas. Mam nadzieję, że ten nowy, nadchodzący rok będzie lepszy... oby... 

Ja przede wszystkim chciałam podziewać Wam wszystkim, którzy tu do mnie zaglądają, a od czasu do czasu zostawią parę słów. Niestety moje udzielanie się na blogu i na Waszych blogach zdecydowanie spadło, ale wynika to głównie z braku czasu i możliwości. Choć nie ukrywam, że w wolnej chwili podglądam co Was słychać...  A niektórych odnalazłam też na instagramie:P

Pod względem czytelniczym ten rok był całkiem przyjemny. Kolejny raz poznałam wielu nowych autorów. I to właśnie głównie podglądaniu Waszych blogów:) Łącznie przeczytałam 34 książki. Nie jest to oszałamiająca ilość, ale niestety takie tylko są teraz moje możliwości. Ale trafiłam na książki, które w większości mi się bardzo podobały, z czego jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona. Zresztą dzięki blogowaniu mój wybór książek jest bardziej świadomy i mniej przypadkowy:) 

Listy najgorszych książek nie będę tworzyć, bo uważam, że jest to kwestia gustu i czasu w jakim czytamy daną lekturę. Za to do książek, które na pewno zostaną ze mną na dłużej należą tytuły poniżej. Ich kolejność jest przypadkowa.

* Trylogia Białego Miasta - Eva Garcia Saenz de Urturi

* "Zasady magii" i "Totalna magia" - Alice Hoffman

* "Listy pełne marzeń" - Magdalena Witkiewicz

* "Molly" - Agnieszka Lingas-Łoniewska

* "Szóstka wron" i "Królewstwo kanciarzy" - Leigh Bardugo

* "Bez pożegnania" i "Bez przebaczenia" - Agnieszka Lingas-Łoniewska

* seria Enola Holmes - Nancy Springer

* "Dziewczyna od trawnika" - Dorota Pasek

* "Moje serce w dwóch światach" - Jojo Moyes

* seria Cztery płatki śniegu - Joanna Szarańska 

A w 2021 roku życzę nam wszystkim przede wszystkim zdrowia, resztę jakoś ogarniemy...