środa, 11 października 2017

NAPISZ NA PRIV - AGNIESZKA KRAWCZYK

Wydawnictwo: SOL
Data wydania: sierpień 2009
Liczba stron: 288
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10

***

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Pani Agnieszki Krawczyk. Nigdy wcześniej nie miałam tej okazji. I już po pierwszych stronach książki wiedziałam, że lektura będzie samą przyjemnością.

Laura to matka małego Miłoszka, nazywanego Byłym Niemowlakiem. Jej czas pochłania przede wszystkim opieka nad małą latoroślą, praca dla Instytutu Badań nad Folklorem. Z wykształcenia jest historykiem sztuki, jest oczytana, inteligentna, zna kilka języków obcych. Obecnie jest także na etapie poszukiwania pracy. Od czasu do czasu Laura spędza także czas przeglądając różne fora internetowe. Z nich dowiaduje się wielu, naprawdę ciekawych rzeczy (każdy rozdział kończy się garstką takich wypowiedzi zasięgniętych z forów tematycznych). Dodatkowo chodzi z Młodym człowiekiem do parku i na plac zabaw, gdzie stworzyła grupę dyskusyjną z Dziadkiem Weroniki i Rudym., który z kolei pracuje w redakcji pisma "Głosu Che Gevary" z niejakim Perecem, późniejszym szwagrem Laury. W międzyczasie trwają przygotowania do ślubu jej siostry Ilony, potocznie zwanej Larwą. Laura także bardzo często zaopatruje się w ubrania w sklepie zwanym second-hand o zwiewnej nazwie "Kop Ciuszek"! Poznajemy więc życie młodej mamy i problemy, na które napotyka: karmić piersią czy nie, powrót do swojej figury sprzed ciąży, peeling pięt czy choćby możliwość napicia się piwa, gdy tu nie można, bo karmi się dziecko albo szybkiego ubierania się z dzieckiem i całej procedury wyjścia na dwór.

Przygody Laury czyta się bardzo sympatycznie i przyjemnie. Z uśmiechem na ustach. To bardzo pozytywna i dowcipna książka. Ja jestem w bardzo podobnej sytuacji co Laura, więc nie obce mi są jej problemy. I naprawdę zgadzam się w 100%  z pewnymi spostrzeżeniami tutaj opisanymi, jak chociażby grupa "matek idealnych" czy grupy dyskusyjne na placach zabaw. Jednak nie jestem pewna czy książka ta przypadnie komuś, kto nie ma dziecka i nie zna na co dzień takich trudności, jak choćby wyszykowanie dziecka i siebie do wyjścia. Być może ten rodzaj poczucia humoru lub raczej ironii nie będzie dla kogoś takiego atrakcyjny i najzwyczajniej w świecie mało śmieszny.

Jedyną trudność na jaką napotkałam czytając, to dość długie zdania, z wieloma rozwinięciami. Więcej opisów niż dialogów. To powoduje, że niestety musimy troszkę zwolnić czytanie i bardziej się skupić. Ale to był tylko chwilowy problem, póki nie wsiąknęłam w książkę. Im dalej, tym lepiej mi się ją czytało:)

Podsumowując, książka bardzo mi się podobała, poprawiła mi nie jeden raz humor i nastrój, do gustu mi przypadły te wszystkie dowcipy i żarty (nawet na temat naszego rządu!). Tą przygodę czytelniczą uważam za naprawdę udaną i na pewno to nie ostatnie moje spotkanie z prozą Pani Agnieszki Krawczyk:)





Wyzwanie: GRA W KOLORY 







sobota, 7 października 2017

CZEŚĆ, CO SŁYCHAĆ - MAGDALENA WITKIEWICZ

Wydawnictwo: FILIA
Data wydania: kwiecień 2016
Liczba stron: 350
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Po przeczytaniu "Czereśni..." stwierdziłam, że muszę zapoznać się bliżej z twórczością Pani Magdaleny Witkiewicz. Będąc ostatnio w bibliotece spotkałam "Cześć, co słychać?", więc zabrałam ją ze sobą do domu! I bardzo dobrze zrobiłam, bo jest to lektura bardzo ważna, daje dużo myślenia i sprawia, że zaczynamy zastanawiać się czego tak naprawdę w życiu chcemy?

Zuzka to kobieta 39-letnia, która uświadamia sobie, że jest właśnie na półmetku swojego życia. Ma kochającego męża Wojtka oraz dwie cudowne córeczki. Pewnego dnia przeglądając facebooka zauważa wiadomość od swojej koleżanki z liceum, że to już dwadzieścia lat po maturze. Szybko dochodzi do spotkania pomiędzy czterema koleżankami z jednej klasy. Okazuje się, że każda z nich ma swoje życie, całkiem różne, są mniej lub bardziej szczęśliwe. Ten ostatni rok przed czterdziestymi urodzinami dla każdej z dziewczyn jest przełomowy:
Agnieszka ma poukładane życie rodzinne, gdy pewnego dnia okazuje się, że jej mąż ją zdradza;
Monika przeżywa z mężem drugą młodość, po tym jak zaraz po maturze urodziło się ich dziecko i nie mieli wtedy czasu na imprezy, ale teraz okazuje się, że Monia jest jednak w drugiej ciąży i jest załamana;
Iwona to singielka, która twierdzi, że jest szczęśliwa sama, jednak szybko się okazuje, że szuka ciągle tego jedynego. A gdy ten się zjawia w postaci o 11 lat młodszego chłopaka, Iwona jest przerażona.
Zuzka natomiast cały czas gdzieś w tyle głowy ma swoją pierwszą miłość Pawła, którego nazywała Pablo. Życie jakie wiedzie obecnie podoba jej się, jednak czegoś jej brakuje... pragnie jeszcze raz poczuć te motyle w brzuchu, chce więcej romantyzmu i szaleństwa niż ma teraz... Pewnego wieczoru pisze do Pawła wiadomość na facebooku zaczynającą się właśnie od słów: "cześć, co słychać?". Ten mail stał się początkiem wielu wydarzeń, które nastąpiły potem. Bo na początku Zuzka z Pawłem jedynie pisali i rozmawiali internetowo, ale z czasem te ich "elektroniczne" rozmowy przekształciły się w spotkania w przypadkowych miejscach lub nawet u Pawła w domu...

Powieść ma bardzo prostą fabułę, właściwie od początku podejrzewałam jak może się skończyć ta historia. Jednak nie to się liczy. Ważne jest jak Autorka przedstawiła nam tą fabułę i jakie treści nam przez nią przekazała, a jest tego naprawdę sporo. Przede wszystkim Zuzka zrozumiała wszystko co zadziało się w jej życiu. To co wydarzyło się dwadzieścia lat temu cały czas w niej siedziało, cały czas obarczała winą siebie, a niestety wtedy została z problemem sama. Teraz zrozumiała to, tylko pytanie czy nie za późno? Prawdą uniwersalną jest to, że człowiek docenia, to co ma, dopiero po fakcie, dopiero jak to utracił albo jak musi o to znowu zawalczyć. Zuzanna nie doceniła właśnie tego swojego spokojnego życia, bez fajerwerków, które piękne są w kinie, w książce, natomiast w prawdziwym życiu są niebezpieczne i gdy znajdziemy się za blisko mogą poparzyć.

Prawdą też jest to, że rodzinę tworzymy nie w jeden dzień, tydzień, miesiąc, ale latami. To przede wszystkim zaufanie do siebie, wspieranie się w trudnych momentach, świadomość, że możemy na siebie liczyć. Tworzymy to latami, ale zburzyć to jest bardzo prosto, nie trzeba wiele, żeby ten ład legł w gruzach. Raz stracone zaufanie, bardzo trudno później odzyskać. Mąż Zuzki może nie jest romantyczny, wyjątkowo szarmancki, nie potrafi napisać listu miłosnego. Ale gdy dzieci były chore, obejrzał z nimi bajkę pod kocem, gdy Zuzka szykowała się na spotkanie z koleżankami podbudował ją, że świetnie wygląda! Był tą skałą, twardą, chroniącą przed deszczem i wiatrem. Bo co nam po pięknym szałasie na łące pełnej kwiatów - gdy przyjdzie deszcz i tak zmokniemy... Zuzka miała wiele, naprawdę wiele sygnałów, że stąpa po cienkim lodzie. Jedna z koleżanek - Agnieszka powiedziała jej to wprost, bez owijania w bawełnę, żeby się zastanowiła czego tak naprawdę chce, czy dla tych kilku chwil przyjemności, kilku bukietów kwiatów lub kilku listów miłosnych woli widzieć raz na dwa tygodnie małe plecaczki swoich dzieci, gdy będą się pakowały, żeby odwiedzić Tatę?!

I w końcu jest to też powieść o jeszcze jednym ważnym problemie. Może zdradzę tutaj za dużo z fabuły, więc jeśli nie chcecie za dużo wiedzieć, to pomińcie ten akapit:) Ale Pani Magdalena porusza temat bardzo delikatny i kontrowersyjny jakim jest aborcja. Podpisuję się tutaj dwoma rękami po tym zdaniem, że w większości takie sytuacje mają miejsce, bo kobieta jest zostawiona sama sobie, nie ma wsparcia w partnerze, rodzinie, otoczeniu. Jest zagubiona, czasem zmuszona do tego. Czasem tak jak tutaj ratuje jedno życie, kosztem drugiego. I to nie prawda, że to jest tylko zabieg. To w niej siedzi i będzie siedziało do końca jej dni. Czasem, gdy jest młoda, nie zdaje sobie sprawy z tego, ale dopiero jak jest starsza przychodzi refleksja, być może teraz postąpiłaby całkiem inaczej. I nie powinniśmy oceniać w żaden sposób takiej kobiety, bo ten sam problem, który my jesteśmy w stanie rozwiązać tu i teraz, dla kogoś innego może być barierą nie do pokonania, drogą bez wyjścia. Poza tym uważam też, że wszyscy mówimy o tej strasznej, bezdusznej kobiecie, która dokonała czynu zakazanego, a ja się pytam, gdzie jest mężczyzna, który też jest odpowiedzialny za to?! Kobieta o tym nigdy nie zapomni, zawsze to będzie częścią jej życia i będzie miało na nią wpływ. I to chyba jest największa kara...

Zdziwiła mnie tylko jedna rzecz w tej historii: czemu Zuzka tak ciągnęła do Pawła? Po poznaniu całej układanki stało się to dla mnie mało zrozumiałe. Rozumiem, że to była jej pierwsza prawdziwa miłość, ale ... no właśnie nie rozumiem, że Zuzka nie zdawała sobie sprawy, że poświęciła wtedy coś kosztem czegoś...

Książka Pani Witkiewicz naprawdę bardzo mi się spodobała, jest mądra w każdym calu. Być może najlepiej zrozumieją ją właśnie kobiety znajdujące się w podobnej sytuacji co Zuzanna, ale być może inni też coś w niej odkryją, bo każdy z nas ma coś co może stracić... Na pewno sięgnę po kolejne powieści Pani Magdaleny, apetyt rośnie bowiem w miarę jedzenia:)

A kilka cytatów muszę przytoczyć:
 
"- Jak Ci brakowało motyli, to sobie je, kurwa, mogłaś narysować!"


'Wiesz. On raczej jest taką wygodną, swojską wysiedzianą sofą. Z licznymi plamami po kawie i pękniętą sprężyną. Ale jest mój. - Stare meble się wyrzuca - powiedziałam. - Ale nie takie. To mebel dobrej klasy. Może go już nie lubisz tak bardzo jak kiedyś, może wnerwia cię, bo sprężyna wbija ci się w tyłek. Ale każda plama ma swoją historię. Nie pozbędziesz się go, bo masz do niego sentyment. Poza tym...-dodała po chwili. - Nie miałabyś już na czym usiąść. I byłoby ci bardzo niewygodnie."

"Ta historia nauczyła mnie, że nigdy, przenigdy nie należy nikogo osądzać. Że sytuacja, z której my znajdujemy wyjście, może dla kogoś być sytuacją podbramkową i niemożliwą do pokonania. Każdy medal ma dwie strony. Z zewnątrz nie widać każdej ze stron. Gdy medal trzymamy blisko siebie, w dłoni, dokładnie możemy obejrzeć za i przeciw."

"Jednak w życiu najbardziej pożądane jest to, czego nie lubimy w dobrym kinie. Przewidywalna spokojna fabuła, która powoli prowadzi nas do przodu, bez zwrotów akcji i bez przerażających momentów jest często tak naprawdę naszą wymarzoną życiową drogą. Przekonujemy się jednak o tym dopiero wtedy, gdy dramatyczny zwrot akcji właśnie nastąpił."




wtorek, 3 października 2017

OKULARNIK - KATARZYNA BONDA

Cztery żywioły Saszy Załuskiej
Pochłaniacz || Okularnik || Lampiony || Czerwony pająk

Wydawnictwo:MUZA
Data wydania: maj 2015
Liczba stron:848
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

To druga część tetralogii o Saszy Załuskiej – policyjnej profilerce. Fabuła, podobnie jak w pierwszej części, jest dość skomplikowana, zawiła, ma wiele wątków i szczegółów. Z jednej strony daje to duże pole do popisu, natomiast w z drugiej strony mi osobiście ciężko było śledzić wszystkie wątki i samemu dociec rozwiązania zagadki. Wiele zaś z tych wątków uważam za poboczne, wstawiane tylko jako dygresja czy nakreślenie tła, ewentualnie stworzenie odpowiedniego klimatu książki.

Sasza tym razem udaje się w odległe strony Hajnówki, gdzie w zakładzie psychiatrycznym chce odnaleźć Łukasza Polaka. Szybko zostaje zamieszana w prowadzone przez policję śledztwo, sama także pomaga poprzez stworzenie profilu sprawcy. W pewnym momencie sama zostaje wplątana w całą intrygę, kilka razy dość przypadkowo znajduje się w centrum najistotniejszych wydarzeń, przez co zostaje jedną z głównych podejrzanych, ponieważ policja sceptycznie podchodzi do tej czystej przypadkowości. Miejsce ma wiele niespodziewanych zbrodni i zaginięć. Są także sprawy z przeszłości, które teraz również są ważne i mają wpływ na dziejącą się teraźniejszość. Autorka przedstawia nam sfabularyzowane dzieje pogromu wsi białoruskich. To kawałek historii, o którym warto pamiętać. To wątki o tyle szczególne, że dotyczą historii rodziny samej autorki. Samo miejsce akcji, to rodzinna miejscowość Katarzyny Bondy. Autorka pokazuje nie tylko zwyczaje tych ludzi, ale także ich mentalność i sposób bycia, funkcjonowania na co dzień. Ale umieszczając akcje w takiej małej mieścinie pokazuje też sposób funkcjonowania małych społeczności, gdzie każdy każdego zna, obcy nie są dopuszczani do żadnych tajemnic tutejszych.

Czytając tą część odniosłam troszkę wrażenie, że nasza bohaterka Sasza jest lekko zagubiona, ma problem sama ze sobą, czasem nawet denerwowało mnie jej zachowanie, lekko infantylne i niestety mało profesjonalne. Tym razem zrobiła na mnie dość kiepskie wrażenie. Dopiero pod sam koniec powieści zaczęła nabierać zdecydowania i determinacji w działaniu.

Generalnie to fajny, ciekawy kryminał, wart przeczytania, do pogłówkowania i próby zgadnięcia samemu kto za czym stoi. Niebanalna propozycja na jesienne i zimowe wieczory! Warto także podkreślić, że autorka pisząc tą powieść dokonała olbrzymiej pracy związanej ze zbieraniem historycznych informacji na temat przeszłości tego regionu. Zapewne spędziła wiele godzin czytając akta IPN, słuchając opowieści starszych pokoleń na temat przeszłości. Jest to jedynie powieść fabularna, jednak wątki dotyczące przeszłości pozwalają czytelnikowi w sposób sfabularyzowany poznać dzieje Polaków i Białorusinów z tamtych stron (a według mnie takie poznanie historii zostaje w pamięci czasem o wiele wiele dłużej).

czwartek, 28 września 2017

MAGNOLIA - GRAŻYNA JEROMIN-GAŁUSZKA

Magnolia [Prószyński i S-ka]
Magnolia || Długie lato w Magnolii || Bardzo długie przebudzenie

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: maj 2013
Liczba stron:384
Moja bardzo subiektywna ocena: 7/10

***

"Magnolia" to książka, którą (przyznam się bez bicia) wybrałam ze względu na okładkę. I zaczęłam czytać. Początek w ogóle nie przypadł mi do gustu, a wręcz przeciwnie - zaczęłam się potwornie nudzić. Był nawet moment, że stwierdziłam, że jednak oddam ją do biblioteki i zapomnę szybciej niż wrócę do domu (a do biblioteki mam zaledwie 5 minut spacerkiem!). Ale stała się wtedy rzecz niezwykła - książka zaczęła mnie coraz bardziej pochłaniać, historie w niej opisane zaczęły coraz bardziej wciągać, a za chwilę już chciałam wiedzieć jakie będą miały zakończenie.

Filip to zawodowy pilot, zawsze elegancki, zadbany, przystojny mężczyzna, który uprawia swój zawód z pasją i oddaniem. Perfekcjonista w każdym calu, wszystko zawsze musi być odpowiednio dobrane i dopracowane w najmniejszym szczególe. Któregoś dnia wraca jednak do domu, a tam zastaje żonę, która oświadcza mu, że wyprowadza się, ona nie chce tak dalej żyć, ma dosyć tego uporządkowanego świata i chce dziecka, na które on uważa, że jeszcze mają czas. Tego samego dnia odbiera swoje wyniki badań, które nie są dobre, więc nie będzie też mógł już latać. Wtedy Filip siada na huśtawce przed domem i dostaje zawału. Po powrocie ze szpitala postawia jednak opuścić dom, pakuje się i wyjeżdża w nieznane. Jedzie po prostu przed siebie. Dojeżdża do opuszczonej stacji kolejowej, gdzieś w Bieszczadach, a tam od nieznajomego gościa, ot tak kupuje stary pensjonat Magnolia. Tam poznaje cztery kobiety: Czesię, która świetnie gotuje i właściwie utrzymuje to miejsce w ryzach, Marlenę, która codziennie przychodzi na kawę, Olgę, która przywozi świeże warzywa, Doris, która zjawia się kilka dni przed świętami oraz dziewczynkę Tuśkę, która poszukuje nowych książek do czytania, a do Magnolii przyjeżdża po resztki dla psów. Każda z tych kobiet ma swoją osobną historię, każda z nich jest wyjątkowa. Ale razem potrafią godzinami gadać o głupotach i pierdołach, ciągle się przekamarzają, dyskutują, niby sobie dogadują, ale w gruncie rzeczy nawzajem się o siebie bardzo troszczą. To taki swoisty rodzaj przyjaźni. Filipa czasem potrafią tym gadaniem zirytować, niby się denerwuje na nie, ale w gruncie rzeczy są one dla niego naprawdę bardzo, bardzo ważne.

Po przeczytaniu całości uważam, że warto było jednak dokończyć czytać tą historię. Na pewno chcę przeczytać drugi tom i znowu spotkać się z tymi czterema jakże zwykłymi kobietami i czarującą dziewczynką. Naprawdę uważam, że ta przygoda była całkiem udana. Może to nie jest książka, w której akcja pędzi i gna, ale ma w sobie coś czarującego i ujmującego. Ostatnio ciągle trafiam na książki, które zmuszają do refleksji i tak też jest tutaj. Człowiek zaczyna zastanawiać się nad życiem, które pędzi nieubłaganie. Czytając tą książkę miałam wrażenie jakbym była takim biernym obserwatorem w tym pensjonacie, jakbym siedziała gdzieś w najdalszym kąciku sali, piła kawę jak  Marlena, słuchała ich potyczek słownych i czuła zapach pieczonej kaczki czy sosu grzybowego. I powtarzając za Czesią: "a żebyś się nie zdziwiła", że to może być prawdą:)

Przede wszystkim ważni są tutaj bohaterowie. Głównym jest oczywiście Filip. Ale nie on tutaj gra pierwsze skrzypce. To kobiety tutaj dyrygują, to one powodują, że akcja idzie na przód. Każda z nich jest inna, ale każda jest charyzmatyczna, niesamowita, mająca osobowość.
Czesia to wspaniała kucharka, która potrafi z niczego wyczarować w kuchni coś. Ma niesamowity zapał do pracy. I niespożyte siły. To właściwie ona utrzymuje Magnolię w ryzach. I ma niesamowicie cięty język, jej poczucie humoru od razu przypadło mi do gustu. Czesia posiada nieliczną rodzinę: mąż zmarł zbyt wcześnie, synowie szybko opuścili dom rodzinny i wyjechali, została jedynie babcia Klara, która umiera, a przed śmiercią ma do przekazania tajemnicę.
Marlena, to taka typowa kobieta pracująca. Pałała się już w życiu kilku prac: policjantki, psychologa więziennego, właścicielki biura detektywistycznego. Jednak w żadnej z tych prac się nie odnalazła. Na policji nie mogła patrzeć jak jeden z drugim biją niewinnego noworodka, w pracy w więzieniu rozmawiała ze skazanymi wiedząc, że jak wyjdą na wolność, to i tak wrócą do swojej przeszłości, pracując w biurze detektywistycznym tropiła jedynie niewiernych małżonków. To wszystko spowodowało u niej żal, gorycz, dołującą świadomość, że ona nie jest w stanie tu nic zaradzić. W Magnolii pije kawę, a później bardzo zajęła się sprawą Tuśki.
Olga to kobieta bardzo dzielna, opiekuje się swoim dużo starszym od siebie mężem, który przeszedł wylew i został częściowo sparaliżowany. Jednak w jego przypadku to brak chęci do życia bardziej go paraliżuje. Olga zajmuje się wszystkim w domu i na gospodarce. Do Magnolii codziennie przywozi świeże warzywa i owoce. Filipa ujmuje przede wszystkim swoim urokiem, zawsze jest piękna, zadbana, uśmiechnięta.
Doris przyjeżdża do Magnolii tuż przed świętami. W oczy rzuca się głównie jej strój - cała w różnych odcieniach różu. Innym razem pojawia się cała w błękicie. Pierwsze dni Doris śpi do południa, kiedy to schodzi na śniadanie dopiero w porze obiadowej. Z czasem jednak zaczyna pomagać w Magnolii przy sprzątaniu pokoju, zaczyna sadzić wszędzie kwiaty, przygarnia też wyjątkowo brzydkiego psa Absurda. W Bieszczady przyjechała z z trzema walizkami i jak się później okazało w jednej z nich miała same pieniądze. Niedługo też wyjaśnia tajemnicę tych pieniędzy i opowiada swoją historię.
Tuśka to dziewczyna, która wszystkich pyta czy mają jakieś książki do czytania. Przychodzi codziennie po resztki dla psów. Jednak z czasem prawda wychodzi na jaw i wszyscy dowiadują się o jej prawdziwej sytuacji domowej. Wtedy wszyscy nasi bohaterowie angażują się w pomoc dziewczynce.

Historie tych kobiet powodują, że troszkę zwalniamy, zaczynamy myśleć, zastanawiać się. Chciałoby się przenieść do tej Magnolii, odetchnąć razem z nimi tym świeżym, jesiennym powietrzem, popatrzeć w góry (tych gór było tylko tu za mało!). Książka ma swoją "melodię", mi było ciężko na początku ja uchwycić, ale później jak już dałam się ponieść, było bardzo sympatycznie. Akcja książki jest niespieszna, zmusza nas troszkę do zwolnienia tempa, ale właśnie o to chodzi. Zaskoczyło mnie jednak zakończenie, niekoniecznie tego się spodziewałam. Ale cóż, może tak musiało być?! Zakończenie jest bowiem nietuzinkowe i przewrotne. I jest jeszcze jedna rzecz: nie wszystkie wątki moim zdaniem zostały należycie wyjaśnione. Mam nadzieję, że w drugiej części dostanę te wyjaśnienia!

A na koniec jeden cytat, który właściwie chyba oddaje klimat i przesłanie książki:

"Dziś jest o wiele ładniej niż wczoraj. Można też nazwać to prostą prawdą. Dziś ciągle trwa. Wczorajszego dnia już nie ma."


 Wyzwanie: CZTERY PORY ROKU
 

niedziela, 24 września 2017

CICHY WIELBICIEL - OLGA RUDNICKA

Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Data wydania: kwiecień 2012
Liczba stron: 440
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***
Wyjątkowo tą książkę poznałam w formie audiobooka. To mój pierwszy przesłuchany audiobook. Więc tym bardziej podeszłam do tego z ciekawością. I podsumowując najpierw słuchowisko – to bardzo fajna alternatywa dla osób, które albo nie mogą same czytać, albo nie mają czasu lub możliwości przeczytania książki. Jeśli jednak ktoś nie ma ograniczonego dostępu do formy papierowej, to ja jednak wybrałabym właśnie papier. Ale nie mówię NIE audiobookom. To naprawdę bardzo ciekawa alternatywa, np podczas sprzątania, jazdy samochodem, czy spaceru z psem.

Podsumowując książkę to bardzo ciekawa lektura, zwraca uwagę na zjawisko określane mianem stalkingu. Wcześniej takie „prześladowcze” działania nie były określone w prawie. Teraz mamy coraz więcej przepisów, które nas przed tym zjawiskiem chronią. Jednak mimo to jest to coś co potrafi nie tylko utrudnić człowiekowi życie, ale całkowicie je zniszczyć. Doprowadza bowiem do takich skutków jak konieczność zmiany pracy, mieszkania, utrata znajomych i odsunięcie się rodziny, a to z kolei prowadzi do depresji i załamania u osoby, która padła ofiarą. I właśnie pod względem tych wszystkich wiadomości jest to bardzo pożyteczna i wciągająca książka. Pani Rudnickiej udało się zebrać dużo informacji na ten temat i przedstawić je w ciekawej formie. Pokazuje bowiem całe zjawisko od początku do końca, przedstawia możliwości walki ze stalkerem i bezradność ofiary. Dlatego powieść jest naprawdę godna poleceniu!

Natomiast co do samej treści książki. Opowiada o Julii, 25 letniej dziewczynie, która pracuje w salonie sieci telekomunikacyjnej. Julia ma chłopaka Pawła, który jednak pracuje w innym mieście i przez to spotykają się sporadycznie. Nagle w życie Julii wkracza inny mężczyzna – jej cichy wielbiciel. Zaczyna przesyłać jej do pracy kwiaty, dzwoni po kilkanaście razy na jej służbowy telefon (melodyjka tego telefonu powoli zaczyna drażnić i czytelnika, ale pewnie taki był zamysł autorki), wysyła kilkadziesiąt dziwnych, teoretycznie romantycznych smsów. Wszystkie działania tajemniczego wielbiciela zaczynają być nie tylko uciążliwe dla Julii, ale przede wszystkim dla jej otoczenia. Powoli zaczynają odsuwać się od niej znajomi, w pracy szef przestaje tolerować taką sytuację i zwalnia dziewczynę, w domu uważają, że to właściwie jej wina, bo sama go zachęcała.

poniedziałek, 18 września 2017

MIŁOŚĆ W KASZTANIE ZAKLĘTA - MONIKA A. OLEKSA

Wydawnictwo: ZYSK I S-KA 
Data wydania: marzec 2011
Liczba stron: 344
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Marta to 37-letnia kobieta, nie ma męża, ani dzieci, mieszka sama w mieszkaniu po babci. Gdy była mała jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a ona trafiła pod opiekę babci. Jednak okazało się, że babcia sama wymagała opieki i wtedy Marta trafiła do domu dziecka. Teraz pozostała sama. Uczyła w szkole języka angielskiego. A jej jedyną rodziną był przyjaciel Adaś i jego rodzice, a później i żona. Marta codziennie wraca ze szkoły przechodząc parkiem. Tam zauważa mężczyznę, który siada na ławce naprzeciw posągu łabędzia. A w jego oczach widać jedynie ból i smutek. Marta powoli zaczyna interesować się Panem Posągowym, jest ciekawa jego historii. Pewnego dnia w parku dochodzi do wypadku: rowerzysta potrąca małą dziewczynkę. Na szczęście na miejscu są przypadkiem i Marta, która od razu pomaga matce dziecka i Piotr - Pan Posągowy, który okazuje się lekarzem i szybko udziela dziewczynce pierwszej pomocy i wzywa pogotowie. Tak zaczyna się ich znajomość. Marta powoli zaczyna poznawać przeszłość Piotra, dowiaduje się, że rok temu ten mężczyzna stracił żonę, która przegrała walkę z chorobą. Ale okazało się także, że ma dwuletniego syna, który tak bardzo przypomina swoją mamę, że Piotr nie jest w stanie się nim opiekować i oddaje go pod opiekę sióstr zakonnych do Rubinowa. Marta kilka razy odwiedza tam dzieci, pomaga siostrom, nawet spędzam tam święta Bożego Narodzenia. Tam czuje się potrzebna, czuje się kochana. Piotr nie potrafi jednak pogodzić się ze śmiercią Marii, odtrąca bliskich, syna, nie chce lub nie umie być dla niego rodziną, ucieka za to w pracę i działa jak na autopilocie. Pojawia się także pierwsza miłość Piotra - pani doktor Barbara, która za wszelką cenę próbuje na nowo podbić serce Piotra.

Zabierając się za tą książkę miałam nadzieję na ciepła, miłą opowieść, na taką lekką, jesienną opowieść o miłości. Dostałam jednak poważną historię z wieloma wątkami ważnymi i trudnymi. Od razu powiem, że książkę pochłonęłam praktycznie na raz, właściwie nie potrzebna była ani razu zakładka, bo kartki tak szybko się przewracały! W kilku momentach książki potrzebne były chusteczki i musiałam wziąć głęboki oddech ze wzruszenia. To piękna opowieść o trudnym momencie śmierci najbliższej rodziny, próbą dalszego życia bez ukochanej osoby, odnalezienia dalej celu życia i przede wszystkim odzyskania uśmiechu na twarzy, tak żeby nie mieć wyrzutów sumienia. Piotr na nowo próbuje ułożyć sobie życie, na nowo próbuje nauczyć się żyć, stara się także odnaleźć w roli ojca w czym bardzo pomaga mu Marta. Pomaga mu, a właściwie go tego uczy. Jego decyzja o oddaniu syna do domu dziecka jest bardzo kontrowersyjna i budzi ogromny sprzeciw. Mnie też bardzo się to nie podobało, jednak nie mnie oceniać, nie wiemy jakbyśmy zachowali się na miejscu Piotra, dopóki sami byśmy nie przeżyli takiej sytuacji. Później było widać, że się stara, a Marta mu w tym bardzo bardzo pomogła. Wręcz nakłoniła go do spróbowania bycia ojcem dla Miłosza, uświadomiła mu jak bardzo chłopiec potrzebuje ciepła rodzinnego domu i zapewnienia poczucia bezpieczeństwa. Mnie bardziej zbulwersowało zachowanie Piotra w stosunku do Marty, gdy ta przekazała mu informacje, że jest w ciąży. Oj przeklęłam wtedy pod nosem! I zła byłam, że już pod koniec facet wywija taki numer!

Marta natomiast stara się być z Piotrem, ale ma utrudnione zadanie, bo Piotr cały czas pamięta i wspomina o Marii, wszystko wokół mu o niej przypomina. Marta zatem nie chce być zamiast Marii, tylko obok. Wie, że nigdy nie zastąpi Marii i nie chce tego, ale potrzebuje od Piotra sygnału kim dla niego jest. Robi to naprawdę z wielkim wyczuciem i taktem. A w przypadku Piotra jeszcze z dużą cierpliwością!

Pokazana jest tu także bardzo fajnie przyjaźń pomiędzy Martą a Adasiem i Agnieszką. I ten wątek można by nawet rozwinąć na osobną powieść, bo uważam, że ma duży potencjał. Przyjaźń to troszczenie się bowiem o drugą osobę, ale trzeba zachować pewne granice. Adam tak bardzo martwi się o Martę, że nie pozwala jej przeżyć jej własnego życia popełniając błędy, a z drugiej strony przez to swoje zamartwianie się przyjaciółką i jej losami, sam zaniedbuje swoją żonę. Dobrze, że w tym przypadku żona była dość wyrozumiała!

Książka mówi jeszcze o samotności. O samotności w wielu odcieniach: samotności człowieka gdy nie znalazł jeszcze swojej drugiej połówki, samotności dziecka w domu dziecka, potrzebie bliskości, ciepła rodzinnego, potrzebie przytulania, głaskania i poczucia bezpieczeństwa, samotności po stracie bliskiej osoby. O samotnych wieczorach, pustych ścianach mieszkania, samotnych spacerach, a nawet gotowaniu dla jednej osoby.

Książka bardzo mi się podoba, cieszę się, że trafiłam na nią w bibliotece. Przeczytałam ją naprawdę jednym tchem, jednak żeby napisać o niej kilka słów musiałam odczekać dwa dni. Odczekać, żeby ochłonąć, przemyśleć, może troszkę "przetrawić". Piękna i mądra to opowieść. Pomimo, że bije z jej kart smutek, to pozostawia troszkę nadziei. Daje dużo do myślenia, zmusza do refleksji. Ta książka to raczej opowieść, Marta doświadcza wielu dziwnych zbiegów okoliczności, w które trudno uwierzyć. Ja wierzę, że wszystko co się dzieje jest po coś. Ale w książce mamy to właściwie pokazane dość konkretnie i tych zbiegów okoliczności jest za dużo w za krótkim czasie. Dlatego uważam, że trzeba to potraktować bardziej jak jakąś metafizykę i znaki, na które trzeba przymknąć nieznacznie oko. W książce jest także dużo odniesień do Boga i religii. Jednak jest to bardzo fajnie przedstawione i pokazane w taki sposób, że mi osobiście odpowiadało. Uważam, że Autorka zrobiła to ze smakiem i taktem.A książka rozbudziła na tyle moje zainteresowanie, że na pewno planuję sięgnąć po kolejne lektury Pani Autorki:)


Wyzwanie: GRA W KOLORY 










 Wyzwanie: CZTERY PORY ROKU
 

czwartek, 14 września 2017

PAX - SARA PENNYPACKER

Wydawnictwo: IUVI
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 296
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Pax to lisek, Peter to chłopiec. Oboje stanowią nierozłączną parę. Pewnego dnia jednak okazuje się, że ojciec chłopca zostaje powołany do wojska, gdyż istnieje zagrożenie wojną. Chłopiec musi zatem przeprowadzić się do dziadka, który mieszka spory kawałek od nich. Lisek natomiast, pomimo protestów Petera zostaje wypuszczony do lasu i pozostawiony tam sam. Dla obojga z nich jest to szok, oboje nie potrafią się w tym odnaleźć. Chłopiec ma wyrzuty sumienia, że nie potrafił zaopiekować się swoim liskiem, za którego czuje się odpowiedzialny. Lisek natomiast jest strasznie zagubiony w lesie, nie wie co się z nim dzieje, próbuje odnaleźć się w brutalnej codzienności. Musi na nowo nauczyć się żyć i walczyć o przeżycie. Lisek w lesie poznaje inne lisy, z którymi się zaprzyjaźnia. Jest Nastroszona, która nie ufa Paxowi, bo ten śmierdzi ludźmi, jest jej młodszy brat Chuderlak, który uwielbia się bawić z Paxem, ale i w trudnej sytuacji przynosi Paxowi kilka przepiórczych jajek do zjedzenia, jest Szary, stary lis, który podejmuje z Paxem wędrówkę. Peter natomiast musi nauczyć się wielu nowych rzeczy. Gdy zostaje skaleczony w nogę, trafia do starego domku na odludziu, gdzie poznaje Violę, inwalidkę wojenną. Oboje zawierają ze sobą umowę i przez to pomagają sobie nawzajem.

Narratorami na przemian jest chłopiec i lisek. Więc równocześnie możemy śledzić losy i jednego i drugiego. To bardzo pomysłowy zabieg, szczególnie z perspektywy liska. Możemy bowiem dowiedzieć się co lisek myśli i jak się czuje. Tylko ostatnia scena książki, gdzie (troszkę zdradzę) chłopiec spotyka się z liskiem jest przedstawiona jedynie z poziomu chłopca. A szkoda, bo właśnie tutaj ciekawiło mnie też jak to lisek odebrał:) 

Ta książeczka kierowana jest do dzieci. Zanim ją kupiłam, słyszałam, że jest o przyjaźni i wolności, że jest wzruszająca i chwytająca za serce. Dlatego zamówiłam, chciałam ją przeczytać ze swoją Córą. Po przeczytaniu jednak uważam, że książeczka (moim zdaniem) skierowana jest bardziej do tych starszych dzieci. Przede wszystkim dlatego, że jest w niej dużo opisów, mniej dialogów i młodsze pociechy mogą się najzwyczajniej nudzić. Poza tym tematyka tej książeczki jest bardzo poważna. To przede wszystkim pozostawienie liska samego w lesie i rozstanie przyjaciół jest bardzo emocjonalne i smutne. Chłopiec płacze, lisek nie wie co się dzieje, młodsze dziecko może po prostu tego nie rozumieć. Do tego dochodzi temat wojny, do której szykują się ludzie. Wybuchy bomb, przewody elektryczne w lesie, obozowisko żołnierzy to też tematy trudne do poruszenia z przedszkolakiem. Ale starszym dzieciom lub dorosłemu czytelnikowi jak najbardziej książeczkę polecam. Widzimy przede wszystkim jak zwierzątka muszą sobie radzić na wolności. Widzimy jak zwierzątko, które było dotychczas udomowione jest bezradne w dzikim lesie. Gdyby nie pomoc Nastroszonej, Chuderlaka i Szarego nasz lisek zdechłby z głodu, nie umiał polować, nie wiedział gdzie szukać i jak szukać pożywienia i kryjówek. Widzimy też jak zwierzątka nawzajem bronią się i dbają o siebie. Mają swój kodeks honorowy i zawsze postępują według jego reguł. Do tego zwierzęta mają proste zasady, nie kombinują jak ludzie, nie są podstępni i przebiegli. To rzeczywiście piękna i wzruszająca opowieść. Smutna, ale dająca dużo do myślenia. Ucząca odpowiedzialności: jeśli bowiem bierzemy do domu zwierzątko, to musimy się nim do końca opiekować, to nasz obowiązek i nie ma odstępstw. Bo to wtedy my jesteśmy dla tego zwierzątka całym światem!



Wyzwanie: GRA W KOLORY 









Wyzwanie: CZTERY PORY ROKU