wtorek, 11 września 2018

CIEŃ BURZOWYCH CHMUR - EDYTA ŚWIĘTEK

Spacer Aleją Róż
Cień burzowych chmur || Łąki kwitnące purpurą || Drzewa szumiące nadzieją || Szarość miejskich mgieł || Powiew ciepłego wiatru

Wydawnictwo: REPLIKA
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 352
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Ostatnimi czasy poznałam wielu nowych i do tego naszych polskich, rodzimych Autorów. Cieszę się tym bardziej, bo mamy się czym pochwalić! "Cień burzowych chmur" to zatem moja pierwsza przeczytana książka Pani Edyty Świętek, pierwszy tom serii "Spacer Aleją Róż". I powiem tak: historia zauroczyła mnie już od pierwszych stron! Właściwie pierwszy raz miałam okazję czytać tego typu książkę - tak mocno osadzoną w danym czasie i przedstawiającą tak mocno realia wtedy panujące jakimi są zmiany ustrojowe i społeczne po II wojnie światowej.

Mamy rok 1949. Tuż po wojnie. Rodzina Szymczaków to matka, ojciec, który zginął na wojnie i sześcioro rodzeństwa: Bronek (najstarszy z rodzeństwa, który teraz dba i chroni pozostałych jak głowa rodziny), Leszek (opuścił dom rodziny, ponieważ wyjechał do wojska), Jędrek (najmłodszy z braci), Dorotka (to ona z rodzeństwa odniosła najgorsze rany podczas wojny, została wielokrotnie zgwałcona, skatowana, okaleczona nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, stąd teraz jest wycofana i skryta), Krystyna (swoje szczęście upatruje w zamążpójściu, najlepiej za bogatego i wpływowego kandydata) oraz Julka (tej z kolei wcale nie spieszy się do zamążpójścia, marzy o opuszczeniu wsi i poznaniu większego świata). Gdy po wojnie Szymczakowie cieszą się, że udało im się przetrwać wojnę, nie tylko w większości przeżyli, ale jeszcze uratowali ojcowiznę, okazuje się, że zaczyna się proces wywłaszczania chłopów. Ich ziemia zostaje im zabrana na rzecz państwowych spółdzielni i wspólnego dobra. Wówczas Bronek nie mający perspektyw na wsi, wyrusza w podróż do Nowej Huty, gdzie zaczyna pracę przy budowie nowego miasta. Tam z kolei jest świadkiem propagandy jaka jest szerzona wśród robotników, poznaje najsłynniejszego przodownika pracy, bierze udział w wyrabianiu normy.

Narracja jest wyjątkowa. Wynika to przede wszystkim z tego, że idealnie odzwierciedla czasy jakich dotyczy. Przede wszystkim język jakim posługiwali się ówcześni ludzie i sposób ich myślenia. Ten oryginalny sposób snucia tej opowieści ułatwia nam przeniesienie się w tamten odległy czas, którego my nie znamy. To pozwala nam poczuć wręcz tamten klimat, atmosferę panującą najpierw na wsi, w domu rodzinnym Szymczaków, a później w Nowej Hucie, gdzie ludzie żyją w wielkim skupisku, w barakach i często we wspólnych izbach.

Muszę zwrócić uwagę, że Autorka wykonała sporo pracy, aby zebrać odpowiedni materiał do tej książki. Przez wiele lat mieszkała w Nowej Hucie, co ułatwiło jej tylko gromadzenie materiałów. Mamy tu bardzo rzetelnie i drobiazgowo przedstawioną historię. Pani Świętek drobiazgowo zadbała o szczegóły, które pojedynczo może nie są tak istotne, ale w całości tworzą spójną i harmonijną kompozycję. I ten ogrom włożonej tu pracy od razu widać. Moim zdaniem trzeba to docenić. Poza tym to sprawia, że książka staje się czymś więcej niż tylko fikcją literacką. Za jakiś czas po jej przeczytaniu oczywiście zapomnimy dokładne losy bohaterów, ale ogólny klimat i całokształt na pewno zapadną nam na dłużej w pamięci. Zawsze będziemy wspominać czar i urok książki. To także świetny sposób na poznanie historii naszego kraju, bo taką zbeletryzowaną opowieść o wiele lepiej zapamiętamy, niż suche fakty jakich uczono nas w szkole. A Autorka idealnie wplotła losy bohaterów w rzeczywiste wydarzenia jakie kiedyś miały miejsce. Oprócz tego książka stała się dla mnie impulsem, sama zaciekawiłam się losem swojej rodziny: jak moja Prababcia i Babcia z Dziadkiem przeżyli ten ciężki czas… I z wielkim zaciekawieniem wysłuchałam tych wspomnień.

Książka pokazuje nam także jak ważna jest w życiu rodzina i jedność w niej. Jak wielokrotnie bowiem potrzebujemy jej wsparcia i pomocy. Dla mnie tutaj taką opoką rodziny był wprawdzie Bronek, który dbał o wszystkich i niejako bronił ich „na zewnątrz”, ale także Dorotka, która zawsze służyła dobrym słowem, pocieszeniem, zrozumieniem, radą, była dobrym duchem tego domu. Edyta Świętek zwraca nam też uwagę jak ważne jest rozmawianie, nie bazowanie na domysłach, bo one czasem są bardzo mylne. Czasem nawet to co zobaczymy może być złudne, dopowiemy sobie coś, dobudujemy swoją wersję wydarzeń, więc nie powinniśmy na bazie tego podejmować decyzji. Zawsze trzeba się upewnić, porozmawiać, dowiedzieć. Przykładem tutaj może być chociażby relacja Bronka z Bogusią (gdzie takie niedopowiedzenia miały miejsce kilka razy) i nastawienie Krystyny do Julki.

"Cień burzowych chmur" jest wyjątkową książką, oryginalną, bogatą, ciekawą. To prawdziwa lekcja historii! Wprawdzie czytało mi się ją niespiesznie (sama nie wiem czemu, może przez początek roku szkolnego, w który tym razem wkraczamy z naszą Córą?! może przez to, że czas na czytanie mam dopiero bardzo późnym wieczorem, a rano 5.30 trzeba wstawać?! ), ale od razu mnie zaciekawiła, wciągnęła w swój świat, jednym słowem zaczarowała. Idealnie będzie nadawała się na nadchodzące jesienne wieczory. Nie zastanawiajcie się zbyt długo, tylko dorwijcie swój ulubiony kocyk, zróbcie gorące kakao lub zaparzcie aromatycznej herbaty, bo zaczytacie się na pewno! Ja już nie mogę doczekać się tomu drugiego, bo zdecydowanie mam na niego ochotę. Niestety kolejka w bibliotece jest, a to też o czymś świadczy, prawda?:) W końcu muszę dowiedzieć jak dalej radzili sobie Szymczakowie, a szczególnie będę kibicować Bronkowi, Julce i Dorotce😊





Wyzwanie: 2 w 1







wtorek, 28 sierpnia 2018

DACHOŁAZY - KATHERINE RUNDELL

Wydawnictwo: PORADNIA K
Data wydania: październik 2017
Liczba stron: 264
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Po lekturze "Odkrywcy" oraz po wielu waszych pozytywnych recenzjach postanowiłam i ja sięgnąć po "Dachołazy" - wcześniejszą powieść Katherine Rundell. I właściwie już od pierwszych stron książka wciągnęła mnie w swój wyjątkowy świat. A jest on pełen magii, tajemniczości i ciepła. Wspaniale było mi w nim, przynajmniej przez tą chwilkę podczas czytania!

"Dachołazy" rozpoczyna się znalezieniem porzuconego niemowlęcia. Jest nim dziewczynka Sophia, która została znaleziona w futerale na wiolonczelę. Dziecko znalazł Charles - ekscentryczny naukowiec i od razu stał się jej tymczasowym opiekunem. Oboje bardzo się polubili i zaprzyjaźnili. Pewnego dnia jednak okazuje się, że opieka społeczna postanawia odebrać dziewczynkę i umieścić ją w sierocińcu. Dla Charlesa i Sophie to szok, oboje nie mogą się z tym pogodzić i nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Podejmują więc odważną decyzję o podróży do Francji, do Paryża w poszukiwaniu matki dziewczynki. Inspiracją do tej szalonej wyprawy staje się mosiężna tabliczka znaleziona pod suknem futerału na wiolonczelę. We Francji od razu pierwsze kroki kierują do człowieka, którego adres widniał tabliczce. Okazało się, że to człowiek, który wykonał instrument i dokładnie pamiętał imię i nazwisko zamawiającej instrument kobiety. Z tymi danymi Charles i Sophia udają się na policję, jednak tam nie zostają przyjęci dość entuzjastycznie... Wszyscy mówią, że matka Sophie nie żyje, że zginęła w katastrofie statku. Jednak dziewczynka ma przeczucie jakby ją pamiętała, jakby znała już wcześniej Paryż i sama nie potrafi tego przeczucia wytłumaczyć… Czy uda im się odnaleźć matkę dziewczynki? Czy nie zostaną złapani na gorącym uczynku? Jakie przygody przeżyją i kogo spotkają na swojej drodze? Jeśli jesteście ciekawi, przeczytajcie sami!

"Dachołazy" to przepiękna, baśniowa opowieść, pełna magii, niejako spowita takim bajkowym pyłem, który wszędzie się czuje... Przede wszystkim każe nam wierzyć, że nigdy nie należy się poddawać, zawsze trzeba walczyć o swoje, bo mało prawdopodobne nie oznacza niemożliwe... Życie jest bowiem pełne niespotykanych wydarzeń, niekoniecznie nam sprzyjających. Dlatego trzeba być odważnym, zawsze dążyć do wyznaczonego sobie celu, aby przezwyciężać przeciwności jakie rzuca nam pod nogi los.

Książka wprawdzie przeznaczona jest dla starszych dzieci i młodzieży, ale wydaje mi się, że i dorosły czytelnik będzie nią oczarowany. Ja jestem:) Autorka wciągnęła mnie w wykreowany przez siebie świat. Przygody Sophie, Charlesa i pewnego spotkanego przez nich chłopca porwały mnie i zainteresowały. Od razu polubiłam naszych bohaterów i kibicowałam im z całego serca. Książka przepełniona jest ich wzajemnymi rozmowami, które są humorystyczne, żartobliwe, nietuzinkowe, z wielką dawką złotych myśli i rad.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu PORADNIA K :) 


niedziela, 19 sierpnia 2018

DAR MORZA - DIANE CHAMBERLAIN

Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Data wydania: listopad 2015
Liczba stron: 448
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

„Dar morza” to pierwsza książka Diany Chamberlain jaką miałam okazję przeczytać. Naprawdę bardzo, bardzo długo zbierałam się do jej książek, zawsze odkładałam je na później, sama nie wiem czemu. Stało się to nawet moim wielkim czytelniczym wyrzutem sumienia, zwłaszcza jak widziałam na Waszych blogach często pojawiające się opisy wrażeń z lektury. Ale gdzieś w głębi duszy czułam też, że jak tylko zacznę czytać, to przepadnę całkowicie. I tak też się stało, bo książka wciągnęła mnie już właściwie po 20-30 stronach, czym sama byłam zaskoczona!

Daria jest 33-letnią kobietą, która mieszka ze swoimi dwoma siostrami: starszą Chloe, która jest zakonnicą oraz młodszą o jedenaście lat Shelly. Gdy Daria miała jedenaście lat znalazła na plaży dziwne zawiniątko, którym okazał się noworodek. Dzięki pomocy Darii, która odważyła się przynieść malutkie dziecko do domu, dziewczynka przeżyła, a rodzina Darii ją adoptowała i wychowała. Tą dziewczynką jest właśnie Shelly. Po 22 latach od tego wydarzenia dziewczyna chce odnaleźć swoich biologicznych rodziców, chce dowiedzieć się czegoś więcej o swojej rodzinie i korzeniach. Aby to osiągnąć pisze list do Rory’ego, który prowadzi słynny program telewizyjny „Prawdziwe historie”, a sam w dzieciństwie mieszkał w sąsiedztwie domu Darii, Chloe i Shelly. Nie daje się długo namawiać i z wielką ochotą przyjeżdża do swojego starego domu wraz z synem Zackiem. We wspólnie spędzonych wakacjach upatruje też nadziei na polepszenie stosunków ze zbuntowanym nastolatkiem.

Podczas czytania nasunęło mi się skojarzenie, że ta książka to takie rozrzucone puzzle, które czytelnik powoli składa. W miarę upływu kartek kolejne tajemnice zostają wyjaśnione, a wszystkie elementy historii trafiają na właściwe miejsce. Dla mnie to była świetna zabawa i frajda, bo podczas czytania próbowałam sama zgadnąć kim jest matka Shelly i jakie znaczenie dla całej opowieści mają poszczególne osoby. Fajnie było samemu tropić, zgadywać, układać w głowie różne scenariusze wydarzeń sprzed lat.

Książkę czyta się bardzo szybko, właściwie sama nie wiedziałam kiedy przewróciłam wszystkie kartki! Ale wydaje mi się, że trzeba to robić w skupieniu. Odniosłam bowiem wrażenie, że każde zdanie jest tu ważne. Każde spostrzeżenie jakie podsuwa nam Autorka pozwala nam dokładniej i precyzyjniej wczuć się w sytuację bohaterów. Choć czasem są nam podsuwane mylne tropy, więc trzeba uważać!

Bardzo podobali mi się bohaterowie. Od razu polubiłam Darię, Rory’ego, Shelly, a nawet i Zacka😊 Inni jak ksiądz, Grace czy Chloe wydawali mi się od początku dziwni i tajemniczy, choć z czasem i oni wzbudzili moją sympatię. A Linda lub Jackie stanowiły doskonałe tło dla tej opowieści. Pomimo tragicznych wydarzeń, czuło się ciepło i może lekką nostalgię… Poza głównym wątkiem poszukiwań matki i ojca Shelly Autorka porusza też inne wątki, jak chociażby uczucie rodzące się pomiędzy Darią i Rory’m czy rozterki Rory’ego nad zbudowaniem więzi z synem.

Lektura ta należy do gatunku lekkiej powieści obyczajowej. Jednak podczas jej czytania same nasuwają się różne pytania. Czy my nie sprzeciwialibyśmy się szukaniu rodziców przez Shelly? Czy sami, będąc na miejscu dziewczyny, chcielibyśmy poznać prawdę, nawet gdyby była ona dla nas bolesna? Na ile powinna być silna i dać drugiemu swobodę działania nasza miłość do najbliższych? Czy to co my uważamy, że jest do dobre dla naszych bliskich, rzeczywiście jest dla nich najlepsze? A może więcej czasu powinniśmy poświęcić na obserwowanie innych i być bardziej nastawieni na odbiór ich potrzeb? Czy mamy prawo zatajania niektórych istotnych faktów, aby chronić najbliższych? Czy może jednak nie lepiej dla nich byłoby znać prawdę?

Diana Chamberlain bardzo ciekawie poprowadziła akcję książki, powoli i stopniowo odkrywała nam poszczególne karty. A to z kolei pomogło rozłożyć emocje książki równomiernie, tak, że przez większość lektury czytelnik (przynajmniej ja:)) był zainteresowany. Autorka bardzo umiejętnie opowiada nam o przeżyciach bohaterów, świetnie opisuje nam ich uczucia i emocje. Często łapałam się na tym, że pomyślałam o tym jak może czuć się bohater, a za chwilkę mogłam to przeczytać. Diana Chamberlain w prostych słowach potrafiła ująć to co najważniejsze, aby odzwierciedlić to z czym borykają się stworzone przez nią postacie.

To pierwsza przeczytana przeze mnie książka Diany Chamberlain, ale mam nadzieję, że nie ostatnia. Jak widzę mam jeszcze dużo do nadrobienia. Cieszę się, bo wiem, że to będzie wspaniała, wciągająca przygoda. Uwielbiam bowiem tego typu książki, przy czytaniu których człowiek sam tropi i ma szansę tego poskładać swego rodzaju układankę. A ja puzzle ubóstwiam:)



Wyzwanie: 2 w 1







Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ









poniedziałek, 13 sierpnia 2018

CHŁOPIEC W PASIASTEJ PIŻAMIE - JOHN BOYNE

Wydawnictwo: WYDAWNICTWO LITERACKIE
Data wydania: 2007
Liczba stron: 192
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Zaczynając czytać tą książkę nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. To co otrzymałam wywarło na mnie ogromne wrażenie. to jedna z najbardziej emocjonalnych książek jakie miałam możliwość w życiu przeczytać. Tym razem moja wypowiedź tutaj będzie króciutka, ale wcale to nie oznacza, że książka mi się nie podoba. Wręcz przeciwnie... I najzwyczajniej w świecie brak słów, aby to opisać...

O fabule powiem króciutko. Bohaterami książki są dwaj chłopcy, jeden to syn komendanta obozu koncentracyjnego, drugi, to wiezień tegoż obozu. Chłopcy poznają się, zaprzyjaźniają, bawią się pomimo, że dzieli ich ogrodzenie obozu.

Wojna to straszne doświadczenie. Podziwiam tych wszystkich ludzi, którzy w niej walczyli. Dla mnie to wręcz niewyobrażalne jak trzeba być silnym i fizycznie i psychicznie, aby przeżyć takie piekło. Tu jednak bohaterami dzieci, które są w ogóle nie świadome tego gdzie są, co z nimi się dzieje i co je czeka... Przerażające, wzruszające, do głębi smutne...

Powstało wiele książek na temat wojny. Ta jest jednak wyjątkowa, bo pokazuje przewrotność ludzkich losów, bowiem ofiarą okazał się syn samego oprawcy.

Wiem, że na podstawie książki powstał film, jednak ja nie będę w stanie go obejrzeć... Jest to i tak książka, której długo, długo nie można zapomnieć. A najbardziej przerażające jest to, że czytając ją wiemy, że jest to fikcja literacka, ale z drugiej strony podczas wojny takich historii mogło zdarzyć się niestety mnóstwo:( A ta świadomość przytłacza jeszcze bardziej. Z całego serca polecam. Dla mnie to zdecydowanie wyjątkowa lektura, a emocje jej towarzyszące będą ze mną długie, długie lata...

Wyzwanie: 2 w 1






czwartek, 9 sierpnia 2018

TAMTE DNI, TAMTE NOCE - ANDRE ACIMAN

Wydawnictwo: PORADNIA K
Data wydania: styczeń 2018
Liczba stron: 330
Moja bardzo subiektywna ocena: 7/10

***

Ta historia na początku zwróciła moją uwagę poprzez plakaty filmu jaki pojawił się w kinach. Dopiero później okazało się, że jest ona na podstawie książki. A w moim przypadku nie może być inaczej jak najpierw książka, a dopiero później ekranizacja…

Głównym bohaterem jest czternastolatek Elio. Jego rodzice prowadzą „dom otwarty”, gdyż ojciec to profesor uniwersytetu. Co lato goszczą więc u siebie kogoś nowego. Tym razem odwiedza ich Oliver, student z Ameryki, który pomaga ojcu Elio w dokumentacji, a sam pracuje nad swoją książką o Heraklicie. Na czas pobytu gościa w domu, Elio musi odstąpić swój pokój, więc od samego początku jest do niego troszkę wrogo nastawiony. Z czasem jednak to nastawienie się zmienia i przeradza w uczucie, które młody chłopak próbuje zdefiniować.

Szczerze się przyznam, że pierwszy raz czytałam tego typu opowieść. I wcale nie chodzi mi tutaj o miłość homoseksualną, bo to spotykamy i w literaturze i w filmie. Wyjątkowa jest natomiast ich wzajemna relacja, sam jej opis, uczucia, które są opisane jednocześnie z wyjątkową subtelnością i delikatnością, a jednocześnie wyważoną pikanterią. Z jednej strony ze smakiem, ale momentami niespotykanie odważnie. Czasem może i nawet zbyt odważnie?! Tu niech każdy z czytelników oceni sam. Nie bez kozery miejscem akcji jest dom włoskiego profesora akademickiego, ponieważ mamy tu wiele z atmosfery sztuki i kultury. Cała atmosfera jest przesycona różnego rodzaju dywagacjami na te tematy. Dominuje głównie nostalgiczny nastrój.

Ja książkę czytałam w wybitnie upalne, duszne i parne dni, co dokładnie oddawało klimat i nastrój jaki panował na jej kartach. No może brakowało mi tylko tego basenu, nad którym przesiadywali Elio z Olivierem i nazywali go „niebem”. Autor idealnie oddał relację pomiędzy bohaterami. Dzięki temu, że narratorem był Elio, możemy krok po kroku zobaczyć jego sposób rozumowania i myślenia. Poznajemy jego rozterki i wątpliwości. To sprawia, że tym łatwiej jest nam zaangażować się w tą opowieść. Choć przyznam się szczerze, że czasem nie rozumiałam naszego bohatera i jego rozterek i niezdecydowania. Może to wynikało z jego młodego wieku?!

Książkę czyta się bardzo powoli. Przyznam się, że początek czytało mi się bardzo, ale to bardzo mozolnie. Musiałam niespiesznie wnikać do tej opowieści. Na pewno nie jest to lektura do przeczytania w biegu i w tzw międzyczasie. Daje nam do myślenia i zastanowienia się nam kilkoma kwestiami. Wydaje mi się, że jest to ten rodzaj powieści, którą każdy z nas obierze w swój sposób i przez pryzmat swoich poglądów. Ja teraz czekam na możliwość obejrzenia ekranizacji!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu PORADNIA K :) 

Wyzwanie: 2 w 1






sobota, 4 sierpnia 2018

KIEDY WRÓCĘ - AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

Kiedy
Kiedy zniknę || Kiedy wrócę

Wydawnictwo: NOVAE RES
Data wydania: kwiecień 2018
Liczba stron: 304
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

„Kiedy wrócę” to drugi tom dylogii. Kto przeczytał pierwszy tom, nie będzie potrzebował zachęty do tomu drugiego. A kto nie czytał tomu pierwszego, a zamierza, to ja proponuję zaopatrzyć się od razu w część drugą.

Tom pierwszy skończył się dramatycznymi wydarzeniami, które miały miejsce na szkolnym pikniku tuż przed maturą. Tom drugi zaczyna się, gdy Kosma wychodzi wreszcie ze szpitala do domu. Każde z jego rodziców poszło w swoja stronę, natomiast on sam został w tym wielkim domu. Przez to co się wydarzyło nie potrafi sobie sam poradzić i odtrąca od siebie Matyldę. Pomimo, że dziewczyna nadal go bardzo kocha. Z kolei Mateusz opuszcza Rokietnicę i wyjeżdża na Podkarpacie, gdzie rozpoczyna pracę na stacji benzynowej, w pobliskiej szkole prowadzi kółko muzyczne dla dzieci, a w wolnej chwili grają z kolegą w zespole. Poznaje także dziewczynę – Polę i powolutku poznaje tajemnicę jaką ona skrywa. A niestety i ona została skrzywdzona przez los. Lenka natomiast w wakacje jedzie do ciotki nad morze, a tam poznaje chłopaka o imieniu Iwo. I ich losy ciekawie się splotą, ale o tym przeczytajcie sami:0 Perypetie pozostałych przyjaciół, a więc Eweliny z Wojtkiem i Weroniki z Leonem przedstawione są tutaj tylko epizodycznie.

Jeśli chodzi o akcję powieści, to jak zwykle w przypadku powieści Pani Agnieszki będę się tutaj powtarzać: akcja jest bowiem wartka, cały czas idzie do przodu, oczywiście proporcjonalnie nabierając tempa. Ja ani razu się tu nie nudziłam, można nawet powiedzieć, że książkę połknęłam w całości. Wciągnęła mnie bez granic, przez co ucierpiało sobotnie sprzątanie :P ale co tam, ciekawość wzięła górę! Poza tym książkę czyta się bardzo szybko, a kartki same się przewracają.

To książka o tym, że dzieci nie powinny ponosić konsekwencji błędów jakie popełnili ich rodzice. Przeszłość zawsze do na wróci, a skrzętnie ukrywane tajemnice wcześniej czy później wyjdą na jaw.

Tym razem Pani Agnieszka postawiła na słodko-gorzkie zakończenie. Mi takie się bardzo podobało, ponieważ nie ma tu miejsca na niedomówienia. Choć przyznam się, że smutno mi się zrobiło pod koniec czytania…

Książki Pani Agnieszki mają to do siebie, że właśnie czyta się je sprawnie i na jednym wdechu, a po skończeniu pada zawsze pytanie: „to już koniec?!”. Ale z drugiej strony to całkiem fajnie, bo książka nie jest wielkim tomiskiem, a z wielką przyjemnością czeka się na kolejną! A ja na pewno będę na nią czekać z niecierpliwością😊


piątek, 27 lipca 2018

ODKRYWCA - KATHERINE RUNDELL

Wydawnictwo: PORADNIA K
Data wydania: marzec 2018
Liczba stron: 372
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Książka należy do kategorii literatury dla dzieci, ale raczej dla tych starszych, niż dla samych maluchów. Zaczynając ją czytać sama nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, ponieważ jeszcze nie miałam przyjemności poznać wcześniejszej książki tej Autorki "Dachołazów".

Głównymi bohaterami jest czwórka dzieci: Fred, Lili, Con i najmłodszy z nich pięciolatek Maks, brat Lili. Poznajemy ich, gdy nagle na skutek wypadku samolotowego lądują w dżungli amazońskiej. Ich głównym celem staje się przede wszystkim przeżycie, są głodni, wyczerpani, bezradni i niestety daleko od domu. Z dnia na dzień zaczynają sobie jednak coraz lepiej radzić: zdobywają pożywienie, rozpalają ognisko, budują tratwę. W końcu trafiają nawet do dawnego, zaginionego miasta. Zdobywają też nowego współtowarzysza – leniwca! Będąc sami w puszczy skazani są tylko na siebie, na swoje umiejętności i wiedzę. Aby przeżyć, muszą ze sobą współpracować i sobie zaufać, a co za tym idzie muszą pozbyć się swojego egoizmu i pozbyć lęku czy strachu. Czasem muszą pokonać wstręt, jak chociażby jedząc robaki, larwy lub wkładając ręce do mrowiska. Muszą pomagać sobie, gdy jedno tonie lub wymaga innej opieki. Każde z dzieci jest inne i ma inną sytuację rodzinną: Fred to chłopak, którym ojciec, ciągle zajęty pracą, mało się interesował, a który pasjonuje się odkryciami i zdobywaniem wiedzy o otaczającym go świecie; Con to ciągle narzekająca dziewczynka, którą wychowuje ciotka na zmianę z zakonnicami; Lili, której rodzice to naukowcy, a ona sama wykazuje się wyjątkową opiekuńczością w stosunku do malutkiego i niesfornego brata Maksa.

To książka idealna dla starszych dzieci, typowa przygodowa lektura, która wciąga nie tylko dzieci, ale i dorosłych! Rozdziały są w miarę krótkie, więc w sam raz do przeczytania z dzieckiem przed snem. Ale wydanie jest też dobre dla dzieci, które próbują same zaczynać czytać, ponieważ litery są raczej większe. Początek każdego rozdziału opatrzony jest czarno-białą ilustracją, adekwatną do tematyki rozdziału. Lektura wciąga, jesteśmy ciekawi co stanie się za chwilę i czy naszym bohaterom uda się przeżyć te wszystkie przygody i wyjść z nich obronną ręką. Dzieci mogą się też dowiedzieć różnych ciekawostek z tego dzikiego świata jakim jest dżungla amazońska. Zresztą ja też nie wiedziałam wielu z nich, jak na przykład to, że małpy najpierw wkładały łapy do mrowiska, aby przeszedł je zapach mrówek, a dopiero później mogły iść do pszczół i podbierać im miód, bo dopiero wtedy pszczoły ich nie gryzły czując ten zapach. Albo na przykład, że leniwiec załatwia się raz na tydzień pozbywając się koło połowy swojej wagi…

Mnie książka wciągnęła, chociaż na początku ciężko było mi zacząć czytać, ponieważ język i styl tej opowieści nie należy do tych najłatwiejszych. Nie jest to oczywiście minus książki, wręcz przeciwnie. Chociaż przyznam się szczerze, że czytanie na głos nie należało do najłatwiejszych😊 Czytanie tej książki przypomniało mi jak kiedyś w dzieciństwie zaczytywaliśmy się z Bratem w książkach Alfreda Szklarskiego o Tomku Wilmowskim. Wy też czytaliście jego przygody? My mieliśmy niektóre z tych książek jeszcze z biblioteczki naszego Taty:)

Jest to także książka z przesłaniem. Uzmysławia nam jak cenne są jeszcze te nieodkryte tereny naszej planety i powinniśmy o nie za wszelką cenę walczyć. Pokazuje nam, że przez ekspansję ludzi z innych stron świata, tamten kawałek świata powoli zostaje wyniszczany: przez choroby czy zniszczenia mechaniczne. I czasem lepiej pozostawić je bez ingerencji człowieka, ingerencji z zewnątrz. Dbajmy o naszą planetę!



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu PORADNIA K :) 

 

piątek, 20 lipca 2018

ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA - LUCY MAUD MONTGOMERY

Ania z Zielonego Wzgórza
Ania z Zielonego Wzgórza || Ania z Avonlea || Ania na uniwersytecie || Ania z Szumiących Topoli || Wymarzony dom Ani || Ania ze Złotego Brzegu || Dolina Tęczy || Rilla ze Złotego Brzegu || Ania z Wyspy Księcia Edwarda || Opowieści z Avonlea || Pożegnanie z Avonlea

Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Data wydania: 1980
Liczba stron: 301
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Na starość człowiek staje się chyba mocno sentymentalny… Ostatnio robiłam porządki w swojej małej, ciasnej biblioteczce domowej i natknęłam się na mocno już wysłużoną (co widać po moim egzemplarzu, bo większość kartek jest pojedynczo) powieść o pewnej niesfornej dziewczynce o imieniu Ania😊 Książka była przeczytana już wiele razy. Wiele razy obejrzałam film. Pamiętam też jak w niedzielę rano oglądaliśmy serial… I tak jakoś mnie wzięło na przeczytanie kolejny raz! Bo zawsze perypetie Ani poprawiały mi nastrój i napawały optymizmem.

Anię znamy chyba wszyscy, prawda? Nie ma to jak to rudowłose, piegowate dziewczę😊 Anię poznajemy, gdy trafia z sierocińca do Mateusza i Maryli, rodzeństwa, które mieszka wspólnie w Avonlea i żadne z nich nie założyło własnej rodziny. Ania w założeniu miała być chłopcem, który miał pomagać starszemu już Mateuszowi w gospodarstwie. Jednak na wskutek przypadku okazuje się, że na stacji czekała na Mateusza właśnie Ania. Miękkie serce Mateusza nie pozwoliło mu zostawić dziewczynki samej, a tym bardziej odesłać jej z powrotem do domu dziecka. I tak Ania trafiła na Zielone Wzgórze. Czytamy o jej przeróżnych perypetiach i nie sposób nie zrobić tego bez uśmiechu na ustach. Bo czy nie zabawne było farbowanie włosów, gdzie wyszły zielone?! Albo napojenie najbliższej koleżanki nalewką zamiast kompotem?!

W szkole Ania poznaje Gilberta, chłopaka, który strasznie jej dokucza, ciągnie ją za jej rude warkocze, wyśmiewa ją. Ania nie pozostaje mu dłużna i rozbija mu szkolną tabliczkę na głowie. W przypadku tej dwójki idealnie sprawdza się powiedzenie, że kto się czubi ten się lubi. Szybko bowiem okazuje się, że koleżeństwo zamienia się w przyjaźń, a przyjaźń w głębsze uczucie. Gilbert to pierwsza miłość Ani, ale to ta prawdziwa i właściwa miłość. Zresztą ich losy przeplatają się później cały czas.

Ania to dziewczynka przede wszystkim bardzo odważna, śmiała, energiczna, a jej znakiem rozpoznawczym jest wyjątkowo cięty język. Te wszystkie jej, niejednokrotnie ironiczne i sarkastyczne, komentarze doprowadzały do wielu kłopotów. Choćby na samym wstępnie Ania obraziła Małgorzatę Linde, przyjaciółkę i sąsiadkę Maryli, za co musiała kobietę przeprosić. U Ani problem polegał też na tym, że wielokrotnie podczas takich sytuacji mówiła wprost co myśli, a ludziom niestety nie podoba się prawda mówiona prosto w oczy… Do tego to dziewczynka obdarzona ogromną i bujną wyobraźnią. Wszystko potrafiła pięknie ubrać w słowa, opisać. Wyobrażała sobie niezwykłe historie, była w nich kimkolwiek chciała. Zwykłe rzeczy potrafiła nazwać wręcz poetycko! Pod względem charakteru Ania strasznie przypomina mi moją Córę, oj też niejednokrotnie gubiły ją jej „złotouste” wypowiedzi, a ja podobnie jak Maryla w tych sytuacjach nie wiedziałam gdzie podziać wzrok, zachować powagę i nie wybuchnąć śmiechem. Do tego ciągle trajkocze, buzia jej się nie zamyka, ma wiele do powiedzenia:)

Na uwagę zasługują także pozostali bohaterowie powieści. Idealnie wykreowani, wyraziści, z typowymi dla nich cechami. Mateusz był cichy, zamknięty w sobie, ale wyjątkowo czuły i wrażliwy. Miał dobre serce i zawsze stanowił "bratnią duszę" dla Ani! Zawsze wysłuchał Anię i zawsze stał po jej stronie. Nigdy też nie potrafił jej niczego odmówić, jak chociażby słynnej sukienki z bufiastymi rękawami na bal. Całkowitym przeciwieństwem Mateusza, jest Maryla. To kobieta bardzo rzeczowa, stanowcza, wydaje się bardzo chłodna, niepokazująca uczuć. W głębi duszy jednak w wielu momentach rozumiała Anię, jednak przeważała u niej racjonalność i zdrowy rozum. Ale Marylę również polubiłam, bo w gruncie rzeczy zawsze wydawała mi się ciepłą i dobrą osobą, która po prostu lubiła postępować wedle ustalonych zasad i reguł. A często podziwiałam jej samodyscyplinę i silną wolę.

Podczas lektury tej książki zaśmiewałam się prawie cały czas. Perypetie Ani są genialne, ponadczasowe, bawiły mnie bowiem jak była dzieckiem i teraz, gdy jestem już dorosła. W książce są oczywiście momenty zadumy i smutku, jak choćby śmierć Mateusza, albo gdy Ania ratuje przed śmiercią chore dziecko sąsiadów. Więc jak w życiu, tak i tu przeplatają się smutki i radości, zmartwienia i szczęście. To przede wszystkim powieść o dorastaniu, na naszych oczach Ania z małego podrostka przeistacza się w dojrzałą młodą kobietę. Ale mamy tu też inne wartości, jak chociażby przypomnienie, że w każdej, nawet najmniejszej rzeczy powinniśmy dostrzegać piękno, cieszyć się całym sercem, płakać całym sobą, otwarcie, a śmiać się na głos i nieskrępowanie! Ania pokazuje nam też, że warto marzyć i nigdy nie należy przestać tego robić. Dla mnie to była fantastyczna, sentymentalna podróż. Na pewno sięgnę po tą książkę jeszcze nie raz. Teraz z kolei mam w planach pozostałe tomy, które kiedyś już też czytałam - oj pamiętam jak biegałam do księgarni po każdy następny tom! A teraz na nowo miałabym ochotę odwiedzić Zielone Wzgórze i to na nieco dłużej:)

***
Wybrane cytaty: 

Czy to nie przyjemnie, że jest tak dużo rzeczy, które jeszcze poznamy? To właśnie sprawia, że ja się tak cieszę życiem... świat jest taki ciekawy... Nie byłby taki ani w połowie, gdybyśmy wszystko o nim wiedzieli, prawda?

Czy róża pachniała by tak samo wspaniale, gdyby się nazywała ostem lub kapustą?

Najgorsze jednak w wyobraźni jest to, że nadchodzi chwila, w której trzeba przerwać marzenie, a to bardzo boli.

Ach, Marylo, wszak oczekiwanie czegoś daje nam już połowę przyjemności! Może się zdarzyć, że się tego nie otrzyma wcale, ale nikt nie może zabronić cieszyć się z oczekiwania.

- Nie wiedziałam, że jest taka bogata.
- Nic dziwnego, że nie ma wyobraźni. Jedno jest pocieszające w byciu biednym - trzeba to sobie wszystko wymyślić.

    



Wyzwanie: 2 w 1








wtorek, 17 lipca 2018

KIEDY ZNIKNĘ - AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

Kiedy
Kiedy zniknę || Kiedy wrócę

Wydawnictwo: NOVAE RES
Data wydania: kwiecień 2018
Liczba stron: 312
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Po książki Pani Agnieszki sięgam na bieżąco jak tylko się ukazują. Po pierwsze z sentymentu. Po drugie, bo czasem mam ochotę na takie miłosne historie, a Autorka ma wyjątkowy talent i pięknie umie przedstawić uczucia pomiędzy dwojgiem ludzi. Nie przepadam w książkach za scenami miłosnymi bądź mocno erotycznymi, ale w wydaniu Pani Agnieszki są one przedstawione ze smakiem i dużą klasą😊 Po trzecie, bo wiem, że zawsze książka mnie wciągnie doszczętnie i przepadnę z kretesem😊 Czytając te książki najczęściej następnego dnia w pracy jestem niewyspana, bo wieczorem ciągle powtarzałam sobie: „jeszcze tylko jeden rozdział”…

Tym razem mamy grupkę młodych ludzi, którzy kończą liceum i stoją u progu dojrzałości. Mamy Mateusza, który gra w zespole na gitarze, pisze piosenki, muzyka jest dla niego wszystkim i z nią wiąże swoje dalsze życie. Chłopak ma jednak bardzo trudną sytuację życiową, jego matka jest narkomanką i związała się z dilerem narkotyków, babka z kolei jest kobietą z problemami psychicznymi. Największym marzeniem Mateusza jest wyrwanie się z domu rodzinnego, oderwanie od przeszłości i rozpoczęcie nowego życia. Czeka jednak na młodszą siostrę Matyldę, która dopiero za rok skończy szkołę. Tymczasem Mateusz zaczyna inaczej postrzegać koleżankę Matyldy Lenkę i sam sobie się dziwi, jak silne uczucie nim zawładnęło. Matylda z kolei jest adorowana przez najbliższego przyjaciela brata Kosmę. Kosma to chłopak, któremu nic nie brakuje, ma w domu wszystko, oprócz zainteresowania i miłości rodziców, którzy żyją ze sobą, ale jakby obok (ojciec to gwiazda filmowa, w ogóle nie przejmuje się rodzinom i sprowadza nowe kochanki do domu, a matka zdaje się tego nie zauważać?!). Jest jeszcze Leon, którego ojciec pije i chłopak musi pomieszkiwać w kotłowni szkoły. Leon z kolei zaczyna interesować się Weroniką, siostrą Wojtka Blachowskiego – kapitana drużyny koszykówki. Wojtek z kolei upatrzył sobie Ewelinę, pilną uczennicę, córkę bibliotekarki. Jednak rodzice Wojtka i Niki są bardzo przeciwni im nowym związkom. Nie wyjaśniają im jednak dlaczego. Młodzi domyślają się tylko, że tajemnica ta dotyczy przeszłości i pewnego wydarzenia z wycieczki nad jezioro.

To książka przede wszystkim o tym, że błędy popełnione gdzieś, kiedyś w przeszłości wcześniej czy później nas dościgną. Skrzętnie skrywane tajemnice, nie wiadomo jak bardzo głęboko ukrywane i tak kiedyś ujrzą światło dzienne. Nasza teraźniejszość jest bowiem budowana na fundamentach przeszłości i muszą być one solidne, abyśmy mieli w nich oparcie i mogli pójść na przód. Czasem za błędy rodziców muszą zapłacić dzieci…

Drugim tematem przewodnim jest tutaj podział na biednych i bogatych, tych z nizin i tych z wyżyn. Jakże często spotykamy się z takim postrzeganiem ludzi, a jakże jest ono czasem krzywdzące. Ten kto ma kasę, prestiż, stanowisko rządzi, inni to tylko „pospólstwo”, ludzie nie warci uwagi, przyjaźni i szacunku.

Emocji jest tutaj jak zwykle dużo. Pani Agnieszka nie zawiedzie swoich fanów. Mamy pierwsze miłości, fascynacje, zauroczenia. Młodzi bohaterowie sami często zastanawiali się czym jest to uczucie, które nimi owładnęło i co się z nimi teraz dzieje. Zauważają, że przecież znają się od dzieciństwa, ale dopiero teraz widzą w tych swoich drugich połówkach coś wyjątkowego. Czas zakochania się jest bardzo wyjątkowy i szczególny, człowiek fruwa wtedy nad ziemią, nie może przestać myśleć o ukochanym lub ukochanej, tęskni i nie może doczekać się kolejnego spotkania. Wszyscy nasi bohaterowie patrzą raczej z nadzieją w przyszłość, chcą wyrwać się z tej małej mieściny jaka jest Rokietnica i zacząć żyć swoim życiem. Ta chęć jest chyba właśnie domeną ludzi młodych, na progu swojego życia, gdzie ich głowy przepełnione są planami i marzeniami. A jeśli chodzi o uczucia, to są one ponad wszelkimi podziałami. Tu nie ma różnicy kto jest bogaty i jakie ma wpływy i koneksje. Tu liczy się, to co każdy z nas w serduchu! Czy młodym uda się zerwać z przeszłością i stereotypami? Czy uda się im zacząć nowe życie, po swojemu, nie płacąc za błędy rodziców?

Wielkim plusem i ciekawostką jest to, że do książki została nagrana muzyka. Autorka przekazała teksty piosenek Mateusza jednemu ze swoich czytelników, który założył swój zespół. Takie inicjatywy ja jak najbardziej popieram – trzeba wspierać młodych muzyków! Poza tym jak zwykle w książkach Autorki, każdy rozdział ma swój przewodni temat muzyczny, co daje dodatkową frajdę z czytania!

Akcja powieści jest dynamiczna i oczywiście im bliżej końca, tym przyspiesza. A to nie pozwala czytelnikowi się nudzić. Zresztą jest on już na tyle wciągnięty w fabułę, że czyta automatycznie! Poza tym akcję napędza ciekawość: co będzie dalej? co to za tajemnica (tajemnice zawsze się sprawdzają w książkach)? kto z kim namieszał w przeszłości i jakie to będzie miało konsekwencje w teraźniejszości i oczywiście dla kogo? Zakończenie oczywiście jest efektowne, a Autorka chyba doskonale przemyślała, aby od razu z pierwszym tomem wydać i drugi. W końcu nie można tak maltretować psychicznie swoich czytelników i kazać im czekać na kolejną część!

Jednak podchodząc uczciwie do podsumowania książki chciałabym napisać o jednym minusie jaki mi się nasunął. Nie jest on na tyle duży, aby popsuł mi lekturę, ale był. Otóż moją uwagę zwróciło to, że tych wszystkich młodych bohaterów właściwie w jednym czasie strzeliła strzała amora. Zbyt mało realistyczne to dla mnie, chociaż może taka właśnie jest ta młodość?!

A teraz kończąc ten mój już przydługi wywód: książka mi się bardzo podobała, wciągnęła mnie i zainteresowała od początku do końca. Spędziłam przy niej naprawdę udany czas! Ja w książkach Pani Agnieszki lubię też to, że są one zgrabnie i przyjemnie poukładane: nie za długie, nie za krótkie, akcja jest dynamiczna i równomiernie rozłożona, przez co zdecydowanie szybciej czytamy, im bardziej zbliżamy się do końca….

***
Wybrane cytaty: 

"Wyrządzone zło wraca, Piotrek."






czwartek, 12 lipca 2018

UDRĘKI PEWNEJ KASJERKI - ANNA SAM

Wydawnictwo: PORADNIA K
Data wydania: luty 2010
Liczba stron: 187
Moja bardzo subiektywna ocena: 6/10

***

Czasem idę do biblioteki i najzwyczajniej w świecie przeglądam sobie książki, ot tak nie szukając niczego konkretnego. Uwielbiam takie "wypady" do biblioteki, bo zawsze coś znajdę ciekawego. Tym razem znalazłam "Udręki pewnej kasjerki". Ta cieniutka książka jest do przeczytania właściwie w jeden, dwa wieczory. To zebrane zapiski z bloga, którego prowadziła sama Autorka. A dotyczą one pracy kasjerki, głównie w supermarketach. Może to nie jest literatura wysokich lotów, ale ja też nie lubię takich określeń. Ja bardziej ujęłabym to jako lekturę dość specyficzną, ale jednak wartą przynajmniej zerknięcia na nią na chwilkę. Przede wszystkim, aby spojrzeć na ten temat z innej niż dotychczas perspektywy. Zawsze bowiem idziemy do sklepu i nie zastanawiamy się kto siedzi po drugiej stronie, często nawet możemy nie zobaczyć, że to też drugi człowiek, który jest zmęczony, może źle się czuć lub chociażby nie ma przysłowiowego humoru. Wiele osób idąc na zakupy do sklepu najzwyczajniej w świecie traktuje kasjerkę jak automat. Czy nie słyszeliście chociażby raz pytania: "czy jest pani otwarta?" Totalnie bezosobowo. A niejednokrotnie ta kasjerka to wykształcona, inteligentna osoba, a teraz zmuszona do wykonywania pracy za naprawdę marne (powiedziałabym nawet żenujące) grosze. A pomimo to, że codziennie spotyka się z wieloma mało grzecznymi klientami, ona musi i ma obowiązek zawsze ładnie się uśmiechać i grzecznie odpowiadać na wszystkie, nawet najgłupsze pytania. Do tego wielu z ludzi (a spotkałam się już z tym nie raz, nawet na swojej własnej skórze) ma głupi zwyczaj klasyfikowania ludzi poprzez pryzmat wykonywanego przez nich zajęcia i wykonywanej pracy. A przecież każdy z nas jest takim samym człowiekiem, czuje i myśli niezależnie od tego gdzie pracuje. To, że wykonuje mniej intratne czy prestiżowe zajęcie niż inni, nie oznacza, że jestem gorszym człowiekiem.


Wyzwanie: 2 w 1






niedziela, 8 lipca 2018

NIEBO NA WŁASNOŚĆ - LUKE ALLNUTT

Wydawnictwo: OTWARTE
Data wydania: lipiec 2018
Liczba stron: 400
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10

***

Kiedy otrzymałam propozycję przeczytania tej książki, troszkę się obawiałam. Przede wszystkim tematu jaki przedstawia. Teraz po lekturze - nie żałuję decyzji jej przeczytania. Książka bowiem pochłonęła mnie od samego początku i jest to historia, której długo nie zapomnę.

Jack to pięciolatek, który jest oczkiem w głowie rodziców, a u którego stwierdzono nowotwór mózgu. Niestety szansę Jacka na wyzdrowienie są coraz mniejsze, chłopiec wprost niknie w oczach. Jego rodzice Anna i Rob próbują zrobić co w ich mocy, aby wyleczyć syna. Jednak ciągle czują się bezsilni i bezradni.

Cała historia przedstawiona jest z perspektywy Roba, czyli osoby, która powoli traci najbliższą sobie osobę, czyli swoje dziecko. Trudno mi nawet sobie wyobrazić co czuje taka osoba, jak silne uczucia nią targają, jaki smutek i rozpacz. To straszne uczucie jak człowiek patrzy jak jego dziecko z dnia na dzień coraz bardziej niknie i odchodzi, a on jedyne co może zrobić, to dbać czy ma czystą pidżamę ze Spidermanem lub przygotować ulubione tosty z serem...Nikt nie powinien doświadczyć takiego uczucia...Luke Allnutt przedstawiając nam Roba zrobił to wyjątkowo realistycznie. Smutek ojca jest tutaj wręcz namacalny i wszechobecny. Widzimy jego niemoc podczas, gdy szuka różnych rozwiązań w internecie i na wszelakich forach. Jest w stanie zainteresować się każdym, nawet najmniej realnym rozwiązaniem. Dla dziecka jest w stanie zrobić wszystko. Ale Rob jest tutaj przedstawiony ze swoimi zaletami i wadami. Nie jest nieskazitelny, po śmierci Jacka popada w alkoholizm, nie umie znaleźć sobie miejsca. Rozumiem jego rozpacz, niemoc jaka nim targała. Ale... No właśnie jest to "ale". Bo z drugiej strony strasznie denerwowała mnie jego postawa i sposób myślenia. Moim zdaniem nie należy oceniać tego jak ktoś przeżywa żałobę. To tak trudny okres dla każdego człowieka, że każdy powinien go przeżyć po swojemu i na swój sposób. A to czy jest to dobry czy zły sposób nie podlega ocenie... Zatem Rob mógł przeżywać żałobę pijąc, a Anna próbowała sobie znaleźć jakieś zajęcie. To nie znaczy, że któreś z nich cierpiało mniej lub bardziej...

Autor zwraca nam także uwagę, że w takiej sytuacji (gdy ktoś jest tak poważnie chory) bardzo trudno jest odróżnić czy ktoś w tym wirtualnym świecie nas czasem nie oszukuje i nie próbuje naciagnąć na koszty. Rodzice w swojej desperacji są w stanie zrobić naprawdę wszystko, aby uratować swoje dziecko. Przez to są często narażeni na oszustów i naciągaczy, którzy są w stanie wykorzystać nieszczęście drugiego człowieka, aby samemu się wzbogacić.

Ta książka pokazuje nam także jak poprzez chorobę dziecka, dwoje ludzi, którzy do tej pory bardzo się kochali, teraz potrafią się od siebie oddalić. Jak często w takich momentach zaczynają nie zgadzać się ze sobą zaczynając od najprostszych rzeczy, aż po wybór sposobu leczenia. Znamienne były słowa Anny, która zaczęła nawet myśleć o sobie jak o największej egoistce, gdy uświadomiła sobie, że podczas gdy ich syn boryka się z tak poważną chorobą, ona myśli o tym, że oddala się od męża... A może to wszystko wynikało z tego, że sami nie mogąc pomóc dziecku, próbowali te złe emocje skierować na tą drugą osobę?!

"Kiedy wszystko już stracone, liczy się tylko miłość". To hasło z okładki książki, ale dokładnie obrazuje jej treść. Rob i Anna niejednokrotnie usłyszeli, że jedyne co im zostało, to celebrowanie tych chwil, które mają przed sobą, kolekcjonowanie wspomnień. Rob za każdym razem jak słyszał te słowa, strasznie się denerwował, ciężko mu było opanować emocje. Podczas czytania niejednokrotnie zastanawiałam się nad tym i ja. Każdy z nas ma z góry określoną liczbę dni w swoim życiu, jedni mają ich więcej, inni mniej. Rzecz w tym, że w większości nie znamy tej liczby... Ale pomimo tego powinniśmy zawsze cieszyć się dniem dzisiejszym. Najważniejsze jest tu i teraz.

Poza tym w książce padły bardzo ważne słowa, a mianowicie, że dziecko jest najszczęśliwsze na świecie jak się z nim wygłupiamy, bawimy, cieszymy. W domu ma być wesoło, radośnie i zawsze panować ma uśmiech:)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu OTWARTE :) 
 

Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ







czwartek, 28 czerwca 2018

CZASAMI KŁAMIĘ - ALICE FEENEY

Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: październik 2017
Liczba stron: 400
Moja bardzo subiektywna ocena: 7/10

***

Thriller psychologiczny to coraz częściej pojawiający się na księgarnianych półkach gatunek książki. "Czasami kłamię" jest świetnym reprezentantem tego gatunku. Mamy bowiem tutaj tajemnice z przeszłości i zagadki teraźniejszości. Bohaterka próbuje rozwikłać ta łamigłówkę, a my szybko zostajemy wciągnięci i kibicujemy jej wyjątkowo mocno. Autorka umiejętnie zarzuca tą sieć, intryguje i zaciekawia.

Amber Reynolds poznajemy gdy jest w śpiączce po wypadku. Niestety uwięziona jest w swoim ciele, nie może się ruszać, mówić, otworzyć oczu, w podstawowych funkcjach życiowych pomagają jej maszyny. Jednak słyszy wszystko co dzieje się dookoła. Poza tym Amber nie pamięta co się dokładnie stało i jak znalazła się w szpitalu. Jej mózg powoli zaczyna również podejmować pracę, jednak niektóre fakty czy zdarzenia są lekko zniekształcone i do końca nie wiadomo co jest prawdą, a co psikusem umysłu... Bohaterka walczy sama ze sobą, bo z jednej strony jest uwięziona w swoim ciele, a z drugiej strony nie do końca pamięta co się stało. Jej pamięć powoli wraca, ona powoli zaczyna się wybudzać, a rezultatem tego jest poznawanie całego przebiegu zdarzeń.

Historia przedstawiana jest czytelnikowi z pozycji trzech sfer czasowych: PRZEDTEM (czasy dzieciństwa Amber), WTEDY (wydarzenia tuż przed wypadkiem), TERAZ(czas teraźniejszy, gdy bohaterka jest w śpiączce). To bardzo ciekawy zabieg i daje autorowi wiele możliwości. Ja jako czytelnik nie miałam żadnych trudności w "poruszaniu" się na przemian w tych sferach czasowych. Alice Feeney zrobiła to bardzo umiejętnie i płynnie. A taki zabieg pozwolił jej na stopniowe ujawnianie sekretów z przeszłości i ich wpływ na teraźniejszość... Bo nie będzie zaskoczeniem fakt, że nasza przeszłość wpływa i kształtuje naszą teraźniejszość!

Amber kreowana jest na zwyczajną, niczym nie wyróżniającą się dziewczynę. Często jej myśli czy spostrzeżenia dotyczące otaczającej rzeczywistości są nad wyraz trafne. Warto tą książkę czytać niespiesznie i uważnie. Będziemy mieć wówczas szansę na zauważenie dużej liczby detali i tropów jakimi prowadzi nas Autorka. Dodatkowo im bardziej zagłębiamy się w całą historię, tym bardziej staje się ona zagmatwana... Tym bardziej zaczynamy wątpić w to co i jak postrzega Amber. W pewnym momencie zaczęłam nawet wątpić w jej poczytalność...

 Książka przede wszystkim mnie wciągnęła. Na początku czytania stwierdziłam, że jednak nie do końca lubię takie historie i z góry wiedziałam, że nie będzie to moja ulubiona lektura, jednak nie potrafiłam jej ot tak odłożyć, nie poznawszy zakończenia. A chciałam wiedzieć jakie zakończenie przygotowała nam Autorka i jak bardzo mnie ono zaskoczy. Więc moja ciekawość zwyciężyła i to był główny powód przeczytania! Ale ponieważ nie jest to mój ulubiony gatunek, to nie było u mnie tego efektu "wow'. Samo zakończenie jednak mało przypadło mi do gustu... Podobało mi się za to to, że Autorka powoli i w miarę stopniowo ujawnia nam poszczególne karty. Nie zawsze lubię jak muszę czekać do końca, a wtedy: bach o nagle zostają odkryte wszystkie tajemnice na raz. Tutaj często przerywałam czytanie i wtedy był czas na poukładanie w głowie poszczególnych elementów układanki. Myślę, że osobom, które czytały "Dziewczynę z pociągu" lub "Zapisane w wodzie" ta książka na pewno przypadnie do gustu.



Wyzwanie: 2 w 1










sobota, 23 czerwca 2018

URODZINY


Dokładnie rok temu pojawił się tutaj pierwszy post. Od tamtej pory bardzo dużo się zmieniło. Przede wszystkim poznałam Was, którzy mnie odwiedzają i do których ja mogę również zawitać, co robię z wielką przyjemnością. Za co ogromnie Wam dziękuję:) Jedyne czego mi brakuje, to niestety czasu. Muszę go dzielić na pracę, obowiązki domowe, a niestety na szarym końcu jest przyjemność w postaci blogowania i czytania... Ponoć im ma się więcej obowiązków, tym lepiej człowiek umie się zorganizować (ponoć...). Staram się więc w miarę regularnie coś tutaj skrobnąć, choć czasem rzeczywistość weryfikuje te plany...(ale nie statystyki są tu najważniejsze). Księgozbiór Kasiny to także moje miejsce gdzie mogę swobodnie zebrać i opisać swoje wrażenia z lektury, najzwyczajniej w świecie się wygadać czy zebrać myśli:) Zawsze brakowało mi takiego miejsca, teraz już mam. I mam nadzieję, że będzie tak dalej:)

wtorek, 19 czerwca 2018

OPOWIADANIA Z PIASKOWNICY - RENATA PIĄTKOWSKA

Wydawnictwo: BIS
Data wydania: 2007
Liczba stron: 120
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Kolejna książeczka przeczytana z dzieckiem, którą mogę spokojnie polecić. "Opowiadania z piaskownicy" to króciutkie historyjki o Tomku i jego przygodach. O książeczce tej dowiedzieliśmy się od Pań z przedszkola i po prostu musieliśmy mieć swoją "własną" książeczkę w domu! My mamy je w formie książkowej i w formie audiobooka. Do obydwu wersji zachęcam:) Wersję książkową czytaliśmy głównie przed snem, a audiobook idealnie sprawdził się podczas podróży samochodem.

To opowiadania przedstawione oczami Tomka i z jego perspektywy. Dlatego czasem potrafią wywołać nie jeden uśmiech! Nam najbardziej spodobała się historia o koszuli takiej samej jak ma Dziadek i o wyjściu do kina, w którym nie wiadomo czemu tak bardzo podoba się ludziom... Ciekawe, sympatyczne i z poczuciem humoru opowiastki na pewno spodobają się dzieciom. Więc jeśli ktoś ma w domu przedszkolaka lub szuka pomysłu na prezent, to będzie to idealna propozycja. Poza tym dodatkowym autem jest świetna interpretacja w wykonaniu Artura Barcisia:)

 

Wyzwanie: 2 w 1






piątek, 15 czerwca 2018

CZERWONY PAJĄK - KATARZYNA BONDA

Cztery żywioły Saszy Załuskiej
Pochłaniacz || Okularnik || Lampiony || Czerwony pająk

Wydawnictwo: MUZA 
Data wydania: maj 2018
Liczba stron:816
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Kolejna, czwarta część przygód Saszy Załuskiej. Akcja rozpoczyna się już od samego początku: zostaje porwana córka Saszy, a sama Sasza znika, pewien nurek podczas nurkowania natrafia na ciało topielicy i sam przerażony wynurza się za szybko co powoduje, że traci przytomność i trafia do szpitala jako NN. Sasza prowadzi woje prywatne śledztwo, bo na policję już właściwie nie ma co liczyć. Trop prowadzi ją do jej zwierzchnika o pseudonimie Dziadek i dokumentów, które stanowią "haczyk" na wiele osobistości. Akcja toczy się dwutorowo: w teraźniejszości i w przeszłości. Przez to poznajemy historię Saszy i jej drogę życiową do tego punktu wyjścia w jakim jest obecnie. Ta część tej opowieści szczególnie mnie wciągnęła.

Bohaterów mamy tutaj jak zwykle mnóstwo. Moim ulubionym był i pozostał Jekyll - technik kryminalny. Sceny z jego udziałem są po prostu wyborne, pełne ironicznego poczucia humoru i wielu detali dotyczących jego pracy:) Mnie zawsze ciekawiła praca jaką wykonywał, więc te fragmenty spodobały mi się najbardziej. Dlatego też zachłannie je chłonęłam. Pozostali bohaterowie? Jest ich dużo. Wiele z nich, to "znajomi z przeszłości", a pojawienie się ich w tej części pozwala na wyjaśnienie wcześniejszych wątków.

Fabuła książki i wątki obyczajowe są bardzo rozbudowane. Nie mamy tutaj tylko zagadki kryminalnej, ale cały szereg pobocznych tematów politycznych, mafijnych czy gangsterskich. To niestety czasem mi przeszkadzało, ponieważ czytając książkę "z przerwami" nie wszystko mogłam wyłapać, zauważyć niektórych detali, powiązać wszystkich faktów. Podobnie zresztą w przypadku wcześniejszych tomów tej serii. To sprawia, że trudno samemu tropić, szukać śladów i rozwiązania zagadki. A następstwem tego jest pozbawienie nas "zabawy detektywa". To z kolei powoduje, że książka nas mniej pochłania i wciąga. Chociaż w tym przypadku w pewnym momencie złapałam "bakcyla" i ciężko było odłożyć książkę. Zwłaszcza w momentach, gdy do gry wchodzili szpiedzy i cały nasz rodzimy wywiad.

Jak zwykle w przypadku książek Pani Katarzyny mamy tutaj świetnie przygotowany materiał. Książka przez to nabiera dużego realizmu. Widać ogrom pracy jaką Autorka musiała wykonać, aby przygotować całość, która wydaje się bardzo spójna i logiczna. Podczas czytania niejednokrotnie zastanawiałam się jak Autorka musiała to wszystko sobie dokładnie rozpisać, toż to powstała tutaj istna pajęczyna:) Dlatego też czytanie tych książek wymaga skupienia i koncentracji.

I na koniec zasadnicze pytanie: czy polecam? Jeśli ktoś czytał poprzednie tomy i mu się podobały, to oczywiście powinien sięgnąć i po ten. Jeśli jeszcze ktoś nie poznał Saszy, to zdecydowanie trzeba zacząć od tomu pierwszego i wtedy przekonać się samemu czy tego typu kryminał przypadnie mu do gustu. Poza tym ostatni tom jest mocno powiązany z poprzednimi i wydaje mi się, że bez znajomości wcześniejszej historii trudno będzie nam połączyć wszystkie wątki. Czwarty tom jest niejako zwieńczeniem całej tetralogii i spina całą historię w jedną spójną całość. Mi osobiście ta cała seria się podobała, szczególnie właśnie ostatni tom przypadł mi do gustu (może dlatego, że wreszcie poznajemy historię Saszy?!) i bardzo miło spędziłam przy niej czas:)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MUZA :) 


czwartek, 7 czerwca 2018

NOWE PRZYGODY MIKOŁAJKA. TOM 2 - JEAN JACQUES SEMPE, RENE GOSCINNY

Przygody Mikołajka

Wydawnictwo: ZNAK
Data wydania: listopad 2009
Liczba stron: 376
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Tym razem postanowiłam sięgnąć po przygody Mikołajka. Ale to moja wspólna lektura z Córą, której chciałam pokazać moją lekturę z dzieciństwa. Dla mnie to przede wszystkim był czas wspomnień. Z nostalgią i uśmiechem na twarzy przypomniało mi się jak zaczytywaliśmy się z bratem w tych krótkich opowiadaniach. Wtedy, jako dzieci, chodziliśmy po takie małe książeczki do biblioteki. Teraz opowiadania Mikołajka zostały wydane zbiorczo, po kilka opowiadań w jednym tomie.

Większość z Was pewnie zna Mikołajka i jego przyjaciół Rosoła, Kleofasa, Alcesta, Gotfryda, Rufusa i Ananiasz. Każdy z nich ma oczywiście przypisane swoje, typowe dla siebie cechy, po których możemy ich rozpoznać, zresztą jak to w życiu bywa. Jeden nosi okulary (dlatego nie można go bić), drugi ma bogatego ojca, trzeci jest ich opiekunem... Nam czytało się świetnie o ich kolejnych przygodach, które zostały przedstawione oczami dziecka i z ich perspektywy. Wszystko zostało okraszone humorem, który sprawia, że lektura jest równie ciekawa dla dzieci, jak i dorosłych (choć zdecydowanie to dorośli docenią ironię, kpinę i sarkazm zawarty w tych opisach i dialogach). Mikołajek opowiada o swoich perypetiach, często o swoich problemach i kłopotach, ale także o ich rozwiązywaniu. Czytamy o świecie tych młodych chłopców w kontraście ze światem dorosłych. Z punktu widzenia tych dziesięciolatków patrzymy na różne relacje społeczne i rodzinne. Ale uśmiechamy się podczas czytania, bo albo widzimy w tych sytuacjach samych siebie, albo przypominamy sobie jak my widzieliśmy te zdarzenia będąc jeszcze dzieckiem.

Na szczególną uwagę zasługują także ilustracje, pomimo, że tylko czarno-białe, ale oddające cały urok opisanych opowieści. Są cudne i na pewno spodobają dzieciom. Poza tym są na prawie każdej stronie, więc jak rodzic czyta, dziecko może zawsze spoglądać na aktualny rysunek.

Dla mnie książka jest genialna i ponadczasowa. Bo przecież Mikołajek bawił mnie w dzieciństwie, a i teraz już jako osoba dorosła z wielką przyjemnością do niego wróciłam. Dużo zasługi ma tu lekki styl Autora, który w wyjątkowo naturalny sposób przedstawia nam Mikołajkowy świat. To była dla mnie wspaniała, sentymentalna podróż i bardzo cieszę się, że książka znalazła u nas swój nowy dom:)



Wyzwanie: 2 w 1



piątek, 1 czerwca 2018

HISTORIA LUKASA - AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

Zakręty losu
Zakręty losu || Braterstwo krwi || Historia Lukasa || Zakręty losu. Nowe pokolenie


Wydawnictwo: NOVAE RES
Data wydania: październik 2012
Liczba stron: 320
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Nie sięgajcie po tą historię, jeśli nie macie całego dnia na jej przeczytanie! To moim zdaniem najlepsza część trylogii, pomimo, że jest tu najmniej sensacyjnej akcji i zwrotów akcji. Piszę o trylogii, ponieważ dla mnie ostatnia część tej serii jest najmniej powiązana i dotyczy właściwie dzieci Krzyśka i Łukasza, a nie ich samych. Poza tym trzy pierwsze części tworzą spójną całość, a czwarta część nie wnosi do ich historii właściwie nic i spokojnie może być traktowana osobno. Natomiast w przypadku tych trzech pierwszych części bardzo podobała mi się ich konstrukcja – w pierwszej części mamy historię widzianą oczami Krzyśka, w drugiej tą samą historię z perspektywy Łukasza, a tu mamy rozmowę dwóch braci: Krzyśka i Łukasza. Ten drugi opowiada historię swojego życia bratu.

Teoretycznie wszystkie wydarzenia już znamy, nic nas nie zaskoczy, ale nie o to chodzi. Teraz ważne jest dlaczego tak się działo jak się działo. Patrzymy na wydarzenia z jego strony, pewne rzeczy nie są czarne albo białe, mogą przybierać różne odcienie szarości. Krzysiek chociażby dowiedział się, że jego brat kiedyś z pasją grał na saksofonie, o czym wcześniej nie miał zielonego pojęcia. Dowiedział się teraz też prawdy o ojcu i o jego postępkach. Poznał historię Łukasz i Małgosi, dziewczyny, którą jego brat zawsze kochał i chciał z nią być, ale do tego co się stało w większości przyczynił się ich ojciec i matka dziewczyny.

Dopiero po tej części jesteśmy w stanie zrozumieć Łukasza i jego postępowanie. Okazuje się, że to nie do końca zimny drań, ale człowiek o wielkich emocjach, wrażliwy, delikatny, inteligentny. Krzysiek jest momentami zszokowany informacjami jakie słyszy. Dopiero teraz wszystkie puzzle tej układanki znajdują swoje właściwe miejsce i tworzą jedną, spójną całość. Oczywiście polecam całość, oczywiście polecam zacząć od części pierwszej i czytanie po kolei. A podsumowując całą serię – uważam, że to jedne z najlepszych książek jakie miałam przyjemność w życiu przeczytać. I na pewno do nich wrócę jeszcze nie jeden raz...

piątek, 25 maja 2018

DROGA DO MARZEŃ - KRYSTYNA MIREK

Wydawnictwo: FEERIA
Data wydania: październik 2013
Liczba stron: 304
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10

***

Krystynę Mirek poznałam przy okazji indywidualnej wyzwania u Ejotka :) Wtedy wybrałam sobie książkę „Słodkie życie” i zachęcona po jej lekturze postanowiłam poznać dalszą twórczość Pisarki. Tym razem z moje ręce wpadła „Droga do marzeń”. Podobnie jak w przypadku poprzedniej książki dość szybko zorientowałam się mniej więcej jak będzie toczyła się fabuła i mniej więcej odkryłam kto kim jest. Jednak tutaj raczej nie chodzi o element zaskoczenia. Nie na tym rzecz polega… Ale zacznijmy od początku!

Konstancja Dobrowolska to 23-letnia młoda dziewczyna, córka bogatego businessmana, której głównym zajęciem jest sprawianie sobie różnego rodzaju przyjemności. Dziewczyna nie szanuje właściwie nic i nikogo. Nie zwraca uwagi na ludzi, którzy są wokół niej, po niej sprzątają czy jej gotują, nie szanuje jedzenia, swoich przyjaciół ma za nic. Jednak pewnego dnia wszystko się zmienia. Ojciec zostaje aresztowany, dom zabezpieczony przez policję, matka znika z wszystkimi pieniędzmi z tajnych kont. Od tej chwili dziewczyna zostawiona jest sama sobie (ani matka, ani przyjaciele nie odbierają od niej telefonów) i praktycznie w jednej sekundzie znalazła się na ulicy.

Ania to dojrzała kobieta, ma męża, trójkę już praktycznie dorosłych dzieci. Jednak na przeszkodzie do całkowitego szczęścia tej rodziny staje przeszłość kobiety, a dokładniej rzecz biorąc jej pierwsze dziecko, które zmarło przy porodzie i jej ówczesny narzeczony, w którym ta była bezgranicznie zakochana i nie potrafi wyzwolić się z tego uczucia aż do dziś. A wszyscy domownicy są zmęczeni tym stanem rzeczy, jej „duchową” nieobecnością i brakiem uczucia. Ciągle mają wrażenie, że przy stole jest o jedną osobę więcej…

Jakich mamy tutaj bohaterów? Sympatyczni i dobrze wykreowani. Może nie od razu wszystkich polubiłam, a raczej powolutku, wraz z upływem kartek zaczęłam się przekonywać. Szczególnie do Konstancji, która na początku niemiłosiernie mnie drażniła, a z biegiem czasu nawet polubiłam tą dziewczynę. Moją największą sympatię zyskał Rafał, który był momentami genialny! A sceny, gdy Konstancja stwierdziła, że jej wdzięki nie robią żadnego wrażenia na chłopaku, były przednie😊 I w tym przypadku długo nie mogłam odgadnąć jaką tajemnicę kryje chłopak i dlaczego zachowuje się tak a nie inaczej w stosunku do dziewczyny. Największy problem z polubieniem miałam z Anną. Jakoś do samego końca nie potrafiłam się przekonać do tej kobiety. Sama nawet nie wiem dlaczego….Może dlatego, że w ogóle nie rozumiałam jej postępowania i sposobu myślenia.

Krystyna Mirek dała nam książkę, która skłania do refleksji i zastanowienia się nad kilka bardzo istotnymi sprawami. Porusza parę ważnych tematów, z którymi każdy z nas codziennie się w życiu styka. A mianowicie wartość pieniądza, bogactwo, dobra materialne – ich nadmiar zmienia człowieka, powoduje, że staje się bufonem i przestaje szanować innych ludzi. Ale z drugiej strony ich brak zmienia człowieka jeszcze szybciej. Praktycznie w jeden, dwa dni człowiek, który znalazł się na ulicy jest nie do poznania… To książka także o tym, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. To stare przysłowie, ale jakże uniwersalne. Szkoda tylko, że często przekonujemy się o tym dopiero gdy my sami jesteśmy w potrzebie... Poza tym trzeba marzyć. Ale żeby one się spełniły, to nie mogą być tylko i wyłącznie marzenia - musimy też działać! Trzeba mieć plan, wiedzieć do czego dążymy i krok po kroku to realizować! Może sił fizycznych czasem nam braknie, ale zawsze powinniśmy dążyć, aby nie zabrakło tych sił psychicznych! Drugi równoległy wątek w książce pokazuje nam natomiast do czego może doprowadzić życie w kłamstwie. Jak bardzo taka tajemnica zniszczy nas i naszych najbliższych. Z innej strony z kolei Krystyna Mirek stawia pytanie ile jesteśmy w stanie zrobić, aby osiągnąć szczęście? Czy jesteśmy w stanie złamać prawo? Unieszczęśliwić innych ludzi? Ja osobiście kieruje się zasadą, że chce osiągnąć szczęście, ale nie może być ono obarczone kosztem szczęścia lub nieszczęścia kogoś innego. Nie wolno budować swoich marzeń na czyjejś krzywdzie!

Mam jednak pewne zastrzeżenie do książki. Otóż zaczynając czytać odniosłam, że mimo wszystko jest to bardzo realistyczna opowieść. Jednak po samym zakończeniu już niestety mniej. Brakło mi tu tego realizmu i prawdopodobności, a może i to było, ale do mnie jakoś za mocno nie przemówiło... 

To moja druga przeczytana książka Pani Mirek i widzę, że można na nią liczyć😊 Otrzymaliśmy tutaj bowiem całkiem sympatyczną, ciekawą i wciągającą książkę obyczajową. Jest ona skonstruowana starannie, przemyślanie, z pomysłem. Widać, że Autorka chciała przekazać nam pewne swoje rozmyślania i wnioski, i moim zdaniem udało się to doskonale. Taka forma zdecydowanie do mnie przemawia. Krystyna Mirek ma tą cechę, że za pomocą lekkiego pióra potrafi przekazać czytelnikowi trudne tematy. Robi to wyjątkowo plastycznie i sprawnie. Nawet nie zauważamy kiedy i jak przeczytaliśmy:) Czy polecam? Tak, ja spędziłam kilka przyjemnych chwil z lekturą, Pani Mirek wspomniała o kilku istotnych myślach, o których często zapominamy, a przypomnienie o nich nikomu nie zaszkodzi! Na pewno też nadal chce poznać pozostałe książki Autorki, więc powolutku będę zapoznawać się z jej twórczością:) Bardzo ciekawa jestem najnowszej powieści "Obca w świecie singli" - może być interesująco...

Wyzwanie: 2 w 1


piątek, 18 maja 2018

WSZYSTKIE PORY UCZUĆ. WIOSNA - MAGDALENA MAJCHER

Wszystkie pory uczuć
Wszystkie pory uczuć. Jesień || Wszystkie pory uczuć. Zima || Wszystkie pory uczuć. Wiosna || Wszystkie pory uczuć. Lato

Wydawnictwo: PASCAL
Data wydania: marzec 2018
Liczba stron: 400
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Ta seria kusiła mnie już od dawna. Naczytałam się o niej już mnóstwo pozytywnych recenzji, więc postanowiłam, że i ja po nią sięgnę. W tym przypadku zrobiłam wyjątek i zaczęłam od części trzeciej. Ale na pewno jeszcze powrócę do poprzednich tomów. W „Wiośnie” skusił mnie przede wszystkim poruszany w niej temat. A bardzo ciekawa byłam jak Pani Magdalena Majcher go przedstawiła. I tak zaczęłam czytać... Autorka od razu zaczyna z "grubej rury". Już od pierwszych stron poznajemy Ewelinę i Adriana, których starania o dziecko spełzły na niczym. Niestety okazało się, że nie mają na nie szans. Pozostaje im jedynie jedna możliwość: adopcja...Od razu także dowiadujemy się, że chodzi o dziewięcioletniego chłopca z płodowym zespołem alkoholowym FAS, a w związku z tym z wieloma deficytami zarówno w zdrowiu fizycznym, jak i psychicznym.

W książce poszczególne rozdziały dotyczą różnych okresów czasowych: mamy teraźniejszość kiedy Ewelina z Adrianem zabierają Piotrka do swojego domu i zaczynają się nim opiekować, mamy czas kiedy rozpoczynają starania o adopcję i chodzą na warsztaty organizowane przez ośrodek adopcyjny oraz mamy czas kiedy Ewelina po rozwodzie ze swoim byłym mężem poznaje Adriana i zakochują się w sobie. Pomalutku poznajemy więc ich wspólną historię, a przez to i ich samych. Na początku takie przeskoki lekko mi przeszkadzały, ale później już nawet nie tego nie zauważałam, a one zaczęły tworzyć spójną całość. A momentem odniesienia jest tutaj zawsze to pierwsze spotkanie rodziców i dziecka. Taki zabieg spowodował jedną istotną rzecz - od razu wiemy, że Ewelinie i Adrianowi uda się adoptować Piotrusia i wszystko dobrze się skończy, a ta wiedza sprawia, że zaczynamy skupiać się nie tyle na zakończeniu sprawy, a na jej przebiegu i wszystkich poszczególnych elementach. Więc w efekcie finalnym ten zabieg nawet mi nie przeszkadzał.

Fabuła opowiada o kolejnych etapach adopcji. Najpierw mamy długi proces dojrzenia do adopcji i podjęcia decyzji, potem pozostają nam wszystkie formalności związane z przygotowaniem się i dostaniem kwalifikacji na rodziców adopcyjnych, czekanie na telefon z domu dziecka, pierwsze spotkanie rodziców z dzieckiem, a potem żmudny proces budowania więzi z dzieckiem. Kilka sytuacji było bardzo kluczowych i charakterystycznych. Były pierwsze wizyty u jednych i drugich dziadków. A jedni z nich byli zdecydowanie oburzeni informacją o adopcji i wychowywaniu „takiego” dziecka. Opinia bliskich i otoczenia jest dla nas ważna. A okazuje się, że wiele ludzi nie jest w stanie zaakceptować takiego dziecka. Moim zdaniem rodziców adopcyjnych powinniśmy wspierać i w miarę możliwości nawet pomóc. Piotrek w związku ze swoim schorzeniem ma wiele deficytów, do tego doszły jeszcze pobyty w domów dziecka, kilka powrotów chłopca, bo najpierw matka znowu okazało się mało odpowiedzialna, później rodzina adopcyjna stwierdziła, że nie da rady. To wszystko spowodowało, że chłopiec ma bardzo częste napady agresji, złości i samookaleczania się. Nie ma w nim wtedy kontaktu, nic do niego nie dociera. Piotrek bardzo często podczas takich napadów swoją agresję kierował w kierunku Eweliny i w szczególności Adriana, któremu za każdym razem wykrzyczał, że ten nie jest jego ojcem i nie może mu rozkazywać. Tutaj znamienna była scena, gdy Adrian został z chłopcem sam i chciał z nim pojechać na basen. Genialnym pomysłem było też wzięcie do domu pieska ze schroniska. Zwierzak spowodował, że w zachowaniu chłopca nastąpił przełom: Piotrek zaczął się przed nim otwierać, opowiadał mu o swoich problemach i uczuciach, widząc zdziwienie i strach w oczach futrzaka zauważył, że jak działa jego krzyk i powolutku zaczął to kontrolować. Piesek sprawił także, że dziecko pomalutku zaczęło przełamywać barierę bliskości i dotyku. Magdalena Majcher porusza też problem bezdzietności i jej wpływu na życie i psychikę, szczególnie kobiety. Ewelina czuje się bezwartościowa, jałowa, utraciła wiarę w siebie jako kobiety. Rozważa nawet, że z nikim nie powinna się wiązać, żeby nie pozbawiać go szansy na rodzicielstwo. Dlatego tak bardzo ważny jest mądry, wyrozumiały i kochający partner, który będzie wspierał kobietę, a nie ją jeszcze dodatkowo dołował.

Duże wrażenie wywarła na mnie rzetelność przygotowanych przez Autorkę materiałów. Naprawdę mamy tu wiele informacji o FAS, o procesie adopcyjnym w naszym kraju i o późniejszym wspólnym życiu. Niestety to nie jest łatwe zadanie, wręcz powiedziałabym, że jest ono diabelnie trudne. To ogromne wyzwanie i naprawdę potrzeba wielu sił, morza cierpliwości i dużo dużo pracy i samozaparcia, aby podołać tym problemom. Ja osobiście podziwiam Ewelinę i Adriana. Podczas czytania często zastanawiałam się jak ja bym postąpiła na ich miejscu. Sama mam dzieci i one czasem potrafią doprowadzić człowieka do szewskiej pasji, a w tym przypadku mamy jeszcze utrudnione zadanie, bo dziecko jest chore, samo nie wie co się z nim dzieje i nie jest nasze… Ono potrzebuje nas i naszej pomocy. Ale przede wszystkim potrzebuje miłości i bliskości. I tu Ewelina niejednokrotnie sama zastanawia się, czy będzie w stanie to dziecko pokochać tak jak własne.

Książka Pani Majcher to bardzo mądra lektura, która porusza wiele trudnych problemów, przede wszystkim adopcję dziecka, adopcję dziecka chorego, problemy dzieci z FAS. To książka przesłanie, apel! Daje dużo do myślenia, a także ostrzega. Pokazuje jakie szkody może wyrządzić alkohol spożywany przez kobietę w ciąży w ciele nienarodzonego jeszcze dziecka… Jeśli jesteśmy w ciąży dbajmy o siebie, bo tym w co wyposażymy nasze dzieci w tym okresie, one będą miały na całe swoje życie… Gdzieś w sieci przeczytałam, że Pani Magdalena Majcher będzie szczęśliwa jeśli chociaż jedna kobieta po przeczytaniu tej książki zaprzestanie picia alkoholu w ciąży – ja mam nadzieję, że będzie to nie tylko jedna kobieta! To książka z tego typu, że po jej zamknięciu długo nie możemy zebrać myśli, które wprost kotłują się w naszej głowie. Jest pełna emocji, porusza w nas najczulsze struny. Mi trudno je nawet zebrać teraz, żeby napisać tych kilka słów o książce, bo wydaje mi się, że za mało, że niewystarczająco, że czegoś brakuje… Tak trudno oddać wrażenia z tej lektury… Trzeba też zaznaczyć, że lektura pomimo, że porusza tak trudne tematy i problemy wcale nie jest depresyjna czy dołująca. Wręcz przeciwnie: daje nadzieję, napawa optymizmem, pobudza do działania – jak zresztą przystało na wiosnę😊 Dobrze, że kolejne tomy serii już czekają, bo sięgnę po nie na bank!


Wyzwanie: 2 w 1