piątek, 15 czerwca 2018

CZERWONY PAJĄK - KATARZYNA BONDA

Cztery żywioły Saszy Załuskiej
Pochłaniacz || Okularnik || Lampiony || Czerwony pająk

Wydawnictwo: MUZA 
Data wydania: maj 2018
Liczba stron:816
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Kolejna, czwarta część przygód Saszy Załuskiej. Akcja rozpoczyna się już od samego początku: zostaje porwana córka Saszy, a sama Sasza znika, pewien nurek podczas nurkowania natrafia na ciało topielicy i sam przerażony wynurza się za szybko co powoduje, że traci przytomność i trafia do szpitala jako NN. Sasza prowadzi woje prywatne śledztwo, bo na policję już właściwie nie ma co liczyć. Trop prowadzi ją do jej zwierzchnika o pseudonimie Dziadek i dokumentów, które stanowią "haczyk" na wiele osobistości. Akcja toczy się dwutorowo: w teraźniejszości i w przeszłości. Przez to poznajemy historię Saszy i jej drogę życiową do tego punktu wyjścia w jakim jest obecnie. Ta część tej opowieści szczególnie mnie wciągnęła.

Bohaterów mamy tutaj jak zwykle mnóstwo. Moim ulubionym był i pozostał Jekyll - technik kryminalny. Sceny z jego udziałem są po prostu wyborne, pełne ironicznego poczucia humoru i wielu detali dotyczących jego pracy:) Mnie zawsze ciekawiła praca jaką wykonywał, więc te fragmenty spodobały mi się najbardziej. Dlatego też zachłannie je chłonęłam. Pozostali bohaterowie? Jest ich dużo. Wiele z nich, to "znajomi z przeszłości", a pojawienie się ich w tej części pozwala na wyjaśnienie wcześniejszych wątków.

Fabuła książki i wątki obyczajowe są bardzo rozbudowane. Nie mamy tutaj tylko zagadki kryminalnej, ale cały szereg pobocznych tematów politycznych, mafijnych czy gangsterskich. To niestety czasem mi przeszkadzało, ponieważ czytając książkę "z przerwami" nie wszystko mogłam wyłapać, zauważyć niektórych detali, powiązać wszystkich faktów. Podobnie zresztą w przypadku wcześniejszych tomów tej serii. To sprawia, że trudno samemu tropić, szukać śladów i rozwiązania zagadki. A następstwem tego jest pozbawienie nas "zabawy detektywa". To z kolei powoduje, że książka nas mniej pochłania i wciąga. Chociaż w tym przypadku w pewnym momencie złapałam "bakcyla" i ciężko było odłożyć książkę. Zwłaszcza w momentach, gdy do gry wchodzili szpiedzy i cały nasz rodzimy wywiad.

Jak zwykle w przypadku książek Pani Katarzyny mamy tutaj świetnie przygotowany materiał. Książka przez to nabiera dużego realizmu. Widać ogrom pracy jaką Autorka musiała wykonać, aby przygotować całość, która wydaje się bardzo spójna i logiczna. Podczas czytania niejednokrotnie zastanawiałam się jak Autorka musiała to wszystko sobie dokładnie rozpisać, toż to powstała tutaj istna pajęczyna:) Dlatego też czytanie tych książek wymaga skupienia i koncentracji.

I na koniec zasadnicze pytanie: czy polecam? Jeśli ktoś czytał poprzednie tomy i mu się podobały, to oczywiście powinien sięgnąć i po ten. Jeśli jeszcze ktoś nie poznał Saszy, to zdecydowanie trzeba zacząć od tomu pierwszego i wtedy przekonać się samemu czy tego typu kryminał przypadnie mu do gustu. Poza tym ostatni tom jest mocno powiązany z poprzednimi i wydaje mi się, że bez znajomości wcześniejszej historii trudno będzie nam połączyć wszystkie wątki. Czwarty tom jest niejako zwieńczeniem całej tetralogii i spina całą historię w jedną spójną całość. Mi osobiście ta cała seria się podobała, szczególnie właśnie ostatni tom przypadł mi do gustu (może dlatego, że wreszcie poznajemy historię Saszy?!) i bardzo miło spędziłam przy niej czas:)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MUZA :) 



Wyzwanie: 2 w 1







czwartek, 7 czerwca 2018

NOWE PRZYGODY MIKOŁAJKA. TOM 2 - JEAN JACQUES SEMPE, RENE GOSCINNY

Przygody Mikołajka

Wydawnictwo: ZNAK
Data wydania: listopad 2009
Liczba stron: 376
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Tym razem postanowiłam sięgnąć po przygody Mikołajka. Ale to moja wspólna lektura z Córą, której chciałam pokazać moją lekturę z dzieciństwa. Dla mnie to przede wszystkim był czas wspomnień. Z nostalgią i uśmiechem na twarzy przypomniało mi się jak zaczytywaliśmy się z bratem w tych krótkich opowiadaniach. Wtedy, jako dzieci, chodziliśmy po takie małe książeczki do biblioteki. Teraz opowiadania Mikołajka zostały wydane zbiorczo, po kilka opowiadań w jednym tomie.

Większość z Was pewnie zna Mikołajka i jego przyjaciół Rosoła, Kleofasa, Alcesta, Gotfryda, Rufusa i Ananiasz. Każdy z nich ma oczywiście przypisane swoje, typowe dla siebie cechy, po których możemy ich rozpoznać, zresztą jak to w życiu bywa. Jeden nosi okulary (dlatego nie można go bić), drugi ma bogatego ojca, trzeci jest ich opiekunem... Nam czytało się świetnie o ich kolejnych przygodach, które zostały przedstawione oczami dziecka i z ich perspektywy. Wszystko zostało okraszone humorem, który sprawia, że lektura jest równie ciekawa dla dzieci, jak i dorosłych (choć zdecydowanie to dorośli docenią ironię, kpinę i sarkazm zawarty w tych opisach i dialogach). Mikołajek opowiada o swoich perypetiach, często o swoich problemach i kłopotach, ale także o ich rozwiązywaniu. Czytamy o świecie tych młodych chłopców w kontraście ze światem dorosłych. Z punktu widzenia tych dziesięciolatków patrzymy na różne relacje społeczne i rodzinne. Ale uśmiechamy się podczas czytania, bo albo widzimy w tych sytuacjach samych siebie, albo przypominamy sobie jak my widzieliśmy te zdarzenia będąc jeszcze dzieckiem.

Na szczególną uwagę zasługują także ilustracje, pomimo, że tylko czarno-białe, ale oddające cały urok opisanych opowieści. Są cudne i na pewno spodobają dzieciom. Poza tym są na prawie każdej stronie, więc jak rodzic czyta, dziecko może zawsze spoglądać na aktualny rysunek.

Dla mnie książka jest genialna i ponadczasowa. Bo przecież Mikołajek bawił mnie w dzieciństwie, a i teraz już jako osoba dorosła z wielką przyjemnością do niego wróciłam. Dużo zasługi ma tu lekki styl Autora, który w wyjątkowo naturalny sposób przedstawia nam Mikołajkowy świat. To była dla mnie wspaniała, sentymentalna podróż i bardzo cieszę się, że książka znalazła u nas swój nowy dom:)



Wyzwanie: 2 w 1



piątek, 1 czerwca 2018

HISTORIA LUKASA - AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

Zakręty losu
Zakręty losu || Braterstwo krwi || Historia Lukasa || Zakręty losu. Nowe pokolenie


Wydawnictwo: NOVAE RES
Data wydania: październik 2012
Liczba stron: 320
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Nie sięgajcie po tą historię, jeśli nie macie całego dnia na jej przeczytanie! To moim zdaniem najlepsza część trylogii, pomimo, że jest tu najmniej sensacyjnej akcji i zwrotów akcji. Piszę o trylogii, ponieważ dla mnie ostatnia część tej serii jest najmniej powiązana i dotyczy właściwie dzieci Krzyśka i Łukasza, a nie ich samych. Poza tym trzy pierwsze części tworzą spójną całość, a czwarta część nie wnosi do ich historii właściwie nic i spokojnie może być traktowana osobno. Natomiast w przypadku tych trzech pierwszych części bardzo podobała mi się ich konstrukcja – w pierwszej części mamy historię widzianą oczami Krzyśka, w drugiej tą samą historię z perspektywy Łukasza, a tu mamy rozmowę dwóch braci: Krzyśka i Łukasza. Ten drugi opowiada historię swojego życia bratu.

Teoretycznie wszystkie wydarzenia już znamy, nic nas nie zaskoczy, ale nie o to chodzi. Teraz ważne jest dlaczego tak się działo jak się działo. Patrzymy na wydarzenia z jego strony, pewne rzeczy nie są czarne albo białe, mogą przybierać różne odcienie szarości. Krzysiek chociażby dowiedział się, że jego brat kiedyś z pasją grał na saksofonie, o czym wcześniej nie miał zielonego pojęcia. Dowiedział się teraz też prawdy o ojcu i o jego postępkach. Poznał historię Łukasz i Małgosi, dziewczyny, którą jego brat zawsze kochał i chciał z nią być, ale do tego co się stało w większości przyczynił się ich ojciec i matka dziewczyny.

Dopiero po tej części jesteśmy w stanie zrozumieć Łukasza i jego postępowanie. Okazuje się, że to nie do końca zimny drań, ale człowiek o wielkich emocjach, wrażliwy, delikatny, inteligentny. Krzysiek jest momentami zszokowany informacjami jakie słyszy. Dopiero teraz wszystkie puzzle tej układanki znajdują swoje właściwe miejsce i tworzą jedną, spójną całość. Oczywiście polecam całość, oczywiście polecam zacząć od części pierwszej i czytanie po kolei. A podsumowując całą serię – uważam, że to jedne z najlepszych książek jakie miałam przyjemność w życiu przeczytać. I na pewno do nich wrócę jeszcze nie jeden raz...

piątek, 25 maja 2018

DROGA DO MARZEŃ - KRYSTYNA MIREK

Wydawnictwo: FEERIA
Data wydania: październik 2013
Liczba stron: 304
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10

***

Krystynę Mirek poznałam przy okazji indywidualnej wyzwania u Ejotka :) Wtedy wybrałam sobie książkę „Słodkie życie” i zachęcona po jej lekturze postanowiłam poznać dalszą twórczość Pisarki. Tym razem z moje ręce wpadła „Droga do marzeń”. Podobnie jak w przypadku poprzedniej książki dość szybko zorientowałam się mniej więcej jak będzie toczyła się fabuła i mniej więcej odkryłam kto kim jest. Jednak tutaj raczej nie chodzi o element zaskoczenia. Nie na tym rzecz polega… Ale zacznijmy od początku!

Konstancja Dobrowolska to 23-letnia młoda dziewczyna, córka bogatego businessmana, której głównym zajęciem jest sprawianie sobie różnego rodzaju przyjemności. Dziewczyna nie szanuje właściwie nic i nikogo. Nie zwraca uwagi na ludzi, którzy są wokół niej, po niej sprzątają czy jej gotują, nie szanuje jedzenia, swoich przyjaciół ma za nic. Jednak pewnego dnia wszystko się zmienia. Ojciec zostaje aresztowany, dom zabezpieczony przez policję, matka znika z wszystkimi pieniędzmi z tajnych kont. Od tej chwili dziewczyna zostawiona jest sama sobie (ani matka, ani przyjaciele nie odbierają od niej telefonów) i praktycznie w jednej sekundzie znalazła się na ulicy.

Ania to dojrzała kobieta, ma męża, trójkę już praktycznie dorosłych dzieci. Jednak na przeszkodzie do całkowitego szczęścia tej rodziny staje przeszłość kobiety, a dokładniej rzecz biorąc jej pierwsze dziecko, które zmarło przy porodzie i jej ówczesny narzeczony, w którym ta była bezgranicznie zakochana i nie potrafi wyzwolić się z tego uczucia aż do dziś. A wszyscy domownicy są zmęczeni tym stanem rzeczy, jej „duchową” nieobecnością i brakiem uczucia. Ciągle mają wrażenie, że przy stole jest o jedną osobę więcej…

Jakich mamy tutaj bohaterów? Sympatyczni i dobrze wykreowani. Może nie od razu wszystkich polubiłam, a raczej powolutku, wraz z upływem kartek zaczęłam się przekonywać. Szczególnie do Konstancji, która na początku niemiłosiernie mnie drażniła, a z biegiem czasu nawet polubiłam tą dziewczynę. Moją największą sympatię zyskał Rafał, który był momentami genialny! A sceny, gdy Konstancja stwierdziła, że jej wdzięki nie robią żadnego wrażenia na chłopaku, były przednie😊 I w tym przypadku długo nie mogłam odgadnąć jaką tajemnicę kryje chłopak i dlaczego zachowuje się tak a nie inaczej w stosunku do dziewczyny. Największy problem z polubieniem miałam z Anną. Jakoś do samego końca nie potrafiłam się przekonać do tej kobiety. Sama nawet nie wiem dlaczego….Może dlatego, że w ogóle nie rozumiałam jej postępowania i sposobu myślenia.

Krystyna Mirek dała nam książkę, która skłania do refleksji i zastanowienia się nad kilka bardzo istotnymi sprawami. Porusza parę ważnych tematów, z którymi każdy z nas codziennie się w życiu styka. A mianowicie wartość pieniądza, bogactwo, dobra materialne – ich nadmiar zmienia człowieka, powoduje, że staje się bufonem i przestaje szanować innych ludzi. Ale z drugiej strony ich brak zmienia człowieka jeszcze szybciej. Praktycznie w jeden, dwa dni człowiek, który znalazł się na ulicy jest nie do poznania… To książka także o tym, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. To stare przysłowie, ale jakże uniwersalne. Szkoda tylko, że często przekonujemy się o tym dopiero gdy my sami jesteśmy w potrzebie... Poza tym trzeba marzyć. Ale żeby one się spełniły, to nie mogą być tylko i wyłącznie marzenia - musimy też działać! Trzeba mieć plan, wiedzieć do czego dążymy i krok po kroku to realizować! Może sił fizycznych czasem nam braknie, ale zawsze powinniśmy dążyć, aby nie zabrakło tych sił psychicznych! Drugi równoległy wątek w książce pokazuje nam natomiast do czego może doprowadzić życie w kłamstwie. Jak bardzo taka tajemnica zniszczy nas i naszych najbliższych. Z innej strony z kolei Krystyna Mirek stawia pytanie ile jesteśmy w stanie zrobić, aby osiągnąć szczęście? Czy jesteśmy w stanie złamać prawo? Unieszczęśliwić innych ludzi? Ja osobiście kieruje się zasadą, że chce osiągnąć szczęście, ale nie może być ono obarczone kosztem szczęścia lub nieszczęścia kogoś innego. Nie wolno budować swoich marzeń na czyjejś krzywdzie!

Mam jednak pewne zastrzeżenie do książki. Otóż zaczynając czytać odniosłam, że mimo wszystko jest to bardzo realistyczna opowieść. Jednak po samym zakończeniu już niestety mniej. Brakło mi tu tego realizmu i prawdopodobności, a może i to było, ale do mnie jakoś za mocno nie przemówiło... 

To moja druga przeczytana książka Pani Mirek i widzę, że można na nią liczyć😊 Otrzymaliśmy tutaj bowiem całkiem sympatyczną, ciekawą i wciągającą książkę obyczajową. Jest ona skonstruowana starannie, przemyślanie, z pomysłem. Widać, że Autorka chciała przekazać nam pewne swoje rozmyślania i wnioski, i moim zdaniem udało się to doskonale. Taka forma zdecydowanie do mnie przemawia. Krystyna Mirek ma tą cechę, że za pomocą lekkiego pióra potrafi przekazać czytelnikowi trudne tematy. Robi to wyjątkowo plastycznie i sprawnie. Nawet nie zauważamy kiedy i jak przeczytaliśmy:) Czy polecam? Tak, ja spędziłam kilka przyjemnych chwil z lekturą, Pani Mirek wspomniała o kilku istotnych myślach, o których często zapominamy, a przypomnienie o nich nikomu nie zaszkodzi! Na pewno też nadal chce poznać pozostałe książki Autorki, więc powolutku będę zapoznawać się z jej twórczością:) Bardzo ciekawa jestem najnowszej powieści "Obca w świecie singli" - może być interesująco...

Wyzwanie: 2 w 1


piątek, 18 maja 2018

WSZYSTKIE PORY UCZUĆ. WIOSNA - MAGDALENA MAJCHER

Wszystkie pory uczuć
Wszystkie pory uczuć. Jesień || Wszystkie pory uczuć. Zima || Wszystkie pory uczuć. Wiosna || Wszystkie pory uczuć. Lato

Wydawnictwo: PASCAL
Data wydania: marzec 2018
Liczba stron: 400
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Ta seria kusiła mnie już od dawna. Naczytałam się o niej już mnóstwo pozytywnych recenzji, więc postanowiłam, że i ja po nią sięgnę. W tym przypadku zrobiłam wyjątek i zaczęłam od części trzeciej. Ale na pewno jeszcze powrócę do poprzednich tomów. W „Wiośnie” skusił mnie przede wszystkim poruszany w niej temat. A bardzo ciekawa byłam jak Pani Magdalena Majcher go przedstawiła. I tak zaczęłam czytać... Autorka od razu zaczyna z "grubej rury". Już od pierwszych stron poznajemy Ewelinę i Adriana, których starania o dziecko spełzły na niczym. Niestety okazało się, że nie mają na nie szans. Pozostaje im jedynie jedna możliwość: adopcja...Od razu także dowiadujemy się, że chodzi o dziewięcioletniego chłopca z płodowym zespołem alkoholowym FAS, a w związku z tym z wieloma deficytami zarówno w zdrowiu fizycznym, jak i psychicznym.

W książce poszczególne rozdziały dotyczą różnych okresów czasowych: mamy teraźniejszość kiedy Ewelina z Adrianem zabierają Piotrka do swojego domu i zaczynają się nim opiekować, mamy czas kiedy rozpoczynają starania o adopcję i chodzą na warsztaty organizowane przez ośrodek adopcyjny oraz mamy czas kiedy Ewelina po rozwodzie ze swoim byłym mężem poznaje Adriana i zakochują się w sobie. Pomalutku poznajemy więc ich wspólną historię, a przez to i ich samych. Na początku takie przeskoki lekko mi przeszkadzały, ale później już nawet nie tego nie zauważałam, a one zaczęły tworzyć spójną całość. A momentem odniesienia jest tutaj zawsze to pierwsze spotkanie rodziców i dziecka. Taki zabieg spowodował jedną istotną rzecz - od razu wiemy, że Ewelinie i Adrianowi uda się adoptować Piotrusia i wszystko dobrze się skończy, a ta wiedza sprawia, że zaczynamy skupiać się nie tyle na zakończeniu sprawy, a na jej przebiegu i wszystkich poszczególnych elementach. Więc w efekcie finalnym ten zabieg nawet mi nie przeszkadzał.

Fabuła opowiada o kolejnych etapach adopcji. Najpierw mamy długi proces dojrzenia do adopcji i podjęcia decyzji, potem pozostają nam wszystkie formalności związane z przygotowaniem się i dostaniem kwalifikacji na rodziców adopcyjnych, czekanie na telefon z domu dziecka, pierwsze spotkanie rodziców z dzieckiem, a potem żmudny proces budowania więzi z dzieckiem. Kilka sytuacji było bardzo kluczowych i charakterystycznych. Były pierwsze wizyty u jednych i drugich dziadków. A jedni z nich byli zdecydowanie oburzeni informacją o adopcji i wychowywaniu „takiego” dziecka. Opinia bliskich i otoczenia jest dla nas ważna. A okazuje się, że wiele ludzi nie jest w stanie zaakceptować takiego dziecka. Moim zdaniem rodziców adopcyjnych powinniśmy wspierać i w miarę możliwości nawet pomóc. Piotrek w związku ze swoim schorzeniem ma wiele deficytów, do tego doszły jeszcze pobyty w domów dziecka, kilka powrotów chłopca, bo najpierw matka znowu okazało się mało odpowiedzialna, później rodzina adopcyjna stwierdziła, że nie da rady. To wszystko spowodowało, że chłopiec ma bardzo częste napady agresji, złości i samookaleczania się. Nie ma w nim wtedy kontaktu, nic do niego nie dociera. Piotrek bardzo często podczas takich napadów swoją agresję kierował w kierunku Eweliny i w szczególności Adriana, któremu za każdym razem wykrzyczał, że ten nie jest jego ojcem i nie może mu rozkazywać. Tutaj znamienna była scena, gdy Adrian został z chłopcem sam i chciał z nim pojechać na basen. Genialnym pomysłem było też wzięcie do domu pieska ze schroniska. Zwierzak spowodował, że w zachowaniu chłopca nastąpił przełom: Piotrek zaczął się przed nim otwierać, opowiadał mu o swoich problemach i uczuciach, widząc zdziwienie i strach w oczach futrzaka zauważył, że jak działa jego krzyk i powolutku zaczął to kontrolować. Piesek sprawił także, że dziecko pomalutku zaczęło przełamywać barierę bliskości i dotyku. Magdalena Majcher porusza też problem bezdzietności i jej wpływu na życie i psychikę, szczególnie kobiety. Ewelina czuje się bezwartościowa, jałowa, utraciła wiarę w siebie jako kobiety. Rozważa nawet, że z nikim nie powinna się wiązać, żeby nie pozbawiać go szansy na rodzicielstwo. Dlatego tak bardzo ważny jest mądry, wyrozumiały i kochający partner, który będzie wspierał kobietę, a nie ją jeszcze dodatkowo dołował.

Duże wrażenie wywarła na mnie rzetelność przygotowanych przez Autorkę materiałów. Naprawdę mamy tu wiele informacji o FAS, o procesie adopcyjnym w naszym kraju i o późniejszym wspólnym życiu. Niestety to nie jest łatwe zadanie, wręcz powiedziałabym, że jest ono diabelnie trudne. To ogromne wyzwanie i naprawdę potrzeba wielu sił, morza cierpliwości i dużo dużo pracy i samozaparcia, aby podołać tym problemom. Ja osobiście podziwiam Ewelinę i Adriana. Podczas czytania często zastanawiałam się jak ja bym postąpiła na ich miejscu. Sama mam dzieci i one czasem potrafią doprowadzić człowieka do szewskiej pasji, a w tym przypadku mamy jeszcze utrudnione zadanie, bo dziecko jest chore, samo nie wie co się z nim dzieje i nie jest nasze… Ono potrzebuje nas i naszej pomocy. Ale przede wszystkim potrzebuje miłości i bliskości. I tu Ewelina niejednokrotnie sama zastanawia się, czy będzie w stanie to dziecko pokochać tak jak własne.

Książka Pani Majcher to bardzo mądra lektura, która porusza wiele trudnych problemów, przede wszystkim adopcję dziecka, adopcję dziecka chorego, problemy dzieci z FAS. To książka przesłanie, apel! Daje dużo do myślenia, a także ostrzega. Pokazuje jakie szkody może wyrządzić alkohol spożywany przez kobietę w ciąży w ciele nienarodzonego jeszcze dziecka… Jeśli jesteśmy w ciąży dbajmy o siebie, bo tym w co wyposażymy nasze dzieci w tym okresie, one będą miały na całe swoje życie… Gdzieś w sieci przeczytałam, że Pani Magdalena Majcher będzie szczęśliwa jeśli chociaż jedna kobieta po przeczytaniu tej książki zaprzestanie picia alkoholu w ciąży – ja mam nadzieję, że będzie to nie tylko jedna kobieta! To książka z tego typu, że po jej zamknięciu długo nie możemy zebrać myśli, które wprost kotłują się w naszej głowie. Jest pełna emocji, porusza w nas najczulsze struny. Mi trudno je nawet zebrać teraz, żeby napisać tych kilka słów o książce, bo wydaje mi się, że za mało, że niewystarczająco, że czegoś brakuje… Tak trudno oddać wrażenia z tej lektury… Trzeba też zaznaczyć, że lektura pomimo, że porusza tak trudne tematy i problemy wcale nie jest depresyjna czy dołująca. Wręcz przeciwnie: daje nadzieję, napawa optymizmem, pobudza do działania – jak zresztą przystało na wiosnę😊 Dobrze, że kolejne tomy serii już czekają, bo sięgnę po nie na bank!


Wyzwanie: 2 w 1


niedziela, 13 maja 2018

SZÓSTY PO LATACH - AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

Wydawnictwo: NOVAE RES
Data wydania: luty 2018
Liczba stron: 380
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Już kilka lat temu przeczytałam "Szóstego". I wtedy bardzo mi się spodobała ta książka. Teraz pojawił się "Szósty po latach", więc jak mogłabym pominąć tą lekturę? Okazało się, że to ta sama historia z dopisanym zakończeniem. I przyznam się szczerze, że taki zabieg nie za bardzo przypadł mi do gustu. Jednak wolałabym przeczytać dalsze losy bohaterów niż powtarzać większość historii, aby poznać nowe zakończenie. Niestety "Szóstego" czytałam już na tyle dawno, że przeczytanie teraz tylko zakończenia nie miałoby pożądanego efektu. A z kolei czytając ponownie ta historię już wiedziałam czego mogę się spodziewać, mniej więcej pamiętałam kto i za czym stoi, a to niestety troszkę mi przeszkadzało…To spowodowało, że dreszczyk jaki powinien towarzyszyć takiej lekturze był zdecydowanie mniejszy.

Jak zwykle w książkach pani Agnieszki mamy dwójkę bohaterów: Alicja zajmuje się tworzeniem psychologicznych profili przestępców i współpracuje z policją, a Marcin to policjant prowadzący śledztwo w sprawie seryjnego mordercy. Marcina poznaliśmy już we wcześniejszej książce "W zapomnieniu", gdzie był jeszcze małym chłopcem. Teraz dowodzi Śląską Grupą Śledczą, jest postawnym, wysportowanym mężczyzną z powalającym uśmiechem! Od razu jak tych dwoje się spotyka, zaczyna między nimi coś iskrzyć. Dochodzi jeszcze do tego przekonanie, że skądś się znają i już wcześniej się spotkali. Sami tylko nie wiedzą gdzie. Marcin dotychczas miał jeszcze dziwne sny, gdzie pojawiała się pewna zielonooka dziewczyna. A gdy zobaczył Alicję wiedział, że to była właśnie ta dziewczyna ze snów… Powolutku zaczynają poznawać swoją przeszłość i większość zdarzeń okazuje się wręcz niewiarygodna i nadprzyrodzona. Ale za to oczywiście winne jest przeznaczenie! Ja polubiłam i Marcina i Alicję i z wielką chęcią spotkałam się ponownie z tą dwójką. Pani Agnieszka tworzy takich bohaterów, z którymi miałoby ochotę się zaprzyjaźnić, a to bardzo ważne, aby polubić ich od początku! Oboje naszych bohaterów uczestniczy w śledztwie – na śląsku bowiem grasuje seryjny morderca, który działa według schematu – porywa młode zielonookie dziewczyny, więzi je, gwałci, a szóstego dnia morduje…. Kim okaże się morderca i jak Marcin z Alicją go wytropią? Tego zdradzić nie mogę, przeczytajcie sami😊

Wątek kryminalny trzyma więc w napięciu i wszystkie nasze trybiki zaczynają kombinować kto, po co i dlaczego? Tzn już przy powtórnym czytaniu ta zabawa była mniejsza, chociaż udało mi się zauważyć kilka nowych szczegółów tej sprawy. Ja bardzo miło spędziłam czas podczas tej lektury! Wciągnęła mnie i nie pozwoliła puścić do samego końca! Kto czytał już książki Pani Agnieszki, to wie, że pierwsze skrzypce grają tutaj emocje pomiędzy naszymi bohaterami. Jednak nie są one dominujące, a stanowią zgrabne tło do zagadki kryminalnej. Sama zagadka pochłania czytelnika na tyle, że można następnego dnia pójść niewyspanym do pracy... Nie można także narzekać na tempo akcji, bo jak już nabierze prędkości, to trzyma do samego końca.

A nowe zakończenie? Na pewno ciekawe, nieoczywiste i pomysłowe. Mi osobiście przypadło do gustu, bo jest klarowne i nie ma tu niedomówień, a ja właśnie takie zakończenia lubię najbardziej. Fajnie jest zobaczyć co słychać u naszych bohaterów po pewnym czasie i jak sobie żyją😊 Polecam z czystym sumieniem, ja na pewno będę czekać na kolejne książki Pani Agnieszki, bo są one dla mnie gwarancją bardzo przyjemnie spędzonego czasu i dostarczają wielu emocji:) Nie bez kozery jest ona nazywana „dilerką emocji”! Teraz z niecierpliwością wyczekuję dwóch nowych powieści, które już niebawem wpadną i w moje łapki:) oj nie mogę się doczekać😊

środa, 9 maja 2018

BRATERSTWO KRWI - AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

Zakręty losu
Zakręty losu || Braterstwo krwi || Historia Lukasa || Zakręty losu. Nowe pokolenie


Wydawnictwo: NOVAE RES
Data wydania: październik 2012
Liczba stron: 328
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Powiem krótko: przeczytane w jeden dzień! Książka mnie wciągnęła bez granic. Jedna z lepszych jakie czytałam. Książka, tak jak i poprzednia część jest bardzo emocjonalna, mówi o wielkich wartościach jakimi należy kierować się w życiu: walczyć o miłość, o rodzinę, o możliwość podejmowania decyzji przez siebie i tylko siebie. Mówi także o tym, że rodzice powinni czasem uszanować zdanie swoich dzieci, swoich dzieci także trzeba słuchać, nie narzucać ich swoich wizji i planów, nie podejmować za nich decyzji, zwracać uwagę na ich pasję i zainteresowania.

Druga część tej serii to historia Lukasa właściwie - teraz poznajemy poprzednie wydarzenia, z pierwszej części, ale widziane oczami Łukasza. Dowiadujemy się zatem jak to wszystko się zaczęło: on miał swoją pasję - grę na saksofonie w zespole rockowym. A ojciec miał wobec niego swoje plany - stworzenia idealnego, wziętego adwokata! Kiedy ich plany się zetknęły i nie były już do pogodzenia, ojciec zabrał chłopakowi instrument i po prostu go wyrzucił. Wtedy też chłopak zaczął się buntować, stał się zimny i niedostępny, wpadł w szemrane środowisko - narkotyki, alkohol, nocne kluby stały się jego życiem. Miał tylko jedną zasadę - nigdy sam nie brał narkotyków. Z czasem stał się bardzo "wpływowym" właścicielem niejednego klubu nocnego. Jego zdolności organizatorskie i menedżerskie sprawiły, że idealnie kierował ludźmi, miał ich szacunek, oddanie, wierność. Wtedy poznał dziewczynę Małgośkę. Zaczęli się spotykać, jednak kiedy ich rodzice dowiedzieli się o nich zaczęli w to ingerować. Zabraniali im spotkań, natarczywie nachodzili. Między młodymi zaczęły się więc nieporozumienia, ciągle mu wmawiano, że jest tym złym i nie wart takiej dziewczyny. Nie chce Wam za dużo zdradzać, bo zdecydowanie lepiej przeczytać książkę niż moje streszczenie!

Powiem jedynie, że Łukasz po wielu perypetiach zrozumiał kilka rzeczy, przede wszystkim, że ma dla kogo żyć, że dla ukochanej, dla matki, brata, nawet bratowej musi być silny, wyciągnąć wnioski z popełnionych w przeszłości błędów, a teraz żyć tak, aby niczego nie żałować!

Z pozoru to tylko książka sensacyjna, wiele tutaj się dzieje, akcja pędzi. Ale z drugiej strony warto popatrzeć na nią w nieco inny sposób: jako materiał do przemyślenia jak nie postępować w życiu i jakimi wartościami należy się kierować! Jest tu przemyconych dużo życiowych rad, podanych może nie w formie "złotych myśli", ile w postaci wydarzeń, które są efektem popełnianych błędów, a których należy w życiu unikać. A czasem warto spojrzeć na niektóre wydarzenia z innego punktu widzenia. Możemy wtedy dostrzec coś całkiem nowego... Bo to samo wydarzenie może wyglądać całkiem inaczej z dwóch różnych punktów widzenia i nie wszystko jest w życiu czarno-białe, mamy tez wiele odcieni szarości... Samego Lukasa polubiłam od razu - taki drań, ale jednak wydał mi się od początku sympatyczny:) Zresztą wszystkich bohaterów polubiłam i kibicowałam im z całych sił.

Nie zaryzykuję także jeśli powiem, że to jedna z lepszych historii jakie miałam przyjemność przeczytać. Kto przeczytał część pierwszą, myślę, że nie będzie potrzebował dalszej zachęty do poznania drugiej. Kto jeszcze nie sięgnął po nią, zachęcam z całego serca:) Ja na pewno do niej jeszcze wrócę!

wtorek, 24 kwietnia 2018

PIERWSZA NA LIŚCIE - MAGDALENA WITKIEWICZ

Wydawnictwo: FILIA
Data wydania: styczeń 2015
Liczba stron: 345
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

"Pierwsza na liście" to kolejna książka Pani Witkiewicz, którą miałam przyjemność przeczytać. Wypożyczając ją z biblioteki w ogóle nie spodziewałam się takiej historii i takiego tematu. Jest on wyjątkowo trudny, ale na tyle ważny, że trzeba go poruszać i przede wszystkim uświadamiać się. I tym razem Pani Magdalena dała nam lekturę na najwyższym poziomie: lekko i w dość przystępnej formie przemyciła nam istotne kwestie i sugestie oraz dała sporo materiału do przemyślenia i refleksji…. Ja na pewno długo nie będę w stanie zapomnieć tej historii…

Główną bohaterką jest Karola. Jej mama Patrycja zachorowała na białaczkę, większość czasu przebywa w szpitalu. A na głowie nastoletniej dziewczyny zostały wszystkie "dorosłe" sprawy w domu, w tym także opieka nad młodszą sześcioletnią siostrą Majką. Karola przez przypadek odrywa listy jakie jej Mama zaczęła pisać do niej i do jej siostry, gdy była już świadoma, że pewnego dnia może jej zabraknąć. Znajduje także listę osób, które powinny im pomóc po jej śmierci. A pierwsza na liście jest Ina, dawna przyjaciółka Patrycji. Nie chce za dużo zdradzać, bo popsułabym lekturę, tym którzy jeszcze nie czytali książki. Powiem tylko, że poznajemy historię z młodości Patrycji, Iny i Piotra. Ta historia niewątpliwie ukształtowała ich już dorosłe życie i sposób postrzegania niektórych rzeczy. Poznajemy także historię Grażyny, która niewątpliwie ma również ogromny wpływ na życie naszych bohaterów.

W całej historii polubiłam właściwie wszystkich bohaterów (oprócz oczywiście Piotra). Szczególną sympatię poczułam jednak do Karoli i Filipa - młodych ludzi, ale jakże mądrych życiowo i odpowiedzialnych…

Pani Magdalena porusza w swojej książce bardzo ważny temat choroby, oswajania się ze śmiercią. Ale także temat przeszczepów i przede wszystkim dawców. Zachęca tym samym do zarejestrowania się w bazie i możliwości uratowania komuś życia. Przecież komuś możemy uratować życie, a tym samym możemy komuś innemu uratować, mamę, tatę, siostrę, brata... Każdy z nas powinien zatem podjąć taką decyzję czy chce. W książce pojawia się także apel, aby to była jednak przemyślana decyzja. Żebyśmy nie rezygnowali podczas trwania już przygotowań do przeszczepu i badań. Przede wszystkim te badania kosztują, więc jeśli my zrezygnujemy, to one przepadają, a mogą być inaczej wykorzystane. A po drugie u pacjenta, który jest przygotowywany do przeszczepu niszczone są komórki, więc jeśli w ostatniej chwili przeszczep jest odwołany, to pacjent umrze…

„Pierwsza na liście” to mądra i życiowa książka, która pokazuje nam jak bardzo kruche i delikatne jest nasze życie. I pokazuje nam i niejako zachęca do pomagania innym ludziom w miarę naszych możliwości. Daje nam też nadzieję na wyjście z kłopotów, więc zawsze trzeba myśleć pozytywnie… To każde książka o sile miłości i przyjaźni. Nie warto trzymać w sobie urazy za wydarzenia i krzywdy z przeszłości, trzeba kochać, wybaczać, czasem przeprosić…. Na złość, niedomówienia czy gniewanie się najzwyczajniej w świecie szkoda czasu…


 

Wyzwanie: 2 w 1


sobota, 21 kwietnia 2018

ZAPŁATA - MAŁGORZATA ROGALA

Agata Górska i Sławek Tomczyk
Zapłata || Dobra matka || Ważka || Zastrzyk śmierci || Grzech zaniechania


Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: czerwiec 2015
Liczba stron: 288
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Nadal jestem w fazie poznawania nowych autorów, a ostatnio wyjątkowo często wpadają w moje łapki książki naszych rodaków. Bardzo cieszę się z tego faktu, bo uważam, że mamy naprawdę wielu ciekawych i interesujących pisarzy. A do tego możemy cieszyć się przyjemnością czytania powieści bez 'filtracji" tłumacza. Tym razem mój wybór padł na Małgorzatę Rogalę. U wielu z Was na blogach widziałam już kolejne części cyklu, jednak ja wolę zacząć od początku i czytać od pierwszej części cyklu. Dlatego na pierwszy ogień poszła "Zapłata".

Agata Górska to młoda policjantka, która za cel pracy w policji obrała sobie przede wszystkim obronę prześladowanych kobiet i dzieci. Miało to związek z wydarzeniami z dzieciństwa, kiedy to zaprzyjaźniony z jej rodzicami lekarz niejednokrotnie przekraczał granice podczas badania... Wówczas bardzo pomogła jej sąsiadka Justyna Lipiec, dzięki której dziewczyna wreszcie mogła uwolnić się od swojego stręczyciela. Teraz Agata została przydzielona do pracy w komisarzem Sławkiem Tomczykiem. Postawnym mężczyzną o posturze niedźwiedzia, ale w głębi duszy wyjątkowym, skrytym romantykiem. Razem zaczynają prowadzić śledztwo w sprawie zabójstwa Michała Leśniaka, młodego prawnika, który został otruty wywarem z cisa. Szybko okazuje się, że sprawa ta ma powiązanie z wydarzeniami, które miały miejsce 8 lat temu, a z którymi była powiązana także Justyna Lipiec. Agata ma więc dylemat i jest w potrzasku czy być lojalną wobec przyjaciółki czy wobec partnera z pracy. Niedługo później zostaje otruty także drugi chłopak zamieszany w sprawę z przeszłości, a narzędziem zbrodni jest też trująca roślina. A główną podejrzaną staje się Justyna: ma motyw, nie ma alibi i zna się na roślinach.

"Zapłata" to naprawdę całkiem niezły kryminał, sami szybko zaczynamy kombinować kto i dlaczego mógł dokonać tych zbrodni. Próbujemy na własną rękę tropić. Zagadka jest skomplikowana, ale Autorka przedstawiła ją logicznie i klarownie. Dlatego całość jest spójna i ciekawa w odbiorze. Trzeba także dodać, że Pani Rogala pokazała, że można stworzyć całkiem sympatyczną kryminalną łamigłówkę bez brutalnych i krwawych scen. Mi osobiście takie rozwiązanie wyjątkowo pasowało:) Nie uważam bowiem, że do utrzymania odpowiedniego napięcia w książce potrzebna jest przemoc. Można to zrobić na wiele różnych, innych sposobów. A czytelnik czeka z niecierpliwością na rozwój wypadków i kolejne elementy tych kryminalmych puzzli. Akcja w równym tempie idzie do przodu, więc podczas czytania nie było mowy o nudzie. Zresztą wciągnęło mnie i samo śledztwo i prywatne losy naszych bohaterów! Styl Pani Małgorzaty jest lekki i przyjemny w odbiorze, a to sprawia, że książkę wprost się pochłania. Kartki jakoś same się przywracają! Przypadek? Nie sądzę :) 

Agata, Sławek i Justyna to wyjątkowo fajne postacie. Przede wszystkim są na wskroś normalni, niczym szczególnym się nie wyróżniają, a wraz z upływem kartek coraz bardziej ich lubiłam i kibicowałam im. Bardzo ciekawa jestem ich dalszych perypetii i przygód. 

Do kolejnego tomu nie trzeba mnie namawiać. Już został zamówiony w bibliotece i mam nadzieję, że niebawem będzie do odebrania:) Z wielką przyjemnością po niego pójdę, bo chętnie spotkam się z naszą parą policjantów jeszcze raz:) I jeszcze jedna rzecz była z tą książką niesamowita - "Zapłata"  spodobała mi się już od pierwszych stron, co raczej rzadko się zdarza. A tutaj już po kilku kartkach wiedziałam, że to będzie strzał w dziesiątkę, a ja przepadnę z kretesem:)



Wyzwanie: 2 w 1

niedziela, 15 kwietnia 2018

ZAKRĘTY LOSU - AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

Zakręty losu
Zakręty losu || Braterstwo krwi || Historia Lukasa || Zakręty losu. Nowe pokolenie


Wydawnictwo: NOVAE RES
Data wydania: październik 2012
Liczba stron: 352
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Ta książka bardzo, ale to bardzo mi się podobała, trzyma w napięciu, akcja jest wartka, człowiek na pewno się przy niej nie będzie nudzić. Poza tym podstawowym i najważniejszym przesłaniem jest uniwersalna prawda życiowa, że mimo wszystko, mimo przeciwności losu i zakrętów na naszych życiowych drogach rodzina i miłość jest najważniejsza. Pani Agnieszka Lingas-Łoniewska pisze przede wszystkim bardzo emocjonalne książki, dlatego być może niekoniecznie wszystkim przypadną one do gustu, słyszałam niestety różne opinie. Ale... moim zdaniem.... książka jest naprawdę godna przeczytania.I ja jestem zdecydowanie na tak!

Główną bohaterką jest Kaśka, nastolatka, której ojciec po wielu latach życia samotnie (mama Kaśki zginęła w wypadku, gdy dziewczynka była mała) wreszcie postanowił się ożenić. Ania, nowa żona ojca Kaśki, miała z poprzedniego związku też córkę - Małgośkę. Dziewczyny jednak nie przypadły sobie do gustu, wręcz przeciwnie zaczęły ze sobą poniekąd rywalizować. Pewnego wieczoru Kaśka biegając w parku spotkała chłopaka - Krzyśka. Po niedługim czasie okazało się, że to chłopak Małgośki. Krzysiek szybko zrywa z Małgośką, aby związać się z Kaśką, do której chyba czuje coś więcej. I tak właśnie zaczyna się historia tych dwojga młodych ludzi. Odrzucona Małgośka sięga po narkotyki, wraca do swojego byłego chłopaka, Lukasa, a dokładniej do drugiego z braci Borowskich. Nałóg ją jednak wciąga w zastraszającym tempie. Trafia do szpitala. Cóż, żeby nie zdradzić za dużo, muszę w tym momencie skończyć.... Powiem tylko, że Kaśka wyjeżdża z miasta. Na 13 lat! A gdy wraca okazuje się, że zaczyna się jeden z największych procesów mafijnych. Ona jest głównym oskarżycielem. Szybko wychodzi także na jaw, że obrońcą jest Krzysiek, a oskarżonym m.in. Lukas... Ja skończy się ta historia? czy wszyscy czworo wyjdą z tego cało? Ja już nic więcej nie powiem. Przeczytajcie.

Pierwsza część trylogii, to połączenie sensacji i romansu. Niewątpliwie wciąga i nie zaczynajcie czytać, jeśli nie macie całego dnia na przeczytanie tej części. Ale to nie tylko książka sensacyjna czy romans, niesie także ze sobą pewne przesłanie. Najważniejsza jest miłość, o którą trzeba walczyć za wszelką cenę. Ważne jest także aby zawsze postępować wedle swojego sumienia, nie robić nic wbrew sobie. A poza tym najważniejsza jest rodzina! I warto o nią zawsze i wszędzie dbać. Książka jest bardzo emocjonalna, po przeczytaniu długo długo siedzi jeszcze w człowieku i co bardzo istotne daje do myślenia. Ja polecam, naprawdę warto przeczytać, nawet nie jeden raz. Jedynie muszę przyznać, że okładki tych książek są (przynajmniej dla mnie) fatalne... No ale cóż - nie wolno oceniać książki po okładce, prawda?:)

niedziela, 8 kwietnia 2018

ÓSMY CUD ŚWIATA - MAGDALENA WITKIEWICZ

Wydawnictwo: FILIA
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron: 340
Moja bardzo subiektywna ocena: 7/10

***

To moja trzecia książka Pani Magdaleny Witkiewicz, którą miałam przyjemność przeczytać. Po poprzednich już wiedziałam, że proza Pani Magdaleny to dla mnie pewniak dobrej książki i mile spędzonego czasu. Do tego możemy dorzucić jeszcze garść mądrości życiowych oraz idealny materiał do przemyśleń i dalszych rozważań. "Ósmy cud świata" skłania nas do dyskusji, zastanawiamy się jak my byśmy postąpili na miejsce Ani. A z drugiej strony Autorka pokazuje nam problem społeczny, z którym możemy spotkać się coraz częściej - dojrzała kobieta szuka miłości i szansy na macierzyństwo.

Ania to dobiegająca do czterdziestki kobieta. Spełniona jedynie zawodowo, ale w życiu prywatnym niestety ciągle poszukująca tej bratniej duszy, z którą mogłaby spędzić resztę życia. Ania przede wszystkim cierpi na samotność oraz coraz bardziej zaczyna zdawać sobie sprawę, że jej biologiczny zegar cyka i ciąży nad nią ryzyko, że może nigdy nie zostać matką. A bardzo tego pragnie... A im bliżej tej czterdziestki, tym bardziej zaczyna się miotać. Poszukuje różnych sposobów zaspokojenia swoich macierzyńskich potrzeb: od dawcy nasienia z idealnie dobranymi cechami lub najzwyczajniejsze wykorzystanie przypadkowego mężczyzny. Ponieważ nie potrafi związać się z żadnym mężczyzną na stałe, pozostaje w niezobowiązującej relacji ze swoim szefem Jackiem. Łączą ich właściwie tylko wspólnie spędzone noce, czyli typowy układ: seks bez zobowiązań. Jednak Anna nie jest szczęśliwa, nie czuje miłości i zauroczenia w stosunku do Jacka, pomimo, że on chciałby już stworzyć coś ponad... I ponieważ Anna czuje się coraz bardziej zagubiona i nie wie co zrobić ze swoim życiem, postanawia wyruszyć w daleko podróż. Nogi kierują ją w stronę azjatycką - leci do Wietnamu! Tam, daleko od domu chce przemyśleć swoje życie, spojrzeć na problemy z dystansu...

Książka ta przede wszystkim mówi nam, że zawsze warto czekać na tą swoją wymarzoną i wyczekaną miłość, że nie należy brać tego co nas do końca nie zadowala. Ale ja tutaj chyba nie do końca jestem w stanie zgodzić się z Anią. Akurat większość moich znajomych jest w bardzo podobnej sytuacji jak nasza bohaterka. Nie znaleźli tej jedynej lub tego jedynego. Żyją sami, są samotni, ich potrzeby stworzenia rodziny i posiadania potomstwa nie są zaspokojone. U nich niestety taki cud jak w przypadku naszej Ani nie miał miejsca... Nawet raz usłyszałam, że koleżanka koleżance podsunęła właśnie taki pomysł "zrobienia" sobie dziecka, żeby najzwyczajniej pójść na imprezę. A moim zdaniem bohaterka nie do końca sama wie co chciałaby w życiu osiągnąć. Tym razem jednak trudno mi było ją zrozumieć. Bo nawet jak się kogoś kocha, to z czasem po iluś latach przychodzi ta proza codzienności i denerwują nas wzajemne przyzwyczajenia i nawyki. Ale moim zdaniem to nie zmienia faktu, że dwoje ludzi może się kochać nadal, tylko na miłość z czasem się zmienia. Ja należę też do tej grupy osób, które raczej nie lubią tych fajerwerków w miłości, nie potrzebuję, aby codziennie mówić i słyszeć "kocham cię" (czasem śmieję się, że powiedziałam "kocham cię", a jak się coś zmieni, to wtedy powiem), dla mnie liczą się czyny. Więc najważniejsze jest to, że każdego dnia wspieramy się nawzajem i możemy na siebie liczyć. Owszem zauroczenie i przysłowiowe motyle w brzuchu muszą być, ale one też zmieniają się wraz z upływającym czasem i zdarzeniami jakie napotykamy w życiu. Poza tym dla mnie ważna jest ta nudna i powtarzalna codzienność, a dopiero na drugim miejscu są wycieczki, wakacje czy wolny czas. Przede wszystkim powinniśmy się sprawdzić właśnie podczas zwykłego dnia, gdzie jest nudno, gdzie jest proza szarej rzeczywistości, a czasem nawet pojawią się jakieś zwyczajne problemy czy codzienne obowiązki....

Książkę czyta się bardzo szybko i kartki przewracają się same. Ciągle miałam dylemat, bo serce podpowiadało "czytaj dalej, jeszcze jeden rozdział", a rozum upominał "nie wstaniesz jutro do pracy, a w pracy będziesz pić kawę za kawą". Historia wciąga, pomimo, że jest w miarę przewidywalna, bo niestety wiele sytuacji nie było dla mnie tajemnicą. Poza tym klimat Wietnamu dodaje tutaj oryginalności i pikanterii. Dla nas są to egzotyczne i przez to pociągające scenerie. A może tego właśnie potrzeba było Annie?! Takiej odmienności, oryginalności, wyjątkowości... Ale dla mnie jest tu niestety za dużo zbiegów okoliczności, które powodują, że cała opowieść jest mniej wiarygodna. Powinniśmy potraktować ją chyba tylko jako bajkę o współczesnym Kopciuszku.

Ja niestety nie polubiłam głównej bohaterki, denerwowała mnie swoim niezdecydowaniem, nie rozumiałam jej decyzji i sposobu myślenia. Za to polubiłam i Jacka i Tomka:) A Ania? Moim zdaniem sama nie wiedziała co chce, wybrzydzała i kręciła nosem. A miała wiele możliwości, które mogła wykorzystać lub w różny sposób spełnić swoje marzenia. Sama rozpaczała nad swoimi dylematami moralnymi, że wykorzysta Tomka do niecnych planów poczęcia dziecka, a tymczasem uważam, że wykorzystała o wiele perfidniej i Tomka i Jacka. Bo swoim niezdecydowaniem, nie określeniem do końca dała im złudne nadzieje... To jej niezdecydowanie strasznie mnie drażniło, bo moim zdaniem tak się nie robi, nie wolno bawić się czyimiś uczucia, nawet jeśli robimy to nieświadomie... Nawet podczas jednej z rozmów Jacek powiedział, że sama nie wie czego chce. I moim zdaniem strzelił tutaj w dziesiątkę.

Bardzo podobała mi się postać Pani Kasi (pomimo, że epizodyczna), sześćdziesięcioletniej sekretarki Jacka, która zauważyła, że Ania bardzo dużo pracuje, a pracuje ten, kto nie ma dokąd wrócić, kto nie ma swojego osobistego życia...

Czy polecam tą książkę? Sama nie wiem. Niestety ta historia podobała mi się mniej niż poprzednie książki Pani Magdaleny, czyli "Czereśnie zawsze muszą być dwie" i "Cześć, co słychać?". Głównym powodem jest przede wszystkim zbyt duża, nieprawdopodobna zbieżność zdarzeń, a drugim brak polubienia bohaterki Ani. Sama opowieść jest jednak bardzo sympatycznie i zgrabnie napisana. Pióro Pani Magdaleny jest wyjątkowo plastyczne. Książka wciąga i trudno się od niej oderwać. To książka na jeden, dwa dłuższe wieczory. Autorka pięknie odmalowała klimat i krajobraz Wietnamu, czym zachęciła do takich wojaży. Zaciekawiła mnie także wieloma legendami, które w umiejętny sposób wplotła do fabuły, przez co sprawiła, że historia dodatkowo nabrała cech baśni, którą można przeczytać przed zaśnięciem... 
 
 

czwartek, 5 kwietnia 2018

PAN PRZYPADEK I TRZYNASTKA - JACEK GETNER

Pan Przypadek i...
Pan Przypadek i trzynastka || Pan Przypadek i celebryci || Pan Przypadek i korpoludki || Pan Przypadek i fioletowoskórzy || Pan Przypadek i mediaktorzy || Pan Przypadek i kobietony


Wydawnictwo:POLIGRAF
Data wydania: luty 2013
Liczba stron: 202
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Głównym i tytułowym bohaterem jest Jacek Przypadek, młody mężczyzna, którego pasją są nieustanne treningi do maratonu, a cechą charakterystyczną i rozpoznawczą jest ironiczno-dobrotliwie-pobłażliwe spojrzenie. Jacek Przypadek mieszka w starej kamienicy, a jego sąsiadami z piętra jest Pani Irmina Bamber, starsza pani, z wykształcenia psycholog, mogąca pochwalić się szerokim kręgiem wpływowych znajomych oraz Pan Bączek, który niedawno się wprowadził i od tego czasu nieustannie przeprowadza w domu remont. Jest także podkomisarz policji - Łoś oraz jego asystent Smańko. Jest przyjaciel Jacka - Błażej - bóg seksu z ogromnym "magnetyzmem zwierzęcym":) Poznajemy także najbliższą rodzinę Pana Przypadka: ojca, który prowadzi kancelarię prawniczą i ciągle namawia syna na ukończenie studiów oraz późniejszą wspólną pracę; mamę, przed którą jest ukrywany ciągle fakt, że syn już nie ma narzeczonej oraz narzeczoną Marzenkę, która jest również asystentką ojca... Co ważne - od razu polubiłam Jacka, Panią Irminę, Błażeja.

"Pan przypadek i trzynastka" to trzy opowiada, a każde z nich przedstawia historię innego śledztwa. Bardzo szybko dajemy się wciągnąć w zagadkę i sami główkujemy kto dokonał kradzieży. Pomagają nam w tym spostrzeżenia Jacka, bo trzeba zaznaczyć, że jest to naprawdę wyjątkowo "inteligentny bystrzak":) Razem z nim bawimy się w detektywa, szukamy tropów, motywów, śladów zostawionych na miejscu przestępstwa.... Śledztwa toczą się w raczej niecodziennych sprawach, bo jest to kradzież obrazów, ukryty w domu skarb pod postacią znaczków należących do starej kolekcji czy plagiat sztuki teatralnej. Podczas całej akcji książki nie pada ani jeden strzał, ale tym samym Autor udowadnia, że nie trzeba brutalności ani krwawych scen, aby akcja miała odpowiednie tempo i wciągnęła czytelnika.

Cała historia przestawiona jest w lekkim i przyjemnym stylu, przez co czyta się szybko i sprawnie. Ogromną zaletą jest poczucie humoru, które idealnie przypadło mi do gustu i spowodowało, że podczas czytania uśmiech nie schodził z mojej twarzy:) Bezbłędne są dialogi, zwłaszcza pomiędzy Jackiem a jego ojcem i przyjacielem Błażejem! Niektóre riposty naszego bohatera są idealnie w punkt. Poza tym zakończenie - jak dla mnie - rewelacja:) A jedyne co mogłabym zarzucić książce, to to, że jest ona stanowczo za krótka! Podsumowując: inteligentnie i z poczuciem humoru!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Autorowi :)

sobota, 31 marca 2018

czwartek, 29 marca 2018

MORDERSTWA W SOMERSET - ANTHONY HOROWITZ

Wydawnictwo: REBIS
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron: 544
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Ta książka skusiła mnie przede wszystkim piękną okładką i opisem. Książka wydana jest bardzo ładnie, starannie i z dbałością o szczegóły. A sama okładka magnetyzuje i przykuwa wzrok. A książka? Powiem krótko i na temat: jest to rasowy kryminał :) Jest zagadka, są morderstwa, jest detektyw ze swoim asystentem, są podejrzani, a prawie każdy miał swój powód i motyw do popełnienia zbrodni! A podkreślić trzeba jeszcze jedną ważną rzecz - Anthony Horowitz stworzył niesamowity klimat, rodem z powieści Agathy Christie! Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że ta książka to właściwie hołd dla królowej kryminałów. Jest bowiem tutaj mnóstwo odniesień i aluzji do jej twórczości i bohaterów jej książek.

Główną bohaterką jest Susan Ryeland, która jest redaktorką w wydawnictwie, a ich najbardziej słynnym autorem jest Alan Conway. Susan otrzymuje do zredagowania wersję książki "Morderstwa w Somerset" i zaczyna ją czytać. Tutaj przenosimy się na karty powieści do na pozór spokojnej wioski Saxby-on-Avon w hrabstwie Somerset. Jednak pomimo tej dominującej i wszechogarniającej ciszy w wiosce dzieje się mnóstwo dziwnych i tajemniczych rzeczy. Okazuje się, że mamy tu tajemnicę z przeszłości dotyczącą magnata i tutejszego bogacza Magnusa Pye oraz gosposi Mary i jej rodziny. Dochodzi także do dwóch morderstw, właśnie Magnusa i Mary (choć w przypadku tego drugiego wszyscy opowiadają się jednak za wypadkiem). Na miejsce przybywa także słynny detektyw Atticus Pund wraz ze swoim asystentem Jamesem Fraserem. Jednak zagadka do końca nie zostaje rozwiązana, ponieważ nagle okazuje się, że Susan nie dostała od autora ostatnich rozdziałów powieści. A dziwnym zbiegiem okoliczności - zaraz po przeczytaniu maszynopisu przez Susan, sam autor powieści ginie. Wszystko wskazuje na to, że popełnił samobójstwo, Jednak nasza bohaterka ma pewne przeczucie, które nie może jej opuścić, czy aby na pewno było to samobójstwo?! Zaczyna więc własne śledztwo oraz poszukiwanie zaginionych rozdziałów książki. Szybko bowiem okazuje się, że postacie i wydarzenia w książki łudząco przypominają realne osoby i pokrywają się z niektórymi faktami. Czy rozwiązanie zagadki z powieści kryminalnej pomoże jej znaleźć zabójcę samego autora? Tego zdradzić nie mogę, bo zepsułabym całą zabawę, tym którzy jeszcze nie czytali powieści...

Dostaliśmy tutaj niezwykle ciekawie skonstruowaną powieść. A dokładniej powieść w powieści. Mamy bowiem część pierwszą, która dzieje się współcześnie i tutaj Susan prowadzi śledztwo w sprawie śmierci Alana - autora powieści "Morderstwa w Somerset" oraz część drugą, która dzieje się w latach pięćdziesiątych XX wieku w hrabstwie Saxby-on-Avon i dwie zagadkowe śmierci. Obydwie części mają osobną czcionkę i osobną numerację stron. To bardzo ciekawy pomysł, zwłaszcza, że pierwsza część jest bazą do drugiej części! I taki pomysł szalenie przypadł mi do gustu:) Poza tym redaktorka Susan przedstawia nam sposób swój sposób myślenia, przez co rozkłada nam powieść kryminalną na czynniki pierwsze i możemy troszkę sami poczuć się jak redaktorzy wydawnictwa.

Całość zagadki jest bardzo misternie przygotowana, ważne są szczegóły i szczególiki. I nawet nie wiemy dokładnie kiedy, a już jesteśmy wciągnięci w akcję i sami próbujemy szukać mordercy i motywu jakim nim kierował. A nie jest to proste zadanie, bo każdy z bohaterów ma swój powód, mniejszy lub większy, każdy ma jakąś tajemnicę, którą próbuje ukryć przed światem.

Książka wciągnęła mnie bez reszty i bardzo przyjemnie mi się ją czytało. Poczułam ten wyjątkowy klimat dawnej angielskiej wioski, z małymi domkami, ogródka wokół, wielką posiadłością magnata Magnusa Pye, okolicznym laskiem i jeziorem niedaleko. Wszystko nakreślone tak malowniczo, że wyobraźnia sama zaczyna pracować:) Spokojnie mogę powiedzieć, że ta książka była prawdziwą czytelniczą ucztą w gatunku powieści kryminalnych. Sama jestem ciekawa jak wyglądają pozostałe książki Autora, ponieważ nie miałam jeszcze przyjemności ich poznać, ale po "Morderstwach w Somerset" nabrałam apetytu, aby je poznać. 

poniedziałek, 19 marca 2018

WSZECHŚWIAT KONTRA ALEX WOODS - GAVIN EXTENCE

Wydawnictwo: WYDAWNICTWO LITERACKIE
Data wydania: kwiecień 2014
Liczba stron: 424
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Ta powieść nie jest zwykłą powieścią. To raczej rodzaj rozprawki na głębszy temat. Na pewno jest to książka, do której można wracać wielokrotnie. Pomimo, że mówi o poważnych i trudnych tematach, na końcu pojawia się iskierka nadziei, nie jest książką przygnębiającą czy dołującą. Książka przede wszystkim zadaje pytanie o nasze zdanie na temat eutanazji, śmierci. Mówi także o roli przyjaźni, miłości, wzajemnego zrozumienia. Zaczynamy się zastanawiać czy my byśmy postąpili w ten sam sposób co Alex? Czy zdecydowalibyśmy tak samo jak pan Peterson? W książce pada też bardzo ważne stwierdzenie: to nie śmierć jest trudna, to umieranie jest trudne! I w zależności co robimy i w jakiej sytuacji jesteśmy, tak odczuwamy czas. A im więcej rzeczy próbujemy zrobić na raz, tym bardziej czas jest dla nas bezlitosny.

Mamy tutaj kilka przykładów nietuzinkowych. Rzadko w literaturze spotykamy bowiem przykład opisanej relacji przyjaźni, więzi łączącej w tym przypadku Alexa z panem Petersonem. Jest to wymarzona relacja pomiędzy dziadkiem a wnuczkiem. Mamy przykład miłości matki do syna, matki zwariowanej, w wyjątkowy sposób troszczącej się o syna, która zawsze stara podać chłopcu racjonalne powody danej decyzji. Jesteśmy także świadkami rodzącej się miłości pomiędzy spokojnym, dobrze uczącym się chłopakiem a dziewczyną, która jest jego totalnym przeciwieństwem! Zbuntowana i niepokorna.

Książka promuje także naukę, zdobywanie wiedzy, poszerzanie horyzontów. Ale niekoniecznie metodami szkolnymi. Czasem np warto poznać życie naukowców, ich metody działania, albo sposób w jaki doszli do swoich odkryć, aby lepiej zrozumieć to co odkryli.

Cieszę się, że książka znalazła się w moim księgozbiorze, bo na pewno jest pozycją, do której można wrócić nie raz. Polecam ją, bo przede wszystkim zmusza nas do refleksji na kilka jakże istotnych zagadnień dotyczących naszego życia. Bo przecież umieranie, to niestety też część naszego życia... 

sobota, 10 marca 2018

SŁODKIE ŻYCIE - KRYSTYNA MIREK

Wydawnictwo: FILIA
Data wydania: sierpień 2017
Liczba stron: 360
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Zostałam wybrana do wyzwania indywidualnego przez Ejotka :) Na tapetę miała pójść książka Pani Krystyny Mirek. Na początku nawet pomyślałam "ale nuda będzie"! Nie za bardzo wiedziałam czego mogę się spodziewać, więc wybrałam książkę, która nie należy do żadnej serii. Teraz po przeczytaniu książki, wiem, że to była bardzo udana lektura i na pewno chciałabym poznać pozostałą twórczość Pani Mirek! W kolejce na półce czeka już jej kolejna powieść! "Słodkie życie" przeczytałam już dobry miesiąc temu, ale wciąż i wciąż nie mogłam zebrać się do napisania o niej. Zawsze wydawało mi się, że jeszcze czegoś nie dodałam, że nie wszystkie swoje myśli zebrałam. A zdarza mi się tak przy książkach, które gdzieś tam dotknęły u mnie wrażliwej struny. Dla mnie to książka, którą raczej na długo zapamiętam i do której zapewne kiedyś wrócę:)

Główna bohaterka to Kornelia Rudzka, trzydziestoletnia kobieta, nauczycielka fizyki. Kornelia mieszka w małym miasteczku, gdzie wszyscy wszystkich znają. Jej matka też jest nauczycielką i do tego bardzo poważaną nauczycielką! Dziewczyna pomimo, że już dorosła, nadal mieszka z rodzicami. Sama nie założyła swojej rodziny. A przyczynę tego stanu rzeczy upatruje głównie w swoim wyglądzie i uciążliwej nadwadze.Kornelia ma na tych punkcie dużo kompleksów, a swoje problemy zajada dodatkowo batonikami i wszelkiego rodzaju słodyczami trzymanymi pokątnie w pokoju. W pewnym momencie jednak jej życie zaczyna się zmieniać, a Kornelia dzięki kilku życzliwym ludziom, których spotkała, zaczyna myśleć o swoich problemach nieco inaczej...

Książka ma prosty i nieskomplikowany schemat: młoda kobieta z kompleksami, samotna i pozostawiona sama sobie. Samo przedstawienie problemu i dojście do rozwiązania na pozór wydaje się również proste. Ale takie niestety nie jest. Musimy bowiem zawsze wykonać ogrom pracy i wysiłku, aby dojść do końca naszej ścieżki. A Pani Mirek w naprawdę wspaniały i przede wszystkim prosty i zrozumiały sposób pokazuje nam cały proces myślenia Kornelii, jej błędy w myśleniu i samo rozwiązanie. Dziewczyna zaczyna przechodzić przemianę, ale za nim w ogóle do tej przemiany może dojść, to musi sobie uzmysłowić, że ona tej przemiany potrzebuje i że problem przede wszystkim tkwi w niej, a nie w ludziach wokół.

Z tej książki ja wyniosłam przede wszystkim dwie podstawowe zasady: trzeba dbać o siebie, o swój wygląd i sprawność fizyczną (jak nas ludzie widzą, tak nas piszą) oraz że nie wolno wchodzić z butami do czyjegoś ogródka. Ta druga zasada oczywiście jest w przenośni. A dotyczy tego, że każdy z nas ma swoje życie i powinien się tym życiem zająć. Bardziej bowiem powinniśmy zajmować się swoimi sprawami niż patrzeć innym na ręce i żyć ich życiem. Każdy z nas ma bowiem swoje szczęście, które gdzieś tu lub tam czeka na nas, wystarczy się rozejrzeć wokół...

Aaa i jeszcze jedna zasada była: trzeba dużo się uśmiechać:)


Wyzwanie: Indywidualne wyzwanie czytelnicze u Ejotka:)

środa, 28 lutego 2018

WIECZÓR TAKI JAK TEN - GABRIELA GARGAŚ

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: listopad 2017
Liczba stron: 360
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10

***

Na tą książkę skusiłam się ze względu na chęć przeczytania świątecznej opowieści oraz wieloma pozytywnymi recenzjami pojawiającymi się na Waszych blogach! To moja pierwsza książka Pani Gargaś jaką miałam przyjemność przeczytać. I po zapoznaniu się z tą historią, wiem że sięgnę też po kolejne powieści tej Autorki!

Książka "Wieczór taki jak ten" opowiada o wielu historiach, który mają wspólny mianownik, a więc Michalinę - Miśkę - dziewczynę, która próbuje wiązać koniec z końcem i decyduje się, aby wynająć turystom pokoje w swoim domku położonym w małej mieścinie w górach. Miśka pomimo swoich 27 lat jest już mocno doświadczona przez los: ojciec opuścił ją i Mamę, gdy dziewczynka była mała, potem zachorowała i zmarła Mama, a ona została z Babcią i malutkim braciszkiem. Tak więc na święta przyjeżdża do nich rozwodnik Artur, który nienawidzi świąt i ciągle pracuje; Wiktoria - starsza pani, która czuje się lekko odtrącona przez swoją rodzinę i zaczyna borykać się z chorobą Alzheimera oraz Pani Doktor z córką, która ciągle pamięta o swoim zmarłym mężu.

Faktycznie jest to opowieść świąteczna, w której czuje się ten niezapomniany klimat, zapach wszelakich wypieków, blask światełek i piękny widok wszelkiego rodzaju ozdób świątecznych. Ale oprócz tej choinkowej otoczki mamy także wiele myśli i wręcz oczywistych prawd, które warto od czasu do czasu sobie przypomnieć. A przecież ten wyjątkowy świąteczny czas sprzyja takim refleksjom i rozmyślaniom. A może i nawet podsumowaniom naszych dotychczasowych działań?!

Jedyne co mnie niestety w tej książce troszkę przytłoczyło, to ogrom nieszczęścia z jakim spotkali się bohaterowie. Niestety później takie historie mocno we mnie siedzą i nie pozwalają odejść. A podczas czytania czuję ściągnięte gardło... Najgorsze jest to, że przecież takie historie w życiu zdarzają się bardzo często...

Książkę czytało mi się całkiem sprawnie i szybko, to pewnie kwestia sposobu przedstawienia przez Autorkę tej historii. Poza tym byłam ciekawa jak skończą się losy naszych poszczególnych bohaterów, z którymi zdążyliśmy się już zaprzyjaźnić :)  Na półce czekają jeszcze inne powieści Pani Gabrieli Gargaś i na pewno z wielką przyjemnością będę chciała zapoznać się z nimi bliżej:)


Wyzwanie: 2 w 1

środa, 21 lutego 2018

GNIEW - ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI

Teodor Szacki
Uwikłanie || Ziarno prawdy || Gniew

Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: październik 2014
Liczba stron: 380
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

I w końcu trzecia część trylogii o przygodach prokuratora Teodora Szackiego. Szkoda, że to już koniec, bo pomimo szorstkiego charakteru polubiliśmy naszego Teo. Chociaż momentami był okropny i nie do zniesienia. Czasami nie nadążałam za tym, czego oczekuje od kobiet, czego szuka i jak mu dogodzić. W tej części okazuje się, że była żona musi wyjechać, a on dostaje pod swoje skrzydła dorastającą córkę Helę. Mieszka także ze swoja nową kobietą Żenią. I o ironio Żenia i Hela dogadują się świetnie, a wszelkie trzaski są na linii dziewczyny – Teo. I tu niestety, ja praktycznie we wszystkich sytuacjach przyznałam rację właśnie dziewczynom, a jego kompletnie nie rozumiałam.

Poza tym mamy kolejną zagadkę do rozwiązania – znalezione zostają szczątki człowieka i na pierwszy rzut oka wygląda, że nie żyje od już od wielu, wielu lat, ponieważ większość tkanek została rozłożona, a pozostały jedynie kości. Prokurator oddaje szkielet do badań naukowych na uczelnię i szybko okazuje się, że człowiek ten zginął zaledwie tydzień temu. Zaczyna się śledztwo. W międzyczasie do naszego prokuratora przychodzi kobieta, która przyznaje się do tego, że boi się męża, ale nie jest ani pobita, ani zgwałcona. Szacki szybko spławia kobietę, a w żartach ze swoim asesorem Edwardem Falkiem, naśmiewa się z niej. Jednak młody asystent postanawia złożyć na niego donos. Gdy prokurator podejmuje próbę odnalezienia kobiety, okazuje się, że jest już trochę za późno, a ona leży w kuchni, w kałuży krwi.

Jest to nie tylko zwykły kryminał, pokazuje nam jak bardzo ważna i odpowiedzialna jest praca prokuratora. Gdy on się pomyli, ktoś może zginąć, komuś może stać się krzywda.

W pewnym momencie, nie zdradzę za dużo, jak powiem, że zostanie porwana córka prokuratora. I tu dotykamy kolejnego problemu, jak bardzo to może być ryzykowny zawód. Narażona bowiem jest także rodzina prokuratora.

Poza tym należ także podkreślić, że wszystkie książki Pana Miłoszewskiego napisane są pięknym, polskim językiem. Rzadko już w tej chwili mamy możliwość przeczytania takiej właśnie literatury, gdzie większość jest albo tłumaczona z obcych języków albo napisana praktycznie potocznym prostym słownictwem.

Szkoda, że to ostatnia część przygód prokuratora, ale z drugiej strony te trzy części tworzą spójną całość. Nie jestem fanem serii, które ciągną się w nieskończoność. Więc teraz z niecierpliwością czekam na kolejne powieści Pana Miłoszewskiego!

sobota, 10 lutego 2018

BIURO PRZESYŁEK NIEDORĘCZONYCH - NATASZA SOCHA

Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: listopad 2016
Liczba stron: 304
Moja bardzo subiektywna ocena: 7/10

***

To moja pierwsza przygoda z książkami Pani Sochy i jak na sam początek uważam, że ta przygoda rozpoczęła się całkiem sympatycznie:)  “Biuro przesyłek niedoręczonych“ to ciepła opowieść świąteczna. Choć oczywiście inna pora roku nie powinna nam przeszkodzić w jej odbiorze.

Główną bohaterką jest Zuzanna.  To młoda dziewczyna, która postanawia wynająć malutkie mieszkanie i wyprowadzić się z domu rodzinnego. Przenosi się tam wraz ze swoim dość nietypowym zwierzakiem i podejmuje pracę w biurze przesyłek niedoreczonych, gdzie poznaje Milę. Mila zajmuje się,oprócz oczywiście swojej typowej pracy w biurze, także przesyłkami, które z góry skazane są na niepowodzenie. To najczęściej listy dzieci do Mikołaja lub np list pewnego pisarza do chłopca, który oczekuje operacji, ale niepowiedzie się ona jeśli mały Michaś nie przeczyta specjalnie napisanej dla niego bajki. Dodatkowo Mila pokazuje Zuzannie także pewien zestaw dość nietypowych listów w niebieskich i turkusowych kopertach. Okazuje się, ze jedne były pisane przez Teklę, drugie przez Gaspara. Poznali się oni wiele lat temu, przypadkiem, zakochali w sobie od pierwszego wejrzenia, a później przez blisko 38 lat nie potrafili się spotkać...
Dla mnie faworytem był pan Stanisław, gderliwy starszy sąsiad Zuźki, u którego pewnego razu dziewczyna suszyła przemoczone skarpetki:)

To ciepła i dająca nadzieję opowieść. I tak powinniśmy ją potraktować. Jako opowieść i bajkę dla dorosłych. Jest ona bowiem przesycona magią i mnóstwem niespotykanych wręcz zbiegów okoliczności, na które powinniśmy przymknąć oko. I jeśli chcecie poczuć właśnie taką magię spełniających się marzeń, to ta książka będzie wprost idealna. To opowieść o tym, że nigdy nie należy wątpić i zawsze trzeba mieć nadzieję na lepsze jutro.

To także książka przypominająca nam o listach i zwykłej korespondencji, która troszkę została zapomniana na rzecz maili, SMS-ów czy MMS-ów. A przecież w zwykłych listach nie tylko niesamowite jest ich pisanie czy czytanie, ale także samo oczekiwanie na list czy listonosza.

Jedyne co mniej mi się podobało, to samo zakończenie: po pierwsze nie za bardzo lubię takie zakończenia z piórkiem :P (więcej zdradzić nie mogę), bo ewidentnie wskazują one na obecność magii, a po drugie Autorka mogła choć troszkę jeszcze napisać o Tekli i Gasparze (jedna strona by wystarczyła :P).

Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie, szybko i sprawnie. Już właściwie od początku wiemy jakie będzie zakończenie, ale naprawdę nie przeszkadza to ani ani w czytaniu:) Sięgając po "Biuro przesyłek niedoręczonych" warto przygotować sobie ciepły koc, kubek aromatycznego grzanca i rozpalić w kominku:) Na pewno sięgnę jeszcze po książki spod pióra Pani Sochy. Być może nawet już niedługo nadarzy się ku temu okazja:)



Wyzwanie: 2 w 1

niedziela, 4 lutego 2018

ZIARNO PRAWDY -ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI

Teodor Szacki
Uwikłanie || Ziarno prawdy || Gniew

Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: październik 2014
Liczba stron: 368
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Drugi kryminał, którego bohaterem jest prokurator Teodor Szacki! I drugi równie udany. To naprawdę kawałek dobrej literatury, nie tylko ze względu na treść, ale i formę oraz język jakim została napisana ta książka.

 Przede wszystkim akcja wciąga niesamowicie i trudno się od niego oderwać. Czytelnik śledzi razem z prokuratorem, zastanawia się, próbuje odszukać powiązania pomiędzy poszczególnymi elementami układanki. Tym razem autor przenosi miejsce akcji do Sandomierza, przy okazji pokazuje specyfikę małego miasteczka, gdzie wszyscy wszystkich znają i każdy przyjezdny jest dla nich obcym. Mamy tutaj przez to pokazaną pracę prokuratora w małej mieścinie, Szackiemu przez to, że jest obcym trudniej prowadzić śledztwo, ma mniej spraw niż w stolicy, mniej formalności przez fakt, że każdy z każdym jest na ty. Autor zgłębił także dość szczegółowo temat Żydów, antysemityzmów, mordów rytualnych i wprowadza czytelnika w ten temat poprzez oparcie na nim całej fabuły i zagadki.

Śledztwo i zawodowa część życia prokuratora Szackiego bardzo przypadła mi do gustu, natomiast inaczej już się ma ze sprawami prywatnymi. Tutaj kolejny raz nie za bardzo rozumiem głównego bohatera – po rozstaniu z żoną, na którą tak narzekał, teraz za nią tęskni, zdał sobie sprawę, że romans był przelotny, nic nie znaczący, a dzięki niemu całe jego życie legło w gruzach. Teraz związał się z Klarą, o której nic nie wie i jest zdziwiony, gdy dowiaduje się, że jest ona najlepszą partią w mieście! Śmieszny jest dodatkowo, gdy po nocnym szaleństwie, a porannym rzuceniu dziewczyny, w panice szuka namiastki śladu na użycie w nocy prezerwatywy. Faceci?!

Całość to dla mnie naprawdę wypada genialnie, jest wszystko co powinno w takiej książce się znaleźć, dobra, ciekawa i wciągająca akcja; bardzo interesujące tło historyczne wokół niej; fajne i malownicze miejsce (może kiedyś namówię bliskich na wycieczkę w tamte okolice?!) i oczywiście nietuzinkowy i charyzmatyczny bohater, którego pomimo jego ciągłej przekory i tak bardzo polubiłam:)

sobota, 27 stycznia 2018

UWIKŁANIE - ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI

Teodor Szacki
Uwikłanie || Ziarno prawdy || Gniew

Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: październik 2014
Liczba stron: 304
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Powiem w dwóch żołnierskich słowach: rewelacyjny kryminał!!! I ma wszystkie cechy jakie dobry kryminał powinien mieć! Czyta się bardzo szybko, fabuła wciąga, zaciekawia i skłania do własnej analizy i tropienia zabójcy samemu. Przedstawiona intryga jest skomplikowana, nieco urozmaicona wprowadzeniem wątku psychologicznego (poprzez terapię ustawień) oraz wątku tajnych służb działających prężnie w czasie PRLu. I w jednym i w drugim przypadku autor moim zdaniem rzetelnie przygotował się do opisywania tych kwestii i zebrał wiele ciekawych informacji, które następnie w przystępny i ciekawy sposób przekazuje czytelnikowi. A bardzo to cenię, ponieważ z takiej na pozór nic nie znaczącej beletrystyki możemy dowiedzieć się czegoś ciekawego z czym na co dzień nie mamy do czynienia.

Postacie są także ciekawie stworzone - główny bohater ma swoje dobre i złe strony, nie jest idealny, przez co nawet da się lubić:) Chociaż strasznie, ale to strasznie denerwował mnie jego romans. Kompletnie nie rozumiem motywów prowadzących go do zdrady, z jednej strony nasz bohater twierdzi, że żona chodzi po domu w kapciach z ikei i starej koszulce, ale on sam ma na nogach te same kapcie. Czyżby zakładał je do garnituru?! a czy nie pomyślał jak ta kochanka przechadza się po domu?! Z jednej strony spotyka się z kochanką w ciągu dnia, a wieczorem uprawia seks z żoną i zastanawia się jak to byłoby mieć z żoną drugie dziecko! Poza tym z kochanką nie jest dla tego, że pociąga go jej umysł, ciało, ale wydaje mi się, że tylko i wyłącznie dla jakiejś odmiany, nowości, urozmaicenia... I tu nie za bardzo wiadomo o co mu chodzi... Ale kto zrozumie mężczyzn?!

Autor zgłębił też tajniki pracy prokuratury w naszym kraju i pokazuje dość wyraźnie blaski i cienie tego zawodu (z przewagą niestety cieni - złych zarobków w połączeniu z wielkim obciążeniem psychicznym, dylematach moralnych, ilości pracy i narzędziach pracy). To wbrew pozorom bardzo trudna i niebezpieczna praca. Sama spotkałam się z przypadkiem, gdy kobieta była sędziną i musiała mieć osobistą ochronę dla swoich dzieci, właśnie ze względu na sprawę jaką prowadziła. Dla mnie byłoby to naprawdę niewyobrażalnym obciążeniem psychicznym.

Niestety nie za bardzo podobał mi się stosunek Teodora Szackiego do policji. Moim zdaniem pracownicy policji są równie niedoceniani jak pracownicy prokuratury i niekoniecznie są pozbawieni inteligencji. Ich praca jest także niebezpieczna i niejednokrotnie narażają własne życie. Choć oczywiście w każdej grupie zawodowej możemy spotkać "rodzynki"...

Podsumowując jest jest to naprawdę kawałek dobrej literatury i to jeszcze naszego rodaka! To kryminał, który zmusza nas do samodzielnego główkowania podczas czytania, a to dodatkowa frajda, prawda? :)