wtorek, 4 grudnia 2018

TAJEMNICA POD JEMIOŁĄ - RICHARD PAUL EVANS

Kolekcja pod Jemiołą
Obietnica pod Jemiołą || Hotel pod Jemiołą || Tajemnica pod Jemiołą

Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
Data wydania: listopad 2018
Liczba stron: 304
Moja bardzo subiektywna ocena: 7/10

***

Ostatnio moje notatki tutaj zaczynają się od słów: „to moje pierwsze spotkanie z tym Autorem/Autorką…”. I tym razem nie jest inaczej! „Tajemnica pod Jemiołą” to wprawdzie trzecia książka jaka ukazała się w cyklu „Kolekcja pod Jemiołą”, ale moja pierwsza przeczytana książka tego Autora. Książek nie trzeba czytać w kolejności, gdyż każda z nich tworzy odrębną historię. Mnie zachęciła przede wszystkim klimatyczną, zimową okładką! W końcu sezon na czytanie świątecznych opowieści został już otwarty, prawda?:)

Alex to chłopak, który próbuje pozbierać się po rozwodzie, do jakiego doszło z powodu zdrady żony. Doskwiera mu ogromna samotność, nie umie znaleźć sobie miejsca, więc często ucieka w pracę. Tu przynajmniej może się realizować. Jednak w perspektywie zbliżających się świąt Bożego Narodzenia coraz bardziej dokucza mu brak bliskiej osoby. Jego najlepsi przyjaciele podsuwają mu pomysł, aby poszukał sympatii na portalach randkowych w sieci… Alex postanawia spróbować tego sposobu. A podczas tych poszukiwań natrafia przez przypadek na pewien ciekawy dla niego blog. Posty na nim pisze prawie anonimowa kobieta. Anonimowa, ponieważ podpisuje się jedynie LBH. Czytając jej wpisy Alex zaczyna powoli się w niej zakochiwać, a początkowo tłumaczy sobie to podobną wrażliwością, otwartością i przede wszystkim podobnymi odczuciami odnośnie samotności. Gdy pewnego dnia czyta, że to ostatni wpis i kobieta postanawia zniknąć, Alex wyrusza w podróż na poszukiwanie tajemniczej nieznajomej! Na miejscu poznaje jednak Arię. I tu zaczynają się dla niego schody. Chłopak sam nie wie, co ma zrobić: z jednej strony ciągnie go do Arii, ale z drugiej ciągle chce odszukać LBH… A jeszcze bardziej sytuacja się komplikuje, gdy ją odnajduje!

Richard Paul Evans przede wszystkim pięknie odmalowuje świąteczno-zimowy klimat. Większość akcji toczy się w małej mieścinie, gdzie każdy każdego zna, a każdy mieszkaniec jest na swój sposób wyjątkowy. A Alex, jako „turysta” od razu jest tutaj zauważony. Atmosfera jaka panuje w miasteczku jest bardzo rodzinna i przyjacielska, aż chce się tam przenieść! Zresztą wszyscy tam przygotowują się do świąt. Pada śnieg, jest mroźno. Alex ścina swoją pierwszą w życiu choinkę! Kąpie się cieplicach!

Cała powieść utrzymana jest w nastrojowej, ciepłej nucie. Idealna na zimowy wieczór pod kocykiem i z kubkiem gorącego kakao lub aromatycznej herbaty. Piszę wieczór, bo dzięki piórowi Autora książkę czyta się naprawdę w ekspresowym tempie. Ja bardzo szybko domyśliłam się zakończenia, ale w ogóle (naprawdę w ogóle) mi to nie przeszkadzało. To taka historia „ku pokrzepieniu serc”, pełna nadziei, romantyzmu, marzeń. Od czasu do czasu lubię sięgać po tego typu opowieści i dlatego na pewno zapamiętam sobie nazwisko Autora, który troszkę skojarzył mi się z Peterem Pezzelli. Richard Paul Evans pisze bowiem w sposób bardzo lekki i przystępny, można nawet powiedzieć, że historia wydaje się na wskroś prosta i banalna. Jednak jeśli dobrze się przyjrzymy, to dostrzeżemy morał, że zawsze warto zawalczyć o swoje szczęście, że trzeba mieć odwagę, aby zrobić krok i „skoczyć”.

***
Wybrane cytaty: 

Boimy się skoczyć, ponieważ boimy się upaść. Boimy się bólu. Mimo to musimy skakać, bo tylko wtedy możemy mieć nadzieję, że ktoś nas złapie.

Do zarządzania gospodą potrzeba bardziej serca niż rozumu. To zasada wzajemności. Ugość innych tak, jak sam chciałbyś być ugoszczony.

...oto fakt, który dotyczy Ciebie, Drogi Czytelniku. Wiedziałeś, że ilość czasu, który spędzasz w internecie, jest odwrotnie proporcjonalny do Twojego ogólnego szczęścia i więzi z innymi ludźmi? Mówiąc inaczej, im więcej czasu spędzasz w internecie, tym bardziej jesteś nieszczęśliwy i wyizolowany.

Przeszłość jest lekcją, nie wyrokiem. Odetnij się od niej.

Tak już jest, że nigdzie nie czujemy się tak samotni jak w tłumie ludzi, z którymi nic nas nie łączy.

  
Wyzwanie: 2 w 1








Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ








środa, 28 listopada 2018

DOŻYWOCIE - MARTA KISIEL

Dożywocie
Dożywocie || Siła niższa || Szaławiła || Oczy urocze


Wydawnictwo: UROBOROS
Data wydania: wrzesień 2015
Liczba stron: 376
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Ostatnio niestety mam bardzo mało czasu na czytanie... Codzienne życie domowe, praca pochłaniają większość mojego czasu. Chwilę wytchnienia mam jedynie wieczorem, gdzie na spokojnie mogę zatopić się w lekturze. Tym razem przyszła pora na "Dożywocie". Już wcześniej, zanim zaczęłam czytać tą książkę, sporo się o niej naczytałam. Od razu wiedziałam, że lektura mi się wyjątkowo spodoba. I wiecie co? Nie zawiodłam się! Ta książka to wyjątkowo dowcipna, błyskotliwa, genialna forma rozrywki na najwyższym poziomie!

Pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy. Oto Konrad Romańczuk, trzydziestoparoletni mieszczuch dostaje spadek od nieznajomego krewnego. Jest mu to wyjątkowo na rękę, ponieważ szuka odskoczni i zmiany - właśnie skończył bowiem burzliwy związek z niejaką Majką i potrzebuje czasu i spokojnego miejsca na "zagojenie ran". Z wielką nadzieją jedzie więc do Lichotki, bo tak nazywa się owa odziedziczona nieruchomość. Na miejscu okazuje się, że jest to wyjątkowo cudaczna budowla: cała z cegły, z wieżyczką, w klimacie stylowego gotyku, wybudowana własnoręcznie przez praprapraprzodka jakieś dwieście lat temu. Konrad szybko poznaje także tamtejszych stałych lokatorów: Licho - anioła stróża uczulonego na własne pierze, Utopce – wodne stwory, Krakersa - potwora z mackami, ale świetnie gotującego czy widmo panicza Szczęsnego - lubującego haft krzyżykowy oraz wyjątkowo nieszczęśliwie zakochanego poetę, który już dwukrotnie popełnił samobójstwo.

Bohaterowie są wprost genialni. Przede wszystkich to istoty nadprzyrodzone! Wyjątkowe, niespotykane, a ja jako czytelnik od razu ich polubiłam i chciałabym więcej i więcej ich przygód! Bo czy ktoś kiedyś spotkał anioła stróża uczulonego na własne pierze?! Ciągle chodzącego zakatarzonym, w bamboszach i w koszulkach z postaciami z bajek?! Albo czy ktoś spotkał blednące widmo poety, który uwielbia wyszywać?! A może pradawnego stwora odstraszającego swoimi mackami, ale wyjątkowo utalentowanego mistrza kucharskiego?! Do grona dołącza także królik Rudolf Valentino, na początku biały, ale z czasem przefarbowany na różowo! Może to i jest jakiś pomysł?! Z pozoru w takim oddalonym „zameczku” nic nie powinno się szczególnego dziać, prawda? A jednak! Pojawiają się obrońcy aniołów! Pojawia się żądna krwi agentka Konrada, która postanawia sama przypilnować, aby ten napisał kolejną powieść! Licho z Paniczem upijają się, Konrad potyka się na schodach o tego słodkiego króliczka, co powoduje jego ogromną kontuzję… Mieszkańcy tego przedziwnego domu strasznie denerwują Konrada, ale tylko do czasu. Momentem przełomowym staje się chwila, gdzie nasz bohater zdaje sobie sprawę, że może ich stracić oraz gdzie uświadamia sobie jak bardzo czuje się za nich odpowiedzialny. Niefortunny wypadek Anioła dość dotkliwie mu to uświadamia…

Książka wprost idealnie wpasowała się w moje poczucie humoru. Uśmiałam się do łez. Czytając tą książkę w miejscach publicznych trzeba uważać, żeby nie wybuchać co rusz śmiechem:) Zabawa przy niej gwarantowana. Marta Kisiel posługuje się bowiem pięknym literackim językiem. Ja osobiście uwielbiam takie gierki słowne, dlatego każda strona była niesamowitą ucztą czytelniczą. Dowcip tutaj jest lekko ironiczny, czasem sarkastyczny, a przy tym inteligentny i błyskotliwy. Jest to rewelacyjna lektura na odpoczynek po ciężkim dniu pracy, ale także na gorszy dzień, gdy dopada człowieka smutek... Po kilku stronach człowiek zapomina o całym świecie i już kibicuje naszym przedziwnym bohaterom w ich przygodach!

Mnie Marta Kisiel kupiła od razu, właściwie po pierwszych kilku stronach wiedziałam, że jestem stracona! Cały dzień nie mogłam się doczekać tej chwili, gdzie będę mogła wieczorem usiąść pod kocykiem z kubkiem gorącej herbaty i odwiedzić Lichotkę, a w niej Licha, Szczęsnego, Konrada i innych. Aż czasem żałowałam, że trzeba już pójść spać, bo rozsądek i zmęczone po całym dniu oczy mówiły „trzeba się wyspać, bo jutro do pracy”… Cóż można więcej powiedzieć? Pozostaje jedynie Alleluja i do przodu!

***
Wybrane cytaty: 

Zupa, jak to miała w zwyczaju, milczała niczym zaklęta, aczkolwiek w tym milczeniu dało się wyczuć wyraźne potępienie.

Jestem oazą spokoju, usilnie wmawiał sobie Konrad, oazą spokoju na burzliwym morzu agresji i desperacji.

 Blond loki, zwykle opadające swobodnie na ramiona, panicz zebrał w klasyczną cebulę i związał wściekle błękitną frotką z koronkowym kwiatkiem. Efekt był wstrząsający.
- Przeszkadzały, gdym haftował na tamborku, więc je okiełznałem. - Nie wydawał się zbyt przejęty tym, że wygląda jak Fragles na sterydach.


Mikołajkowe prezenty zdążyły się już znudzić, po słodyczach zostały tylko stosy sreberek i papierków, nowe komórki tłuszczowe oraz radosne zaczątki próchnicy, zaś pora na rozplątywanie światełek i ubieranie choinki jeszcze nie nadeszła. Takie grudniowe ni wpiął, ni wypiął, kiedy nie za bardzo wiadomo, co ze sobą począć.

Myślałem o tym całą noc. Wiem, że chcesz mnie za wszelką cenę ściągnąć z powrotem do miasta, choćby w dybach ponownego związku. Parę osób pewnie by się z tego ucieszyło. Ty, Majka... troje znajomych oszołomów... Ale jest też ktoś, kto zasmarkałby się na śmierć, rwąc sobie włosy z głowy i pióra ze skrzydełek. I kto nie oczekuje ode mnie, że się zmienię i zacznę spełniać jego oczekiwania, tylko akceptuje z całym dobrodziejstwem inwentarza. Ten ktoś właśnie śpi w moim łóżku z gołym pupskiem i wrednym różowym królikiem pod pachą. Nie mówiąc już o obecnym tu nieszczęsnym paniczu, któremu znowu skończyłyby się palce, zanim zdążyłby popełnić tak pożądane przez ciebie dzieło swego życia po życiu. I tak sobie myślę... że oni są jednak dla mnie ważniejsi niż Twoje widzimisię. Dla Majki z czystej przekory nie chciałem się zmienić za nic na świecie, a dla nich... jakoś samo wychodzi.  




Wyzwanie: 2 w 1








Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ









środa, 21 listopada 2018

HARRY POTTER I KAMIEŃ FILOZOFICZNY - J.K.ROWLING

Harry Potter
Harry Potter i Kamień Filozoficzny || Harry Potter i Komnata Tajemnic || Harry Potter i Więzień Azkabanu || Harry Potter i Czara Ognia || Harry Potter i Zakon Feniksa || Harry Potter i Książę Półkrwi || Harry Potter i Insignia Śmierci || Harry Potter i Przeklęte Dziecko

Wydawnictwo: MEDIA RODZINA
Data wydania: lipiec 2016
Liczba stron: 328
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Cykl o Harrym Potterze, to mój wielki czytelniczy wyrzut sumienia. Aż trudno uwierzyć, że jakoś się uchowałam i do tej pory go jeszcze nie przeczytałam (rychło w czas – 20 lat po premierze). W tym roku miałam jedno postanowienie noworoczne – przeczytać Harrego! Cóż, jak widać i tym razem mi zeszło… Sama nie wiem czemu. Ale postanowienie, to postanowienie, prawda? Trzeba było zatem zabrać się za klasykę… Zresztą gdzieś podskórnie czułam, że jak zacznę czytać, to wciągnie mnie ta seria do reszty! 

Harrego nie trzeba nikomu przedstawiać, każdy zna mniej lub bardziej małego czarodzieja. Ja od razu go polubiłam. Jego i jego przyjaciół: Rona, przesympatycznego rudzielca i Hermionę, zwariowana na punkcie nauki magii dziewczynkę. W pierwszym tomie możemy obserwować jak tych troje się zaprzyjaźnia i poznaje, ale także jak się jednoczą przeciwko wspólnym wrogom. Harry to chłopiec, który miał trudne dzieciństwo, bo mieszkając u wujostwa zawsze był traktowany jak piąte koło u wozu, przynieś, podaj, pozamiataj. Pewnego dnia dostaje list (a właściwie lity) z wiadomością, że został przyjęty do szkoły magii w Hogwarcie. Wtedy jego życie całkowicie się zmienia. Szybko się okazuje, że Harry już na samym wstępie jest sławny! Poznaje także wiele tajemnic, które przed nim były ukrywane: jak zginęli jego rodzice, skąd tajemnicza blizna na czole, a w końcu czemu w sytuacjach kiedy się denerwował, bał się czegoś lub złościł przytrafiały mu się dziwne i niewytłumaczalne rzeczy. Harry wraz z przyjaciółmi poznaje szkołę, jej zwyczaje, nauczycieli i pozostałych uczniów.

Zarys fabuły wydaje się prosty i właściwie bardzo „oklepany”, prawda? Ale już samo wykonanie, moim zdaniem zasługuje już na uznanie. Rowling stworzyła bohatera i świat wokół niego w tak magiczny sposób, że był on w stanie przykuć uwagę wielu czytelników. I to nie tylko moli książkowych, ale przede wszystkim tych, którzy czytają mniej lub wcale. A to już wielka sztuka. Wprawdzie książka opowiada o przygodach młodych czarodziejów, ale dzięki nim Autorka przypomina nam o tych najważniejszych wartościach jak przyjaźń, bezinteresowność, umiejętność myślenia samemu i samemu oceniania czy ktoś jest dobry czy zły. 

Rowling bardzo dokładnie stworzyła ten magiczny świat. Zadbała o detale, szczegóły i szczególiki. Z tego co słyszałam, to już w pierwszych tomach znajdują się wzmianki i sygnały zdarzeń, które pojawią się w kolejnych tomach. Jestem więc tym bardziej ciekawa, co wydarzy się dalej.

Sama nie wiem czemu tak długo odkładałam czytanie tej serii! W końcu bardzo lubię takie magiczne światy, czary i baśnie. Ciekawa jestem kolejnych przygód małego czarodzieja😊 Mam nadzieję, że tym razem już nie będę odkładała ich na później i uda mi się przeczytać je szybciej. Poza tym chciałam przy okazji kupić mojemu dziecku audiobooka, a tu okazało się, że moja pociecha już zna Harrego! Moje zaskoczenie było tym większe jak usłyszałam: „a to ten z blizną na czole?!”. No cóż… kurtyna…

niedziela, 4 listopada 2018

ENOLA HOLMES. SPRAWA ZAGINIONEGO MARKIZA - NANCY SPRINGER

Enola Holmes
Enola Holmes. Sprawa zaginionego markiza. || ...


Wydawnictwo: PORADNIA K
Data wydania: listopad 2018
Liczba stron: 240
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Do tej pory nie znałam autorki Nancy Springer. Dopóki od wydawnictwa Poradnia K nie otrzymałam egzemplarza recenzenckiego pierwszego tomu o Enoli Holmes "Sprawa zaginionego markiza". A ponieważ uwielbiam wszelakie kryminały i Sherlocka Holmesa w szczególności z ogromną ciekawością zaczęłam czytać....

Akcja powieści rozgrywa się w 1888 roku. Enola Holmes to dużo młodsza siostra słynnego detektywa Sherlocka i już mniej znanego Mycrofta. Podczas jej czternastych urodzin okazuje się, że jej matka zaginęła. Dziewczyna sama rozpoczyna jej poszukiwania, ale także powiadamia o tym fakcie swoich braci, którzy mieszkają w Londynie. Sherlock i Mycroft bardzo szybko przybywają do domu rodzinnego i są oburzeni tym co zastali. Przede wszystkim postanawiają wysłać swoją młodszą siostrę na stację, aby zapewnić jej „odpowiednie” wychowanie dla młodej damy. Enola jest jednak przerażona tym faktem i decyduje się na odważny krok – ucieka do Londynu w poszukiwaniu matki. Tam trafia przez przypadek na trop innej zagadki do rozwiązania, a nieodparta pokusa i wrodzona ciekawość nie pozwoli jej przejść obojętnie wobec tytułowej sprawy zaginionego markiza. Czy uda się Enoli rozwiązać te dwie zagadki? Jak sobie poradzi sama w wielkim mieście? Czy młoda dziewczyna sprawdzi się w roli detektywa? Czy dowie się jak naprawdę wygląda życie samotnej, młodej kobiety?

Enola to prawdziwa buntowniczka, dziewczyna pełna pomysłów, odważna, inteligentna, pomysłowa, z ogromnym poczuciem humoru. Właśnie dzięki temu wyjątkowemu poczuciu humoru tak bardzo ją polubiłam. Przemyca w nim bowiem wiele ironii, sarkazmu, a wszystko to w dobrym tonie i z dystyngowaniem godnym prawdziwej, młodej damy. W swoim postępowaniu nikogo nie traktuje z uprzedzeniem (jak czynią to jej bracia). Jest otwarta i życzliwa, a wszystko czego oczekuje, to miłość i ciepło bliskiej osoby. Dziewczyna szybko też odkrywa, że chciałaby zostać perdytorystką – kobietą detektywem i tak jak jej starszy brat rozwiązywać zagadki kryminalne. Jest to o tyle trudne zadanie, że w czasach w jakich przyszło jej żyć rola kobiety jest mocno ograniczona i w dużej mierze uzależniona od mężczyzny.

Na szczególną uwagę zasługuje także język i styl książki. Autorka naprawdę postarała się, aby i on pomógł nam w przeniesieniu się w tamte dawne czasy, które jedynie znamy z książek i filmów. Nancy Springer zrobiła to z wielką klasą, bogactwem słownictwa, czaruje wprost opisami głównie strojów, zwyczajów czy sposobu życia bohaterów. Jest przy tym dowcipna, ironiczna, aż człowiekowi od razu pojawia się uśmiech na twarzy. Książka teoretycznie przeznaczona jest dla młodzieży. Ale moim zdaniem każdy: i młody, i dorosły czytelnik spędzi przy niej wspaniały czas. Mnie wciągnęła i pochłonęła na tyle, że musiałam dowiedzieć się czy uda się Enoli rozwikłać zagadki tych dwóch zaginięć, zanim położyłam się spać. Książkę czyta się wyjątkowo szybko i sprawnie. Przyczynia się głównie do tego niezbyt obszerna objętość oraz w miarę duża czcionka. Ale i jest to kolejny dowód, że nie tylko opasłe tomy są godne przeczytania! A do tego spójrzcie na okładkę! Piękna, prawda? Mi bardzo wpadła w oko, przede wszystkim dzięki tym wielu szczegółom na niej:) 

Ogromnie ciekawa jestem filmu jaki ma się pojawić. W roli Enoli Holmes wystąpi Millie Bobby Brown. Ale z wielką niecierpliwością wyczekiwać będę także kolejnych tomów o Enoli! Na pewno po nie sięgnę z nieukrywaną przyjemnością:)

***
Wybrane cytaty: 

Już dawno temu odkryłam, że jazda na rowerze umożliwia człowiekowi myślenie bez obawy, że ktoś będzie się przypatrywał wyrazowi jego twarzy.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu PORADNIA K :) 

czwartek, 25 października 2018

KOLEKCJA NIETYPOWYCH ZDARZEŃ - TOM HANKS

Wydawnictwo: WIELKA LITERA
Data wydania: październik 2017
Liczba stron: 400
Moja bardzo subiektywna ocena: 7/10

***

Uwielbiam Toma Hanksa, wiele filmów z jego udziałem obejrzałam wielokrotnie, dla mnie jest genialnym aktorem. Dlatego jak tylko zobaczyłam tą książkę, miałam ochotę ją przeczytać. Poza tym polecał mi ją też mój brat (na początku mojej przygody z książkami, to właśnie brat wskazał mi wiele ciekawych książek, a chyba najdłużej walczył, żebym przeczytała Wiedźmina:)), więc tym z większą chęcią po nią sięgnęłam.

"Kolekcja nietypowych zdarzeń" to zbiór opowiadań. Każde z nich jest inne, nietypowe, dotyczące innej tematyki. Elementem łączącym je wszystkie jest maszyna do pisania, która gdzieś zawsze, nienachalnie się pojawia w każdym z nich.

Przyznam się szczerze, że niespecjalnie przepadam za opowiadaniami. Wolę jednak bardziej rozbudowaną fabułę. Dlatego i te opowiadania mnie nie zafascynowały i nie porwały. Całość mi się jednak podobała na tyle, że jestem bardzo ciekawa powieści Toma Hanksa. I na pewno, jeśli taka się pojawi, to postaram się po nią sięgnąć. Opowiadania te są króciutkie, ale do przeczytania powoli, niekoniecznie wszystkie jednego wieczoru.

Tom Hanks pokazał tutaj, że jest nie tylko genialnym aktorem, ale potrafi też odnaleźć się w literaturze. Pokazał, że jest wszechstronnym i inteligentnym artystą. Ja czekam zatem na dłuższą formę spod jego pióra!

Wyzwanie: 2 w 1







wtorek, 25 września 2018

ZADZWOŃ, KOCHAM CIĘ - ANNA ZGIERUN-ŁACINA

Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Data wydania: sierpień 2017
Liczba stron: 320
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Ta książka odleżała jakiś czas na półce czekając na swoją kolej. Ale i na nią w końcu przyszła pora. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Pani Anny Łaciny, więc nie za bardzo wiedziałam czego mogę się spodziewać. A jedyne co wiedziałam, to to, że czeka mnie opowieść o miłości…

Weronika i Wawrzyniec spotykają się podczas burzy, gdy próbują pomóc starszemu mężczyźnie dotrzeć do jego domu. Szybko okazuje się, że znają się, a poznali się już w przedszkolu. Jednak teraz mając po 18 – 20 lat zaczynają nieco inaczej patrzeć na siebie. Ich uczucie szybko przeradza się w silną więź, a każde rozstanie wiąże się z uczuciem tęsknoty. Na początku spędzają kilka wspólnych dni u wujostwa Weroniki w Gdyni. Później on zaczyna pracę i nie ma dla niej czasu, a ona wyjeżdża z mamą i bratem do Nicei na wakacje.

Autorka akcję powieści umieściła w centrum rzeczywistych wydarzeń z lipca 2016 roku, a więc zamachów terrorystycznych w Niemczech czy we Francji oraz Światowych Dni Młodzieży. Nasi bohaterowie przeżywają te wydarzenia na swój sposób, w zależności od tego, gdzie akurat się znaleźli. Mamy tu więc spojrzenie na te wydarzenia z pozycji bezpośredniego uczestnika, jak i osoby, której najbliższe osoby są zagrożone. Z jednej strony opisane są tu takie czucia takie jak strach, rozpacz, przerażenie, obawa o siebie czy o najbliższych. Książka pokazuje jak bardzo ważne w takich momentach naszego życia jest wsparcie rodziny i bliskich nam osób. Pokazuje także, że miłość to nie zawsze piękne, romantyczne chwile, że nie zawsze jest kolorowo. Miłość to też troska o drugiego człowieka, strach czy niepewność, gdy nie wiemy co się z nim dzieje. Rogaliki z konfiturą, które pewnego razu zrobiła Weronika (a zamiast cukru dodała sól) są pięknym symbolem tego właśnie jaka jest miłość, bo nie zawsze są one słodkie, czasem mają słodko-słony smak. Samo ciasto jest może słone, ale w środku jest konfitura, która jest słodka i ona sama jest wspomnieniem pięknych chwil i podkreśleniem uczucia między dwojgiem ludzi.

Ogromnym plusem książki jest to, że bardzo polubiłam naszych bohaterów, ich wzajemne rozmowy, wymiany smsów zawsze wywoływały u mnie uśmiech na twarzy. To sprawiło, że z wielką ochotą siadałam do książki, aby poznać dalsze ich perypetie. Dla mnie to bardzo ważne, ponieważ wręcz nienawidzę, gdy nie polubię bohaterów. Każdy z bohaterów jest wyjątkowy, ma swój sposób patrzenia na świat, swoje problemy czy tajemnice.

Mamy tutaj także wątek problemów w związku. Szczególnie istotna jest rozmowa mamy Weroniki z ciotką Danką, podczas której pada wiele różnych mądrych rad. Ciotka Danka bowiem z własnego doświadczenia wie niektóre rzeczy i przestrzega przez popełnieniem błędów swoją siostrę. Później widzimy jak Weronika analizuje te rady i sama zastanawia się nad wcieleniem ich w życie w swoim przypadku. Zastanawia się jaki jest jej język miłości, a jaki Wawrzyńca?! czy powiedziała mu ostatnio coś miłego?! czemu się na niego złościła jak wrócił radosny do domu, a ona miała wtedy zły humor?!

Książkę czyta się niespiesznie, ma swój, dość specyficzny styl. Od czytelnika wymaga troszkę skupienia, zwłaszcza na samym początku, gdy zapoznajemy się dopiero z bohaterami. Ale to też nie jest coś, to przeszkadzało mi w jej odbiorze, czy powodowało moje mniejsze zainteresowanie. Nie, po prostu lektura ta ma swoją "melodię", swój rytm... Poza tym Autorka dość nieznacznie i delikatnie zahacza o temat wiary, Boga i religii - Wawrzyniec uczestniczy w Światowych Dniach Młodzieży i gości u siebie Filipińczyków. To pozwala jej na wytłumaczenie niektórych kwestii poprzez pryzmat religii. Moim zdaniem zrobiła to w bardzo nienachalny, acz klarowny sposób. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ jakiś czas temu przeczytałam "Chatę" W.P.Young, która w całości poświęcona była kwestiom religijnym i Bogu. Jednak niektóre kwestie Pani Łacina przedstawiła krócej, prościej i logiczniej niż Autor "Chaty". Że tak powiem: "o niebo lepiej":)

"Zadzwoń, kocham Cię" to bardzo mądra książka, pobudzająca do myślenia i zastanowienia się nad byciem z kimś związku i miłością między dwojgiem ludzi. Z wielką przyjemnością sięgnę zatem po inne książki Pani Łaciny i poznam jej pozostałą twórczość😊




Wyzwanie: 2 w 1








Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ








wtorek, 11 września 2018

CIEŃ BURZOWYCH CHMUR - EDYTA ŚWIĘTEK

Spacer Aleją Róż
Cień burzowych chmur || Łąki kwitnące purpurą || Drzewa szumiące nadzieją || Szarość miejskich mgieł || Powiew ciepłego wiatru

Wydawnictwo: REPLIKA
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 352
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Ostatnimi czasy poznałam wielu nowych i do tego naszych polskich, rodzimych Autorów. Cieszę się tym bardziej, bo mamy się czym pochwalić! "Cień burzowych chmur" to zatem moja pierwsza przeczytana książka Pani Edyty Świętek, pierwszy tom serii "Spacer Aleją Róż". I powiem tak: historia zauroczyła mnie już od pierwszych stron! Właściwie pierwszy raz miałam okazję czytać tego typu książkę - tak mocno osadzoną w danym czasie i przedstawiającą tak mocno realia wtedy panujące jakimi są zmiany ustrojowe i społeczne po II wojnie światowej.

Mamy rok 1949. Tuż po wojnie. Rodzina Szymczaków to matka, ojciec, który zginął na wojnie i sześcioro rodzeństwa: Bronek (najstarszy z rodzeństwa, który teraz dba i chroni pozostałych jak głowa rodziny), Leszek (opuścił dom rodziny, ponieważ wyjechał do wojska), Jędrek (najmłodszy z braci), Dorotka (to ona z rodzeństwa odniosła najgorsze rany podczas wojny, została wielokrotnie zgwałcona, skatowana, okaleczona nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, stąd teraz jest wycofana i skryta), Krystyna (swoje szczęście upatruje w zamążpójściu, najlepiej za bogatego i wpływowego kandydata) oraz Julka (tej z kolei wcale nie spieszy się do zamążpójścia, marzy o opuszczeniu wsi i poznaniu większego świata). Gdy po wojnie Szymczakowie cieszą się, że udało im się przetrwać wojnę, nie tylko w większości przeżyli, ale jeszcze uratowali ojcowiznę, okazuje się, że zaczyna się proces wywłaszczania chłopów. Ich ziemia zostaje im zabrana na rzecz państwowych spółdzielni i wspólnego dobra. Wówczas Bronek nie mający perspektyw na wsi, wyrusza w podróż do Nowej Huty, gdzie zaczyna pracę przy budowie nowego miasta. Tam z kolei jest świadkiem propagandy jaka jest szerzona wśród robotników, poznaje najsłynniejszego przodownika pracy, bierze udział w wyrabianiu normy.

Narracja jest wyjątkowa. Wynika to przede wszystkim z tego, że idealnie odzwierciedla czasy jakich dotyczy. Przede wszystkim język jakim posługiwali się ówcześni ludzie i sposób ich myślenia. Ten oryginalny sposób snucia tej opowieści ułatwia nam przeniesienie się w tamten odległy czas, którego my nie znamy. To pozwala nam poczuć wręcz tamten klimat, atmosferę panującą najpierw na wsi, w domu rodzinnym Szymczaków, a później w Nowej Hucie, gdzie ludzie żyją w wielkim skupisku, w barakach i często we wspólnych izbach.

Muszę zwrócić uwagę, że Autorka wykonała sporo pracy, aby zebrać odpowiedni materiał do tej książki. Przez wiele lat mieszkała w Nowej Hucie, co ułatwiło jej tylko gromadzenie materiałów. Mamy tu bardzo rzetelnie i drobiazgowo przedstawioną historię. Pani Świętek drobiazgowo zadbała o szczegóły, które pojedynczo może nie są tak istotne, ale w całości tworzą spójną i harmonijną kompozycję. I ten ogrom włożonej tu pracy od razu widać. Moim zdaniem trzeba to docenić. Poza tym to sprawia, że książka staje się czymś więcej niż tylko fikcją literacką. Za jakiś czas po jej przeczytaniu oczywiście zapomnimy dokładne losy bohaterów, ale ogólny klimat i całokształt na pewno zapadną nam na dłużej w pamięci. Zawsze będziemy wspominać czar i urok książki. To także świetny sposób na poznanie historii naszego kraju, bo taką zbeletryzowaną opowieść o wiele lepiej zapamiętamy, niż suche fakty jakich uczono nas w szkole. A Autorka idealnie wplotła losy bohaterów w rzeczywiste wydarzenia jakie kiedyś miały miejsce. Oprócz tego książka stała się dla mnie impulsem, sama zaciekawiłam się losem swojej rodziny: jak moja Prababcia i Babcia z Dziadkiem przeżyli ten ciężki czas… I z wielkim zaciekawieniem wysłuchałam tych wspomnień.

Książka pokazuje nam także jak ważna jest w życiu rodzina i jedność w niej. Jak wielokrotnie bowiem potrzebujemy jej wsparcia i pomocy. Dla mnie tutaj taką opoką rodziny był wprawdzie Bronek, który dbał o wszystkich i niejako bronił ich „na zewnątrz”, ale także Dorotka, która zawsze służyła dobrym słowem, pocieszeniem, zrozumieniem, radą, była dobrym duchem tego domu. Edyta Świętek zwraca nam też uwagę jak ważne jest rozmawianie, nie bazowanie na domysłach, bo one czasem są bardzo mylne. Czasem nawet to co zobaczymy może być złudne, dopowiemy sobie coś, dobudujemy swoją wersję wydarzeń, więc nie powinniśmy na bazie tego podejmować decyzji. Zawsze trzeba się upewnić, porozmawiać, dowiedzieć. Przykładem tutaj może być chociażby relacja Bronka z Bogusią (gdzie takie niedopowiedzenia miały miejsce kilka razy) i nastawienie Krystyny do Julki.

"Cień burzowych chmur" jest wyjątkową książką, oryginalną, bogatą, ciekawą. To prawdziwa lekcja historii! Wprawdzie czytało mi się ją niespiesznie (sama nie wiem czemu, może przez początek roku szkolnego, w który tym razem wkraczamy z naszą Córą?! może przez to, że czas na czytanie mam dopiero bardzo późnym wieczorem, a rano 5.30 trzeba wstawać?! ), ale od razu mnie zaciekawiła, wciągnęła w swój świat, jednym słowem zaczarowała. Idealnie będzie nadawała się na nadchodzące jesienne wieczory. Nie zastanawiajcie się zbyt długo, tylko dorwijcie swój ulubiony kocyk, zróbcie gorące kakao lub zaparzcie aromatycznej herbaty, bo zaczytacie się na pewno! Ja już nie mogę doczekać się tomu drugiego, bo zdecydowanie mam na niego ochotę. Niestety kolejka w bibliotece jest, a to też o czymś świadczy, prawda?:) W końcu muszę dowiedzieć jak dalej radzili sobie Szymczakowie, a szczególnie będę kibicować Bronkowi, Julce i Dorotce😊





Wyzwanie: 2 w 1







wtorek, 28 sierpnia 2018

DACHOŁAZY - KATHERINE RUNDELL

Wydawnictwo: PORADNIA K
Data wydania: październik 2017
Liczba stron: 264
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Po lekturze "Odkrywcy" oraz po wielu waszych pozytywnych recenzjach postanowiłam i ja sięgnąć po "Dachołazy" - wcześniejszą powieść Katherine Rundell. I właściwie już od pierwszych stron książka wciągnęła mnie w swój wyjątkowy świat. A jest on pełen magii, tajemniczości i ciepła. Wspaniale było mi w nim, przynajmniej przez tą chwilkę podczas czytania!

"Dachołazy" rozpoczyna się znalezieniem porzuconego niemowlęcia. Jest nim dziewczynka Sophia, która została znaleziona w futerale na wiolonczelę. Dziecko znalazł Charles - ekscentryczny naukowiec i od razu stał się jej tymczasowym opiekunem. Oboje bardzo się polubili i zaprzyjaźnili. Pewnego dnia jednak okazuje się, że opieka społeczna postanawia odebrać dziewczynkę i umieścić ją w sierocińcu. Dla Charlesa i Sophie to szok, oboje nie mogą się z tym pogodzić i nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Podejmują więc odważną decyzję o podróży do Francji, do Paryża w poszukiwaniu matki dziewczynki. Inspiracją do tej szalonej wyprawy staje się mosiężna tabliczka znaleziona pod suknem futerału na wiolonczelę. We Francji od razu pierwsze kroki kierują do człowieka, którego adres widniał tabliczce. Okazało się, że to człowiek, który wykonał instrument i dokładnie pamiętał imię i nazwisko zamawiającej instrument kobiety. Z tymi danymi Charles i Sophia udają się na policję, jednak tam nie zostają przyjęci dość entuzjastycznie... Wszyscy mówią, że matka Sophie nie żyje, że zginęła w katastrofie statku. Jednak dziewczynka ma przeczucie jakby ją pamiętała, jakby znała już wcześniej Paryż i sama nie potrafi tego przeczucia wytłumaczyć… Czy uda im się odnaleźć matkę dziewczynki? Czy nie zostaną złapani na gorącym uczynku? Jakie przygody przeżyją i kogo spotkają na swojej drodze? Jeśli jesteście ciekawi, przeczytajcie sami!

"Dachołazy" to przepiękna, baśniowa opowieść, pełna magii, niejako spowita takim bajkowym pyłem, który wszędzie się czuje... Przede wszystkim każe nam wierzyć, że nigdy nie należy się poddawać, zawsze trzeba walczyć o swoje, bo mało prawdopodobne nie oznacza niemożliwe... Życie jest bowiem pełne niespotykanych wydarzeń, niekoniecznie nam sprzyjających. Dlatego trzeba być odważnym, zawsze dążyć do wyznaczonego sobie celu, aby przezwyciężać przeciwności jakie rzuca nam pod nogi los.

Książka wprawdzie przeznaczona jest dla starszych dzieci i młodzieży, ale wydaje mi się, że i dorosły czytelnik będzie nią oczarowany. Ja jestem:) Autorka wciągnęła mnie w wykreowany przez siebie świat. Przygody Sophie, Charlesa i pewnego spotkanego przez nich chłopca porwały mnie i zainteresowały. Od razu polubiłam naszych bohaterów i kibicowałam im z całego serca. Książka przepełniona jest ich wzajemnymi rozmowami, które są humorystyczne, żartobliwe, nietuzinkowe, z wielką dawką złotych myśli i rad.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu PORADNIA K :) 


niedziela, 19 sierpnia 2018

DAR MORZA - DIANE CHAMBERLAIN

Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Data wydania: listopad 2015
Liczba stron: 448
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

„Dar morza” to pierwsza książka Diany Chamberlain jaką miałam okazję przeczytać. Naprawdę bardzo, bardzo długo zbierałam się do jej książek, zawsze odkładałam je na później, sama nie wiem czemu. Stało się to nawet moim wielkim czytelniczym wyrzutem sumienia, zwłaszcza jak widziałam na Waszych blogach często pojawiające się opisy wrażeń z lektury. Ale gdzieś w głębi duszy czułam też, że jak tylko zacznę czytać, to przepadnę całkowicie. I tak też się stało, bo książka wciągnęła mnie już właściwie po 20-30 stronach, czym sama byłam zaskoczona!

Daria jest 33-letnią kobietą, która mieszka ze swoimi dwoma siostrami: starszą Chloe, która jest zakonnicą oraz młodszą o jedenaście lat Shelly. Gdy Daria miała jedenaście lat znalazła na plaży dziwne zawiniątko, którym okazał się noworodek. Dzięki pomocy Darii, która odważyła się przynieść malutkie dziecko do domu, dziewczynka przeżyła, a rodzina Darii ją adoptowała i wychowała. Tą dziewczynką jest właśnie Shelly. Po 22 latach od tego wydarzenia dziewczyna chce odnaleźć swoich biologicznych rodziców, chce dowiedzieć się czegoś więcej o swojej rodzinie i korzeniach. Aby to osiągnąć pisze list do Rory’ego, który prowadzi słynny program telewizyjny „Prawdziwe historie”, a sam w dzieciństwie mieszkał w sąsiedztwie domu Darii, Chloe i Shelly. Nie daje się długo namawiać i z wielką ochotą przyjeżdża do swojego starego domu wraz z synem Zackiem. We wspólnie spędzonych wakacjach upatruje też nadziei na polepszenie stosunków ze zbuntowanym nastolatkiem.

Podczas czytania nasunęło mi się skojarzenie, że ta książka to takie rozrzucone puzzle, które czytelnik powoli składa. W miarę upływu kartek kolejne tajemnice zostają wyjaśnione, a wszystkie elementy historii trafiają na właściwe miejsce. Dla mnie to była świetna zabawa i frajda, bo podczas czytania próbowałam sama zgadnąć kim jest matka Shelly i jakie znaczenie dla całej opowieści mają poszczególne osoby. Fajnie było samemu tropić, zgadywać, układać w głowie różne scenariusze wydarzeń sprzed lat.

Książkę czyta się bardzo szybko, właściwie sama nie wiedziałam kiedy przewróciłam wszystkie kartki! Ale wydaje mi się, że trzeba to robić w skupieniu. Odniosłam bowiem wrażenie, że każde zdanie jest tu ważne. Każde spostrzeżenie jakie podsuwa nam Autorka pozwala nam dokładniej i precyzyjniej wczuć się w sytuację bohaterów. Choć czasem są nam podsuwane mylne tropy, więc trzeba uważać!

Bardzo podobali mi się bohaterowie. Od razu polubiłam Darię, Rory’ego, Shelly, a nawet i Zacka😊 Inni jak ksiądz, Grace czy Chloe wydawali mi się od początku dziwni i tajemniczy, choć z czasem i oni wzbudzili moją sympatię. A Linda lub Jackie stanowiły doskonałe tło dla tej opowieści. Pomimo tragicznych wydarzeń, czuło się ciepło i może lekką nostalgię… Poza głównym wątkiem poszukiwań matki i ojca Shelly Autorka porusza też inne wątki, jak chociażby uczucie rodzące się pomiędzy Darią i Rory’m czy rozterki Rory’ego nad zbudowaniem więzi z synem.

Lektura ta należy do gatunku lekkiej powieści obyczajowej. Jednak podczas jej czytania same nasuwają się różne pytania. Czy my nie sprzeciwialibyśmy się szukaniu rodziców przez Shelly? Czy sami, będąc na miejscu dziewczyny, chcielibyśmy poznać prawdę, nawet gdyby była ona dla nas bolesna? Na ile powinna być silna i dać drugiemu swobodę działania nasza miłość do najbliższych? Czy to co my uważamy, że jest do dobre dla naszych bliskich, rzeczywiście jest dla nich najlepsze? A może więcej czasu powinniśmy poświęcić na obserwowanie innych i być bardziej nastawieni na odbiór ich potrzeb? Czy mamy prawo zatajania niektórych istotnych faktów, aby chronić najbliższych? Czy może jednak nie lepiej dla nich byłoby znać prawdę?

Diana Chamberlain bardzo ciekawie poprowadziła akcję książki, powoli i stopniowo odkrywała nam poszczególne karty. A to z kolei pomogło rozłożyć emocje książki równomiernie, tak, że przez większość lektury czytelnik (przynajmniej ja:)) był zainteresowany. Autorka bardzo umiejętnie opowiada nam o przeżyciach bohaterów, świetnie opisuje nam ich uczucia i emocje. Często łapałam się na tym, że pomyślałam o tym jak może czuć się bohater, a za chwilkę mogłam to przeczytać. Diana Chamberlain w prostych słowach potrafiła ująć to co najważniejsze, aby odzwierciedlić to z czym borykają się stworzone przez nią postacie.

To pierwsza przeczytana przeze mnie książka Diany Chamberlain, ale mam nadzieję, że nie ostatnia. Jak widzę mam jeszcze dużo do nadrobienia. Cieszę się, bo wiem, że to będzie wspaniała, wciągająca przygoda. Uwielbiam bowiem tego typu książki, przy czytaniu których człowiek sam tropi i ma szansę tego poskładać swego rodzaju układankę. A ja puzzle ubóstwiam:)



Wyzwanie: 2 w 1







Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ









poniedziałek, 13 sierpnia 2018

CHŁOPIEC W PASIASTEJ PIŻAMIE - JOHN BOYNE

Wydawnictwo: WYDAWNICTWO LITERACKIE
Data wydania: 2007
Liczba stron: 192
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Zaczynając czytać tą książkę nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. To co otrzymałam wywarło na mnie ogromne wrażenie. to jedna z najbardziej emocjonalnych książek jakie miałam możliwość w życiu przeczytać. Tym razem moja wypowiedź tutaj będzie króciutka, ale wcale to nie oznacza, że książka mi się nie podoba. Wręcz przeciwnie... I najzwyczajniej w świecie brak słów, aby to opisać...

O fabule powiem króciutko. Bohaterami książki są dwaj chłopcy, jeden to syn komendanta obozu koncentracyjnego, drugi, to wiezień tegoż obozu. Chłopcy poznają się, zaprzyjaźniają, bawią się pomimo, że dzieli ich ogrodzenie obozu.

Wojna to straszne doświadczenie. Podziwiam tych wszystkich ludzi, którzy w niej walczyli. Dla mnie to wręcz niewyobrażalne jak trzeba być silnym i fizycznie i psychicznie, aby przeżyć takie piekło. Tu jednak bohaterami dzieci, które są w ogóle nie świadome tego gdzie są, co z nimi się dzieje i co je czeka... Przerażające, wzruszające, do głębi smutne...

Powstało wiele książek na temat wojny. Ta jest jednak wyjątkowa, bo pokazuje przewrotność ludzkich losów, bowiem ofiarą okazał się syn samego oprawcy.

Wiem, że na podstawie książki powstał film, jednak ja nie będę w stanie go obejrzeć... Jest to i tak książka, której długo, długo nie można zapomnieć. A najbardziej przerażające jest to, że czytając ją wiemy, że jest to fikcja literacka, ale z drugiej strony podczas wojny takich historii mogło zdarzyć się niestety mnóstwo:( A ta świadomość przytłacza jeszcze bardziej. Z całego serca polecam. Dla mnie to zdecydowanie wyjątkowa lektura, a emocje jej towarzyszące będą ze mną długie, długie lata...

Wyzwanie: 2 w 1






czwartek, 9 sierpnia 2018

TAMTE DNI, TAMTE NOCE - ANDRE ACIMAN

Wydawnictwo: PORADNIA K
Data wydania: styczeń 2018
Liczba stron: 330
Moja bardzo subiektywna ocena: 7/10

***

Ta historia na początku zwróciła moją uwagę poprzez plakaty filmu jaki pojawił się w kinach. Dopiero później okazało się, że jest ona na podstawie książki. A w moim przypadku nie może być inaczej jak najpierw książka, a dopiero później ekranizacja…

Głównym bohaterem jest czternastolatek Elio. Jego rodzice prowadzą „dom otwarty”, gdyż ojciec to profesor uniwersytetu. Co lato goszczą więc u siebie kogoś nowego. Tym razem odwiedza ich Oliver, student z Ameryki, który pomaga ojcu Elio w dokumentacji, a sam pracuje nad swoją książką o Heraklicie. Na czas pobytu gościa w domu, Elio musi odstąpić swój pokój, więc od samego początku jest do niego troszkę wrogo nastawiony. Z czasem jednak to nastawienie się zmienia i przeradza w uczucie, które młody chłopak próbuje zdefiniować.

Szczerze się przyznam, że pierwszy raz czytałam tego typu opowieść. I wcale nie chodzi mi tutaj o miłość homoseksualną, bo to spotykamy i w literaturze i w filmie. Wyjątkowa jest natomiast ich wzajemna relacja, sam jej opis, uczucia, które są opisane jednocześnie z wyjątkową subtelnością i delikatnością, a jednocześnie wyważoną pikanterią. Z jednej strony ze smakiem, ale momentami niespotykanie odważnie. Czasem może i nawet zbyt odważnie?! Tu niech każdy z czytelników oceni sam. Nie bez kozery miejscem akcji jest dom włoskiego profesora akademickiego, ponieważ mamy tu wiele z atmosfery sztuki i kultury. Cała atmosfera jest przesycona różnego rodzaju dywagacjami na te tematy. Dominuje głównie nostalgiczny nastrój.

Ja książkę czytałam w wybitnie upalne, duszne i parne dni, co dokładnie oddawało klimat i nastrój jaki panował na jej kartach. No może brakowało mi tylko tego basenu, nad którym przesiadywali Elio z Olivierem i nazywali go „niebem”. Autor idealnie oddał relację pomiędzy bohaterami. Dzięki temu, że narratorem był Elio, możemy krok po kroku zobaczyć jego sposób rozumowania i myślenia. Poznajemy jego rozterki i wątpliwości. To sprawia, że tym łatwiej jest nam zaangażować się w tą opowieść. Choć przyznam się szczerze, że czasem nie rozumiałam naszego bohatera i jego rozterek i niezdecydowania. Może to wynikało z jego młodego wieku?!

Książkę czyta się bardzo powoli. Przyznam się, że początek czytało mi się bardzo, ale to bardzo mozolnie. Musiałam niespiesznie wnikać do tej opowieści. Na pewno nie jest to lektura do przeczytania w biegu i w tzw międzyczasie. Daje nam do myślenia i zastanowienia się nam kilkoma kwestiami. Wydaje mi się, że jest to ten rodzaj powieści, którą każdy z nas obierze w swój sposób i przez pryzmat swoich poglądów. Ja teraz czekam na możliwość obejrzenia ekranizacji!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu PORADNIA K :) 

Wyzwanie: 2 w 1






sobota, 4 sierpnia 2018

KIEDY WRÓCĘ - AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

Kiedy
Kiedy zniknę || Kiedy wrócę

Wydawnictwo: NOVAE RES
Data wydania: kwiecień 2018
Liczba stron: 304
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

„Kiedy wrócę” to drugi tom dylogii. Kto przeczytał pierwszy tom, nie będzie potrzebował zachęty do tomu drugiego. A kto nie czytał tomu pierwszego, a zamierza, to ja proponuję zaopatrzyć się od razu w część drugą.

Tom pierwszy skończył się dramatycznymi wydarzeniami, które miały miejsce na szkolnym pikniku tuż przed maturą. Tom drugi zaczyna się, gdy Kosma wychodzi wreszcie ze szpitala do domu. Każde z jego rodziców poszło w swoja stronę, natomiast on sam został w tym wielkim domu. Przez to co się wydarzyło nie potrafi sobie sam poradzić i odtrąca od siebie Matyldę. Pomimo, że dziewczyna nadal go bardzo kocha. Z kolei Mateusz opuszcza Rokietnicę i wyjeżdża na Podkarpacie, gdzie rozpoczyna pracę na stacji benzynowej, w pobliskiej szkole prowadzi kółko muzyczne dla dzieci, a w wolnej chwili grają z kolegą w zespole. Poznaje także dziewczynę – Polę i powolutku poznaje tajemnicę jaką ona skrywa. A niestety i ona została skrzywdzona przez los. Lenka natomiast w wakacje jedzie do ciotki nad morze, a tam poznaje chłopaka o imieniu Iwo. I ich losy ciekawie się splotą, ale o tym przeczytajcie sami:0 Perypetie pozostałych przyjaciół, a więc Eweliny z Wojtkiem i Weroniki z Leonem przedstawione są tutaj tylko epizodycznie.

Jeśli chodzi o akcję powieści, to jak zwykle w przypadku powieści Pani Agnieszki będę się tutaj powtarzać: akcja jest bowiem wartka, cały czas idzie do przodu, oczywiście proporcjonalnie nabierając tempa. Ja ani razu się tu nie nudziłam, można nawet powiedzieć, że książkę połknęłam w całości. Wciągnęła mnie bez granic, przez co ucierpiało sobotnie sprzątanie :P ale co tam, ciekawość wzięła górę! Poza tym książkę czyta się bardzo szybko, a kartki same się przewracają.

To książka o tym, że dzieci nie powinny ponosić konsekwencji błędów jakie popełnili ich rodzice. Przeszłość zawsze do na wróci, a skrzętnie ukrywane tajemnice wcześniej czy później wyjdą na jaw.

Tym razem Pani Agnieszka postawiła na słodko-gorzkie zakończenie. Mi takie się bardzo podobało, ponieważ nie ma tu miejsca na niedomówienia. Choć przyznam się, że smutno mi się zrobiło pod koniec czytania…

Książki Pani Agnieszki mają to do siebie, że właśnie czyta się je sprawnie i na jednym wdechu, a po skończeniu pada zawsze pytanie: „to już koniec?!”. Ale z drugiej strony to całkiem fajnie, bo książka nie jest wielkim tomiskiem, a z wielką przyjemnością czeka się na kolejną! A ja na pewno będę na nią czekać z niecierpliwością😊


piątek, 27 lipca 2018

ODKRYWCA - KATHERINE RUNDELL

Wydawnictwo: PORADNIA K
Data wydania: marzec 2018
Liczba stron: 372
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Książka należy do kategorii literatury dla dzieci, ale raczej dla tych starszych, niż dla samych maluchów. Zaczynając ją czytać sama nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, ponieważ jeszcze nie miałam przyjemności poznać wcześniejszej książki tej Autorki "Dachołazów".

Głównymi bohaterami jest czwórka dzieci: Fred, Lili, Con i najmłodszy z nich pięciolatek Maks, brat Lili. Poznajemy ich, gdy nagle na skutek wypadku samolotowego lądują w dżungli amazońskiej. Ich głównym celem staje się przede wszystkim przeżycie, są głodni, wyczerpani, bezradni i niestety daleko od domu. Z dnia na dzień zaczynają sobie jednak coraz lepiej radzić: zdobywają pożywienie, rozpalają ognisko, budują tratwę. W końcu trafiają nawet do dawnego, zaginionego miasta. Zdobywają też nowego współtowarzysza – leniwca! Będąc sami w puszczy skazani są tylko na siebie, na swoje umiejętności i wiedzę. Aby przeżyć, muszą ze sobą współpracować i sobie zaufać, a co za tym idzie muszą pozbyć się swojego egoizmu i pozbyć lęku czy strachu. Czasem muszą pokonać wstręt, jak chociażby jedząc robaki, larwy lub wkładając ręce do mrowiska. Muszą pomagać sobie, gdy jedno tonie lub wymaga innej opieki. Każde z dzieci jest inne i ma inną sytuację rodzinną: Fred to chłopak, którym ojciec, ciągle zajęty pracą, mało się interesował, a który pasjonuje się odkryciami i zdobywaniem wiedzy o otaczającym go świecie; Con to ciągle narzekająca dziewczynka, którą wychowuje ciotka na zmianę z zakonnicami; Lili, której rodzice to naukowcy, a ona sama wykazuje się wyjątkową opiekuńczością w stosunku do malutkiego i niesfornego brata Maksa.

To książka idealna dla starszych dzieci, typowa przygodowa lektura, która wciąga nie tylko dzieci, ale i dorosłych! Rozdziały są w miarę krótkie, więc w sam raz do przeczytania z dzieckiem przed snem. Ale wydanie jest też dobre dla dzieci, które próbują same zaczynać czytać, ponieważ litery są raczej większe. Początek każdego rozdziału opatrzony jest czarno-białą ilustracją, adekwatną do tematyki rozdziału. Lektura wciąga, jesteśmy ciekawi co stanie się za chwilę i czy naszym bohaterom uda się przeżyć te wszystkie przygody i wyjść z nich obronną ręką. Dzieci mogą się też dowiedzieć różnych ciekawostek z tego dzikiego świata jakim jest dżungla amazońska. Zresztą ja też nie wiedziałam wielu z nich, jak na przykład to, że małpy najpierw wkładały łapy do mrowiska, aby przeszedł je zapach mrówek, a dopiero później mogły iść do pszczół i podbierać im miód, bo dopiero wtedy pszczoły ich nie gryzły czując ten zapach. Albo na przykład, że leniwiec załatwia się raz na tydzień pozbywając się koło połowy swojej wagi…

Mnie książka wciągnęła, chociaż na początku ciężko było mi zacząć czytać, ponieważ język i styl tej opowieści nie należy do tych najłatwiejszych. Nie jest to oczywiście minus książki, wręcz przeciwnie. Chociaż przyznam się szczerze, że czytanie na głos nie należało do najłatwiejszych😊 Czytanie tej książki przypomniało mi jak kiedyś w dzieciństwie zaczytywaliśmy się z Bratem w książkach Alfreda Szklarskiego o Tomku Wilmowskim. Wy też czytaliście jego przygody? My mieliśmy niektóre z tych książek jeszcze z biblioteczki naszego Taty:)

Jest to także książka z przesłaniem. Uzmysławia nam jak cenne są jeszcze te nieodkryte tereny naszej planety i powinniśmy o nie za wszelką cenę walczyć. Pokazuje nam, że przez ekspansję ludzi z innych stron świata, tamten kawałek świata powoli zostaje wyniszczany: przez choroby czy zniszczenia mechaniczne. I czasem lepiej pozostawić je bez ingerencji człowieka, ingerencji z zewnątrz. Dbajmy o naszą planetę!



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu PORADNIA K :) 

 

piątek, 20 lipca 2018

ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA - LUCY MAUD MONTGOMERY

Ania z Zielonego Wzgórza
Ania z Zielonego Wzgórza || Ania z Avonlea || Ania na uniwersytecie || Ania z Szumiących Topoli || Wymarzony dom Ani || Ania ze Złotego Brzegu || Dolina Tęczy || Rilla ze Złotego Brzegu || Ania z Wyspy Księcia Edwarda || Opowieści z Avonlea || Pożegnanie z Avonlea

Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Data wydania: 1980
Liczba stron: 301
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Na starość człowiek staje się chyba mocno sentymentalny… Ostatnio robiłam porządki w swojej małej, ciasnej biblioteczce domowej i natknęłam się na mocno już wysłużoną (co widać po moim egzemplarzu, bo większość kartek jest pojedynczo) powieść o pewnej niesfornej dziewczynce o imieniu Ania😊 Książka była przeczytana już wiele razy. Wiele razy obejrzałam film. Pamiętam też jak w niedzielę rano oglądaliśmy serial… I tak jakoś mnie wzięło na przeczytanie kolejny raz! Bo zawsze perypetie Ani poprawiały mi nastrój i napawały optymizmem.

Anię znamy chyba wszyscy, prawda? Nie ma to jak to rudowłose, piegowate dziewczę😊 Anię poznajemy, gdy trafia z sierocińca do Mateusza i Maryli, rodzeństwa, które mieszka wspólnie w Avonlea i żadne z nich nie założyło własnej rodziny. Ania w założeniu miała być chłopcem, który miał pomagać starszemu już Mateuszowi w gospodarstwie. Jednak na wskutek przypadku okazuje się, że na stacji czekała na Mateusza właśnie Ania. Miękkie serce Mateusza nie pozwoliło mu zostawić dziewczynki samej, a tym bardziej odesłać jej z powrotem do domu dziecka. I tak Ania trafiła na Zielone Wzgórze. Czytamy o jej przeróżnych perypetiach i nie sposób nie zrobić tego bez uśmiechu na ustach. Bo czy nie zabawne było farbowanie włosów, gdzie wyszły zielone?! Albo napojenie najbliższej koleżanki nalewką zamiast kompotem?!

W szkole Ania poznaje Gilberta, chłopaka, który strasznie jej dokucza, ciągnie ją za jej rude warkocze, wyśmiewa ją. Ania nie pozostaje mu dłużna i rozbija mu szkolną tabliczkę na głowie. W przypadku tej dwójki idealnie sprawdza się powiedzenie, że kto się czubi ten się lubi. Szybko bowiem okazuje się, że koleżeństwo zamienia się w przyjaźń, a przyjaźń w głębsze uczucie. Gilbert to pierwsza miłość Ani, ale to ta prawdziwa i właściwa miłość. Zresztą ich losy przeplatają się później cały czas.

Ania to dziewczynka przede wszystkim bardzo odważna, śmiała, energiczna, a jej znakiem rozpoznawczym jest wyjątkowo cięty język. Te wszystkie jej, niejednokrotnie ironiczne i sarkastyczne, komentarze doprowadzały do wielu kłopotów. Choćby na samym wstępnie Ania obraziła Małgorzatę Linde, przyjaciółkę i sąsiadkę Maryli, za co musiała kobietę przeprosić. U Ani problem polegał też na tym, że wielokrotnie podczas takich sytuacji mówiła wprost co myśli, a ludziom niestety nie podoba się prawda mówiona prosto w oczy… Do tego to dziewczynka obdarzona ogromną i bujną wyobraźnią. Wszystko potrafiła pięknie ubrać w słowa, opisać. Wyobrażała sobie niezwykłe historie, była w nich kimkolwiek chciała. Zwykłe rzeczy potrafiła nazwać wręcz poetycko! Pod względem charakteru Ania strasznie przypomina mi moją Córę, oj też niejednokrotnie gubiły ją jej „złotouste” wypowiedzi, a ja podobnie jak Maryla w tych sytuacjach nie wiedziałam gdzie podziać wzrok, zachować powagę i nie wybuchnąć śmiechem. Do tego ciągle trajkocze, buzia jej się nie zamyka, ma wiele do powiedzenia:)

Na uwagę zasługują także pozostali bohaterowie powieści. Idealnie wykreowani, wyraziści, z typowymi dla nich cechami. Mateusz był cichy, zamknięty w sobie, ale wyjątkowo czuły i wrażliwy. Miał dobre serce i zawsze stanowił "bratnią duszę" dla Ani! Zawsze wysłuchał Anię i zawsze stał po jej stronie. Nigdy też nie potrafił jej niczego odmówić, jak chociażby słynnej sukienki z bufiastymi rękawami na bal. Całkowitym przeciwieństwem Mateusza, jest Maryla. To kobieta bardzo rzeczowa, stanowcza, wydaje się bardzo chłodna, niepokazująca uczuć. W głębi duszy jednak w wielu momentach rozumiała Anię, jednak przeważała u niej racjonalność i zdrowy rozum. Ale Marylę również polubiłam, bo w gruncie rzeczy zawsze wydawała mi się ciepłą i dobrą osobą, która po prostu lubiła postępować wedle ustalonych zasad i reguł. A często podziwiałam jej samodyscyplinę i silną wolę.

Podczas lektury tej książki zaśmiewałam się prawie cały czas. Perypetie Ani są genialne, ponadczasowe, bawiły mnie bowiem jak była dzieckiem i teraz, gdy jestem już dorosła. W książce są oczywiście momenty zadumy i smutku, jak choćby śmierć Mateusza, albo gdy Ania ratuje przed śmiercią chore dziecko sąsiadów. Więc jak w życiu, tak i tu przeplatają się smutki i radości, zmartwienia i szczęście. To przede wszystkim powieść o dorastaniu, na naszych oczach Ania z małego podrostka przeistacza się w dojrzałą młodą kobietę. Ale mamy tu też inne wartości, jak chociażby przypomnienie, że w każdej, nawet najmniejszej rzeczy powinniśmy dostrzegać piękno, cieszyć się całym sercem, płakać całym sobą, otwarcie, a śmiać się na głos i nieskrępowanie! Ania pokazuje nam też, że warto marzyć i nigdy nie należy przestać tego robić. Dla mnie to była fantastyczna, sentymentalna podróż. Na pewno sięgnę po tą książkę jeszcze nie raz. Teraz z kolei mam w planach pozostałe tomy, które kiedyś już też czytałam - oj pamiętam jak biegałam do księgarni po każdy następny tom! A teraz na nowo miałabym ochotę odwiedzić Zielone Wzgórze i to na nieco dłużej:)

***
Wybrane cytaty: 

Czy to nie przyjemnie, że jest tak dużo rzeczy, które jeszcze poznamy? To właśnie sprawia, że ja się tak cieszę życiem... świat jest taki ciekawy... Nie byłby taki ani w połowie, gdybyśmy wszystko o nim wiedzieli, prawda?

Czy róża pachniała by tak samo wspaniale, gdyby się nazywała ostem lub kapustą?

Najgorsze jednak w wyobraźni jest to, że nadchodzi chwila, w której trzeba przerwać marzenie, a to bardzo boli.

Ach, Marylo, wszak oczekiwanie czegoś daje nam już połowę przyjemności! Może się zdarzyć, że się tego nie otrzyma wcale, ale nikt nie może zabronić cieszyć się z oczekiwania.

- Nie wiedziałam, że jest taka bogata.
- Nic dziwnego, że nie ma wyobraźni. Jedno jest pocieszające w byciu biednym - trzeba to sobie wszystko wymyślić.

    



Wyzwanie: 2 w 1








wtorek, 17 lipca 2018

KIEDY ZNIKNĘ - AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

Kiedy
Kiedy zniknę || Kiedy wrócę

Wydawnictwo: NOVAE RES
Data wydania: kwiecień 2018
Liczba stron: 312
Moja bardzo subiektywna ocena: 9/10

***

Po książki Pani Agnieszki sięgam na bieżąco jak tylko się ukazują. Po pierwsze z sentymentu. Po drugie, bo czasem mam ochotę na takie miłosne historie, a Autorka ma wyjątkowy talent i pięknie umie przedstawić uczucia pomiędzy dwojgiem ludzi. Nie przepadam w książkach za scenami miłosnymi bądź mocno erotycznymi, ale w wydaniu Pani Agnieszki są one przedstawione ze smakiem i dużą klasą😊 Po trzecie, bo wiem, że zawsze książka mnie wciągnie doszczętnie i przepadnę z kretesem😊 Czytając te książki najczęściej następnego dnia w pracy jestem niewyspana, bo wieczorem ciągle powtarzałam sobie: „jeszcze tylko jeden rozdział”…

Tym razem mamy grupkę młodych ludzi, którzy kończą liceum i stoją u progu dojrzałości. Mamy Mateusza, który gra w zespole na gitarze, pisze piosenki, muzyka jest dla niego wszystkim i z nią wiąże swoje dalsze życie. Chłopak ma jednak bardzo trudną sytuację życiową, jego matka jest narkomanką i związała się z dilerem narkotyków, babka z kolei jest kobietą z problemami psychicznymi. Największym marzeniem Mateusza jest wyrwanie się z domu rodzinnego, oderwanie od przeszłości i rozpoczęcie nowego życia. Czeka jednak na młodszą siostrę Matyldę, która dopiero za rok skończy szkołę. Tymczasem Mateusz zaczyna inaczej postrzegać koleżankę Matyldy Lenkę i sam sobie się dziwi, jak silne uczucie nim zawładnęło. Matylda z kolei jest adorowana przez najbliższego przyjaciela brata Kosmę. Kosma to chłopak, któremu nic nie brakuje, ma w domu wszystko, oprócz zainteresowania i miłości rodziców, którzy żyją ze sobą, ale jakby obok (ojciec to gwiazda filmowa, w ogóle nie przejmuje się rodzinom i sprowadza nowe kochanki do domu, a matka zdaje się tego nie zauważać?!). Jest jeszcze Leon, którego ojciec pije i chłopak musi pomieszkiwać w kotłowni szkoły. Leon z kolei zaczyna interesować się Weroniką, siostrą Wojtka Blachowskiego – kapitana drużyny koszykówki. Wojtek z kolei upatrzył sobie Ewelinę, pilną uczennicę, córkę bibliotekarki. Jednak rodzice Wojtka i Niki są bardzo przeciwni im nowym związkom. Nie wyjaśniają im jednak dlaczego. Młodzi domyślają się tylko, że tajemnica ta dotyczy przeszłości i pewnego wydarzenia z wycieczki nad jezioro.

To książka przede wszystkim o tym, że błędy popełnione gdzieś, kiedyś w przeszłości wcześniej czy później nas dościgną. Skrzętnie skrywane tajemnice, nie wiadomo jak bardzo głęboko ukrywane i tak kiedyś ujrzą światło dzienne. Nasza teraźniejszość jest bowiem budowana na fundamentach przeszłości i muszą być one solidne, abyśmy mieli w nich oparcie i mogli pójść na przód. Czasem za błędy rodziców muszą zapłacić dzieci…

Drugim tematem przewodnim jest tutaj podział na biednych i bogatych, tych z nizin i tych z wyżyn. Jakże często spotykamy się z takim postrzeganiem ludzi, a jakże jest ono czasem krzywdzące. Ten kto ma kasę, prestiż, stanowisko rządzi, inni to tylko „pospólstwo”, ludzie nie warci uwagi, przyjaźni i szacunku.

Emocji jest tutaj jak zwykle dużo. Pani Agnieszka nie zawiedzie swoich fanów. Mamy pierwsze miłości, fascynacje, zauroczenia. Młodzi bohaterowie sami często zastanawiali się czym jest to uczucie, które nimi owładnęło i co się z nimi teraz dzieje. Zauważają, że przecież znają się od dzieciństwa, ale dopiero teraz widzą w tych swoich drugich połówkach coś wyjątkowego. Czas zakochania się jest bardzo wyjątkowy i szczególny, człowiek fruwa wtedy nad ziemią, nie może przestać myśleć o ukochanym lub ukochanej, tęskni i nie może doczekać się kolejnego spotkania. Wszyscy nasi bohaterowie patrzą raczej z nadzieją w przyszłość, chcą wyrwać się z tej małej mieściny jaka jest Rokietnica i zacząć żyć swoim życiem. Ta chęć jest chyba właśnie domeną ludzi młodych, na progu swojego życia, gdzie ich głowy przepełnione są planami i marzeniami. A jeśli chodzi o uczucia, to są one ponad wszelkimi podziałami. Tu nie ma różnicy kto jest bogaty i jakie ma wpływy i koneksje. Tu liczy się, to co każdy z nas w serduchu! Czy młodym uda się zerwać z przeszłością i stereotypami? Czy uda się im zacząć nowe życie, po swojemu, nie płacąc za błędy rodziców?

Wielkim plusem i ciekawostką jest to, że do książki została nagrana muzyka. Autorka przekazała teksty piosenek Mateusza jednemu ze swoich czytelników, który założył swój zespół. Takie inicjatywy ja jak najbardziej popieram – trzeba wspierać młodych muzyków! Poza tym jak zwykle w książkach Autorki, każdy rozdział ma swój przewodni temat muzyczny, co daje dodatkową frajdę z czytania!

Akcja powieści jest dynamiczna i oczywiście im bliżej końca, tym przyspiesza. A to nie pozwala czytelnikowi się nudzić. Zresztą jest on już na tyle wciągnięty w fabułę, że czyta automatycznie! Poza tym akcję napędza ciekawość: co będzie dalej? co to za tajemnica (tajemnice zawsze się sprawdzają w książkach)? kto z kim namieszał w przeszłości i jakie to będzie miało konsekwencje w teraźniejszości i oczywiście dla kogo? Zakończenie oczywiście jest efektowne, a Autorka chyba doskonale przemyślała, aby od razu z pierwszym tomem wydać i drugi. W końcu nie można tak maltretować psychicznie swoich czytelników i kazać im czekać na kolejną część!

Jednak podchodząc uczciwie do podsumowania książki chciałabym napisać o jednym minusie jaki mi się nasunął. Nie jest on na tyle duży, aby popsuł mi lekturę, ale był. Otóż moją uwagę zwróciło to, że tych wszystkich młodych bohaterów właściwie w jednym czasie strzeliła strzała amora. Zbyt mało realistyczne to dla mnie, chociaż może taka właśnie jest ta młodość?!

A teraz kończąc ten mój już przydługi wywód: książka mi się bardzo podobała, wciągnęła mnie i zainteresowała od początku do końca. Spędziłam przy niej naprawdę udany czas! Ja w książkach Pani Agnieszki lubię też to, że są one zgrabnie i przyjemnie poukładane: nie za długie, nie za krótkie, akcja jest dynamiczna i równomiernie rozłożona, przez co zdecydowanie szybciej czytamy, im bardziej zbliżamy się do końca….

***
Wybrane cytaty: 

"Wyrządzone zło wraca, Piotrek."






czwartek, 12 lipca 2018

UDRĘKI PEWNEJ KASJERKI - ANNA SAM

Wydawnictwo: PORADNIA K
Data wydania: luty 2010
Liczba stron: 187
Moja bardzo subiektywna ocena: 6/10

***

Czasem idę do biblioteki i najzwyczajniej w świecie przeglądam sobie książki, ot tak nie szukając niczego konkretnego. Uwielbiam takie "wypady" do biblioteki, bo zawsze coś znajdę ciekawego. Tym razem znalazłam "Udręki pewnej kasjerki". Ta cieniutka książka jest do przeczytania właściwie w jeden, dwa wieczory. To zebrane zapiski z bloga, którego prowadziła sama Autorka. A dotyczą one pracy kasjerki, głównie w supermarketach. Może to nie jest literatura wysokich lotów, ale ja też nie lubię takich określeń. Ja bardziej ujęłabym to jako lekturę dość specyficzną, ale jednak wartą przynajmniej zerknięcia na nią na chwilkę. Przede wszystkim, aby spojrzeć na ten temat z innej niż dotychczas perspektywy. Zawsze bowiem idziemy do sklepu i nie zastanawiamy się kto siedzi po drugiej stronie, często nawet możemy nie zobaczyć, że to też drugi człowiek, który jest zmęczony, może źle się czuć lub chociażby nie ma przysłowiowego humoru. Wiele osób idąc na zakupy do sklepu najzwyczajniej w świecie traktuje kasjerkę jak automat. Czy nie słyszeliście chociażby raz pytania: "czy jest pani otwarta?" Totalnie bezosobowo. A niejednokrotnie ta kasjerka to wykształcona, inteligentna osoba, a teraz zmuszona do wykonywania pracy za naprawdę marne (powiedziałabym nawet żenujące) grosze. A pomimo to, że codziennie spotyka się z wieloma mało grzecznymi klientami, ona musi i ma obowiązek zawsze ładnie się uśmiechać i grzecznie odpowiadać na wszystkie, nawet najgłupsze pytania. Do tego wielu z ludzi (a spotkałam się już z tym nie raz, nawet na swojej własnej skórze) ma głupi zwyczaj klasyfikowania ludzi poprzez pryzmat wykonywanego przez nich zajęcia i wykonywanej pracy. A przecież każdy z nas jest takim samym człowiekiem, czuje i myśli niezależnie od tego gdzie pracuje. To, że wykonuje mniej intratne czy prestiżowe zajęcie niż inni, nie oznacza, że jestem gorszym człowiekiem.


Wyzwanie: 2 w 1






niedziela, 8 lipca 2018

NIEBO NA WŁASNOŚĆ - LUKE ALLNUTT

Wydawnictwo: OTWARTE
Data wydania: lipiec 2018
Liczba stron: 400
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10

***

Kiedy otrzymałam propozycję przeczytania tej książki, troszkę się obawiałam. Przede wszystkim tematu jaki przedstawia. Teraz po lekturze - nie żałuję decyzji jej przeczytania. Książka bowiem pochłonęła mnie od samego początku i jest to historia, której długo nie zapomnę.

Jack to pięciolatek, który jest oczkiem w głowie rodziców, a u którego stwierdzono nowotwór mózgu. Niestety szansę Jacka na wyzdrowienie są coraz mniejsze, chłopiec wprost niknie w oczach. Jego rodzice Anna i Rob próbują zrobić co w ich mocy, aby wyleczyć syna. Jednak ciągle czują się bezsilni i bezradni.

Cała historia przedstawiona jest z perspektywy Roba, czyli osoby, która powoli traci najbliższą sobie osobę, czyli swoje dziecko. Trudno mi nawet sobie wyobrazić co czuje taka osoba, jak silne uczucia nią targają, jaki smutek i rozpacz. To straszne uczucie jak człowiek patrzy jak jego dziecko z dnia na dzień coraz bardziej niknie i odchodzi, a on jedyne co może zrobić, to dbać czy ma czystą pidżamę ze Spidermanem lub przygotować ulubione tosty z serem...Nikt nie powinien doświadczyć takiego uczucia...Luke Allnutt przedstawiając nam Roba zrobił to wyjątkowo realistycznie. Smutek ojca jest tutaj wręcz namacalny i wszechobecny. Widzimy jego niemoc podczas, gdy szuka różnych rozwiązań w internecie i na wszelakich forach. Jest w stanie zainteresować się każdym, nawet najmniej realnym rozwiązaniem. Dla dziecka jest w stanie zrobić wszystko. Ale Rob jest tutaj przedstawiony ze swoimi zaletami i wadami. Nie jest nieskazitelny, po śmierci Jacka popada w alkoholizm, nie umie znaleźć sobie miejsca. Rozumiem jego rozpacz, niemoc jaka nim targała. Ale... No właśnie jest to "ale". Bo z drugiej strony strasznie denerwowała mnie jego postawa i sposób myślenia. Moim zdaniem nie należy oceniać tego jak ktoś przeżywa żałobę. To tak trudny okres dla każdego człowieka, że każdy powinien go przeżyć po swojemu i na swój sposób. A to czy jest to dobry czy zły sposób nie podlega ocenie... Zatem Rob mógł przeżywać żałobę pijąc, a Anna próbowała sobie znaleźć jakieś zajęcie. To nie znaczy, że któreś z nich cierpiało mniej lub bardziej...

Autor zwraca nam także uwagę, że w takiej sytuacji (gdy ktoś jest tak poważnie chory) bardzo trudno jest odróżnić czy ktoś w tym wirtualnym świecie nas czasem nie oszukuje i nie próbuje naciagnąć na koszty. Rodzice w swojej desperacji są w stanie zrobić naprawdę wszystko, aby uratować swoje dziecko. Przez to są często narażeni na oszustów i naciągaczy, którzy są w stanie wykorzystać nieszczęście drugiego człowieka, aby samemu się wzbogacić.

Ta książka pokazuje nam także jak poprzez chorobę dziecka, dwoje ludzi, którzy do tej pory bardzo się kochali, teraz potrafią się od siebie oddalić. Jak często w takich momentach zaczynają nie zgadzać się ze sobą zaczynając od najprostszych rzeczy, aż po wybór sposobu leczenia. Znamienne były słowa Anny, która zaczęła nawet myśleć o sobie jak o największej egoistce, gdy uświadomiła sobie, że podczas gdy ich syn boryka się z tak poważną chorobą, ona myśli o tym, że oddala się od męża... A może to wszystko wynikało z tego, że sami nie mogąc pomóc dziecku, próbowali te złe emocje skierować na tą drugą osobę?!

"Kiedy wszystko już stracone, liczy się tylko miłość". To hasło z okładki książki, ale dokładnie obrazuje jej treść. Rob i Anna niejednokrotnie usłyszeli, że jedyne co im zostało, to celebrowanie tych chwil, które mają przed sobą, kolekcjonowanie wspomnień. Rob za każdym razem jak słyszał te słowa, strasznie się denerwował, ciężko mu było opanować emocje. Podczas czytania niejednokrotnie zastanawiałam się nad tym i ja. Każdy z nas ma z góry określoną liczbę dni w swoim życiu, jedni mają ich więcej, inni mniej. Rzecz w tym, że w większości nie znamy tej liczby... Ale pomimo tego powinniśmy zawsze cieszyć się dniem dzisiejszym. Najważniejsze jest tu i teraz.

Poza tym w książce padły bardzo ważne słowa, a mianowicie, że dziecko jest najszczęśliwsze na świecie jak się z nim wygłupiamy, bawimy, cieszymy. W domu ma być wesoło, radośnie i zawsze panować ma uśmiech:)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu OTWARTE :) 
 

Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ