Wydawnictwo: NOWA PROZA
Data wydania: marzec 2017
Liczba stron: 304
Moja bardzo subiektywna ocena: 2/10
***
Przeczytałam. I właściwie tyle mogę napisać. Ale nie porwała mnie ta książka. Zaczęłam zastanawiać się dlaczego? Może dlatego, że okrzyknięto ją jako niesamowitą, magiczną, odpowiadającą na nasze trudne pytania. Być może dlatego, że po tych wszystkich wychwalających ją głosach, najzwyczajniej człowiek spodziewał się czegoś niesamowitego. Przeczytałam tą książkę nie spiesząc się, czasem wracając co do trudniejszych fragmentów, byłam otwarta na specyficzną w niej symbolikę czy chociażby sposób przedstawienia Trójcy Świętej. Ale trudno mi powiedzieć, że w książce znalazłam odpowiedzi na moje pytania, ja raczej nie zrozumiałam tych odpowiedzi jakie zostały tam przedstawione. Nie przemówiły one do mnie, wielokrotnie były mało zrozumiałe i zagmatwane. Mówiąc potocznie takie "masło maślane".
Mackenzie to ojciec kilkorga dzieci i mąż Nan. Podczas jednego z biwaków jedno z jego dzieci ginie i niestety nie zostaje odnalezione. Po kilku latach Mack znajduje w skrzynce na listy list od ... Boga. Jedzie na umówione spotkanie do tytułowej chaty, a tam zastaje Trójce Świętą w trzech osobach: I właśnie tutaj dochodzi do meritum i do wielu rozmów na temat wiary i Boga. Ja niestety nie zrozumiałam tych rozmów. Chciałam zrozumieć przesłanie, ale niestety mi się nie udało. Do tego miałam wiele pytań, na które nie znalazłam odpowiedzi. I wielokrotnie uważałam, że Mack za szybko wszystko, całe wytłumaczenie problemu przyjmuje do swojej wiadomości. Dla mnie nie było to wszystko tak klarowne. Myślałam też , że będzie to lektura, do której będę mogła wracać co jakiś czas i za każdym razem będzie można odkryć coś nowego. Teraz po przeczytaniu jej uważam, że niestety to dla mnie tylko jednorazowa lektura.
Dlatego też dla tej lektury nie mówię ani tak, ani nie. Niech każdy sam spróbuje jeśli ma ochotę i sam zadecyduje czy te rozwiązania są dla niego satysfakcjonujące.
Wyzwanie: GRA W KOLORY

