Wydawnictwo: ZYSK I S-KA Data wydania: marzec 2011
Liczba stron: 344
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10
***
Marta to 37-letnia kobieta, nie ma męża, ani dzieci, mieszka sama w mieszkaniu po babci. Gdy była mała jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a ona trafiła pod opiekę babci. Jednak okazało się, że babcia sama wymagała opieki i wtedy Marta trafiła do domu dziecka. Teraz pozostała sama. Uczyła w szkole języka angielskiego. A jej jedyną rodziną był przyjaciel Adaś i jego rodzice, a później i żona. Marta codziennie wraca ze szkoły przechodząc parkiem. Tam zauważa mężczyznę, który siada na ławce naprzeciw posągu łabędzia. A w jego oczach widać jedynie ból i smutek. Marta powoli zaczyna interesować się Panem Posągowym, jest ciekawa jego historii. Pewnego dnia w parku dochodzi do wypadku: rowerzysta potrąca małą dziewczynkę. Na szczęście na miejscu są przypadkiem i Marta, która od razu pomaga matce dziecka i Piotr - Pan Posągowy, który okazuje się lekarzem i szybko udziela dziewczynce pierwszej pomocy i wzywa pogotowie. Tak zaczyna się ich znajomość. Marta powoli zaczyna poznawać przeszłość Piotra, dowiaduje się, że rok temu ten mężczyzna stracił żonę, która przegrała walkę z chorobą. Ale okazało się także, że ma dwuletniego syna, który tak bardzo przypomina swoją mamę, że Piotr nie jest w stanie się nim opiekować i oddaje go pod opiekę sióstr zakonnych do Rubinowa. Marta kilka razy odwiedza tam dzieci, pomaga siostrom, nawet spędzam tam święta Bożego Narodzenia. Tam czuje się potrzebna, czuje się kochana. Piotr nie potrafi jednak pogodzić się ze śmiercią Marii, odtrąca bliskich, syna, nie chce lub nie umie być dla niego rodziną, ucieka za to w pracę i działa jak na autopilocie. Pojawia się także pierwsza miłość Piotra - pani doktor Barbara, która za wszelką cenę próbuje na nowo podbić serce Piotra.
Zabierając się za tą książkę miałam nadzieję na ciepła, miłą opowieść, na taką lekką, jesienną opowieść o miłości. Dostałam jednak poważną historię z wieloma wątkami ważnymi i trudnymi. Od razu powiem, że książkę pochłonęłam praktycznie na raz, właściwie nie potrzebna była ani razu zakładka, bo kartki tak szybko się przewracały! W kilku momentach książki potrzebne były chusteczki i musiałam wziąć głęboki oddech ze wzruszenia. To piękna opowieść o trudnym momencie śmierci najbliższej rodziny, próbą dalszego życia bez ukochanej osoby, odnalezienia dalej celu życia i przede wszystkim odzyskania uśmiechu na twarzy, tak żeby nie mieć wyrzutów sumienia. Piotr na nowo próbuje ułożyć sobie życie, na nowo próbuje nauczyć się żyć, stara się także odnaleźć w roli ojca w czym bardzo pomaga mu Marta. Pomaga mu, a właściwie go tego uczy. Jego decyzja o oddaniu syna do domu dziecka jest bardzo kontrowersyjna i budzi ogromny sprzeciw. Mnie też bardzo się to nie podobało, jednak nie mnie oceniać, nie wiemy jakbyśmy zachowali się na miejscu Piotra, dopóki sami byśmy nie przeżyli takiej sytuacji. Później było widać, że się stara, a Marta mu w tym bardzo bardzo pomogła. Wręcz nakłoniła go do spróbowania bycia ojcem dla Miłosza, uświadomiła mu jak bardzo chłopiec potrzebuje ciepła rodzinnego domu i zapewnienia poczucia bezpieczeństwa. Mnie bardziej zbulwersowało zachowanie Piotra w stosunku do Marty, gdy ta przekazała mu informacje, że jest w ciąży. Oj przeklęłam wtedy pod nosem! I zła byłam, że już pod koniec facet wywija taki numer!
Marta natomiast stara się być z Piotrem, ale ma utrudnione zadanie, bo Piotr cały czas pamięta i wspomina o Marii, wszystko wokół mu o niej przypomina. Marta zatem nie chce być zamiast Marii, tylko obok. Wie, że nigdy nie zastąpi Marii i nie chce tego, ale potrzebuje od Piotra sygnału kim dla niego jest. Robi to naprawdę z wielkim wyczuciem i taktem. A w przypadku Piotra jeszcze z dużą cierpliwością!
Pokazana jest tu także bardzo fajnie przyjaźń pomiędzy Martą a Adasiem i Agnieszką. I ten wątek można by nawet rozwinąć na osobną powieść, bo uważam, że ma duży potencjał. Przyjaźń to troszczenie się bowiem o drugą osobę, ale trzeba zachować pewne granice. Adam tak bardzo martwi się o Martę, że nie pozwala jej przeżyć jej własnego życia popełniając błędy, a z drugiej strony przez to swoje zamartwianie się przyjaciółką i jej losami, sam zaniedbuje swoją żonę. Dobrze, że w tym przypadku żona była dość wyrozumiała!
Książka mówi jeszcze o samotności. O samotności w wielu odcieniach: samotności człowieka gdy nie znalazł jeszcze swojej drugiej połówki, samotności dziecka w domu dziecka, potrzebie bliskości, ciepła rodzinnego, potrzebie przytulania, głaskania i poczucia bezpieczeństwa, samotności po stracie bliskiej osoby. O samotnych wieczorach, pustych ścianach mieszkania, samotnych spacerach, a nawet gotowaniu dla jednej osoby.
Książka bardzo mi się podoba, cieszę się, że trafiłam na nią w bibliotece. Przeczytałam ją naprawdę jednym tchem, jednak żeby napisać o niej kilka słów musiałam odczekać dwa dni. Odczekać, żeby ochłonąć, przemyśleć, może troszkę "przetrawić". Piękna i mądra to opowieść. Pomimo, że bije z jej kart smutek, to pozostawia troszkę nadziei. Daje dużo do myślenia, zmusza do refleksji. Ta książka to raczej opowieść, Marta doświadcza wielu dziwnych zbiegów okoliczności, w które trudno uwierzyć. Ja wierzę, że wszystko co się dzieje jest po coś. Ale w książce mamy to właściwie pokazane dość konkretnie i tych zbiegów okoliczności jest za dużo w za krótkim czasie. Dlatego uważam, że trzeba to potraktować bardziej jak jakąś metafizykę i znaki, na które trzeba przymknąć nieznacznie oko. W książce jest także dużo odniesień do Boga i religii. Jednak jest to bardzo fajnie przedstawione i pokazane w taki sposób, że mi osobiście odpowiadało. Uważam, że Autorka zrobiła to ze smakiem i taktem.A książka rozbudziła na tyle moje zainteresowanie, że na pewno planuję sięgnąć po kolejne lektury Pani Autorki:)
Wyzwanie: GRA W KOLORY
Wyzwanie: CZTERY PORY ROKU

