sobota, 25 maja 2019

NIEODGANIONY - MAUREEN JOHNSON

Truly Devious
Nieodgadniony || Znikający stopień

Wydawnictwo: PORADNIA K
Data wydania: maj 2018
Liczba stron: 480
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10

***

Kryminały uwielbiam i dlatego nie trzeba mnie było namawiać dwa razy do lektury "Nieodgadnionego".  Zaraz jak tylko otrzymała książkę, zaczęłam czytać. I właściwie tylko przez chorobę, która dopadła mnie i moje dzieci, czytanie zajęło mi więcej czasu. Książka bowiem wciąga i nie sposób jej odłożyć przed końcem. Teraz po zakończeniu czytania, cieszę się, że tom drugi już czeka w pogotowiu.

Akademia Ellinghama to elitarna, prywatna szkoła. Jej założyciel Albert Ellingham postawił stworzyć ją dla wybitnych, złaknionych wiedzy młodych ludzi. Za naukę w niej nie trzeba płacić, ale przyjmowani są tu tylko ci z wyjątkowymi pasjami. Każdy uczy się indywidualnie, a akademia jest w stanie zapewnić każdy rodzaj zajęć i sprowadzić każdą książkę dla swoich podopiecznych. Akademia zajmuje pokaźne miejsce, pełne zakamarków, ścieżek, ogrodów. W 1936 dochodzi jednak do tragedii - zostaje porwana żona (Iris) i córka (Alice) właściciela oraz ginie jednak z uczennic Dottie. Sprawa nie zostaje jednak do końca rozwiązana, pomimo, że za porwanie zostaje skazany człowiek. A jedynym śladem jaki pozostaje, to list - zagadka od Nieodgadnionego. Po latach w słynnej szkole naukę rozpoczyna Stevie Bell, której pasją jest kryminalistyka, a celem staje się rozwiązanie zagadki sprzed lat.

Książka podzielona jest na dwie sfery czasowe: w 1936, gdzie śledzimy losy Alberta Ellighama tuż po porwaniu ukochanych mu osób oraz w czasach współczesnych, gdzie poznajemy Stevie, która próbuje rozwikłać zagadkę sprzed lat, a w międzyczasie zawiązuje nowe przyjaźnie i przeżywa pierwsze miłosne zauroczenie. W czasach współczesnych dochodzi także do tragedii, podczas której ginie jeden z uczniów szkoły. Stevie nie jest w stanie przejść obojętnie wobec tych wydarzeń, a jej ciekawość i chęć dowiedzenia się prawdy zwycięża.

Główną bohaterką jest tutaj Stevie, nastolatka, indywidualistka, zafascynowana kryminałami, policyjnymi śledztwami i światem zbrodni. Zawsze marzyła o zobaczeniu miejsca zbrodni i zamordowanego. Nie przypuszczała jednak, że w szkole spełni się jej osobliwe marzenie. Ja od razu bardzo polubiłam Stevie i właściwie nic mi w niej nie przeszkadzało. To taka naprawdę zwyczajna dziewczyna, jedynie tylko z dość niespotykanym hobby😊 Polubiłam także Davida i Nate’a. I bardzo przypadły mi do gustu dialogi pomiędzy tymi bohaterami: inteligentne, pełne humoru i z nutką ironii.

Akcja książki toczy się spokojnym, miarowym tempem. Ale mnie nie znudziło. Wręcz przeciwnie – dałam się wciągnąć w ten mroczny szkolny klimat. I czasem naprawdę ciężko było mi się oderwać od lektury.

Dużym atutem tej książki jest styl i język Autorki, która niewątpliwie wykazała się ogromnym talentem. Jest on na tyle plastyczny, że bez problemu pozwala nam przenieść się w te szkolne mury, czaruje nas, a czasem i zwodzi. Maureen Johnson idealnie odmalowała za pomocą słowa mroczny klimat tej niespotykanej szkoły. Poranek był wstrząsająco piękny, tak jakby jesień chciała popisać się urodą, nim wszystko się rozpadnie, drzewa stracą liście i świat odda ducha. Piękny cytat, nieprawdaż?!:) A ja właśnie uwielbiam tego typu książki, gdzie oprócz bohaterów, fabuły, akcji, możemy jeszcze podelektować się pięknym słowem.

Powieść ta klasyfikowana jest w kategorii literatury młodzieżowej. Ale uważam, że dorosły czytelnik również będzie miał nie lada gratkę w próbie rozwikłania zagadki razem z tymi dzieciakami! Ja zdecydowanie sięgnę po drugi tom. I bardzo, ale to bardzo cieszę się, że już czeka na mnie na półce i nie muszę na niego czekać. Bo zakończenie niestety nie rozwiązało nam za dużo tajemnic… Zatem ja siadam do lektury „Znikającego stopnia”!

***

Wybrane cytaty: 


Lęk jest głupi i tyle. Nie odróżnia tego, co naprawdę straszne(jak pogrzebanie żywcem), od rzeczy, których nie ma się co bać(jak leżenie w łóżku pod kołdrą).

Kiedy zaczniesz pracować w tym fachu, nauczysz się brać rzeczy takimi, jakie są - a nie tak, jak rzekomo powinnaś.

Nie wiadomo, co się pamięta. Człowiek nie tyle kłamie, ile brak mu pewności, co widzi. Nie radzi sobie z określeniem czasu, dystansu, pory zdarzeń, zwłaszcza gdy się boi albo jest napięty. Gdy opowiada, co działo się po ciemku, to się kompletnie gubi. Najgorzej jest, gdy świadkowie się porozumiewają. Kiedy zaczynasz z kimś rozmawiać, wszystko, co masz w głowie, się zmienia. Nasza pamięć aktualizuje się jak komputerowa. Zostaje to, co najświeższe. Więc gdy zobaczy się wypadek, trzeba prędko zapisać wrażenia i nikomu nic nie opowiadać. Tylko wtedy relacja będzie przejrzysta w stu procentach. Nawet jeżeli coś ci umknie, unikniesz konfabulacji.

Poranek był wstrząsająco piękny, tak jakby jesień chciała popisać się urodą, nim wszystko się rozpadnie, drzewa stracą liście i świat odda ducha.

W dochodzeniach brakuje zwykle czasu. Z każdą godziną traci się dowody. Miejsca zbrodni tworzą ludzie i żywioły. Rzeczy zmieniają miejsce, przeobrażają się i zamazują. Organizmy ulegają gniciu. Wiatr rozwiewa kurz i nieczystości. Wspomnienia przekształcają się i nikną, Człowiek oddalając się od zdarzeń, oddala się od rozwiązania.

(...) pierwsza zbrodnia jest najtrudniejsza, ale gdy przekroczyć tę barierę, gdy mord uda się i to bez żadnych konsekwencji - kolejne są coraz łatwiejsze.


(...) trzeba tylko dać mu się wygadać, a sam stopniowo ujawni, kim jest i co nim powoduje.

- Uściślasz - odparł. - Co, jak wiadomo, robią i detektywi, i księgowi...
      





Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu PORADNIA K :) 

wtorek, 7 maja 2019

KLUB NIEWIERNYCH - DANIEL KOZIARSKI, AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA

Wydawnictwo: NOVAE RES
Data wydania: październik 2018
Liczba stron: 528
Moja bardzo subiektywna ocena: 7/10

***

Po "Klub niewiernych" sięgnęłam przede wszystkim ze względu na nazwisko Autorki. Książki Pani Agnieszki przeważnie zawsze stanowią świetna rozrywkę i gwarantują miło spędzony czas. Owszem, część z nich jest do przeczytania jeden raz, ale czasem trafią się perełki jak "Zakręty losu" czy "Bez przebaczenia". Tym razem Pani Agnieszka podjęła współpracę z Danielem Koziarskim. A to już ich drugie wspólne dzieło.

Głównymi bohaterami jest tu Justyna i Piotr, młode małżeństwo, bez dzieci, on jest lekarzem oraz ma wtrącającą się do wszystkiego matkę Urszulę i siostrę Beatę, ona pracuje w dziale finansowym w korporacji, a pochodzi z patologicznej, gdzie alkohol i przemoc była na porządku dziennym. Niestety przyglądając się ich związkowi od razu można zauważyć problemy: ona jest u kresu sił, gdy teściowa ciągle ją krytykuje, w pracy poznaje za to kogoś, kto ją rozumie lepiej, a on z kolei ucieka od konfrontacji pomiędzy żoną a matką i szuka doznań w internetowym "klubie niewiernych". A "Klub niewiernych" to miejsce, gdzie spotykają się ludzie szukający niezobowiązujących doznań i przygód seksualnych. Tu zawierają znajomości, na początku są to jedynie gry słowne, jednak niejednokrotnie relacje te przenoszone są ze świata wirtualnego do realnego. A to już niesie ze sobą pewnego rodzaju ryzyko. Czy małżonkom uda się pokonać kryzys? Jaką cenę poniosą za swoje wybory? I w końcu czy naturę człowieka można zmienić?

Dla mnie "Klub niewiernych" to dość nietypowa książka. Ja potraktowałabym ją raczej w kategorii przestrogi i ostrzeżenia przed takimi miejscami. Autorzy pokazali bowiem jak niebezpieczne znajomości można tam zawiązać i nigdy nie wiadomo kto może znajdować się po tej drugiej stronie... Jednak moim zdaniem całość fabuły jest dość mocno przerysowana. Za dużo tu, przynajmniej dla mnie, zbiegów okoliczności i zdarzeń losowych. Tu każdy mężczyzna ma "swoje za uszami", a z kolei niektóre kobiety są najczęściej pokrzywdzone i niekiedy zbyt mocno naiwne. Sam prolog już mnie lekko zdenerwował i sama się zdziwiłam, że aż tak mnie zirytował. Bo przecież czy kobieta, która nie zna mężczyzny, a umawia się z nim za pomocą internetu w jego domu i na pewno nie na kawę, niczego nie podejrzewa?! Może to wynika z tego, że niektórzy ludzie lubią zabawy obarczone pewnym ryzykiem, adrenaliną?! Akcja jest wartka, z odpowiednim tempem, aby czytelnik się nie nudził. Co ciekawe dużo przed końcem książki poznamy tożsamość mordercy. Ale to nie wpływa na nasze zainteresowanie zakończeniem. Nadal bowiem główkujemy co dalej? Zakończenie natomiast nazwałabym otwartym, sugerującym, że może pojawi się kontynuacja tej historii?!

Bohaterowie natomiast dość dobrze są tu wykreowani. Każdy ma swoje rozterki, wątpliwości, kłopoty czy demony, z którymi sam próbuje walczyć. Nie ma tu w zasadzie pozytywnych (chyba oprócz Justyny) postaci, bez żadnej skazy. Autorzy bardzo dobrze poradzili sobie z przedstawieniem każdej z nich wraz z jej wewnętrznymi dylematami. Poznajemy ich myśli i przede wszystkim motyw działania. Pod tym względem jest to dość dobry thriller psychologiczny. Do tego mamy tu mnogość bohaterów, przez co lektura nabiera smaczków i nie jest nudna, choć początkowo trudno było mi ich rozróżnić i „połapać się” kto z kim i dlaczego…

Ta powieść, mimo swojego głębszego przekazu, mnie jednak nie porwała. Nie była zła. Nie, nawet mnie w pewnym momencie wciągnęła, bo byłam ciekawa zakończenia. Ale nie pozostanie też w mojej głowie na dłużej. No, może oprócz tego uniwersalnego przesłania… Poza tym nigdy nie wiemy, co kryje się w drugim człowieku i czy tak naprawdę go znamy…

***

Wybrane cytaty: 

Nigdy nie wiadomo, co siedzi w drugim człowieku. Nie jesteśmy w stanie wejść do umysłu drugiej osoby i dostrzec niepokojących symptomów, choć później, z perspektywy czasu, wydają się one bardziej oczywiste.

Stale musimy dokonywać wyborów - odezwał się, przerywając ciszę. - Nie ma wyborów dobrych. Są tylko wybory właściwe w danym momencie.

niedziela, 21 kwietnia 2019

ŻYCZENIA

Zdrowych i wesołych 
Świąt Wielkanocnych, 
spędzonych w miłej i rodzinnej atmosferze:) 

Kasia
Księgozbiór Kasiny

czwartek, 11 kwietnia 2019

ŚMIERĆ W OGRODZIE - ELIZABETH IRONSIDE

Wydawnictwo: G+J
Data wydania: 2008
Liczba stron: 313
Moja bardzo subiektywna ocena: 5/10

***

„Śmierć w ogrodzie” to typowy, klasyczny kryminał. Od razu jednak zacznę, że mi niestety nie przypadł on do gustu, strasznie zmęczył mnie czytaniem i skończyłam go właściwie tylko dlatego, że potrzebny mi był do wyzwania w jakim biorę udział.

Akcja książki dotyczy wydarzeń jakie miały miejsce w 1925. Główną bohaterką jest Diana Pollexfen, która zaprasza na swoje urodziny znajomych. Podczas owego weekendu dochodzi jednak do śmierci jej męża George’a. Okazuje się, że przyczyną zgonu było zażycie trucizny jaką stała się mieszanka chemikaliów fotograficznych i whisky. Podejrzenia padają od razu na żonę, ponieważ to jej pasją była fotografia. Diana zostaje, więc oskarżona o morderstwo. Od razu na początku książki dowiadujemy się, że wyrok był uniewinniający. Jednak i tak nikt ze znajomych, ani osób wokół Diany nie wierzy w jej niewinność.

Z drugiej strony mamy Helenę, która została spadkobierczynią spadku po Dianie -swojej stryjecznej babce. W rzeczach po babce Helena znajduje pamiętniki jakie ta pisała właściwie przez całe życie. Dowiaduje się także, że babka została w przeszłości oskarżona o morderstwo męża. Sama zaczyna mieć wątpliwości czy w takiej sytuacji chciałaby przyjąć ów spadek. Dlatego chce poznać prawdę czy Diana rzeczywiście popełniła morderstwo. Zaczyna więc prowadzić swoje prywatne śledztwo. W między czasie boryka się także z problemami w swoim życiu osobistym. Głównym z nich, jaki spędza jej sen z powiek jest romans z Robertem, szanowanym politykiem, który jest niestety żonaty…

Bohaterowie książki wydali mi się papierowi i trudno było mi ich poznać głębiej. Chociaż muszę przyznać, że same przemyślenia i analizy tutaj zaprezentowane są dogłębne i dość dobrze opracowane. Dla mnie jednak wszystkich bohaterów było zbyt dużo i trudno mi było ich spamiętać, polubić, poznać bardziej.

Sam pomysł na fabułę książki jest ciekawy i interesujący. Jednak sposób jej przekazania jest dla mnie już mniej absorbujący. Za dużo tutaj dla mnie opisów, przemyśleń, pokrętnych myśli. Dlatego też czytało mi się bardzo mozolnie. Oj dawno już nie czytałam książki tak długo…

***

Wybrane cytaty: 

Mamy z góry ustalone opinie o starych ludziach, uważamy, że skoro teraz ich życie jest bezbarwne, to zawsze tak było!

Pozwól człowiekowi mówić o sobie.

Staraj się zrozumieć i nic nie mów. Słowa są bronią, zadają rany. Słów nie można cofnąć, a rany, nawet gdy się zaleczą, pozostawiają blizny.

Śmierć jest ogromną skałą i gdy lada chwila masz z niej spaść, niczym aztecka ofiara, sprawy toczące się na dnie doliny wydają się bardzo drobne, ale gdy znajdziesz się na ziemi wraz z resztą świata, znowu przybierają znaczne rozmiary.   

Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ

niedziela, 24 marca 2019

SYN ZAKONNICY - JOANNA JAX

Wydawnictwo: VIDEOGRAF
Data wydania: maj 2018
Liczba stron: 400
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10

***

Do przeczytania tej książki skłoniło mnie kilka rzeczy. Najważniejsza z nich to ta, że chciałam poznać prozę Pani Joanny Jax, ale nie chciałam zaczynać żadnego cyklu (ta książka stanowi całość historii) oraz to, że jest to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. 

Książka podzielona jest na dwie części. Pierwsza z nich przedstawia czasy współczesne. Poznajemy tutaj siostrę Miriam, która otrzymuje od starszej, umierającej już siostry Judyty kluczyk do schowka z jej pamiętnikami. Siostra Judyta prosi w tajemnicy młodą siostrę zakonną o przekazanie owych pamiętników jej synowi. Siostra Miriam chce jak najlepiej wykonać swoją "misję". Dlatego sama zaczyna zgłębiać historię siostry Judyty i powoli odkrywa tajemnicę jaka otacza owe pamiętniki. Pomaga jej w tym młody dziennikarz Łukasz Wagner. A jak zwykle zwycięża ciekawość, która skłania ją do przeczytania tajemniczych brulionów. Z drugiej strony poznajemy Jerzego Rosiaka, któremu umierający brat zdradza, że są jedynie przybranym rodzeństwem, bo matką Jerzego jest siostra zakonna, a ojcem niemiecki oficer. Od tego momentu Jerzy Rosiak próbuje odszukać swoich prawdziwych rodziców, a co za tym idzie odkryć tajemnicę swojego pochodzenia i dowiedzieć się czemu rodzice go zostawili, czy kochali jego i siebie nawzajem.
Druga część książki to historia mająca swój początek jeszcze przed wojną. To historia życia Amelii Kessler, a później siostry Judyty. To historia opowiadająca miłość dwojga ludzi Amelii i Rudolfa, którzy poznali się i pokochali w niewłaściwym dla siebie czasie i miejscu.

Książka ta wywarła na mnie ogromne wrażenie. Te parę słów o niej piszę dopiero po kilku dniach, gdzie emocje już we mnie przestały tak szaleć i w miarę opadły. Ale i tak wydaje mi się, że ta moja krótka notatka jest wyjątkowo chaotyczna. Zdaję sobie również sprawę, że za każdym razem jak będę ją czytać, będę chciała dodać nową myśl, nowe spostrzeżenie jakie mi się nasunęło. Podczas czytania miałam mętlik myśli i różnego rodzaju przemyśleń. Czasami zdarza mi się pisać te moje notatki już podczas czytania książki, ale tu nie było nawet o tym mowy. Powieść tą czyta się tak szybko, że nie ma czasu na jakiekolwiek poboczne rzeczy.

A ponieważ mam taki chaos w mym umyśle postanowiłam opisać tą powieść rzeczowo według określonych punktów. Po pierwsze bohaterowie. Moim zdaniem wykreowani są na najwyższym poziomie. Są wyjątkowo prawdziwi, z krwi i kości, ze swoimi wadami i zaletami. Nikt tu nie jest czarno-biały, każdy ma swoje przemyślenia i wewnętrzne rozterki. Oczywiście Amelia jest tu najistotniejsza i jej myśli są przewodnie, ale każdy z bohaterów wniósł coś wartościowego w tą historię i dzięki każdemu z nich książka stanowi genialną całość. Nie będę tu nikogo wymieniać z osobna, bo i siostra Judyta, i siostra Miriam toczą wewnętrzną walkę same ze sobą. Z drugiej strony Rudolf jest wyjątkowo ujmujący, a Łukasz też od razu budzi sympatię. Siostra Miriam niesie dużo nadziei, zwłaszcza, że mimo wielu wcześniejszych wątpliwości jej decyzja zdaje się przemyślana i nie podjęta pochopnie. Jest efektem wielu wewnętrznych rozważań i co najważniejsze jest to decyzja podjęta samodzielnie, bez namów czy nacisków ze strony zewnętrznej. Siostra Judyta pokazuje nam za to jak żyć, jak podejmować te najważniejsze dla siebie decyzje. Sama bowiem przekonała się, że zawsze należy podejmować je zgodnie ze swoim sumieniem i wewnętrznym głosem. Bo niestety to my będziemy płakać, a nie ci, którzy nam podpowiadali... Trzeba zatem słuchać własnego serca, a nie tylko iść za rozumem.

Kolejny punkt to fabuła. Dla mnie genialna. I kolejny raz można przekonać się, że najlepsze scenariusze pisze nam życie. Na efekt końcowy tej historii miało wpływ wiele rzeczy: wybuch wojny, status społeczny, narodowość naszych bohaterów, środowisko w jakim się obracali. Ta historia naprawdę chwyta za serce. Czasem wydaje się nie do uwierzenia. Ale czy podczas wojny nie było takich dramatów?! To był tak ekstremalny czas, że wszyscy byli pogubieni. A moim zdaniem Autorka naprawdę genialnie pokazała wątpliwości jakie targały Amelią i jej sposób myślenia, który na pozór wydawał się niezrozumiały i wręcz nieczuły. Joanna Jax idealnie pokazała wewnętrzną walkę, rozterki, wątpliwości czy po prostu ból jaki przeżywała Amelia.

I kolejna rzecz: temat wiary, religii, świata duchownego. Sam tytuł książki zapowiada nam kontrowersyjny temat. Tak to prawda. I nie każdy pewnie zgodzi się z poglądami jakie prezentuje Autorka. Ja zgodziłam się z nią w całości. Bardzo podobały mi się wszelkie komentarze dotyczące wiary i duchowości. Większość tych złotych myśli udało mi się uchwycić w cytatach, do których na pewno wrócę jeszcze niejeden raz. Czytając tą książkę przekonałam się także w swoim zdaniu, że zdecydowanie trzeba oddzielić religię i wiarę od świata duchownego i struktur kościelnych. 

Autorka zadała też podstawowe pytania na jakie każdy z nas pewnie próbował sobie kiedyś odpowiedzieć: czym w życiu się kierować: sercem czy rozumem? co w życiu jest najważniejsze? czy warto kierować się radami innych? czy rodzice powinni decydować za dziecko i w jakich sprawach? cz zawsze rodzice wiedzą co jest dobre dla ich dzieci? a co za tym idzie, czy zawsze powinniśmy słuchać swoich rodziców? Na te bardzo ważne pytania chyba każdy z nas musiał sobie odpowiedzieć sam. Ale w 100% zgodzę się, że nieważne kto pomógł nam w  podjęciu decyzji, to my ponosi jej skutki. Więc podejmując ją powinniśmy być jej jak najbardziej pewni. I powinniśmy podjąć ją jak najbardziej w zgodzie z samym sobą.

Joanna Jax narobiła mi smaczka na jej pozostałe powieści, po które na bank sięgnę. Tą bowiem czytałam z wypiekami na twarzy, nie mogąc doczekać się ciągu dalszego. To książka, która aż kipi od emocji, doznań, przemyśleń czy zadawanych sobie wciąż pytań. Na pewno nie pozostawi czytelnika obojętnego na wydarzenia tu przedstawione. I co najważniejsze nie jest to tylko zwykła opowieść, która miejsce. To historia, która pokazuje nam czym trzeba kierować się w życiu, za jakim drogowskazem iść. I zdecydowanie skłania do myślenia!

***

Wybrane cytaty: 

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący”… U schyłku życia jakże chciałabym sobie powiedzieć: „Judyto, ty cymbale”. Szkoda, Boże, że nie dajesz nam drugiej szansy na przeżycie naszego losu. Bo kiedy nasze serca są młode, uczciwe i otwarte, jesteśmy głupi, niedojrzali i nie idziemy za głosem naszych serc, ale za głosem innych ludzi. Wierzymy w ich mądrość, nieomylność i dobroć, porzucając własne uczucia. A przecież jest jak wół napisane: „Tak więc trwają te trzy: wiara, nadzieja i miłość, z nich zaś największa jest miłość”.

Jeśli pozwalasz, by ktoś za ciebie podejmował decyzje, pamiętaj, że gdy poniesiesz porażkę, to nie on będzie płakał za ciebie w poduszkę.

(...) jak mało wiemy o ludziach, blisko których przychodzi nam żyć.

A tak naprawdę nie walczymy ze złem tkwiącym w drugim człowieku, ale tym żyjącym w nas samych, tylko przyznać nam się do tego trudno. Nienawiść do drugiego człowieka jest w istocie nienawiścią do samego siebie. Mamy wszelkie prawo, by się bronić, ale nie na oślep i bez refleksji, bo w tym tłumie podłych ludzi możemy skrzywdzić jedynego prawego. Wolę więc nie zastanawiać się, czy ratuję życie szubrawcom i naszym wrogom, czy ludziom o dobrym sercu. Ratuję życie wszystkim. Na wypadek, gdyby pośród niesprawiedliwych trafił się jeden sprawiedliwy.

Czasami rodzicom wydaje się, że chcą dla swojego dziecka jak najlepiej, ale są jedynie ludźmi i niekiedy mogą się mylić.

I pewnego dnia zjawiła się u nas młoda dziewczyna, nie miała nawet trzynastu lat. Rodzice zmarli na hiszpankę, podobnie jak jej rodzeństwo, i próbowałam mówić jej o tym, jak Bóg ich potrzebował u siebie. Odpowiedziała mi, że jej to nie obchodzi, bo ona potrzebowała ich tutaj, na ziemi, a Bóg wykorzystał jedynie swoją władzę, nie zważając na jej rozpacz. W istocie, trudno niekiedy zrozumieć wyroki Boskie, dlatego ludzie powinni płakać, zrobić Bogu awanturę i upomnieć się o swoje. (...) Bóg wcale nie lubi bezwolnych poddanych i uniżonych sług. On ich nie potrzebuje. To człowiek potrzebuje do życia ludzi, a nie Bóg. Niekiedy nie usłucha i wtedy jestem trochę nawet na niego obrażona, ale potem się godzimy i zawsze coś mi podaruje dobrego, żeby mi humor poprawić - wyznała Konsolata.

Miałam piękny dom, rodziców i rodzeństwo. A jednak żelazne zasady były w tym domu najważniejsze i pokrzywiły mi spojrzenie na świat i na co dobre, a co złe. Niech moje dzieciątka kwitną więc w aurze miłości, tolerancji, by mogły w swoim życiu kierować się sercem, a nie strachem. Tresura jest dobra dla zwierząt (...).

Największą zbrodnią, jaką człowiek może sobie wyrządzić, jest okłamywanie samego siebie. I jeśli wciąż robimy rzeczy, z którymi w głębi duszy się nie zgadzamy, nadejdzie dzień, że to się na nas zemści. A wówczas nie będzie co zbierać.

Nie próbuję zrozumieć tego, na co nie mam wpływu, bo w taki sposób człowiek staje się nieszczęśliwy. To tak, jakbym żałował, że podoba mi się Mozart, a nie Wagner. Może to zbyt płaskie porównanie, ale niekiedy lepiej się poddać niż walczyć, bo ludzie z natury bywają przekorni i łakną najbardziej tego, czego mieć nie mogą.

Pomyślała, że niekiedy to ludzie popełniający jakiś straszny grzech żyją uczciwiej, bo zyskują świadomość, iż są jedynie słabymi istotami. Upadają nie tylko po to, by wstać, ale również, by zyskać coś cenniejszego - wiedzę o samym sobie. Jeśli ktoś dopuści się czynu karygodnego, który w jego sumieniu istnieje jako grzech ciężki, zdobywa tę cudowną zdolność nieoceniania innych, bo spalił się zbyt mocno, rozważając własny postępek.

Tak, odczucia tak często zapisują się w duszy. Wspomnienia twarzy, słów czy zapachów z czasem umykają. Pozostaje to drgnienie serca, gdy pomyśli się o osobie, która jest dla nas ważna.

To jest prostsze, niż nam się wydaje, to ludzie komplikują relacje z Bogiem. Służyć Bogu to służyć drugiemu człowiekowi. Jeśli więc o coś prosisz dla innych, w końcu Bóg się ugnie. On jest mądrością, której nie ogarniamy, a jednocześnie miłością, z którą nie jesteśmy w stanie się zmierzyć. Po co więc próbować? Lepiej trwać w prostocie serca, w swojej ułomności i baczyć jedynie, by inni przez nas nie płakali.

Zgodnie z zakładem Pascala lepiej żyć tak, jakby Bóg istniał, bo nie będzie czasu na poprawki.

(...) należy bać się żywych, a nie umarłych, bowiem ukazujące się duchy są najczęściej wytworami naszej zlęknionej wyobraźni, a ludzie istnieją w rzeczywistości.
            

Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ

poniedziałek, 18 marca 2019

Z KAŻDYM ODDECHEM - NICHOLAS SPARKS

Wydawnictwo: ALBATROS
Data wydania: październik 2018
Liczba stron: 368
Moja bardzo subiektywna ocena: 7/10

***

W ostatnim poście pisałam o zabawie u Anji z naćpana książkami. Teraz mogę już przedstawić Wam jej efekt:) Poniżej pytania jakie zostały postawione i odpowiedzi samej Gospodyni i moje. A na całość naszej dyskusji z głosami innych uczestników zapraszam już na bloga Anji naćpana książkami.


1. Czy jest to Twoje pierwsze spotkanie z twórczością autora ?



Nie. To już moja 4 pozycja od autora. Do tej pory zdążyłam przeczytać "Ostatnia piosenka", "List w butelce", "We dwoje".



Tak, to moje pierwsze spotkanie z tym Autorem i zaliczam je zdecydowanie do udanych. Do tej pory oglądałam jedynie ekranizacje na podstawie jego powieści, jak chociażby "Szczęściarz" czy "List w butelce".

2. Jak podchodziłaś do tej książki?




Z chęcią sięgam po książki pana Sparksa i tym bardziej ucieszyłam się, że wraz z Rosemaryczyta wybraliśmy akurat tą pozycję. Tym bardziej, że niektórzy uczestnicy nie mieli styczności  z twórczością pisarza.

A jak Ty podchodziłaś do tego ?



Ja ostatnimi czasy ciągle poznaje nowych Autorów, więc i tu ucieszyłam się, że przy okazji (jakże ciekawej :) ) będę mieć możliwość poznania nowego.

3. Co myślisz o fabule ?





Fabuła według mnie to najważniejszy aspekt w książce. Początkowo wydawało mi się, że będzie to typowa historia romantyczna, która nie wprowadzi w mojej dotychczasowe życie niczego nowego. Jednakże pan Sparks prawił, że urzekł mnie tą opowieścią i chętnie zaczytywałam w się w nią coraz głębiej i głębiej.  Nie mniej jednak czegoś mi w niej zabrakło. Czytając czułam się tak jakby autor nie wiedział jak dokończyć niektóre wątki, które zaczął.

A co Ty o tym myślisz ?


Autor: Księgozbiór Kasiny
Mi fabuła nawet przypadła do gustu. Spodziewałam się romantycznej opowieści i taką otrzymałam. Jedyne co mnie troszkę irytowało, to zbyt dużo zbiegów okoliczności. A to sprawiło, że do końca nie mogłam zapomnieć, że czytam książkę... Być może to specjalny zabieg Autora, żeby skupić uwagę czytelnika na przekazywanej myśli…

 
4. Czy według Ciebie akcja w książce rozgrywa się szybko ?





No cóż. Co do akcji w tej lekturze mogę śmiało napisać, że według mojej oceny toczy się ona powoli, ale za to miarowo. Idealnie dopasowywuję się do danej sytuacji. Jest to niebywała zaleta, ponieważ w miarę czytania autor stara się nas jeszcze bardziej wtajemniczyć w tą historię.Czy Ty też tak uważasz ?

Autor: Księgozbiór Kasiny
Zdecydowanie akcja tutaj nie pędzi, toczy się w swoim wyznaczonym rytmie, Ale przy tego typu opowieści, wydaje mi się, że pośpiech nie jest wskazany. Fajnie jak czasem podczas czytania czytelnik ma chwilę na zastanowienie i refleksje o danym temacie. Ja podczas lektury często miałam "mętlik" myśli i zaczęłam zastanawiać się nad wieloma rzeczami…

5. Jak według Ciebie autor poradził sobie z wykreowaniem bohaterów ?





Dobrze wykreowani bohaterzy to połowa sukcesu. Pan Sparks według mnie bardzo dobrze poradził sobie z tym. Uważam, że stworzył postacie idealnie odzwierciedlających ludzi w świecie rzeczywistym. Chociaż są to postacie fikcyjne. Pisarz nie wyidealizował postaci przedstawionych w tej lekturze, gdzie często zdarza mi się spotykać to u innych autorów. Jednak dzięki temu mogłam zagłębić się w te czytadło bez problemu.

Czy popierasz moją myśl?


Autor: Księgozbiór Kasiny
Tak, w całej rozciągłości popieram Twoje zdanie! I co najważniejsze polubiłam tych bohaterów i dlatego tym bardziej miło spędziłam z nimi ten czas. A do tego każde z nich nie jest pozbawione wad. Każde z nich ma swoje wewnętrzne rozterki, a przez to nie są właśnie tacy "papierowi". Zwłaszcza Hope.

6. A co uważasz na temat stylu pisania ?





Styl jak zawsze u pana Sparksa jest lekki i bardzo zrozumiały. Przez to książkę czyta się szybko i swobodnie. Nie znalazłam w niej niepotrzebnych opisów, a wręcz przeciwnie. Wiele ciekawych informacji mogłam się dowiedzieć na temat życia w buszu. Tym bardziej, iż sam autor przyznał się, że niektóre wstawki do tej lektury są prawdziwe.

A jak Ty uważasz?

Autor: Księgozbiór Kasiny
Tak, rzeczywiście jest to bardzo lekki i przyjemny styl. A to sprawia, że książkę czyta się w tempie ekspresowym:)


7. Jak uważasz do jakiej grupy czytelników jest kierowana ta pozycja ?





Hmm... uważam, że książka przede wszystkim jest kierowana do czytelników, którzy zaczytują się w romansidłach. Jednakże uważam, że również każdy młody dorosły powinien przeczytać ten utwór. Jest to naprawdę dobra pozycja, która pokazuje nam jaka miłość potrafi przetrwać wszystko.

A co Ty na ten myślisz?


Autor: Księgozbiór Kasiny
hmmm, ja na pewno tą książkę poleciłabym kobietą, które lubią romantyczne opowieści...


8. Czy zauważyłaś w tej lekturze jakieś wady ? A może ma same zalety ?





Jedyną wadą jaką zauważyłam jest ta o jakiej wspominałam już wcześniej. Czyli wydawało mi się, że w pewnym momencie pisarz nie wiedział jak zakończyć dany wątek. No i może to, że trochę inaczej widziałam zakończenie tej lektury. Niemniej jednak uważam, że pomimo tych małych wad, książka jest bardzo interesująca. I ma więcej zalet.

Czy Ty też tak uważasz ?


Autor: Księgozbiór Kasiny
Dla mnie główną wadą były owe zbiegi okoliczności, co podważało uwiarygodnienie tej historii. A co do zakończenia, o którym piszesz - też liczyłam na inne, ale racjonalnie rzecz biorąc to jakie jest, jest bardziej przemawiające i podkreślające myśl jaką chciał przekazać Autor.


9. Czy lektura jest godna polecenia ?





Tak. Jak najbardziej gorąco zachęca do przeczytania tej pozycji. Mimo, że historie romantyczne w każdej książce są podobne to w tej jednak coś sprawiło, że poczułam taki powiew świeżości. Być może dlatego, że pan Sparks sprawił, że w trakcie tej lektury uroniłam kilka łez. A uwierzcie mi nie jestem typem płaczących przy książkach. Dzieło te sprawiło, że inaczej patrzę na niektóre sprawy.

A czy Ty ją polecisz ?


Autor: Księgozbiór Kasiny
hmm i tu mam dylemat. Bo mi osobiście książka się spodobała. Na pewno zapamiętam ją i przesłanie jakie z niej wyniosłam. A z drugiej strony ja takie książki lubię czytać, ale tylko od czasu do czasu. A czy polecę? Tak, ale na pewno nie każdemu. To zdecydowane musi być "dusza romantyczna":)


10. Sięgniesz po kolejne pozycje autora ?





Jak najbardziej dalej będę zaczytywać się w twórczości pisarza. Pomimo, że czytałam lepsze powieści wydane z pod jego pióra to w dalszej mierze nie zmienia to faktu, że tak jak wspominałam wyżej jest to mój jeden z ulubieńców.

A Ty ? Sięgniesz po kolejne książki ?



Autor: Księgozbiór Kasiny
Tak, ta książka podobała mi się. I mam nadzieję, że nie jest to moje ostatnie spotkanie z tym Autorem!


Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę miała możliwość wzięcia udziału w tego typu zabawie, bo to naprawdę fajne doświadczenie i wreszcie dyskusja z prawdziwego zdarzenia. Poza tym teraz lektura "Z każdym oddechem" będzie mi się wyjątkowo ciepło wspominała:) Anja - świetny pomysł:)