Madeline Guillaume Musso
Telefon od anioła || Apartament w Paryżu
Wydawnictwo: ALBATROS
Data wydania: sierpień 2018
Liczba stron: 400
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10
***
Musso to kolejny pisarz, którego wcześniej nie znałam, a wiele słyszałam
o jego książkach. Stąd i u mnie chęć poznania jego twórczości bliżej.
Na pierwszy ogień poszła najnowsza jego powieść "Apartament w Paryżu".
Książka na pewno przykuwa wzrok swoim wydaniem i przepiękną, urokliwą
okładką. Do tego ja zawsze chciałam i chce nadal odwiedzić Paryż. Może
kiedyś mi się to uda:) Nie zrażają mnie nawet takie opisy jakie
przedstawił tutaj Autor o tym mieście, bowiem i tego się spodziewam...
Ale do rzeczy!
W książce mamy dwóch bohaterów: Gaspard - ekscentryczny samotnik,
stroniący od elektroniki i wszelkiego rodzaju nowinek technologicznych,
pisarz dramaturg, który przybywa do Paryża, aby napisać swoją kolejną
sztukę oraz Madeline - kobieta po przejściach, zraniona przez los, była
policjantkę, która szuka tutaj chwili samotności i odpoczynku. Tych
dwoje spotyka się przypadkiem, gdy okazuje się, że w wyniku pomyłki
wynajęli jednocześnie ten sam apartament. Oboje są jednak nim bardzo
zauroczeni i z wyjątkową ciekawością poznają losy tego miejsca, a
dokładniej jego nieżyjącego już właściciela - malarza Seana Lorenza.
Stanowią oni swoje przeciwieństwa i z jednej strony denerwują się na
siebie, ale z drugiej panuje między nimi swego rodzaju nić przyciągania,
może tęsknoty za czymś… Ta dwójka jest w świetny sposób wykreowana,
mają swoje zalety, ale i wady, a każde z nich poszukuje drogi do samego
siebie. Pierwsza myśl jak tych dwoje się spotyka? Oj będzie romans…. Ale
jednak nie tak do końca. Autor postawił bardziej na przedstawienie
poszukiwania przez nich właściwej, życiowej drogi i własnego ja.
Początek fabuły wydaje się właściwie banalny: pomyłka, przypadkowe
spotkanie, wspólne rozwiązywanie zagadki... Jednak sposób opowiedzenia
tej historii, wielość w niej wątków zasługuje na uwagę. Musso na pewno
zainteresował mnie i zaintrygował. Madeline i Gaspard zaczynają na
własną rękę szukać informacji o słynnym malarzu i wciągają się w
odnalezienie trzech zaginionych obrazów, które artysta namalował tuż
przed śmiercią. Guillaume Musso miał świetny pomysł na przedstawienie
takiego śledztwa, bowiem kolejne rozdziały na przemian dotyczą postępów w
śledztwie prowadzonym przez Madeline i Gasparda. Podstawą jest tu
historia malarza, a poznajemy ją poprzez naprzemienne działania tej
dwójki bohaterów. Na pewno takie przedstawienie fabuły bardzo przypadło
mi do gustu i ewidentnie przykuło moją uwagę.
Na początku fabuła rozwija się powoli, aby nabrać rozpędu. A im bliżej
końca tym ciekawiej. Bardzo spodobał mi się sposób prowadzenia fabuły
przez Autora. Czytanie bowiem rozpoczęłam z nastawieniem, że szukamy
obrazów i to jest cel! Oj bardzo się zdziwiłam jak okazało się, że
obrazy zostały znalezione już w połowie książki! A ich odnalezienie, to
właściwie początek całej góry lodowej wydarzeń jakie nastąpiły po tym. I
tak było kilka razy, kiedy już myślałam, że to koniec, nagle okazywało
się, że to tylko zwrot w fabule i początek kolejnego wątku… A całość
stanowi misternie utkaną historię, która przedstawiona jest w
oryginalny, logiczny sposób. A historia ta jest naprawdę przerażająca… I
mamy tu naprawdę niezły kawałek literatury sensacyjnej.
To moja pierwsza przeczytana książka tego Autora, dlatego nie
wyszczególnię typowych dla niego elementów. Całość oceniam jednak bardzo
wysoko. Z pewnością będę chciała poznać wcześniejsze powieści Musso. I
muszę powoli nadrobić te zaległości, bo widzę, że dużo mnie ominęło!
Przede wszystkim intrygują mnie te elementy fantastyczne w jego
książkach, których tak wiele czytelników wspomina…
Niesamowita jest także cała atmosfera książki. Klimat jest przesycony
wręcz sztuką i światem kultury. Sama zaczęłam zastanawiać się jak Autor
to zrobił, że nie stosując żmudnych i nużących opisów odmalował klimat
Paryża. Za pomocą słowa oddał istotę obrazów, ich nietuzinkowych barw
czy gry świateł – tak przecież ważnych w malarstwie. Zwrócił też uwagę
czytelnika na muzykę czy zapach. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że
sztuka, a głównie malarstwo grają tu jedną z pierwszoplanowych postaci. A cała książka przesycona jest klimatem melancholii i zadumy...
***
Wybrane cytaty:
Nie ma gorszego głuchego niż ten, który nie chce słuchać...
- A jaka jest różnica między farbami syntetycznymi a pigmentami naturalnymi? - odważyła się spytać Madeline.
Fayol znów spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Taka jak pomiędzy "pieprzyć się" i "kochać", jak między dźwiękiem z
empetrójki a płytą winylową, między winem kalifornijskim a burgundem...
(...) Pojawienie się dziecka wymazuje wszelkie
mroki poprzedniego życia. Absurdalność świata, jego brzydotę,
straszliwą głupotę ponad połowy mieszkańców planety, a także tchórzostwo
wszystkich tych, którzy polują w stadzie. Kiedy masz dziecko, w jednej
chwili gwiazdy porządkują się na niebie! Twoje błędy, pomyłki i grzechy
odkupione zostają jednym spojrzeniem twojego dziecka.
Sztuka jest jak pożar, powstaje z tych, których spaliła.
(...) szczęście jest super w życiu, ale nie nadaje się do tworzenia. Czy znasz jakichś szczęśliwych artystów?
wtorek, 22 stycznia 2019
czwartek, 17 stycznia 2019
MAŁA KSIĘGARNIA SAMOTNYCH SERC - ANNIE DARLING
Księgarnia samotnych serc
Mała księgarnia samotnych serc || ...
Wydawnictwo: CZARNA OWCA
Data wydania: maj 2017
Liczba stron: 387
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10
***
Uwielbiam książki o książkach. A idealnym przykładem takiej lektury jest „Mała księgarnia samotnych serc”. Tytuł być może jest mało zachęcający, ale opis mnie skusił, z czego ogromnie się cieszę😊
Lavinia, to ekscentryczna starsza pani, która jest właścicielką księgarni. Po swojej śmierci zostawia testament, a w nim przekazuje ową księgarnię Posy Morland – 28 – letniej dziewczynie, która pracowała w księgarni i po śmierci rodziców musiała zaopiekować się swoim nastoletnim bratem. Zaznaczyła jednak, że gdyby w przeciągu dwóch lat księgarnia nie przynosiła zysków, ma przejść w ręce wnuczka Lavinii – Sebastiana. Sebastian i Posy znają się od dzieciństwa, zawsze sobie dogryzali, on jak byli dzieckiem zamknął ją w schowku na węgiel, a ona zawsze gdzieś w głębi serca podkochiwała się w nim. Poznajemy Posy właśnie w tym krytycznym dla niej momencie, gdy otrzymuje spadek i jednocześnie musi tu i teraz zacząć myśleć o innych (swoim bracie i zapewnieniu mu środków do życia, swoich pracownikach, za których teraz czuje się odpowiedzialna). Dziewczyna zetknęła się więc z realnym życiem, daleko odbiegającym od tego przedstawionego w jej ukochanych powieściach romantycznych. Postanawia jednak dokonać transformacji lokalu, a jej pomysłem jest stworzenie księgarni wyspecjalizowanej w sprzedaży powieści romantycznych. Sama bohaterka także pisze swoją powieść, którą chowa jedynie „do szuflady” i pisze ją głównie w celu ujścia dla swoich uczuć złości i możliwości „wyżycia się” przynajmniej w taki sposób na Sebastianie!
Na uwagę zasługują przede wszystkim nietuzinkowo wykreowani bohaterowie. Posy jest ciepłą, spontaniczną „dziewczyną z sąsiedztwa”, która niekoniecznie zwraca uwagę na porządek w swoim mieszkaniu i nie ma figury modelki. Sebastian natomiast jest zgryźliwy, opryskliwy, zawsze ubrany w perfekcyjnie skrojony garnitur i pasujące do niego ekstrawaganckie dodatki. Oboje niestety mają całkiem inną wizję ratowania literackiego miejsca jakie odziedziczyła Posy. Mi najbardziej do gustu przypadły ich wspólne dialogi. Uśmiech zawsze pojawiał się na ojej twarzy, gdy czytałam o ich wzajemnym przekomarzaniu się, bo przecież wiadomo, że „kto się czubi, ten się lubi”😊
Książka jest bardzo pozytywna, optymistyczna i pełna humoru. Niejednokrotnie podczas lektury uśmiałam się, choć bohaterom nie zawsze było wesoło😊 Poza tym ja zdecydowanie dałam ponieść się klimatowi tej książki, rozmarzyłam się o takim ciepłym wnętrzu księgarni, którą sama z wielką przyjemnością chciałabym odziedziczyć. Czytając już czułam zapach tych wszystkich książek, aromat świec czy chociażby ciast, wypieków i kawy z kawiarenki powstałej przy księgarni. Nie pozostaje zatem nic innego jak usiąść w wygodnym fotelu z kawałkiem gorącej szarlotki i kieliszkiem aromatycznego wina.
Ja już wypatruje tomu drugiego i nie mogę się go doczekać! Na bank będę na niego polować! Bo już jestem ciekawa, co nowego u naszych bohaterów… Ach, tylko ile jeszcze mamy na nią czekać?!
***
Wybrane cytaty:
(...) nie ma czegoś takiego, jak za dużo książek.
Jeśli chce się osiągnąć coś wielkiego, trzeba przestać prosić o pozwolenie.
Jak powiedział Walt Disney: "Aby zacząć, trzeba przestać mówić i przystąpić do działania".
Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ
Mała księgarnia samotnych serc || ...
Wydawnictwo: CZARNA OWCA
Data wydania: maj 2017
Liczba stron: 387
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10
***
Uwielbiam książki o książkach. A idealnym przykładem takiej lektury jest „Mała księgarnia samotnych serc”. Tytuł być może jest mało zachęcający, ale opis mnie skusił, z czego ogromnie się cieszę😊
Lavinia, to ekscentryczna starsza pani, która jest właścicielką księgarni. Po swojej śmierci zostawia testament, a w nim przekazuje ową księgarnię Posy Morland – 28 – letniej dziewczynie, która pracowała w księgarni i po śmierci rodziców musiała zaopiekować się swoim nastoletnim bratem. Zaznaczyła jednak, że gdyby w przeciągu dwóch lat księgarnia nie przynosiła zysków, ma przejść w ręce wnuczka Lavinii – Sebastiana. Sebastian i Posy znają się od dzieciństwa, zawsze sobie dogryzali, on jak byli dzieckiem zamknął ją w schowku na węgiel, a ona zawsze gdzieś w głębi serca podkochiwała się w nim. Poznajemy Posy właśnie w tym krytycznym dla niej momencie, gdy otrzymuje spadek i jednocześnie musi tu i teraz zacząć myśleć o innych (swoim bracie i zapewnieniu mu środków do życia, swoich pracownikach, za których teraz czuje się odpowiedzialna). Dziewczyna zetknęła się więc z realnym życiem, daleko odbiegającym od tego przedstawionego w jej ukochanych powieściach romantycznych. Postanawia jednak dokonać transformacji lokalu, a jej pomysłem jest stworzenie księgarni wyspecjalizowanej w sprzedaży powieści romantycznych. Sama bohaterka także pisze swoją powieść, którą chowa jedynie „do szuflady” i pisze ją głównie w celu ujścia dla swoich uczuć złości i możliwości „wyżycia się” przynajmniej w taki sposób na Sebastianie!
Na uwagę zasługują przede wszystkim nietuzinkowo wykreowani bohaterowie. Posy jest ciepłą, spontaniczną „dziewczyną z sąsiedztwa”, która niekoniecznie zwraca uwagę na porządek w swoim mieszkaniu i nie ma figury modelki. Sebastian natomiast jest zgryźliwy, opryskliwy, zawsze ubrany w perfekcyjnie skrojony garnitur i pasujące do niego ekstrawaganckie dodatki. Oboje niestety mają całkiem inną wizję ratowania literackiego miejsca jakie odziedziczyła Posy. Mi najbardziej do gustu przypadły ich wspólne dialogi. Uśmiech zawsze pojawiał się na ojej twarzy, gdy czytałam o ich wzajemnym przekomarzaniu się, bo przecież wiadomo, że „kto się czubi, ten się lubi”😊
Książka jest bardzo pozytywna, optymistyczna i pełna humoru. Niejednokrotnie podczas lektury uśmiałam się, choć bohaterom nie zawsze było wesoło😊 Poza tym ja zdecydowanie dałam ponieść się klimatowi tej książki, rozmarzyłam się o takim ciepłym wnętrzu księgarni, którą sama z wielką przyjemnością chciałabym odziedziczyć. Czytając już czułam zapach tych wszystkich książek, aromat świec czy chociażby ciast, wypieków i kawy z kawiarenki powstałej przy księgarni. Nie pozostaje zatem nic innego jak usiąść w wygodnym fotelu z kawałkiem gorącej szarlotki i kieliszkiem aromatycznego wina.
Ja już wypatruje tomu drugiego i nie mogę się go doczekać! Na bank będę na niego polować! Bo już jestem ciekawa, co nowego u naszych bohaterów… Ach, tylko ile jeszcze mamy na nią czekać?!
***
Wybrane cytaty:
(...) nie ma czegoś takiego, jak za dużo książek.
Jeśli chce się osiągnąć coś wielkiego, trzeba przestać prosić o pozwolenie.
Jak powiedział Walt Disney: "Aby zacząć, trzeba przestać mówić i przystąpić do działania".
Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ
piątek, 28 grudnia 2018
HOTEL POD JEMIOŁĄ - RICHARD PAUL EVANS
Kolekcja pod Jemiołą
Obietnica pod Jemiołą || Hotel pod Jemiołą || Tajemnica pod Jemiołą
Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
Data wydania: listopad 2017
Liczba stron: 288
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10
***
Kolekcję pod Jemiołą wyjątkowo czytam od końca. A ponieważ wszystkie książki są w klimacie świątecznym, więc z wielką ochotą zabrałam się za część drugą. Co bardzo ważne - nie trzeba ich czytać w kolejności, bo każda z nich jest osobną, niepowiązaną ze sobą historią.
Bohaterką "Hotelu pod Jemiołą" jest młoda dziewczyna Kim, która pomimo swojego młodego wieku została już niejednokrotnie skrzywdzona przez los... Nie tylko wiązała się do tej pory z niewłaściwymi mężczyznami, ale także przeżyła w dzieciństwie kilka prób samobójczych oraz śmierć swojej mamy. Teraz też nie ma łatwiej, bo jest świeżo po rozwodzie i dowiaduje się, że jej ukochany tata jest poważnie chory i może go stracić. W tym momencie swojego życia ma okazję wyjechać na konferencje dla początkujących pisarzy romansów. Postanawia więc z niej skorzystać....
Richard Paul Evans bardzo fajnie tworzy bohaterów, nie są oni papierowi czy wyidealizowani. Mają swoje zalety, ale i wady, tak jak każdy inny człowiek. Mają rozterki, wątpliwości, czasami nie wiedzą co mają zrobić. Ja od razu polubiłam Kim, jej tatę, Zeke'a czy Samanthę... Aż sama chciałabym ich poznać!
To nie jest książka, w której akcja pędzi na łeb na szyję. Chodzi tu raczej o to jak Kim zmienia swój sposób myślenia. Tata Kim wreszcie uświadamia jej, że Mama bardzo ją kochała i za nic na świecie nie zmieniłaby swoich decyzji związanych z dzieckiem. A Zeke pokazał jej, że jest warta przyjaźni i miłości... Wydarzenia są tutaj przewidywalne, czytelnik raczej nie będzie zaskoczony zakończeniem. Ale mi w ogóle to nie przeszkadzało. W tego typu książkach totalnie mi to nie przeszkadza:)
"Hotel pod Jemiołą" to także książka wyjątkowo świąteczna i klimatyczna. Aż czuje się w powietrzu zapach choinki, śnieg czy ma się chęć spróbować świątecznych potraw. Evans jest czarodziejem pod tym względem. Atmosfera książki genialnie odzwierciedla ten specjalny czas w roku, na który większość z nas przecież czeka z utęsknieniem.
To moja druga przeczytana książka tego Autora i zdecydowanie uważam, że jest lepsza niż poprzednia! Być może jest ona o wiele bardziej nostalgiczna, dająca do myślenia i zastanowienia się nad niektórymi rzeczami, które są ważne w życiu... Przez to jest nieco smutniejsza, ale przecież nie zawsze chodzi tylko zabawę, prawda? A czasem potrzeba i takiej chwili zadumy...
***
Wybrane cytaty:
Chwile, które najbardziej chcemy zapomnieć, z reguły są tymi, których nigdy nie zapomnimy.
Jak to się dzieje, że bardzo często ci, którzy mają najmniej, najchętniej dzielą się z innymi?
Miłość jest jak nauka tańca. Gdy dwoje ludzi słyszy pierwsze takty muzyki, ogarnia ich pasja i mają gdzieś, czy ktoś na nich patrzy, bo pragną tylko szaleć. Tańczą niezdarnie, źle stawiają kroki i upadają, a czasami nawet tańczą do innej melodii, ale tego nie zauważają, bo tak bardzo porywa ich muzyka. Ale potem muzyka cichnie i zaczynają deptać sobie po palcach. Niektórzy myślą, że tak wygląda prawda o związku, i uciekają. Prawda jednak jest taka, że dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa miłość. Dopiero wtedy dwoje ludzi zaczyna się uczyć swoich rytmów i tego, jak się zgrać. I jeśli wytrwają wystarczająco długo, może nawet nauczą się tańczyć z gracją.
Poczucia własnej wartości nie mogą nam zapewnić inni ludzie. Albo się w siebie wierzy, albo nie.
Prawdziwa miłość nie polega na pożądaniu osoby, ale pragnieniu jej szczęścia – czasami nawet kosztem własnego. Prawdziwa miłość to nadzwyczajna wyrozumiałość i troska, to czynne dążenie do dobrostanu ukochanej osoby. Wszystko inne to po prostu maskowanie własnych egoistycznych pragnień.
Zbyt często przegrywamy dzisiejsze bitwy, ponieważ nadal toczymy wczorajsze walki.
Książki to dużo więcej niż tylko papier, klej i farba drukarska. To coś więcej niż cyfrowe wydruki. To iskry. Iskry, które wzniecają pożary. Iskry, które wzniecają rewolucje. Każda ważna rewolucja zaczęła się od książki. Każda wielka rewolucja religijna zaczęła się od książki. Miliardy ludzi wybierały określoną drogę życiową z powodu książki. Każda rewolucja polityczna zaczęła się od książki. Każda rewolucja kulturalna i społeczna zaczęła się od książki.
Tylko wybitny naukowiec potrafi wytłumaczyć laikowi skomplikowane teorie. Przystępność to prawdziwy geniusz.
Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ
Obietnica pod Jemiołą || Hotel pod Jemiołą || Tajemnica pod Jemiołą
Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
Data wydania: listopad 2017
Liczba stron: 288
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10
***
Kolekcję pod Jemiołą wyjątkowo czytam od końca. A ponieważ wszystkie książki są w klimacie świątecznym, więc z wielką ochotą zabrałam się za część drugą. Co bardzo ważne - nie trzeba ich czytać w kolejności, bo każda z nich jest osobną, niepowiązaną ze sobą historią.
Bohaterką "Hotelu pod Jemiołą" jest młoda dziewczyna Kim, która pomimo swojego młodego wieku została już niejednokrotnie skrzywdzona przez los... Nie tylko wiązała się do tej pory z niewłaściwymi mężczyznami, ale także przeżyła w dzieciństwie kilka prób samobójczych oraz śmierć swojej mamy. Teraz też nie ma łatwiej, bo jest świeżo po rozwodzie i dowiaduje się, że jej ukochany tata jest poważnie chory i może go stracić. W tym momencie swojego życia ma okazję wyjechać na konferencje dla początkujących pisarzy romansów. Postanawia więc z niej skorzystać....
Richard Paul Evans bardzo fajnie tworzy bohaterów, nie są oni papierowi czy wyidealizowani. Mają swoje zalety, ale i wady, tak jak każdy inny człowiek. Mają rozterki, wątpliwości, czasami nie wiedzą co mają zrobić. Ja od razu polubiłam Kim, jej tatę, Zeke'a czy Samanthę... Aż sama chciałabym ich poznać!
To nie jest książka, w której akcja pędzi na łeb na szyję. Chodzi tu raczej o to jak Kim zmienia swój sposób myślenia. Tata Kim wreszcie uświadamia jej, że Mama bardzo ją kochała i za nic na świecie nie zmieniłaby swoich decyzji związanych z dzieckiem. A Zeke pokazał jej, że jest warta przyjaźni i miłości... Wydarzenia są tutaj przewidywalne, czytelnik raczej nie będzie zaskoczony zakończeniem. Ale mi w ogóle to nie przeszkadzało. W tego typu książkach totalnie mi to nie przeszkadza:)
"Hotel pod Jemiołą" to także książka wyjątkowo świąteczna i klimatyczna. Aż czuje się w powietrzu zapach choinki, śnieg czy ma się chęć spróbować świątecznych potraw. Evans jest czarodziejem pod tym względem. Atmosfera książki genialnie odzwierciedla ten specjalny czas w roku, na który większość z nas przecież czeka z utęsknieniem.
To moja druga przeczytana książka tego Autora i zdecydowanie uważam, że jest lepsza niż poprzednia! Być może jest ona o wiele bardziej nostalgiczna, dająca do myślenia i zastanowienia się nad niektórymi rzeczami, które są ważne w życiu... Przez to jest nieco smutniejsza, ale przecież nie zawsze chodzi tylko zabawę, prawda? A czasem potrzeba i takiej chwili zadumy...
***
Wybrane cytaty:
Chwile, które najbardziej chcemy zapomnieć, z reguły są tymi, których nigdy nie zapomnimy.
Jak to się dzieje, że bardzo często ci, którzy mają najmniej, najchętniej dzielą się z innymi?
Miłość jest jak nauka tańca. Gdy dwoje ludzi słyszy pierwsze takty muzyki, ogarnia ich pasja i mają gdzieś, czy ktoś na nich patrzy, bo pragną tylko szaleć. Tańczą niezdarnie, źle stawiają kroki i upadają, a czasami nawet tańczą do innej melodii, ale tego nie zauważają, bo tak bardzo porywa ich muzyka. Ale potem muzyka cichnie i zaczynają deptać sobie po palcach. Niektórzy myślą, że tak wygląda prawda o związku, i uciekają. Prawda jednak jest taka, że dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa miłość. Dopiero wtedy dwoje ludzi zaczyna się uczyć swoich rytmów i tego, jak się zgrać. I jeśli wytrwają wystarczająco długo, może nawet nauczą się tańczyć z gracją.
Poczucia własnej wartości nie mogą nam zapewnić inni ludzie. Albo się w siebie wierzy, albo nie.
Prawdziwa miłość nie polega na pożądaniu osoby, ale pragnieniu jej szczęścia – czasami nawet kosztem własnego. Prawdziwa miłość to nadzwyczajna wyrozumiałość i troska, to czynne dążenie do dobrostanu ukochanej osoby. Wszystko inne to po prostu maskowanie własnych egoistycznych pragnień.
Zbyt często przegrywamy dzisiejsze bitwy, ponieważ nadal toczymy wczorajsze walki.
Książki to dużo więcej niż tylko papier, klej i farba drukarska. To coś więcej niż cyfrowe wydruki. To iskry. Iskry, które wzniecają pożary. Iskry, które wzniecają rewolucje. Każda ważna rewolucja zaczęła się od książki. Każda wielka rewolucja religijna zaczęła się od książki. Miliardy ludzi wybierały określoną drogę życiową z powodu książki. Każda rewolucja polityczna zaczęła się od książki. Każda rewolucja kulturalna i społeczna zaczęła się od książki.
Tylko wybitny naukowiec potrafi wytłumaczyć laikowi skomplikowane teorie. Przystępność to prawdziwy geniusz.
Wyzwanie: 2 w 1
Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ
poniedziałek, 24 grudnia 2018
ŻYCZENIA
Spokojnych, rodzinnych
i oczywiście zaczytanych
Świąt Bożego Narodzenia
oraz zdrowia i wszelkiej pomyślności
w Nowym Roku
Kasia
Księgozbiór Kasiny
poniedziałek, 17 grudnia 2018
NIEBIESKIE MIGDAŁY - KATARZYNA ZYSKOWSKA
Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Data wydania: luty 2011
Liczba stron: 304
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10
***
Tym razem poznałam kolejną interesującą polską pisarkę Katarzynę Zyskowską. Po opisie z okładki książki spodziewałam się czegoś całkiem innego. Natomiast "Niebieskie migdały" okazały się idealną lekturą na odpoczynek i relaks. Sam gatunek określiłabym jako komedia romantyczna:)
Ina to młoda dziewczyna, która dopiero co wkracza w dorosłe życie. Ma kochającą rodzinę, przyjaciółkę od serca oraz dobrze zapowiadającą się pracę dziennikarki. Jej kłopoty zaczynają się, gdy zachodzi w ciążę, a ojciec dziecka po usłyszeniu tej informacji nagle znika z jej życia. Ina postanawia urodzić dziecko i decyduje się na samotne macierzyństwo. Czy uda jej się sprostać wymaganiom codziennego, samotnego rodzicielstwa? Czy pogodzi pracę, opiekę nad dzieckiem i nie zatraci przy tym siebie samej i swoich marzeń o miłości? Ina zaczyna żyć samodzielnie, pierwszym, milowym krokiem jest wyprowadzka od rodziców i powrót do pracy...
Katarzyna Zyskowska zaprezentowała nam bardzo fajną, lekką i przyjemną komedię romantyczną. Tematem przewodnim jest tutaj samotne macierzyństwo i szereg problemów z tym związanych. Ale także samo odnalezienie się kobiety w roli matki. Choć nie tylko. Autorka pokazuje jak ważne jest zachowanie kobiecości, zadbanie o siebie, a nie tylko o dziecko. Pokazuje, że kobieta z małym dzieckiem ma prawo do bycia sobą, do marzeń o przysłowiowych "niebieskich migdałach" i przede wszystkim do własnego szczęścia i miłości. Pomimo, że temat ten poruszony jest w sposób lekki i przyjemny, ale warto się nad nim zastanowić i na poważnie. Bo ileż to kobiet jest w podobnej sytuacji jak nasza bohaterka Ina?! Ina jest typową, zwykłą dziewczyną "z sąsiedztwa". A to sprawia, że tym łatwiej jest nam się z nią identyfikować i utożsamić.
Autorka pokazuje też jak ważne są dobre relacje z rodziną i przyjaciółmi, jak często potrzebujemy ich wsparcia, akceptacji czy pomocy. Ale zawsze powinniśmy też walczyć o siebie i swoje marzenia!
Książka jest dość przewidywalna, łatwo domyśleć się zakończenia. Jednak w żaden sposób nie przeszkadzało mi to w czytaniu i nie odebrało przyjemności z lektury. Powieść ta sprawdzi się idealnie jako odpoczynek po ciężkim tygodniu pracy, będzie idealnym towarzyszem w długi, samotny wieczór... A ja z wielką przyjemnością postaram się zapoznać z pozostałymi książkami Autorki:)
***
Wybrane cytaty:
Często nie widzimy tego, co mamy cały czas przed oczami.
Życie już takie jest, że w którymś momencie trzeba zapomnieć o niebieskich migdałach. Rafał pokręcił głową - Tu się nie zgodzę, właśnie nie wolno przestawać o nich myśleć. Trzeba mieć marzenia.
Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ
Data wydania: luty 2011
Liczba stron: 304
Moja bardzo subiektywna ocena: 8/10
***
Tym razem poznałam kolejną interesującą polską pisarkę Katarzynę Zyskowską. Po opisie z okładki książki spodziewałam się czegoś całkiem innego. Natomiast "Niebieskie migdały" okazały się idealną lekturą na odpoczynek i relaks. Sam gatunek określiłabym jako komedia romantyczna:)
Ina to młoda dziewczyna, która dopiero co wkracza w dorosłe życie. Ma kochającą rodzinę, przyjaciółkę od serca oraz dobrze zapowiadającą się pracę dziennikarki. Jej kłopoty zaczynają się, gdy zachodzi w ciążę, a ojciec dziecka po usłyszeniu tej informacji nagle znika z jej życia. Ina postanawia urodzić dziecko i decyduje się na samotne macierzyństwo. Czy uda jej się sprostać wymaganiom codziennego, samotnego rodzicielstwa? Czy pogodzi pracę, opiekę nad dzieckiem i nie zatraci przy tym siebie samej i swoich marzeń o miłości? Ina zaczyna żyć samodzielnie, pierwszym, milowym krokiem jest wyprowadzka od rodziców i powrót do pracy...
Katarzyna Zyskowska zaprezentowała nam bardzo fajną, lekką i przyjemną komedię romantyczną. Tematem przewodnim jest tutaj samotne macierzyństwo i szereg problemów z tym związanych. Ale także samo odnalezienie się kobiety w roli matki. Choć nie tylko. Autorka pokazuje jak ważne jest zachowanie kobiecości, zadbanie o siebie, a nie tylko o dziecko. Pokazuje, że kobieta z małym dzieckiem ma prawo do bycia sobą, do marzeń o przysłowiowych "niebieskich migdałach" i przede wszystkim do własnego szczęścia i miłości. Pomimo, że temat ten poruszony jest w sposób lekki i przyjemny, ale warto się nad nim zastanowić i na poważnie. Bo ileż to kobiet jest w podobnej sytuacji jak nasza bohaterka Ina?! Ina jest typową, zwykłą dziewczyną "z sąsiedztwa". A to sprawia, że tym łatwiej jest nam się z nią identyfikować i utożsamić.
Autorka pokazuje też jak ważne są dobre relacje z rodziną i przyjaciółmi, jak często potrzebujemy ich wsparcia, akceptacji czy pomocy. Ale zawsze powinniśmy też walczyć o siebie i swoje marzenia!
Książka jest dość przewidywalna, łatwo domyśleć się zakończenia. Jednak w żaden sposób nie przeszkadzało mi to w czytaniu i nie odebrało przyjemności z lektury. Powieść ta sprawdzi się idealnie jako odpoczynek po ciężkim tygodniu pracy, będzie idealnym towarzyszem w długi, samotny wieczór... A ja z wielką przyjemnością postaram się zapoznać z pozostałymi książkami Autorki:)
***
Wybrane cytaty:
Często nie widzimy tego, co mamy cały czas przed oczami.
Życie już takie jest, że w którymś momencie trzeba zapomnieć o niebieskich migdałach. Rafał pokręcił głową - Tu się nie zgodzę, właśnie nie wolno przestawać o nich myśleć. Trzeba mieć marzenia.
Wyzwanie: 2 w 1
Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ
wtorek, 4 grudnia 2018
TAJEMNICA POD JEMIOŁĄ - RICHARD PAUL EVANS
Kolekcja pod Jemiołą
Obietnica pod Jemiołą || Hotel pod Jemiołą || Tajemnica pod Jemiołą
Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
Data wydania: listopad 2018
Liczba stron: 304
Moja bardzo subiektywna ocena: 7/10
***
Ostatnio moje notatki tutaj zaczynają się od słów: „to moje pierwsze spotkanie z tym Autorem/Autorką…”. I tym razem nie jest inaczej! „Tajemnica pod Jemiołą” to wprawdzie trzecia książka jaka ukazała się w cyklu „Kolekcja pod Jemiołą”, ale moja pierwsza przeczytana książka tego Autora. Książek nie trzeba czytać w kolejności, gdyż każda z nich tworzy odrębną historię. Mnie zachęciła przede wszystkim klimatyczną, zimową okładką! W końcu sezon na czytanie świątecznych opowieści został już otwarty, prawda?:)
Alex to chłopak, który próbuje pozbierać się po rozwodzie, do jakiego doszło z powodu zdrady żony. Doskwiera mu ogromna samotność, nie umie znaleźć sobie miejsca, więc często ucieka w pracę. Tu przynajmniej może się realizować. Jednak w perspektywie zbliżających się świąt Bożego Narodzenia coraz bardziej dokucza mu brak bliskiej osoby. Jego najlepsi przyjaciele podsuwają mu pomysł, aby poszukał sympatii na portalach randkowych w sieci… Alex postanawia spróbować tego sposobu. A podczas tych poszukiwań natrafia przez przypadek na pewien ciekawy dla niego blog. Posty na nim pisze prawie anonimowa kobieta. Anonimowa, ponieważ podpisuje się jedynie LBH. Czytając jej wpisy Alex zaczyna powoli się w niej zakochiwać, a początkowo tłumaczy sobie to podobną wrażliwością, otwartością i przede wszystkim podobnymi odczuciami odnośnie samotności. Gdy pewnego dnia czyta, że to ostatni wpis i kobieta postanawia zniknąć, Alex wyrusza w podróż na poszukiwanie tajemniczej nieznajomej! Na miejscu poznaje jednak Arię. I tu zaczynają się dla niego schody. Chłopak sam nie wie, co ma zrobić: z jednej strony ciągnie go do Arii, ale z drugiej ciągle chce odszukać LBH… A jeszcze bardziej sytuacja się komplikuje, gdy ją odnajduje!
Richard Paul Evans przede wszystkim pięknie odmalowuje świąteczno-zimowy klimat. Większość akcji toczy się w małej mieścinie, gdzie każdy każdego zna, a każdy mieszkaniec jest na swój sposób wyjątkowy. A Alex, jako „turysta” od razu jest tutaj zauważony. Atmosfera jaka panuje w miasteczku jest bardzo rodzinna i przyjacielska, aż chce się tam przenieść! Zresztą wszyscy tam przygotowują się do świąt. Pada śnieg, jest mroźno. Alex ścina swoją pierwszą w życiu choinkę! Kąpie się cieplicach!
Cała powieść utrzymana jest w nastrojowej, ciepłej nucie. Idealna na zimowy wieczór pod kocykiem i z kubkiem gorącego kakao lub aromatycznej herbaty. Piszę wieczór, bo dzięki piórowi Autora książkę czyta się naprawdę w ekspresowym tempie. Ja bardzo szybko domyśliłam się zakończenia, ale w ogóle (naprawdę w ogóle) mi to nie przeszkadzało. To taka historia „ku pokrzepieniu serc”, pełna nadziei, romantyzmu, marzeń. Od czasu do czasu lubię sięgać po tego typu opowieści i dlatego na pewno zapamiętam sobie nazwisko Autora, który troszkę skojarzył mi się z Peterem Pezzelli. Richard Paul Evans pisze bowiem w sposób bardzo lekki i przystępny, można nawet powiedzieć, że historia wydaje się na wskroś prosta i banalna. Jednak jeśli dobrze się przyjrzymy, to dostrzeżemy morał, że zawsze warto zawalczyć o swoje szczęście, że trzeba mieć odwagę, aby zrobić krok i „skoczyć”.
***
Wybrane cytaty:
Boimy się skoczyć, ponieważ boimy się upaść. Boimy się bólu. Mimo to musimy skakać, bo tylko wtedy możemy mieć nadzieję, że ktoś nas złapie.
Do zarządzania gospodą potrzeba bardziej serca niż rozumu. To zasada wzajemności. Ugość innych tak, jak sam chciałbyś być ugoszczony.
...oto fakt,
który dotyczy Ciebie, Drogi Czytelniku. Wiedziałeś, że ilość czasu,
który spędzasz w internecie, jest odwrotnie proporcjonalny do Twojego
ogólnego szczęścia i więzi z innymi ludźmi? Mówiąc inaczej, im więcej
czasu spędzasz w internecie, tym bardziej jesteś nieszczęśliwy i
wyizolowany.
Przeszłość jest lekcją, nie wyrokiem. Odetnij się od niej.
Tak już jest, że nigdzie nie czujemy się tak samotni jak w tłumie ludzi, z którymi nic nas nie łączy.
Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ
Obietnica pod Jemiołą || Hotel pod Jemiołą || Tajemnica pod Jemiołą
Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
Data wydania: listopad 2018
Liczba stron: 304
Moja bardzo subiektywna ocena: 7/10
***
Ostatnio moje notatki tutaj zaczynają się od słów: „to moje pierwsze spotkanie z tym Autorem/Autorką…”. I tym razem nie jest inaczej! „Tajemnica pod Jemiołą” to wprawdzie trzecia książka jaka ukazała się w cyklu „Kolekcja pod Jemiołą”, ale moja pierwsza przeczytana książka tego Autora. Książek nie trzeba czytać w kolejności, gdyż każda z nich tworzy odrębną historię. Mnie zachęciła przede wszystkim klimatyczną, zimową okładką! W końcu sezon na czytanie świątecznych opowieści został już otwarty, prawda?:)
Alex to chłopak, który próbuje pozbierać się po rozwodzie, do jakiego doszło z powodu zdrady żony. Doskwiera mu ogromna samotność, nie umie znaleźć sobie miejsca, więc często ucieka w pracę. Tu przynajmniej może się realizować. Jednak w perspektywie zbliżających się świąt Bożego Narodzenia coraz bardziej dokucza mu brak bliskiej osoby. Jego najlepsi przyjaciele podsuwają mu pomysł, aby poszukał sympatii na portalach randkowych w sieci… Alex postanawia spróbować tego sposobu. A podczas tych poszukiwań natrafia przez przypadek na pewien ciekawy dla niego blog. Posty na nim pisze prawie anonimowa kobieta. Anonimowa, ponieważ podpisuje się jedynie LBH. Czytając jej wpisy Alex zaczyna powoli się w niej zakochiwać, a początkowo tłumaczy sobie to podobną wrażliwością, otwartością i przede wszystkim podobnymi odczuciami odnośnie samotności. Gdy pewnego dnia czyta, że to ostatni wpis i kobieta postanawia zniknąć, Alex wyrusza w podróż na poszukiwanie tajemniczej nieznajomej! Na miejscu poznaje jednak Arię. I tu zaczynają się dla niego schody. Chłopak sam nie wie, co ma zrobić: z jednej strony ciągnie go do Arii, ale z drugiej ciągle chce odszukać LBH… A jeszcze bardziej sytuacja się komplikuje, gdy ją odnajduje!
Richard Paul Evans przede wszystkim pięknie odmalowuje świąteczno-zimowy klimat. Większość akcji toczy się w małej mieścinie, gdzie każdy każdego zna, a każdy mieszkaniec jest na swój sposób wyjątkowy. A Alex, jako „turysta” od razu jest tutaj zauważony. Atmosfera jaka panuje w miasteczku jest bardzo rodzinna i przyjacielska, aż chce się tam przenieść! Zresztą wszyscy tam przygotowują się do świąt. Pada śnieg, jest mroźno. Alex ścina swoją pierwszą w życiu choinkę! Kąpie się cieplicach!
Cała powieść utrzymana jest w nastrojowej, ciepłej nucie. Idealna na zimowy wieczór pod kocykiem i z kubkiem gorącego kakao lub aromatycznej herbaty. Piszę wieczór, bo dzięki piórowi Autora książkę czyta się naprawdę w ekspresowym tempie. Ja bardzo szybko domyśliłam się zakończenia, ale w ogóle (naprawdę w ogóle) mi to nie przeszkadzało. To taka historia „ku pokrzepieniu serc”, pełna nadziei, romantyzmu, marzeń. Od czasu do czasu lubię sięgać po tego typu opowieści i dlatego na pewno zapamiętam sobie nazwisko Autora, który troszkę skojarzył mi się z Peterem Pezzelli. Richard Paul Evans pisze bowiem w sposób bardzo lekki i przystępny, można nawet powiedzieć, że historia wydaje się na wskroś prosta i banalna. Jednak jeśli dobrze się przyjrzymy, to dostrzeżemy morał, że zawsze warto zawalczyć o swoje szczęście, że trzeba mieć odwagę, aby zrobić krok i „skoczyć”.
***
Wybrane cytaty:
Boimy się skoczyć, ponieważ boimy się upaść. Boimy się bólu. Mimo to musimy skakać, bo tylko wtedy możemy mieć nadzieję, że ktoś nas złapie.
Do zarządzania gospodą potrzeba bardziej serca niż rozumu. To zasada wzajemności. Ugość innych tak, jak sam chciałbyś być ugoszczony.
Przeszłość jest lekcją, nie wyrokiem. Odetnij się od niej.
Tak już jest, że nigdzie nie czujemy się tak samotni jak w tłumie ludzi, z którymi nic nas nie łączy.
Wyzwanie: 2 w 1
Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ
środa, 28 listopada 2018
DOŻYWOCIE - MARTA KISIEL
Dożywocie
Dożywocie || Siła niższa || Szaławiła || Oczy urocze
Wydawnictwo: UROBOROS
Data wydania: wrzesień 2015
Liczba stron: 376
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10
***
Ostatnio niestety mam bardzo mało czasu na czytanie... Codzienne życie domowe, praca pochłaniają większość mojego czasu. Chwilę wytchnienia mam jedynie wieczorem, gdzie na spokojnie mogę zatopić się w lekturze. Tym razem przyszła pora na "Dożywocie". Już wcześniej, zanim zaczęłam czytać tą książkę, sporo się o niej naczytałam. Od razu wiedziałam, że lektura mi się wyjątkowo spodoba. I wiecie co? Nie zawiodłam się! Ta książka to wyjątkowo dowcipna, błyskotliwa, genialna forma rozrywki na najwyższym poziomie!
Pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy. Oto Konrad Romańczuk, trzydziestoparoletni mieszczuch dostaje spadek od nieznajomego krewnego. Jest mu to wyjątkowo na rękę, ponieważ szuka odskoczni i zmiany - właśnie skończył bowiem burzliwy związek z niejaką Majką i potrzebuje czasu i spokojnego miejsca na "zagojenie ran". Z wielką nadzieją jedzie więc do Lichotki, bo tak nazywa się owa odziedziczona nieruchomość. Na miejscu okazuje się, że jest to wyjątkowo cudaczna budowla: cała z cegły, z wieżyczką, w klimacie stylowego gotyku, wybudowana własnoręcznie przez praprapraprzodka jakieś dwieście lat temu. Konrad szybko poznaje także tamtejszych stałych lokatorów: Licho - anioła stróża uczulonego na własne pierze, Utopce – wodne stwory, Krakersa - potwora z mackami, ale świetnie gotującego czy widmo panicza Szczęsnego - lubującego haft krzyżykowy oraz wyjątkowo nieszczęśliwie zakochanego poetę, który już dwukrotnie popełnił samobójstwo.
Bohaterowie są wprost genialni. Przede wszystkich to istoty nadprzyrodzone! Wyjątkowe, niespotykane, a ja jako czytelnik od razu ich polubiłam i chciałabym więcej i więcej ich przygód! Bo czy ktoś kiedyś spotkał anioła stróża uczulonego na własne pierze?! Ciągle chodzącego zakatarzonym, w bamboszach i w koszulkach z postaciami z bajek?! Albo czy ktoś spotkał blednące widmo poety, który uwielbia wyszywać?! A może pradawnego stwora odstraszającego swoimi mackami, ale wyjątkowo utalentowanego mistrza kucharskiego?! Do grona dołącza także królik Rudolf Valentino, na początku biały, ale z czasem przefarbowany na różowo! Może to i jest jakiś pomysł?! Z pozoru w takim oddalonym „zameczku” nic nie powinno się szczególnego dziać, prawda? A jednak! Pojawiają się obrońcy aniołów! Pojawia się żądna krwi agentka Konrada, która postanawia sama przypilnować, aby ten napisał kolejną powieść! Licho z Paniczem upijają się, Konrad potyka się na schodach o tego słodkiego króliczka, co powoduje jego ogromną kontuzję… Mieszkańcy tego przedziwnego domu strasznie denerwują Konrada, ale tylko do czasu. Momentem przełomowym staje się chwila, gdzie nasz bohater zdaje sobie sprawę, że może ich stracić oraz gdzie uświadamia sobie jak bardzo czuje się za nich odpowiedzialny. Niefortunny wypadek Anioła dość dotkliwie mu to uświadamia…
Książka wprost idealnie wpasowała się w moje poczucie humoru. Uśmiałam się do łez. Czytając tą książkę w miejscach publicznych trzeba uważać, żeby nie wybuchać co rusz śmiechem:) Zabawa przy niej gwarantowana. Marta Kisiel posługuje się bowiem pięknym literackim językiem. Ja osobiście uwielbiam takie gierki słowne, dlatego każda strona była niesamowitą ucztą czytelniczą. Dowcip tutaj jest lekko ironiczny, czasem sarkastyczny, a przy tym inteligentny i błyskotliwy. Jest to rewelacyjna lektura na odpoczynek po ciężkim dniu pracy, ale także na gorszy dzień, gdy dopada człowieka smutek... Po kilku stronach człowiek zapomina o całym świecie i już kibicuje naszym przedziwnym bohaterom w ich przygodach!
Mnie Marta Kisiel kupiła od razu, właściwie po pierwszych kilku stronach wiedziałam, że jestem stracona! Cały dzień nie mogłam się doczekać tej chwili, gdzie będę mogła wieczorem usiąść pod kocykiem z kubkiem gorącej herbaty i odwiedzić Lichotkę, a w niej Licha, Szczęsnego, Konrada i innych. Aż czasem żałowałam, że trzeba już pójść spać, bo rozsądek i zmęczone po całym dniu oczy mówiły „trzeba się wyspać, bo jutro do pracy”… Cóż można więcej powiedzieć? Pozostaje jedynie Alleluja i do przodu!
***
Wybrane cytaty:
Zupa, jak to miała w zwyczaju, milczała niczym zaklęta, aczkolwiek w tym milczeniu dało się wyczuć wyraźne potępienie.
Jestem oazą spokoju, usilnie wmawiał sobie Konrad, oazą spokoju na burzliwym morzu agresji i desperacji.
Blond loki, zwykle opadające swobodnie na ramiona, panicz zebrał w klasyczną cebulę i związał wściekle błękitną frotką z koronkowym kwiatkiem. Efekt był wstrząsający.
- Przeszkadzały, gdym haftował na tamborku, więc je okiełznałem. - Nie wydawał się zbyt przejęty tym, że wygląda jak Fragles na sterydach.
Mikołajkowe prezenty zdążyły się już znudzić, po słodyczach zostały tylko stosy sreberek i papierków, nowe komórki tłuszczowe oraz radosne zaczątki próchnicy, zaś pora na rozplątywanie światełek i ubieranie choinki jeszcze nie nadeszła. Takie grudniowe ni wpiął, ni wypiął, kiedy nie za bardzo wiadomo, co ze sobą począć.
Myślałem o tym całą noc. Wiem, że chcesz mnie za wszelką cenę ściągnąć z powrotem do miasta, choćby w dybach ponownego związku. Parę osób pewnie by się z tego ucieszyło. Ty, Majka... troje znajomych oszołomów... Ale jest też ktoś, kto zasmarkałby się na śmierć, rwąc sobie włosy z głowy i pióra ze skrzydełek. I kto nie oczekuje ode mnie, że się zmienię i zacznę spełniać jego oczekiwania, tylko akceptuje z całym dobrodziejstwem inwentarza. Ten ktoś właśnie śpi w moim łóżku z gołym pupskiem i wrednym różowym królikiem pod pachą. Nie mówiąc już o obecnym tu nieszczęsnym paniczu, któremu znowu skończyłyby się palce, zanim zdążyłby popełnić tak pożądane przez ciebie dzieło swego życia po życiu. I tak sobie myślę... że oni są jednak dla mnie ważniejsi niż Twoje widzimisię. Dla Majki z czystej przekory nie chciałem się zmienić za nic na świecie, a dla nich... jakoś samo wychodzi.
Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ
Dożywocie || Siła niższa || Szaławiła || Oczy urocze
Wydawnictwo: UROBOROS
Data wydania: wrzesień 2015
Liczba stron: 376
Moja bardzo subiektywna ocena: 10/10
***
Ostatnio niestety mam bardzo mało czasu na czytanie... Codzienne życie domowe, praca pochłaniają większość mojego czasu. Chwilę wytchnienia mam jedynie wieczorem, gdzie na spokojnie mogę zatopić się w lekturze. Tym razem przyszła pora na "Dożywocie". Już wcześniej, zanim zaczęłam czytać tą książkę, sporo się o niej naczytałam. Od razu wiedziałam, że lektura mi się wyjątkowo spodoba. I wiecie co? Nie zawiodłam się! Ta książka to wyjątkowo dowcipna, błyskotliwa, genialna forma rozrywki na najwyższym poziomie!
Pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy. Oto Konrad Romańczuk, trzydziestoparoletni mieszczuch dostaje spadek od nieznajomego krewnego. Jest mu to wyjątkowo na rękę, ponieważ szuka odskoczni i zmiany - właśnie skończył bowiem burzliwy związek z niejaką Majką i potrzebuje czasu i spokojnego miejsca na "zagojenie ran". Z wielką nadzieją jedzie więc do Lichotki, bo tak nazywa się owa odziedziczona nieruchomość. Na miejscu okazuje się, że jest to wyjątkowo cudaczna budowla: cała z cegły, z wieżyczką, w klimacie stylowego gotyku, wybudowana własnoręcznie przez praprapraprzodka jakieś dwieście lat temu. Konrad szybko poznaje także tamtejszych stałych lokatorów: Licho - anioła stróża uczulonego na własne pierze, Utopce – wodne stwory, Krakersa - potwora z mackami, ale świetnie gotującego czy widmo panicza Szczęsnego - lubującego haft krzyżykowy oraz wyjątkowo nieszczęśliwie zakochanego poetę, który już dwukrotnie popełnił samobójstwo.
Bohaterowie są wprost genialni. Przede wszystkich to istoty nadprzyrodzone! Wyjątkowe, niespotykane, a ja jako czytelnik od razu ich polubiłam i chciałabym więcej i więcej ich przygód! Bo czy ktoś kiedyś spotkał anioła stróża uczulonego na własne pierze?! Ciągle chodzącego zakatarzonym, w bamboszach i w koszulkach z postaciami z bajek?! Albo czy ktoś spotkał blednące widmo poety, który uwielbia wyszywać?! A może pradawnego stwora odstraszającego swoimi mackami, ale wyjątkowo utalentowanego mistrza kucharskiego?! Do grona dołącza także królik Rudolf Valentino, na początku biały, ale z czasem przefarbowany na różowo! Może to i jest jakiś pomysł?! Z pozoru w takim oddalonym „zameczku” nic nie powinno się szczególnego dziać, prawda? A jednak! Pojawiają się obrońcy aniołów! Pojawia się żądna krwi agentka Konrada, która postanawia sama przypilnować, aby ten napisał kolejną powieść! Licho z Paniczem upijają się, Konrad potyka się na schodach o tego słodkiego króliczka, co powoduje jego ogromną kontuzję… Mieszkańcy tego przedziwnego domu strasznie denerwują Konrada, ale tylko do czasu. Momentem przełomowym staje się chwila, gdzie nasz bohater zdaje sobie sprawę, że może ich stracić oraz gdzie uświadamia sobie jak bardzo czuje się za nich odpowiedzialny. Niefortunny wypadek Anioła dość dotkliwie mu to uświadamia…
Książka wprost idealnie wpasowała się w moje poczucie humoru. Uśmiałam się do łez. Czytając tą książkę w miejscach publicznych trzeba uważać, żeby nie wybuchać co rusz śmiechem:) Zabawa przy niej gwarantowana. Marta Kisiel posługuje się bowiem pięknym literackim językiem. Ja osobiście uwielbiam takie gierki słowne, dlatego każda strona była niesamowitą ucztą czytelniczą. Dowcip tutaj jest lekko ironiczny, czasem sarkastyczny, a przy tym inteligentny i błyskotliwy. Jest to rewelacyjna lektura na odpoczynek po ciężkim dniu pracy, ale także na gorszy dzień, gdy dopada człowieka smutek... Po kilku stronach człowiek zapomina o całym świecie i już kibicuje naszym przedziwnym bohaterom w ich przygodach!
Mnie Marta Kisiel kupiła od razu, właściwie po pierwszych kilku stronach wiedziałam, że jestem stracona! Cały dzień nie mogłam się doczekać tej chwili, gdzie będę mogła wieczorem usiąść pod kocykiem z kubkiem gorącej herbaty i odwiedzić Lichotkę, a w niej Licha, Szczęsnego, Konrada i innych. Aż czasem żałowałam, że trzeba już pójść spać, bo rozsądek i zmęczone po całym dniu oczy mówiły „trzeba się wyspać, bo jutro do pracy”… Cóż można więcej powiedzieć? Pozostaje jedynie Alleluja i do przodu!
***
Wybrane cytaty:
Zupa, jak to miała w zwyczaju, milczała niczym zaklęta, aczkolwiek w tym milczeniu dało się wyczuć wyraźne potępienie.
Jestem oazą spokoju, usilnie wmawiał sobie Konrad, oazą spokoju na burzliwym morzu agresji i desperacji.
Blond loki, zwykle opadające swobodnie na ramiona, panicz zebrał w klasyczną cebulę i związał wściekle błękitną frotką z koronkowym kwiatkiem. Efekt był wstrząsający.
- Przeszkadzały, gdym haftował na tamborku, więc je okiełznałem. - Nie wydawał się zbyt przejęty tym, że wygląda jak Fragles na sterydach.
Mikołajkowe prezenty zdążyły się już znudzić, po słodyczach zostały tylko stosy sreberek i papierków, nowe komórki tłuszczowe oraz radosne zaczątki próchnicy, zaś pora na rozplątywanie światełek i ubieranie choinki jeszcze nie nadeszła. Takie grudniowe ni wpiął, ni wypiął, kiedy nie za bardzo wiadomo, co ze sobą począć.
Myślałem o tym całą noc. Wiem, że chcesz mnie za wszelką cenę ściągnąć z powrotem do miasta, choćby w dybach ponownego związku. Parę osób pewnie by się z tego ucieszyło. Ty, Majka... troje znajomych oszołomów... Ale jest też ktoś, kto zasmarkałby się na śmierć, rwąc sobie włosy z głowy i pióra ze skrzydełek. I kto nie oczekuje ode mnie, że się zmienię i zacznę spełniać jego oczekiwania, tylko akceptuje z całym dobrodziejstwem inwentarza. Ten ktoś właśnie śpi w moim łóżku z gołym pupskiem i wrednym różowym królikiem pod pachą. Nie mówiąc już o obecnym tu nieszczęsnym paniczu, któremu znowu skończyłyby się palce, zanim zdążyłby popełnić tak pożądane przez ciebie dzieło swego życia po życiu. I tak sobie myślę... że oni są jednak dla mnie ważniejsi niż Twoje widzimisię. Dla Majki z czystej przekory nie chciałem się zmienić za nic na świecie, a dla nich... jakoś samo wychodzi.
Wyzwanie: 2 w 1
Wyzwanie: ZATYTUŁUJ SIĘ
Subskrybuj:
Posty (Atom)







